Tak mówił o sobie samym Stanisław Wokulski, a Bolesław Prus komentował to tak: „Wokulski jest to człowiek, w którym myśli, uczucie, wola i siły organiczne dosięgnęły wysokiego stopnia natężenia. Gdy los złamał w nim rycerza, obudził się uczony; gdy zrobił go wdowcem po starszej kobiecie, ocknął się (z powodu niezużycia sił fizycznych) kochanek, który stał się spekulantem. Gdy zginął kochanek i spekulant, ocknął się znowu uczony”.
Dowodem sił witalnych Wokulskiego jest miłość, która w nim dosięgnęła stopnia monomanii. Rozmaicie tę miłość oceniano – jednych wzruszała i jednała dla bohatera, drugich, przeciwnie, zniechęcała.
Niebawem znowu staniemy przed pytaniem, czy postępowanie Wokulskiego było zgodne z naszymi oczekiwaniami. Przed nami premiery serialu Pawła Maślony i filmu Macieja Kowalskiego. Po raz kolejny śledzić będziemy losy kupca galanteryjnego i pięknej arystokratki na tle końca lat 80. dziewiętnastowiecznej Warszawy..
Lalka wiecznie żywa
Lalka to symbol martwoty, ale paradoksalnie, kiedy mowa o „Lalce” Bolesława Prusa, aż ciśnie się na usta slogan: „Lalka wiecznie żywa”, wciąż obecna w czołówce ulubionych lektur – ankieta przeprowadzona parę lat temu wśród zagranicznych dziennikarzy akredytowanych w Polsce przyniosła zaskakujące potwierdzenie popularności tej powieści. Zajęła w tej ankiecie pierwsze miejsce, wyprzedzając powieści Andrzeja Sapkowskiego, „Solaris” Stanisława Lema czy „Quo vadis” Sienkiewicza”. Pewnie tę popularność wspomagało ponad trzydzieści przekładów na języki obce, ale poczytność „Lalki” w Polsce nie da się już w ten sposób objaśniać. „Lalkę” wciąż się czyta, nie tylko jako lekturę szkolną.
Czytają ją w odcinkach aktorzy, Jedynka przypomina teraz nagrania Jerzego Kamasa, a w RMF Classic można posłuchać Andrzeja Seweryna. Wcześniej Teatr Polskiego Radia zrealizował serial w reżyserii Andrzeja Łapickiego (1971, 21 odcinków), Wokulskiego grał Stanisław Zaczyk, Rzeckiegp Henryk Borowski, Izabelę Anna Seniuk. Od lat żywi się „Lalką” teatr, począwszy od pierwszej adaptacji w warszawskim Teatrze Polskim (1952, reżyseria Bronisław Dąbrowski) i pierwszej transmisji telewizyjnej fragmentów tego przedstawienia (1952, Nina Andrycz(1912-2014), aktorka od debiutu związana z warszawskim Teat... More jako Izabela Łęcka). Powstało jak do tej pory ponad dwadzieścia teatralnych adaptacji, w tym musical; ostatnią zrealizował w tym roku stołeczny Teatr Dramatyczny.
Telewizja wciąż przypomina serial Ryszarda Bera (1997) z Jerzym Kamasem jako Wokulskim i Bronisławem Pawlikiem jako Rzeckim i film Wojciecha Hasa (1968). Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczącymi ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmującym widokom biedy Powiśla, urodzie parkowych rzeźb, prawdzie detalu towarzyszy przedniej marki aktorstwo: niezapomniany Tadeusz Fijewski jako Ignacy Rzecki, Mariusz Dmochowski w roli Stanisława Wokulskiego, Jan Kreczmar jako podupadły arystokrata Łęcki, Kalina Jędrusik – pani Wąsowska, Beata Tyszkiewicz, urodziwa panna Izabela, a to przecież tylko fragment starannie dobranej, imponującej obsady. Kiedy ogląda się dzieło Hasa, nie czuje się wcale upływu lat, a minęło przecież, bagatela, niemal 60 lat.
Błędy, nieład, chaos
To niesłabnące zainteresowanie pozostaje w sprzeczności z początkowo dość słabym przyjęciem tej niezwykłej powieści, stanowiącej rodzaj punktu orientacyjnego między dawnym sposobem opowiadania i literaturą nowoczesną. Sam autor określił swój zamiar w taki sposób: „Temat Lalki jest następujący: Przedstawić naszych polskich idealistów na tle społecznego rozkładu”. Jednak powieść Prusa jest dziełem o wiele bardziej złożonym niż się samemu autorowi wydawało, tak jak złożona jest postać głównego bohatera.
Wielopiętrowa budowa utworu na początku budziła mnóstwo uwag krytycznych – dostrzegano w niej przede wszystkim błędy, nieład, chaos, wszystkoizm, słowem łamanie reguł powieści realistycznej. Wbrew krytykom, i to nie byle jakim, bo był wśród nich sam papież pozytywizmu Aleksander Świętochowski, właśnie w odstępstwach od reguł objawiała się oryginalność dzieła.
Niektórzy nie mogli się nadziwić, że felietonista, humorysta, kronikarz bardziej niż pisarz zabrał się do takiego przedsięwzięcia. W tym upatrywali przyczynę błędów i rozproszenia autora, który nierzadko te same fakty oświetlał z różnych punktów widzenia, Siłę tej wielokierunkowej narracji, łączącej wszechwiedzącego narratora z narratorem – bohaterem, często zanurzonym w marzeniach a nawet halucynacjach (Łęcka, Wokulski, czasem Rzecki), narratorem-pamiętnikarzem (Rzecki), z obserwatorem, pośredniczącym między autorem a postaciami, brali za usterki w sztuce opowiadania. A tymczasem do polskiej powieści dobijała się nowoczesność.
Najwyraźniej nie dostrzegli oni, że w bogactwie świata powieściowego „Lalki”, jego pozornym przeładowaniu, kryje się tajemnica jej wielkości. Dzięki temu powieść stała się całościowym ujęciem ówczesnego świata, więcej, sama tworząc swój świat, który czerpał inspiracje i motywy ze świata rzeczywistego, przetwarzał je w celowy sposób, aby ukształtować sugestywny obraz rzeczywistości w przebudowie, w przeciągu historii, w epoce wielkiej przemiany społecznej, kulturowej, gospodarczej, cywilizacyjnej. To wszystko w tej powieści jest, a jest spojone zostało dziejami wielkiej miłości.
Monomania miłosna Stanisława Wokulskiego
To na kręgosłupie dziejów tej miłości trzyma się świat „Lalki”, a kiedy miłość okaże się zbudowana na iluzjach (jakby powiedział kupiec: oparta na słabych papierach), świat nagle rozpada się na kawałki. – „Umarł przywalony resztkami feudalizmu” powie na koniec o Wokulskim doktor Szuman. Powinien raczej powiedzieć: Umarł przywalony KATASTROFĄ miłości.
Resztki feudalizmu przejawiały się w świecie „Lalki” w przesądach, w podziałach klasowych, wychowaniu oderwanym od realnego życia, w nawykach, których nie była w stanie przezwyciężyć w sobie osoba tak wrażliwa jak Izabela Łęcka. Prus ją nazywa kobietą złą, ale to jej sfera taką ją ukształtowała, może i wbrew niej samej.
Współcześni byli więc rozczarowani „Lalką”. Zwłaszcza krytycy literaccy, którzy nie zostawili na mrocznym dziele Prusa suchej nitki. Dopiero z czasem powieść zaczęła rosnąć, nim wreszcie nabrała autorytetu arcydzieła. Wówczas dostrzeżono w niej powieść założycielską Polski nowoczesnej.
Tajemniczy Wokulski
Od początku uwagę czytelników i krytyków przykuwała postać głównego bohatera. Nie ukazuje się on czytelnikom od razu, wprowadza go Prus na scenę stopniowo – bliższą opowieść o jego losach sprzed wielkiej kariery kupieckiej, sprzed kontraktów z Suzinem, z okresu małżeństwa z rozsądku z wdową Millerową, poznajemy dopiero w tomie drugim, dzięki zapiskom starego subiekta. Na razie wkracza na scenę dość obcesowy biznesmen, który mięknie tylko na widok a nawet na samą myśl o pięknej Izabeli. By oddać mu sprawiedliwość, ulega chwilom współczucia wobec ludzkiej krzywdy – stąd jego wsparcie dla Wysockich, upadłej kobiety i Węgiełka i dotkliwa dla niego refleksja, jak wielu ludziom mógłby pomóc w ich niedoli.
Ale fatalnego zauroczenia Izabelą nie mogli mu darować krytycy, nie rozumieli tego również najbliżsi mu ludzie, przyjaciele, doktor Szuman a nawet najwierniejszy z wiernych Ignacy Rzecki.
Zofię Nałkowską irytowało, że ten rozsądny Wokulski, przecież zdolny handlowiec, nie dostrzega pustoty Izabeli. Na tym jednak opiera się strategia autora – nie żąda od swego bohatera konsekwencji w działaniu. Pozwala mu błądzić, walczyć ze sobą, zmieniać zdanie i to sprawia, że mamy do czynienia z bohaterem prawdziwym, a nie pozapinanym od szyi po nogawki od spodni.
Drugim fundamentem strategii Prusa w malowaniu bohatera jest jego wielostronne oświetlanie. Obcujemy więc z obiektywnym ukazywaniem bohatera w działaniu w rozmaitych sytuacjach, które odnotowuje narrator; z ocenami jego postępowania w opiniach przyjaciół, Szumana, Rzeckiego, Ochockiego; z plotkami powtarzanymi przez niekoniecznie życzliwe mu osoby; z relacjami z drugiej ręki o jego losach; z nader bogatymi samoocenami Wokulskiego, toczącego z samym sobą spór o to, kim jest w istocie i jakie są jego pragnienia, wreszcie z zapisem odczuć, niepokojów i zmieniających się ocen Izabeli Łęckiej.
Tak rozlegle ustawione punkty obserwacyjne pozwalają na wyjątkowo wnikliwą analizę osobowości bohatera, targających nim sprzeczności, uczuć i myśli, jakiej nie znała wcześniej żadna polska powieść, a przecież to lata bujnego jej rozkwitu. W tym samym czasie co „Lalka” powstaje „Trylogia” Henryka Sienkiewicza czy „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, trochę później „Krzyżacy”,powieści, w których kwitną związki uczuciowe, ale o dość prostej konstrukcji jak związek Kmicica i Oleńki, czy Zbyszka z Bogdańca z Jurandówną. W „Lalce” to zostało znacznie głębiej ujęte. Konfrontacja między romantyzmem i pozytywizmem objawiała się w psychice Wokulskiego i w toku jej analitycznej obserwacji została ukazana. Syntezy miał dokonać sam czytelnik, mimo że sugestie autora wyraźnie wskazywaly mu kierunek.
Jan Kott, jeden z czołowych krytyków i historyków literatury, w miłość Wokulskiego do Izabeli w ogóle nie wierzył. „Ta wielka miłość – oceniał – zrobiona jest z papieru. Prus chciał pokazać, jak wyglądał zakochany romantyk. Ale ten romantyczny kostium pęka na kupcu. Widać szwy ideologii. To rok 1879. Wokulski nie jest biednym poetą, szturmującym do serca bogatej dziedziczki”. Kott stawia Prusowi za wzór Balzaka i tam, gdzie Prus pisze po balzakowsku, dowodzi, sięga wyżyn.
Innego zdania była Maria Dąbrowska, która uważała, że ”Lalka” jako romans
„góruje nad wszystkimi polskimi pisarzami, którzy sobie wielką miłość za bohatera powieści obierali; góruje nawet nad pokrewnymi sobie Dickensem i Balzakiem; żaden z tych pisarzy, przy całym ich geniuszu, w wielu rzeczach Prusa przewyższającym, nie dał obrazu wielkiej namiętności miłosnej równie przejmującego i mrocznego”.
Eros na każdym kroku
Pisarz, aby uwierzytelnić romans Wokulski-Łęcka, a zarazem ukazać jego złożony kontekst społeczny, sytuuje namiętność Wokulskiego, dzieje jego zauroczenia, na tle innych związków uczuciowych. Większość z nich to romanse nieszczęśliwe, skazane na niepowodzenie od samego początku.
Charakteryzuje je nader trafnie doktor Szuman: „Jestem Żyd, więc nie wolno mi kochać chrześcijanki… On jest kupiec więc nie prawa do hrabianki… A ty, który nie masz pieniędzy, nie masz prawa do żadnej zgoła kobiety… Podła wasza cywilizacja!…”
W rzeczy samej – młodzieńcza miłość Szumana okazała się niemożliwa, doprowadziła do śmierci ukochanej, a jego samego na skraj rozpaczy, blisko samobójstwa.
Podobne doświadczenia ma za sobą prezesowa Zasławska. Jej uczuciowy związek ze stryjem Stanisława Wokulskiego okazał się z punktu widzenia kalkulacji stanowych i majątkowych niestosowny – cale życie nieszczęśliwi kochankowie pielęgnowali w swoich sercach żal do wrogiego im świata, Zasławska to niespełnione uczucie próbuje wyrównać swoim poparciem dla starań Wokulskiego o rękę Izabeli, staje się jego dobrym duchem i niezbyt dyskretną powiernicą.
Także pierwsze małżeństwo Wokulskiego to związek nieszczęśliwy, choć z punktu widzenia życiowej stabilizacji nader korzystny. Dzięki niemu Wokulski wydobywa się z nędzy, awansuje zawodowo, zdobywa doświadczenie kupieckie i pomnaża majątek posażnej wdowy, który potem odziedziczy.
Zawód miłosny ma za sobą również Rzecki, a jego platoniczne uczucie, którym darzy Helenę Stawską, składa na ołtarzu swoich zabiegów o wyswatanie Stawskiej z Wokulskim.
Helena Stawska została opuszczona przez męża, którego niezbyt chętnie wspomina. Mąż wplątany w jakąś bliżej nieokreśloną aferę finansową na wszelki wypadek ucieka za granicę ucieka za granicę i nie daje o sobie znaku życia, Tymczasem kobieta wzdycha do Wokulskiego. Kiedy okaże się, że jej mąż zmarł w Algierze, wpada w sidła zastawione przez Moraczewskiego. Ten związek z zawodowym bawidamkiem nie zapowiada się szczęśliwie.
Jedynie jej matka czule wspomina męża, ale może dlatego że jest wdową.
Widowiskowo nieudany związek, malowany karykaturalną kreską tworzą baronostwo Krzeszowscy. Ona bigotka i sekutnica, posuwająca się do pisania anonimów. On – utracjusz, hulaka, wielbiciel wyścigów konnych i gier hazardowych. Ich zejście się to tylko pozór, za którym kryją się długi barona i rozpaczliwa samotność baronowej.
Znamiona karykatury nosi także rozbudzona namiętność barona Dawskiego (niedawnego kandydata do ręki Izabeli) do panny Janickiej, której przymioty wynosi pod niebiosa. Wokulski, obserwując przypływ tej starczej miłości, dostrzega śmieszność tego zaślepienia (choć niekoniecznie jego łudzące podobieństwo do swojej monomanii uczuciowej), zwłaszcza że panna bynajmniej nie podziela entuzjazmu uczuciowego swego narzeczonego. Toteż ich związek kończy się gwałtownym rozstaniem za sprawą jej flirtu z Kazimierzem Starskim, najwyraźniej złym duchem uczuciowych perypetii w powieści Prusa.
Jedynie związki w niższych sferach wydają się bardziej obiecujące, choć o zgodnym małżeństwie Wysockich tak naprawdę niewiele wiemy, a związek Węgiełka z Marianną, kobietą upadłą, odratowaną przez Wokulskiego tylko na początku zapowiada się wspaniale. Potem okaże się piekłem, bo dawni klienci przypominają się wybrance Węgiełka, ku jego poczuciu klęski. I tym razem jako czarny charakterbohater negatywny; postać charakterystyczna dla utworów na... More pojawi się na horyzoncie Starski.
Ukazując tę kolekcję nieudanych związków, Bolesław Prus wzmacnia konkluzję Rzeckiego, który pozwala sobie powątpiewać w miłość. Rzecki, kiedy zostaje włączony do akcji adorowania włoskiego aktora Rossiego, ideału Izabeli, dochodzi do wniosku, że: „my wkładamy zbyt dużo serca w zabawę nazywaną miłością”.
Namiętność Wokulskiego na tle tylu odnotowanych nieudanych związków okazuje więc swoją wyjątkowość, a nawet swego rodzaju ekscentryczność. Być może za sprawą uczuciowego niedoboru, jak to sugeruje Prus, młody Wokulski zajęty był bowiem ratowaniem ojczyzny, zdobywaniem wiedzy, opieką nad pogrążającym się w demencji ojcem i walką o jako taką egzystencję. Stąd wybuchła w średnim wieku namiętność przybiera kształt swoistego ubezwłasnowolnienia: „zrozumiał, że nie należy do siebie, ze wszystkie jego myśli, uczucia i pragnienia, wszystkie zamiary i nadzieje, przykute są do tej jednej kobiety. Gdyby ona umarła nie potrzebowałby się zabijać, jego dusza sama odleciałaby za nią jak ptak […] nie była to miłość, ale ekstaza”.
Izabela zachowuje dystans, nieczuła na okazywane Wokulskiemu względy przez wiele pań i panów z towarzystwa, nie mówiąc o innych sferach.
Zapewne to dodatkowo wzmacniało irytację części czytelników, którzy woleliby, żeby Wokulski znacznie szybciej nabrał rozumu, porzucił mrzonki o Izabeli i pojął za żonę kobietę, która byłaby stosowniejszą wybranką – zapowiadał się przecież na rasowego bohatera Balzaka (małżeństwo z Millerową!), a potem tak fatalnie zaprzepaścił świetnie rozwijającą się karierę.
Prus jednak nie był Balzakiem i swoje cele miał na widoku.
Tomasz Miłkowski
[Na zdj.:„Wokulskich czterech”, czyli Tomasz Schuchardt w serialu Netfliksa w reż. Pawła Maślony, Jerzy Kamas w serialu Telewizji Polskiej z 1977 r., Mariusz Dmochowski w filmie Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 r. oraz Marcin Dorociński w oczekującym na premierę filmie Maciej Kawalskiego. Rozdzielczość archiwalnych fotosów podniesiona za pomocą AI. ]
