Był dzieckiem jeszcze, kiedy od babci Stefanii, mknącej pociągiem, postaci legendarnej jak wiele innych w jego życiu, usłyszał: „Pamiętaj, życie jest wspaniałe i krótkie jak przeciąg”.
Akurat wiało. Zamknęła okienko pociągu. Odjechała.
Umarła za chwilę. Więcej się nie zobaczyli.
Janek zapamiętał to zdanie, czyniąc zeń motto.
Nie „memento mori”, ale „memento vivere” – pamiętaj, aby żyć.
I żyje. Żyje pełnią. Nie daje się przeciągom.
Sopot znowu wypełnił się światłem.
Światłem specjalnym, „U Filmowców”.
Słuchając Jana Peszka, zapamiętując niektóre z jego wypowiedzi, może uda się też coś przejąć dla siebie, pomyślałem o tym, o czym, jak sądzę, myślało wielu z nas: że trwa gawęda człowieka szczęśliwego.
Zadowolonego z siebie i z życia. Otwartego na nowe. Niepokornego. Zadziwionego światem.
Pytałem o Japonię, Japonię w życiu Peszka, a to całe lata przecież pracy tam, perspektywa artysty, nie turysty.
Inny świat, zupełnie inny.
Świat Jana Peszka. Uśmiechnięty, ale w specjalnym stylu. Nie roztrzepanie, tylko pobłażanie, a czasami ironia.
Jak w japońskim teatrze kabuki. Widać tyle, co jest umową.
Reszta za wachlarzem, za kimonem, reszta za Janem Peszkiem.
Łukasz Maciejewski
***
Foto: Anna Rezulak
