Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Na huśtawce nastrojów

Andrzej Chichłowski – aktor teatralny i filmowy, reżyser, scenarzysta oraz utalentowany, wyróżniający się precyzją dramaturgiczną autor sztuk teatralnych o komediowym wydźwięku – przedstawił ostatnio swe najnowsze siódme już sceniczne dzieło „Razy dwa”. Witold Gombrowicz nota bene napisał tylko trzy dramaty. Andrzej Chichłowski twórcę „Operetki” już przewyższył, a do dorobku Lope de Vegi – autora ponad 2000 sztuk teatralnych – dystans zmniejsza stopniowo, ale nie „nachalnie” (nawiązałem tu do jego sympatycznego określenia zawartego w didaskaliach).

Nawiasem mówiąc, tytuł spektaklu „Razy dwa” kojarzy się na pierwszy rzut oka ze szkolną komendą gimnastyczną bądź działaniem arytmetycznym. To oczywiście subtelna zmyłka, ponieważ autor przedstawił precyzyjnie skonstruowaną pod względem dramaturgicznym huśtawkę nastrojów, dwóch kochających się oraz sąsiadujących i zaprzyjaźnionych par, uwikłanych w ekscytujące, trzymające w komediowym napięciu, małżeńskie komplikacje…

Zaprezentował był swą sztukę na malutkiej estradowej scenie w restauracji, usytuowanej na parterze budynku Związku Artystów Scen Polskich przy Al. Ujazdowskich 45 podczas jednego z wielu comiesięcznych, niezapomnianych (np. przeze mnie) zebrań Warszawskiego Oddziału ZASP, organizowanych obecnie pod przewodnictwem jego prezesa Macieja Makowskiego. Genus proximum (różnicą gatunkową, cechą wyróżniającą) tych niezwykłych spotkań są w dalszym ciągu interesujące – odczytywane przez najlepszych aktorów, przeważnie warszawskich – prezentacje ograniczonych obsadowo dramatów, a także inne kameralne występy sceniczne oraz estradowe.

Tym razem, tj. 24 maja 2024., towarzyszący im w obiadowej porze kulinarny bufet, był atrakcyjny szczególnie dla tych pań, które – jak niegdyś w przedwojennej, prawie wiekowej, ale wciąż zabawnej piosence – z wdziękiem „ciacha żrą”.

Pamiętam, jak przez mgłę, że jeszcze niedawno posiedzeniom Warszawskiego Oddziału towarzyszyło wino i że nikt się na to nie uskarżał… Dionizosowy dar i upłynnione w nim jego boskie inspiracje wychodziły od dawien dawna – i zostało to wielokroć przez artystów potwierdzone – szczególnie naprzeciw teatralnym aspiracjom, pokusom i psikusom.

Andrzej Chichłowski przedstawił był już wcześniej (27 października 2022 r.) własną – gromko (lubię ten ukraiński rusycyzm) oklaskiwaną – sztukę „Kat”. Rzadko to się zdarza, ale zabolały mnie wówczas dłonie od oklasków.

Tak wtedy, jak podczas tegorocznej prezentacji „Razy dwa” Andrzej Chichłowski wystąpił jako reżyser interweniujący ad hoc, np. w sprawie światła, a przede wszystkim odczytujący wskazówki, zróżnicowane dyspozycje inscenizacyjne autora – niekiedy z udawaną intrygującą trudnością, jakby przedstawiał didaskalia innego dramaturga, używającego odmiennych odautorskich sformułowań.

Określały one w wypadku „Razy dwa” sytuacje, w jakich znalazły się cztery postaci dramatu, siedzące bez przerwy – podobnie jak widzowie – przez całe niemalże dwugodzinne przedstawienie na niewygodnych krzesłach, które – mimo braku wina – wciąż niemiłosiernie i konsekwentnie piły.

Ułatwiały one – wzmiankowane już – zróżnicowane didaskaliowe uwagi i interwencje, widzom i zarazem słuchaczom:

– intuicyjne, jak w teatrze radiowym, odwzorowanie zaprojektowanego przez autora i niezbędnego w teatrze dramatycznym (z nielicznymi wyjątkami, jak np. w „Czekając na Godota” Samuela Becketta) ruchu scenicznego (ciągle siedzących i czytających tekst) osób dramatu:

– wczucie się w zmienny, z punktu widzenia didaskaliów, pod względem czasowym, przestrzennym, scenograficznym i kostiumowym kontekst sytuacyjny i relacyjny wypowiedzi poszczególnych postaci scenicznych.

Autor przedstawiający didaskalia, stał się w związku z tym – niekoniecznie mimowolnie – piątą, ale stojącą i frasobliwie pochyloną nad własnym tekstem, postacią tego specyficznego spektaklu, osobą, która umiejętnie (tj. sugestywnie, jak przystało na wytrawnego zawodowca) zagrała drążącą ją (go) tremę: niby zmieszanie pod wpływem rzekomych trudności związanych z odczytaniem własnych słów (które jako ich autor, reżyser i aktor znał przecież od podszewki i na wyrywki). Ingerował aktywnie, czasem autokrytycznie i na bieżąco w zróżnicowany i dynamiczny przebieg kwestii aktorskich – podobnie jak niegdyś Tadeusz Kantor podczas swych autorskich przedstawień Teatru Cricot 2. Był on poniekąd – Andrzej Chichłowski – stremowanym, ale jednak wytrawnym dyrygentem, odwołującym się do scenopisowej partytury, konstrukcyjnego zaplecza, umiejętnie skomponowanych przez siebie imponderabiliów wyimaginowanych zdarzeń.

Spektakl był pierwszą i zarazem ostatnią (i to se ne wrati) tak zainscenizowaną (dialogowo-didaskaliową) prezentacją wskazanej komedii. Określono ją lekko niefortunnie jako „czytanie performatywne”, czyli uproszczoną ekspozycję dialogów i monologów przez – jak podaje Wikipedia – aktorów, którzy nie budują postaci, nie grają, a jedynie odczytują przypisane im kwestie według wcześniej przyjętego podziału.

Warto również wskazać, że związane poniekąd z powyższym wyrażeniem pojęcie „performance”, odnosi się – jak podaje to samo źródło – jedynie do wysublimowanych ulotnych działań, wykonywanych przez artystów na scenie bądź przed kamerą.

Spektakl nie miał jednak na celu – jak wskazuje określenie „performance” – wyeksponowania żadnych rzeczywistych – w tym także ulotnych – ruchowych działań aktorów. Nie ograniczył się także do zwykłego, beznamiętnego odczytywania poszczególnych kwestii i przewracania kartek maszynopisowych kopii.

Zaistniałe czytanie performatywne miało wszakże – podobnie jak podczas prezentacji „Kata” – istotnie dla widza, a zwłaszcza słuchacza, poszerzony czy wręcz wzbogacony charakter. Zawierało bowiem – a było to główną wartością tego specyficznego przedstawienia – precyzyjne i umiejętnie oraz twórczo pogłębione interpretacje: nasyconezłożonymi, płomiennymi miłosnymi napięciami, a takżeniepokojem o trwałość wspólnotowych, małżeńsko-sąsiedzkich więzi – tj. kreacje postaci uwikłanych tak w pierwszej, jak drugiej części spektaklu w rzekomą zdradę małżeńską oraz towarzyszącą im, wyeksponowaną obawę: drżenie i lęk przed jej bolesnymi konsekwencjami. Uwierzytelniali swój komediodramatyczny wizerunek za pomocą wszystkich środków aktorskich (oprócz śpiewu, instrumentalnej muzyki we własnym wykonaniu, tańca i pantomimy oraz innych form ruchu scenicznego), jakimi dysponują siedzący na krzesłach aktorzy dramatyczni. Uzyskali zaskakująco pozytywny efekt – mimo że mieli tylko dwie próby.

Niech będzie pochwalony reżyser oraz interpretacyjne wybrzmienia jego – wskazanego poniżej: damsko-męskiego kwintetu aktorskiego.

Scena estradowo-teatralna ZASP

Warszawa, Al. Ujazdowskie 45

„Razy dwa” sztuka teatralna w dwóch aktach

Autor, inscenizacja i reżyseria: Andrzej Chichłowski

Obsada:

Karolina Nolbrzak – Pola

Katarzyna Anzorge – Sara

Bartosz Martyna – Tom

Maciej Makowski – Fred

Andrzej Chichłowski – stremowany prezenter kreatywnych didaskaliów

Spektakl długo i głośno oklaskiwali wytrawni teatralni eksperci, tj. publiczność, złożona wyłącznie z członków Warszawskiego Oddziału ZASP.

Sztukę obejrzałem 24 maja 2024 r.

Jerzy Kosiewicz

Wiceprzewodniczący Sekcji Krytyków Teatralnych ZASP

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.