Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

42 WST: DZIADY Adama Mickiewicza

Na początek przesłanie teatru: „Dziady anno domini 2021 są przedstawieniem o Polsce. Po 120 latach romantyczny dramat wraca na deski Teatru Słowackiego. Mając w pamięci spektakle Wyspiańskiego, Dejmka, Swinarskiego, Grzegorzewskiego wiemy, że ten arcypolski dramat opowiada o naszej nieuświadomionej retrotopii, o nieumarłej przeszłości i jej nieumarłych upiorach. Społeczność krwawego obrzędu i konformistyczny salon to dwie twarze Polski, które Wyspiański spotkał wraz z upiorami na jednym weselu. Dziś dwie Polski to nasza codzienność – dwa walczące przeciw sobie narody. Poeci stają pomiędzy walczącymi w bratobójczej walce stronami. Są samotni. Żadna ze stron nie potrzebuje Poetów. Jak w upiornym śnie, śnimy wciąż tę samą historię, przez co przegrywamy jako Ludzie”.

Sala wypełniona po brzegi, dodatkowe spektakle, tak nie było na WST od dawna – to przypominało smak Spotkań przed laty. Wspaniałe uczucie. To dość, aby czuć szybsze krążenie krwi. A widowisko?

Obejrzane w skupieniu – niemal trzy godziny bez przerwy to niemało, ale widzowie jakby tego nie zauważyli. Kleczewska dała reinterepretacją Mickiewiczowskich „Dziadów”, która jak gąbka wsysa konflikty współczesnej Polski. To jej wybór i Łukasza Chotkowskiego, stąd rezygnacja z wątku miłosnego, z przemiany Gustawa w Konrada, z salonu warszawskiego i wielu innych fragmentów. To „Dziady” z silnym akcentem feministycznym, nie tylko dlatego, że Konrada gra (charyzmatycznie) Dominika Bednarczyk, w których idzie nie tyle o wybicie się narodu na niepodległość, ile o niepodległość duchową jednostki.

Sytuacja najwyraźniej skłoniła do ukraińskiego akcentu na początku – fragment poematu „Do przyjaciół Moskali” otwierał to pełne energii i refleksji spotkanie z Polską wywoływaną z poematu scenicznego Mickiewicza. Bo nic tutaj nie dodano, nie dopisano, choć aktualizacje inscenizacyjne narzucały mrowie skojarzeń z tym, co dzisiaj w Polsce na widoku,.

Zaczyna się od Przygotowania (ukazane w zapisie wideo na wielkim ekranie), w którym toczy się walka między siłami dobra i zła, Konrad stoi przed wyborem drogi, jak każdy, do którego skierowana jest apostrofa; „Ludzie! Każdy z was mógłby samotny, więziony,/ Myślą i wiarą zwalać i podźwigać trony!”. Wszystko zatem w rękach nas samych. Wybór należy do człowieka.

Wybór to jednak spętany podziałami i nienawiścią – dobitnie ukazuje to obrzęd Dziadów, który w tym przedstawieniu nie jest wspólnotowym rytuałem gromady, ale zbiegowiskiem motłochu, ludzi sobie obcych, wrogich, agresywnych, jest sabatem upiorów. Irytująca niezgodność chórów Mickiewiczowskich, bo każdy mówi jak chce, a nigdy równo z innymi – choć to zabieg na pozór nazbyt prosty – uzmysławia skalę podziałów, podkreślanych atrybutami, w które wyposażeni się uczestnicy obrzędu, szaliki kiboli, odznaki ONR, tęczowe sztandary, symbole narodowe, orzełki powstańcze. Kogóż tu nie ma? Żydzi, chasydzi, przerośnięci harcerze z powstania warszawskiego, pełna paleta sprzecznych postaw i niechęci. Na tym obrzędzie wrze, Guślarz z trudem opanowuje namiętności a traci władzę, kiedy tłuszcza rzuca się na ciało alter ego Konrada (porywająca tancerka Kaya Kołodziejczyk).

Wprost po nocy Dziadów, w której w rolę dzieweczki z badylkiem wciela się z niesłychaną energią Lidia Bogaczówna, Kleczewska przenosi nas do celi bazylianów. Zamiast studentów zastajemy tam uwięzione kobiety, najwyraźniej uczestniczki Strajku Kobiet, które nie potrafią wyjaśnić sobie i innym powodu osadzenia. Narasta w nich nienawiść do opresorów, która wybucha najpierw w Pieśni Feliksa, a potem w strofach „Zemsty na wroga”, brzmiącej tutaj jak hymn zemsty erynii nad panującym patriarchatem. Mocny akcent tego spektaklu, który przechodzi do nieomal wierzchołku, czyli Wielkiej Improwizacji. Dominika Bednarczyk, ograniczona ruchowo kulami, które odwołują się do ikony polskiego feminizmu i wolontariatu charytatywnego, czyli Janiny Ochojskiej, niemal przygwożdżona do jednego miejsca, wbita w pustą przestrzeń, prowadzi walkę o panowanie nad swoim losem, o duchową niezależność. Różnice interpretacyjne wobec dotychczasowych najbardziej znanych kreacji polegają nie tylko na tym, że to tym razem improwizacja aktorki, a nie aktora (stąd też kilka razy zmienione końcówki osobowe w tekście), ale kierunku myślowym – ta improwizacja drąży możliwości formowania swego losu niezależnie od nacisków świata zewnętrznego, innych ludzi i sił nadprzyrodzonych.

To śmiała deklaracja odrzucenia ich nacisku, niezgody nad upodrzędnienie. Brzmi to mocno, przekonująco.

Potem następuje sekwencja z księdzem Piotrem na tle scenograficznego cytatu (fragment Ołtarza Wita Stwosza), który pozostanie w spektaklu już do końca, zdobić też będzie wnętrze salonu Senatora. Ksiądz Piotr nie jest tym razem kimś, kto oczyszcza zatrutą duszę Konrada – scena egzorcyzmów, brutalna, wręcz odrażająca stawia znak zapytania nad praktykami dzisiejszego Kościoła. Piotra udrapowany w szaty biskupie przypomina niezbyt lubianego hierarchę, najpierw grającego wyniosłego moralistę, a potem lubieżnie molestującego Dziewicę.

Koniec spektaklu należy do Senatora Jana Peszka. Sen i Bal u Senatora demonstrują spustoszenia duchowe, jakie wywołuje destrukcyjna, opresyjna, autorytarna władza. Peszek gra porywająco ohydnego satrapę (porównywanego do „Dyktatora” Chaplina), w końcówce przybierając pozy imperatorskie albo i pomnikowe (jak w obelisku Mickiewicza), po kabotyńsku mierząc się ni to z Wieszczem, ni to Cesarzem rzymskim – postać wstrętna, oślizgła, groźna, wypełniona trującą energia, która przenika w nerwy i dusze otoczenia. Kleczewska wsparta talentem wybitnego aktora buduje wstrząsający obraz społeczeństwa zapadającego się we władaniu zła.

Na koniec wróci iskra nadziei, którą krzesze obecność Konrada i słowa kojące, o śnie, który otwiera szansę odrodzenia.

Ważne, mocne, przemyślane przedstawienia, w którym nie tylko zalety zespołu aktorskiego,ale także operowanie przestrzenią i walorami muzycznymi tworzą wewnętrzne więzi widowiska. Odmiennego od szkolnych lektur tego kanonicznego tekstu, ale otwierające drzwi do odważnego myślenia, do afirmacji wolności duchowej jako jedynej drogi wartej zachodu człowieka.

Tomasz Miłkowski

TWÓRCY:
reżyseria: Maja Kleczewska
dramaturgia: Łukasz Chotkowski
scenariusz sceniczny: Łukasz Chotkowski, Maja Kleczewska
scenografia, reżyseria światła: Katarzyna Borkowska
kostiumy: Konrad Parol
muzyka: Cezary Duchnowski
choreografia: Kata Kołodziejczyk
przygotowanie wokalne: Halina Jarczyk
choreografia menueta w scenie balu: Romana Agnel
wideo: Maciej Czuchryta, Adam Izdebski, Tadeusz Pyrczak
asystent reżyserki: Tadeusz Pyrczak
producent: Bartosz Jelonek

OBSADA:
Feliks Szajnert, Hanna Bieluszko, Tomasz Międzik, Tadeusz Zięba, Rafał Dziwisz, Maciej Jackowski, Karolina Kazoń, Dominika Bednarczyk, Agnieszka Przepiórska / Natalia Strzelecka, Agnieszka Kościelniak, Katarzyna Zawiślak-Dolny, Karol Kubasiewicz, Marcin Kalisz, Jan Peszek (gościnnie), Marcin Sianko, Dorota Godzic, Lidia Bogaczówna, Sławomir Rokita, Tomasz Augustynowicz, Kaya Kołodziejczyk (gościnnie), oraz tancerze Baletu Cracovia Danza: Ewelina Keller, Zuzanna Ruta, Anna Szklener, Simon Bacik, Michał Kępka, Łukasz Szkiłądź

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, spektakl gościnny w sali im. Gustawa Holoubka Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy w dniu 19 maja 2022.

fot. Bartek Barczyk

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.