Sezon przerywany

Tomasz Miłkowski pisze o mijającym sezonie 2020/2011 w majowo-czerwcowym wydaniu „Stolicy:

Mijający sezon teatralny przejdzie do historii niemal jak czarna dziura. Teatry wciąż borykały się ze stanem niepewności. Pandemia i trudne do przewidzenia decyzje o obowiązujących obostrzeniach sanitarnych wstrzymywały pracę. Dewastowało to normalne planowanie i zamierzenia wielu stołecznych scen.

Już w poprzednim sezonie, na początku pandemii zamknięto wszystkie teatry w Polsce, a potem powolutku je otwierano do czerwca, po czym przyszła przerwa wakacyjna. Teatry nie zdążyły się na dobre rozpędzić, kiedy na początku listopada zostały znowu zamknięte i do końca roku działały wyłącznie wirtualnie. Potem znowu od lutego rozpoczął się teatralny lockdown zaplanowany na razie do 3 maja 2021. Te kilka miesięcy wyrwanych z rytmu pracy, a do tego co najmniej połowa widowni stracona w okresach, kiedy granie było dozwolone, nie mogły nie pozostawić poważnych następstw.

Już o poprzednim sezonie pisałem, że był to „półsezon”, ale zauważałem, że potrzeba stała się matką wynalazków. W tym pierwszym „pandemicznym” sezonie w teatrach stołecznych miało miejsce się kilka produkcji online godnych zapamiętania, w tym emisji wspomnieniowych, ale uzupełnianych komentarzem – rozmową z twórcami, jak to było w wypadku Bzika tropikalnego, legendarnego spektaklu Rozmaitości, oraz „czytań” dramatów, prowadzonych m.in. przez warszawski Teatr Dramatyczny. Byliśmy też świadkami pierwszego w Polsce spektaklu komórkowego, czyli nagranego przez aktorów (w izolacji) za pomocą telefonów komórkowych pod kierunkiem Macieja Englerta – to produkcja pandemiczna Teatru Współczesnego, który przygotował „Szelmostwa Lisa Witalisa” Jana Brzechwy, bajkę inteligentną i aluzyjną.

W nowy sezon weszliśmy z pierwszym od a do zet spektaklem internetowym, pomyślanym jako przedstawienie adresowane do publiczności on line. Mam na myśli spektakl Teatru Żydowskiego na podstawie książki Mariusza Szczygła „Nie ma”. Autorki, reżyserka Agnieszka Lipiec-Wróblewska i scenografka Agnieszka Zawadowska, precyzyjnie wykorzystały przestrzeń kawiarni Nowy Świat. Nie zabiegały o związki przyczynowo-skutkowe – przeciwnie, idąc śladami autora podzieliły spektakl na kilka części, które można oglądać w kolejności zaprojektowanej przez reżyserkę, ale również w odwrotnej albo zupełnie innej. Ten pionierski spektakl pokazał, że można w internecie tworzyć para-teatr (bo jednak to jest teatr okrojony, bez żywej obecności widza), który może wzbogacić ofertę adresowaną do szerokiej publiczności.

W drugim pandemicznym sezonie przed dyrekcjami stanęły poważne pytania. Czy grać? Czy przygotowywać kolejne premiery? Czy może lepiej przeczekać? Jednak opcja na „przeczekanie” dość szybko okazała się – w ocenie samych dyrektorów – dość ryzykowna. Mogło się okazać, że po długim okresie rozstania z publicznością – widzowie do teatru już nie wrócą, kiedy sytuacja epidemiologiczna nie będzie stanowiła bariery. Toteż większość teatrów decydowała się na granie nawet w warunkach drastycznych ograniczeń (tylko dla czwartej części widowni), żeby nie stracić zaufania swoich widzów i podtrzymać z nimi żywy kontakt. Niekiedy prowadziło to do ekstremalnego zmniejszenia widowni, jak choćby na premierze poruszającej „Mykwy” Hadar Garlon w reżyserii Karoliny Kirsz w Sali Kameralnej im. Szymona Szurmieja Teatru Żydowskiego. Obowiązujące restrykcje pozwoliły uczestniczyć w tej premierze zaledwie siedemnastu widzom.

Z jednej strony wzmagał się niepokój teatrów, że publiczność jakoś sobie bez nich poradzi i może to się okazać efektem trwałym. Z drugiej stromy pojawiał się rachunek ekonomiczny – zwłaszcza teatry muzyczne lub dramatyczne, w których repertuarze znajdowały się duże spektakle muzyczne o dużej obsadzie nie mogły sobie pozwolić na ich eksploatację przy drastycznie zmniejszonych wpływach z biletów. Dodatkowo w takich spektaklach rosło zagrożenie wirusologiczne związane z nieuchronną bliskością wykonawców podczas sekwencji tanecznych – Teatr Syrena musiał odwołać spektakle musicalu Rodziny Adamsów z powodu zakażenia koronawirusem kilkorga współpracujących aktorów. W tej sytuacji na scenach grających w reżimie sanitarnym dominowała przede wszystkim kameralistyka. Rampa długie miesiące pauzowała.

Trudno jednak nie zauważyć, że granie, a zwłaszcza premiery w tych warunkach straciły wiele ze swej odświętności. Zamaskowani widzowie, rozdzieleni obowiązkowymi przerwami, siłą rzeczy pozbawieni zostali energii odmienianej przez wszystkie przypadki „wspólnoty jednego wieczoru”, której cechą charakterystyczną był też ścisk, nadkomplet dający dodatkowy impuls aktorom i publiczności. Granie do sali pustej w połowie, a nawet trzech czwartych to dla wielu teatrów, zwłaszcza przyzwyczajonych do pełnych widowni, zupełnie nowe i trudne doświadczenie.

Długie okresy przymusowej przerwy wymuszane rozporządzeniami władz dodatkowo komplikowały rytm pracy teatrów. Odwoływane były premiery, negocjowane nowe kontrakty z twórcami, a także wynajmującymi sale widowiskowe – można powiedzieć, że był to sezon na walizkach. Przykładem niech będzie wciąż przekładana premiera Baby – dziwo Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w reżyserii Ewy Domańskiej w Teatrze Polskim, już dwukrotnie odwoływanej, a teraz zapowiadanej pod koniec maja, ale przecież nadal nie ma pewności, czy się odbędzie. Zainteresowani widzowie i tak mieli szczęście, bo udało się doprowadzić do premiery wersji on line. Niemałe kłopoty przechodził też TR Warszawa przed premierą Burzy w inscenizacji Grzegorza Jarzyny – do ostatniej chwili ważyły się losy tej premiery, ostatecznie udostępnionej bez widzów w formie streamingu, czyli transmisji na żywo ze spektaklu granego w czasie rzeczywistym.

A jednak mimo piętrzących się trudności, niełatwego położenia artystów-freelanserów, dla których pauzy w pracy teatrów często oznaczały ogromne kłopoty finansowe, nie jest to sezon stracony. Nie tylko dlatego, że wciąż czeka u drzwi kilka ciekawych premier: „Król Lear” w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego z Haliną Łabonarską w roli tytułowej w Teatrze Dramatycznym, „Trzy siostry” w TR w inscenizacji Luka Percevala w TR Warszawa (koprodukcja ze Starym Teatrem), „Twarzą w twarz” na podstawie Ingmara Bergmana w reżyserii Mai Kleczewskiej w Teatrze Powszechnym (koprodukcja Teatru Polskiego w Bydgoszczy), „Odyseja” Krzysztofa Warlikowskiego w Nowym Teatrze, „raj potop” Thomasa Köcka w reżyserii Grzegorza Jaremki w Studio czy „Don Juan” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego w Teatrze Ateneum. Także dlatego, że rujnujące normalny rytm pracy przerwy pandemiczne paradoksalnie doprowadziły do zacieśnienia więzi z publicznością. Okazało się, że silnie odczuwana nieobecność publiczności na widowniach została w pewnej mierze zrównoważona aktywnością teatrów w internecie na niespotykaną dotąd skalę. Teatry udostępniły mnóstwo swoich nagranych spektakli archiwalnych (Teatr Żydowski aż kilkadziesiąt tytułów!), a przede wszystkim zajęły się rejestracją swego bieżącego repertuaru udostępnianego za pośrednictwem VOD. Nie da się tej aktywności przecenić zarówno z uwagi na przyszłych odbiorców jak i dzisiejszej publiczności, która zyskuje okazję kontaktu z osiągnięciami poszczególnych scen warszawskich. Bez przesady można to nazwać nowym otwarciem demokratycznym teatru, który zachowując elitarność (jeszcze większą niż w przeszłości) spektakli oglądanych na żywo, otwiera się jako prawdziwy sezam teatralny dla widzów, którzy z teatru na skutek rozmaitych nierówności korzystać nie mogą.

Tej artystyczno-archiwizacyjnej pasji towarzyszą nierzadko inicjatywy znacznie rozleglejsze, jak choćby nowa strona Teatru Dramatycznego, Mój Dramatyczny (http://moj.teatrdramatyczny.pl/), będąca pokłosiem współpracy teatru i zespołu Encyklopedii Teatru Polskiego. Znaleźć tam można rejestr wszystkich spektakli teatru, bogate informacje o tych spektaklach (łącznie z recenzjami|), zdjęcia, informacje o artystach, a dogrywane są intrygujące rozmowy Wojciecha Majcherka z artystami związanymi z tą ważną nie tylko dla Warszawy sceną. Upowszechnił się nadto streaming – ze wszystkimi wadami tej formy udostępnienia spektaklu (trochę przypominającej spektakle Teatru Telewizji z dawnych lat, które były po transmisjami przedstawień granych w różnych teatrach), ale przecież dający przedsmak żywego uczestnictwa w spektaklu. Narodziły się pierwsze spektakle realizowane z myślą o widzu internetowym. Pojawiło się wiele form kontaktu z ludźmi teatru i samym teatru, począwszy od wirtualnych wycieczek za kulisy na rozmowach z twórcami, czy poważnych debatach kończąc. Tak więc świta nowa epoka teatru wspieranego przez wirtualne media. A nie można zapominać, że i tak w warunkach sezonu pandemicznego powstało sporo spektakli wartych pamięci, by tylko wspomnieć o Sonacie jesiennej w Teatrze Narodowym z wybitną rolą Danuty Stenki, widowiskowym Powrocie Tamary Cezarego Tomaszewskiego w teatrze Studio, Alei zasłużonych w reżyserii Krystyny Jandy w Teatrze Polonia, Biegunach wg Olgi Tokarczuk w reżyserii Michała Zadary w Teatrze Powszechnym czy pierwszej powojennej realizacji Szekspirowskiej Burzy w języku jidysz (Der Szturem) w reżyserii Josefa Neci w Teatrze Żydowskim.

Tomasz Miłkowski

Leave a Reply