X RANKING AKTORÓW KRAKOWSKICH Łukasza Maciejewskiego

NAJLEPSI

Od dziesięciu już lat na łamach „Gazety Krakowskiej” na początku każdego roku publikuję Ranking Aktorów Krakowskich. Wiele się zmieniło przez tych dziesięć lat. Nie tylko teatr, również rzeczywistość. Niezmienna jest jednak siła aktorskiego wyrazu, sympatia i zaufanie jakimi darzymy aktorów w Krakowie, mieście uchodzącym za prawdziwą wylęgarnię talentów polskiego teatru i kina. Inna rzecz, że bardzo często, po sezonie czy dwóch, ciekawi młodzi aktorzy z Krakowa wyjeżdżają. W tym roku, aktorski Kraków żył jednak niestety nie tylko sztuką. Najgłośniejsze wydarzenie – sprawa kobiet z Teatru Bagatela, które odważyły się powiedzieć głośno o przemocy w tej instytucji, była przełomem. „Kobiety objaśniają mi świat” – nosił tytuł głośnego spektaklu Iwony Kempy w Teatrze Nowym Proxima. Tytuł wymowny. Kobiety mówią głośno, rozliczają się, rosną w siłę. Objaśniają nam świat.

ROMAN GANCARCZYK

Trudno wyobrazić sobie krakowski Stary Teatr bez Romana Gancarczyka [na zdj./fot. Stary Teatr]. Chociaż rzadko dostaje spektakularne propozycje, gotowy materiał na wielkie aktorskie kreacje, jest arcyważną, niezmiernie potrzebną częścią zespołu. Dziesiątki ról, a w każdej Gancarczyk zachowuje coś z własnego, autonomicznego stylu. Dowcip w ruchach, dowcip w ciele, błysk dowcipnych oczu – nawet jeżeli gra bazyliszkowatego drania, albo bohatera niestabilnego emocjonalnie i wybrakowanego uczuciowo, budzi sympatię. To nie jest sympatia wbrew warunkom, albo sympatia będąca efektem szantażu emocjonalnego. Bohaterów Gancarczyka lubimy, ponieważ są ludzcy, grzeszni; ponieważ dobrze ich znamy…

W tym sezonie w „Starym” był częścią amorficznych, nielinearnych spektakli budzących skrajne opinie. W uwerturze „Nic” Krzysztofa Garbaczewskiego porażająco interpretował „Orfeusza i Eurydykę” Miłosza, w cenionym przeze mnie „Królestwie” Remigiusza Brzyka był częścią opowieści o Starym Teatrze skonstruowaną na bazie serialu Larsa Von Triera – „Królestwo”. Świetnie wiedzie mu się także ostatnio i w kinie, i w telewizji. Zagrał w krótkich filmach Rafała Samusika („Pokój studentowi, tanio”) i w nagradzanym „Szczęściu” Macieja Buchwalda, w kilku Teatrach Telewizji („Inkarno”, „Igraszki z diabłem”) oraz w filmie („Zenek”), dużą popularność przyniosła mu jedna z głównych ról – Antoniego Winnego, w wysokobudżetowym serialu TVP „Stulecie Winnych”. Wspaniały sezon.

BARTOSZ BIELENIA

Bohater naszego „Rankingu” sprzed kilku lat. Wtedy pisałem o Bieleni z uznaniem głównie jako o młodym aktorskim „pistolecie” Starego Teatru ze świetnymi rolami w spektaklach Jana Klaty. 2019 rok był bez wątpienia najważniejszy w karierze Bieleni. Zagrał wspaniale Daniela w „Bożym ciele” Jana Komasy i od tej pory w jego życiu artystycznym wszystko się zmieniło. Będę obserwował z uwagą jakie decyzje podejmie aktor kojarzący się dotąd z otwartości na eksperyment, stawiający na pracę nad sobą, z daleka od fleszy i kamer. Aktorsko Bielenia – u Klaty czy Bogomołowa – zawsze był wyborny. Jego krakowskie role, wymieńmy tylko najważniejsze: Ksiądz w „Weselu”, Wróżka w „Kopciuszku”, Edmund w „Królu Learze”, Sasza w „Płatonowie” czy Gaveston w „Edwardzie II”, to był mocny trening przed „Bożym ciałem” i pozostałymi wyzwaniami. Trening, który stworzył wciąż bardzo młodego, ale już znakomitego artystę. Szczęśliwie Bielenia zatęsknił za Krakowem i za Janem Klatą. W „Długu” w Teatrze Nowym Proxima jest dokładnie taki, jakim go zawsze pamiętaliśmy – namiętny i jak gdyby zdystansowany wobec tej namiętności, surowy i pobłażliwy, figlarz i myśliciel. Dług wobec Krakowa, dług wobec dawnych widzów „Starego” spłacony na medal.

MARTA WALDERA

Mówię: Marta Waldera, myślę – Teatr imienia Słowackiego. Od dwudziestu lat w zespole „Słowaka”, ale wciąż zaskakuje, stwarza siebie na nowo. Oglądanie Waldery w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w „Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Masłowskiej w reżyserii Pawła Świątka to czysta rozkosz. Jest postacią z Masłowskiej – z wielkiej literatury i z małego życia. Zadziorna, arcyśmieszna, arcysmutna. Kolorowa i sepiowa zarazem. Waldera potrafi łączyć skrajności. Ucząc od jakiegoś czasu sztuki improwizacji w grupie Impro Krk, wprowadza tę ideę do własnej pracy.

Zaskoczenie – to chyba fundament aktorskiego myślenia Marty Waldery. Wydobywając z pamięci jej najważniejsze role grane w Teatrze im. Słowackiego – w „Czarownicach z Salem”, „Płatonowie”, „Abelardzie i Heloizie”, „Kaliguli” czy w granym do dzisiaj „Bogu mordu” Yasminy Rezy w reżyserii Marka Gierszała (premiera w 2010!), uzmysławiam sobie, że Waldera zawsze była dla mnie niespodzianką. Tak jakby aktorka, z roli na rolę, z postaci na postać, stwarzała siebie na nowo. Czekam na kolejne duże teatralne wyzwania (w kinie wiedzie się jej gorzej, chociaż w 2019 roku zagrała na drugim planie w „Bożym ciele” Komasy i w hollywoodzkiej produkcji „Znajdę cię”). Ostatnia kreacja Marty Waldery w projekcie „Patrzę, patrzę, patrzę…” w reżyserii Magdaleny Miklasz przekonuje, że aktorka powinna mierzyć się dzisiaj z solówkami. Zaskoczy na pewno.

KRZYSZTOF GLOBISZ

Na ubiegłorocznym festiwalu Tofifest w Toruniu, Krzysztof Globisz odbierał Nagrodę za całokształt twórczości. A chociaż do Torunia w tym roku zjechali wszyscy święci (Holland, Pawlikowski, Oleg Sencow) nikt nie dostał takich owacji jak on. Nic dziwnego, Globisza kochają w Toruniu, w Polsce, ale chyba najbardziej jednak w Krakowie. Jest unikatem, ikoną, ewenementem. Wzrusza nie tylko klasą aktorskiego giganta i talentem który mieści się w samym tylko spojrzeniu, uśmiechu, w obecności; ale także stylem w jakim, przy pomocy swojej cudownej żony, Agnieszki, z determinacją walczy z konsekwencjami ciężkiej choroby. Pracuje, działa, a czasami wręcz dworuje sobie z choroby i własnych niedyspozycji. Czy tylko ja mam wrażenie, że dzisiaj Krzysztof Globisz uśmiecha się zdecydowanie częściej, niż kiedy był w pełni sił?

Pracuje zresztą bardzo intensywnie. W „Łaźni Nowej” ciągle można podziwiać Krzysztofa Globisza w „Wielorybie. The Globe” i w „Konformiście”, w „Starym” m.in. w „Królestwie”, „Szewcach” i w „Podopiecznych”, gra w lubianym przez widzów serialu TVP „Leśniczówka”, prowadzi zajęcia w Akademii Sztuk Teatralnych. W Teatrze Telewizji jako Asystent Teofila (Teofila cudownie zagrała Anna Dymna) w „Igraszkach z diabłem” Drdy był wprost do schrupania, nie mogę się też doczekać jak wypadnie jako – uwaga – Krzysztof Globisz, w kręconym właśnie filmie „Prawdziwe życie aniołów” Artura „Barona” Więcka opartym luźno na wydarzeniach z życia aktora.

MARCIN KALISZ

Hamlet Kalisza w spektaklu Bartosza Szydłowskiego to najważniejsza jak dotąd kreacja młodego aktora, związanego wcześniej z Teatrem Ludowym i „Starym”. Marcin Kalisz, obecnie aktor Teatru im. Słowackiego, umiejętnie równoważy wielkie serio i banalność czasów w jakich toczy się egzystencja nadświadomego, młodego człowieka, który wciąż jeszcze czuje, kocha, łaknie i pragnie, ale wyraźnie dostrzega coraz większą samotność. Elsynor w ujęciu Szydłowskiego jest przecież odległym kontynentem, który odtwarza się wciąż, mutuje i przetwarza. W Krakowie, Bukareszcie czy gdzieś tam, hen daleko. Hamlet zawsze tam jest. Krzyczy, opłakuje zmarłego, fiksuje. Głos wołającego na puszczy…

Świetna, metodycznie zrobiona rola, na którą na pewno zapracowały wcześniejsze, dojrzałe kreacje Marcina Kalisza z ostatnich sezonów zagrane w spektaklach Bartosza Szydłowskiego, Wojciecha Klemma, Marii Spiss i przede wszystkim Mikołaja Grabowskiego. „Reszta nie będzie milczeniem”.

MARTA BIZOŃ

Trochę mi wstyd, że w moich „aktorskich rankingach” Marta Bizoń pojawia się dopiero po raz pierwszy. To przecież uśmiechnięty, żywiołowy symbol Krakowa. I od wielu lat aktorski symbol Teatru Ludowego w Nowej Hucie. Uwielbiałem zwłaszcza jej znakomite spektakle w reżyserii Pawła Szumca, w granej wciąż jeszcze sztuce Miro Gavrana „Wszystko o kobietach” (premiera odbyła się w 2006 roku!) czy w muzycznym „Neopolu, 19.03”, udało się pokazać najważniejsze cechy osobowości Marty Bizoń. Jej wielką aktorską melodykę. Tak, melodykę. Ciała, ruchu, oczywiście także głosu. Bo nawet jeżeli Marta Bizoń nie śpiewa, a śpiewa naprawdę wspaniale, czujemy że cała jest muzyką, radością, dobrą energią i ogniem. Zauważana i lubiana, zawsze wyróżniała się witalnością, charakterem, brawurą. Nic zatem dziwnego, że w repertuarze Teatru Ludowego jest aktualnie aż sześć spektakli z jej udziałem, powróciła także na mały ekran, za sprawą popularnego, realizowanego w Krakowie serialu „Zakochani po uszy”. Włoski temperament w szarawej Polsce. Marta Bizoń jest nam potrzebna jak słońce.

DARIUSZ STARCZEWSKI

To był najtrudniejszy i najdziwniejszy rok w historii Teatru Bagatela. Z jednej strony, huczny jubileusz stulecia, bardzo udane wystawy i spektakle jubileuszowe (wzruszająca „Śmierć pięknych saren”), z drugiej, bolesne wydarzenia z listopada ubiegłego roku, kiedy grupa kilkunastu pracownic teatru, zarzuciła dyrektorowi wieloletnie molestowanie i mobbing. W ślad za tym poszły kolejne prasowe enuncjacje i kłopoty, ostatnio związane z tłumaczką, której integralny tekst został rzekomo bezprawnie wykorzystany w jednej z jubileuszowych premier. Wyroki zostawiam powołanym do tego instytucjom, chciałem jednak napisać, że nawet teraz, w tak trudnym, bolesnym dla pracowników teatru czasie, siłą „Bagateli” jest zespół. Zgrany, świetny warsztatowo, sprawdzający się zarówno w repertuarze popularnym, jak i bardzo ambitnym. A jednym z trzonów tego zespołu jest od lat już Dariusz Starczewski – i jako aktor, i jako reżyser. W ostatnich sezonach wyreżyserował z powodzeniem „Kotkę na gorącym blaszanym dachu” jego ulubionego autora, Tennesse Williamsa, zagrał Clotado w „Życie jest snem” Calderona – a w 2020 zobaczymy go m.in. w „Dialogach polskich” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego i w sztuce „Jestem obok” którą również wyreżyseruje. Gra sporo w kinie („Boże ciało”, „Fighter”, „Na bank się uda”) i w telewizji. Indywidualista wierzący w zespołowość. Wierzący w „Bagatelę”.

Łukasz Maciejewski

[Ranking publikowany w „Gazecie Krakowskiej”]

Leave a Reply