Piotr Szulkin odszedł

„Umarł Piotr Szulkin – napisała Barbara Hollender w Rzeczypospolitej. – Jeden z najciekawszych i najbardziej oryginalnych artystów polskiego kina. Odszedł cicho, niemal zapomniany. Najważniejsze portale albo w ogóle nie podały informacji o jego śmierci, albo zepchnęły ją na odległe, mało widoczne miejsce”.

Łukasz Maciejewski przypomniał na swojej stronie facebookowej fragmenty swojej rozmowy z artysta niemal sprzed 14 lat (!). Przypominamy je za autorem, wspominając jednego z najoryginalniejszych twórców polskiego kina, a od święta i teatralnego (kilka ważnych spektakli telewizyjnych – w tym ostatnia (sprzed 20 lat!), fenomenalna „Kariera Artura Ui z Janem Peszkiem:

Przeczytałem mój wywiad z Piotrem Szulkinem – 2004 rok! – zrobiony dla Tygodnik Powszechny i zrobiło się jeszcze jakby smutniej. Samotność proroka.

Kilka fragmentów:

Jeżeli kolejny film nakręcę za następnych dziesięć lat, to już mnie nie będzie…
Czasami myślę, że w zasadzie czemu nie? Może trzeba by opowiedzieć „normalną” historię, nakręcić „normalny” film? Potem mi jednak przechodzi. Pewnie potrafiłbym robić takie kino, tylko po co?

Niech mi pan wierzy, gdybym tylko mógł, pracowałbym więcej. Zawsze robiłem tyle, ile mi pozwolono, chwytałem się każdej szansy i każdej możliwości pracy, jaka istniała. Nic więcej nie wyszarpałem. Tak, to moja osobista tragedia, że tak długo nie mogłem zrobić filmu.

To jest sprawa etyki. Nie jestem naiwny. Wiem doskonale, że gdybym się zmienił, gdybym ulegał kompromisom, miałbym większe szanse. Tylko wtedy moje filmy mogłyby stać się cherlawe. Być miłym i robić miłe filmy – to jest pomysł na życie. Tyle, że „diabeł we mnie” nie pozwala mi na to.

Bierzemy tę naszą biedną wolność i wierzymy w demokrację ze sztandarów, a zaraz potem wyrywamy sobie te sztandary i drzemy je na kawałki, myśląc, że w ten sposób stajemy się wolni i szlachetni. Krzyczymy, że każdy z nas jest wolny. Nikt nie jest wolny.

Niektórzy mówią, że bywam zgryźliwy, pewnie jestem, ale to moje poczucie humoru jest życzliwe, choć może nieraz bardzo okrutne i bolesne. Nigdy nie jest jednak prostackim nabijaniem się z kogoś, lub z czegoś.

Nadzieja jest w panu, we mnie, i w tym facecie, który siedział obok pana w kinie. Teraz musimy razem mówić do ludzi – Słuchajcie! Macie prawo myśleć, wasz świat jest wolny. Żyjemy w demokracji, walczcie o nią, bo jeżeli o nią nie będziecie walczyć – przegracie. Nikt nie zszyje za nas tych kawałeczków sztandaru i nie zawiesi ich przed domem.

Nikt nikogo nie wyzwoli na siłę. Nadzieja jest w nas – nie w filmie. Powiem panu więcej, to nie nadzieja, tylko obowiązek. Obowiązek ludzi myślących.
Bez nadziei nie można żyć, bo trzeba by utonąć bez reszty w codzienności, zaś oswajanie bestii jest długim procesem. Lecz jeśli zaniechamy walczyć z bestią o prawo do nadziei wtedy przegrywamy na własne życzenie.

Uważam, że film nigdy nie jest odwzorcowaniem rzeczywistości. Film jest językiem o wysokim stopniu umowności. Od realizatorów zależy czy użyjemy języka, który udaje rzeczywistość i staje się taką niby-rzeczywistością, czy spróbujemy wspiąć się o piętro wyżej, jak choćby Fellini, który wdrapywał się w nadrealność, żeby opowiadać o rzeczach bardzo realnych. Ja nie potrafię robić innego kina, małego realizmu nigdy nie próbowałem.

Po okresie transformacji nie potrafiliśmy stworzyć filmu, obrazu, pieśni. Kiedy mówimy: Rewolucja Francuska, zamykamy oczy i widzimy obraz Delacroix, a jaki obraz widzi pan teraz? Obraz naszych czasów to telenowela i te ohydne klocki ze szkła, które pobudowaliśmy w Warszawie.

Zawsze się jest samotnym. Zawsze. Czy Saint-Exupery był otoczony ludźmi? Nie – chmurami. Jego „Nocny lot” to przecież jedne wielkie wołanie do ludzi, ale tych ludzi wokół niego nie ma. Bo jest sam, nawet Mały Książę jest sam.
Nie chciałbym używać wielkich słów, ale jeżeli decydujemy się podążać pewną drogą, to musimy sobie zdawać sprawę, że będziemy w tej drodze sami, jeżeli zaś chcemy dołączyć do pielgrzymki, to będziemy szli w pielgrzymce. Tylko, że pielgrzymka śpiewa ciągle te same piosenki, chórem na dodatek..

ŁM: Ale ta samotność przecież boli.

Można ją do pewnego stopnia oswoić, ale – tak, boli. Bardzo boli.

cała rozmowa:
https://www.tygodnikpowszechny.pl/diabel-we-mnie-124147

Leave a Reply