30 IV 1938
„ORESTEJA” AJSCHYLOSA W TŁUMACZENIU I INSCENIZACJI STEFANA SREBRNEGO W TEATRZE NA POHULANCE W WILNIE
Teatr Wielki w Wilnie (Teatr Miejski na Pohulance) za dyrekcji Mieczysława Szpakiewicza wystawił „Oresteję” Ajschylosa w reżyserii Mieczysława Szpakiewicza i scenografii Jana i Kamili Golusów.
Autorem nowego tłumaczenia trylogii „Oresteja” był Stefan Srebrny (1890-1962), filolog klasyczny, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (1923-1939; wcześniej w Lublinie 1918-1923, później w Toruniu 1945-1962), uważany już wówczas za wybitnego znawcę tragedii, komedii, meliki i mimu starożytnej Grecji.
Prócz tłumaczenia tekstu podjął się także dwóch innych teatralnych zadań: skrócenia trylogii złożonej z trzech tragedii („Agamemnon”, „Ofiarnice”, „Eumenidy”) do rozmiarów współczesnego przedstawienia oraz nadzoru nad całością inscenizacji.
Przed premierą 30 IV 1938 „Kurier Wileński” zapowiadał wydarzenie dużej miary: „Od kilku tygodni już rozpoczęte przygotowania do największej tragedii świata – „Orestei” Ajschylosa – przybierają powoli kształty sceniczne. Potężna ta tragedia, ujęta w piękny przekład prof. S. Srebrnego i wg Jego inscenizacji realizowana scenicznie, będzie wydarzeniem wyjątkowym w dziejach teatru europejskiego (…). Premierą wileńską zainteresowana jest cała Polska teatralna”.
Premierze poświęcono specjalną wileńską „Środę Literacką” (20 IV 1938), na której Stefan Srebrny mówił o „Orestei” i Ajschylosie oraz przeczytał fragment swego przekładu. Lektura zrobiła na słuchaczach wielkie wrażenie, a „Gazeta Narodowa” (22 IV 1938) w sprawozdaniu ze „Środy Literackiej” napisała: „Recytował sam tłumacz, bez zarzutu, pięknie”.
Przedstawienie spotkało się z licznymi recenzjami, m.in. Konrada Górskiego („Oresteja” w Wilnie”, „Pion” 1938 nr 21), Mieczysława Limanowskiego („Oresteja” na Pohulance”, „Słowo” 1938 nr 120 i 121) czy Józefa Maślińskiego („Kurier Wileński”, 1938 nr 124 i 125 na łamach dodatku niedzielnego „Kolumna Literacka”).
I z entuzjastycznymi ocenami: „Jeśli Teatr na Pohulance mógł wzbudzić w widzach przeżycia, chwilami zawrotne w swym tragizmie i wzniosłości, które „Oresteja” budzić winna – to dowód, że całość przedstawienia sprostała niezwykłemu zadaniu. Należy się za to dyr. Mieczysławowi Szpakiewiczowi wielka wdzięczność i uznanie, tym bardziej że mimo swej pełnej poświęcenia, ideowej pracy nie doczekał się tego, by go na gruncie wileńskim psuto pochwałami” (nawiasem mówiąc, w maju tego roku pożegnał Wilno i przeniósł się do Lwowa).
A także z uwagami samego Stefana Srebrnego, który napisał na ten temat szkice o „Orestei” Ajschylosa („Oresteja” i „Orestes – matkobójca”) oraz trzy teksty „O mojej pracy nad „Oresteją” („Kilka uwag na marginesie recenzyj [Z okazji przedstawienia w Teatrze Wielkim na Pohulance w Wilnie w R. 1938]”, „Z okazji przedstawienia w Teatrze Polskim w Warszawie w R. 1947” oraz „Nad przekładem Ajschylosa” (przedruki w: Stefan Srebrny „Teatr grecki i polski”. Wybór i opracowanie Szczepan Gąssowski. Wstęp Jerzy Łanowski, Warszawa 1984; s. 278- 326).
Dla przedstawienia w Teatrze na Pohulance Stefan Srebrny z trzech tragedii trylogii pt. „Oresteja” ułożył tekst trzyaktowy, by zmieścił się w ramach czasowych współczesnego wieczoru teatralnego. Przedstawienie trwało w Wilnie cztery godziny z dwoma krótkimi przerwami. Tekst „Orestei” mimo ogromnych skrótów okazał się na scenie zwarty w swoim następstwie zdarzeń i partii dialogowych, co świadczyło o umiejętnym dokonaniu redukcji tekstu.
Nadzór inscenizacyjny w pierwszym rzędzie obejmował ukazanie wizji świata greckiego epoki homeryckiej na podstawie rysunków zachowanych na najstarszych wazach helleńskich. A następnie opiekę nad udziałem chóru w akcji przedstawienia, ponieważ w dramatach Ajschylosa chór(gr. choros, łac. chorus), zespół osób wypowiadających ... More ma większe znaczenie niż u późniejszych tragików greckich z powodu nieustannego udziału (a nie tylko obecności) w akcji, wygłaszanych długich partii lirycznych oraz obecności na scenie nie jednego a trzech chórów z osobnymi przewodnikami (chór starców argejskich, chór ofiarnic, chór Eumenid).
Postawa i recytacja chórów zostały znakomicie wyreżyserowane. Wypowiedzi chórów wyraźnie oddające każde słowo wyraziście akcentowały przekazywane myśli i nauki, a statyczny plastycznie wygląd został znakomicie zharmonizowany z muzyką, którą specjalnie dla wileńskiej inscenizacji napisał kompozytor Tadeusz Szeligowski.
Wykonanie aktorskie stało na poprawnym a często na wysokim poziomie. Klitajmnestrę grała Zdzisława Życzkowska, Kasandrę – Halina Billinżanka, Elektrę – Celina Niedźwiecka, Palladę – Taida Granowska.
W rolach męskich wystąpili: Władysław Staszewski (Orestes), Tadeusz Surowa (Ajgistos), Roman Hierowski (Agamemnon).
Spośród kreacji aktorskich najwyżej została oceniona Klitajmnestra w wykonaniu Zdzisławy Życzkowskiej: „Chociaż tytułowym bohaterem greckiej trylogii jest Orestes, to jednak najważniejszą jej postacią dramatyczną, jedną z najpotężniejszych w literaturze świata, jest bez wątpienia Klitajmnestra. Grała, ją p. Życzkowska. Nie chcę przesadzać w pochwałach, ale nie wyobrażam sobie, kto mógłby dziś w Polsce zagrać to lepiej. W tej kreacji ani potworna zbrodniczość małżonki Agamemnona, ani surowość pierwotnych uczuć, których ona jest wyrazicielką, nie zniweczyły głęboko ludzkiego charakteru jej przeżyć. Tak pojęta Klitajmnestra ujawnia przede wszystkim swą duchową niepospolitość, swą wielkość. Tu narzucają się pamięci słowa Krasińskiego, że pierwiastek zbrodni i cnoty jeden jest – moc ducha, tylko kierunki różne. W intencji Ajschylosa Klitajmnestra jest postacią wielką i w ujęciu p, Życzkowskiej tę wielkość czuło się bardzo silnie. Toteż nie tylko grozę, ale i głębokie współczucie budziła „męża zbójczyni żona”, nawet w chwilach swej najwyższej zbrodniczości”.
„Z ról męskich na pierwszym planie oczywiście trzeba postawić Orestesa, którego grał p. Starzewski. Artysta ten, bez wątpienia utalentowany i wyrobiony, dał z siebie wszystko, co dać mógł i potrafił w momentach decydujących, takich jak zabójstwo Klitajmnestry czy pierwszy atak szału, spowodowanego prześladowaniem Erynii, prawdziwie wzruszyć widza; olbrzymi patos sytuacji doskonale był oddany przez artystę”.
Konrad Górski w recenzji przedstawienia zatytułowanej „Oresteja” w Wilnie” („Pion” 1938 nr 21) entuzjastycznie oceniał pracę Teatru na Pohulance: „A teraz wrażenie całości. Nie da się ono porównać z żadnym przedstawieniem tragedii antycznych (…) na scenach polskich, a to z tej przyczyny, że dopiero wystawienie trylogii greckiej pozwala odczuć w całej pełni charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i... More kultowy starożytnego dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More. Dwie pierwsze części „Agamemnon” i „Ofiarnice” jeszcze nie narzucają wrażenia, że chodzi tu o coś więcej niż o tragiczne przeznaczenie domu Atrydów, ale część trzecia – „Eumenidy” – odkrywa nagle przepastne głębiny zagadnień moralnych, dookoła których oplata się całe dzieło poetyckie.
Naprzód ocena czynu samego Orestesa. Spełnił on rozkaz bogów, mszcząc śmierć ojca, ale przez zamordowanie matki spełnił nową zbrodnię, za którą go prześladują Erynie, mścicielki przelanej krwi rodowej.
Nieuchronna kolizja dwóch nakazów moralnych znajduje swój symboliczny wyraz w tym, że głosy sędziów Areopagu są równo podzielone: jednakowa liczba głosów jest za Orestesem, jak i przeciw niemu.
Wobec tego Pallada rzuca na szalę swój głos za ułaskawieniem zbrodniarza: w takiej sytuacji tylko łaska boska może rozciąć splątany węzeł moralnych sprzeczności.
Ale na tym nie koniec. Ułaskawienie Orestesa jest klęską Erynii, które są też bóstwami i opiekunkami prawa zemsty rodowej. W konflikcie bóstw: z jednej strony Apollona i Pallady, z drugiej Erynii, odbija się starcie dwóch światów moralnych, dwóch porządków prawnych. Pokonane Erynie intonują pieśń żałoby i rozpaczy:
Idą rządy nowych praw!
Runie święty dawny ład,
jeśli ma zwyciężyć dziś
jego prawda, jego grzech!
Wówczas następuje interwencja Pallady, która przyrzeka Eryniom cześć u ludu ateńskiego już nie jako furiom zemsty, ale jako boginiom łaskawym – Eumenidom!
Innymi słowy, dawne prawa zemsty rodowej zostają zastąpione prawem karzącym wszelki przelew krwi, ale nadzór nad wykonaniem nowej ustawy obejmuje p a ń s t w o; dawne prawa tracą moc i przechodzą w dziedzinę legendy, czczonej pamięcią potomnych.
Jesteśmy więc u kolebki ustanowienia nowych praw, nowych instytucji (areopag), nowego kultu (Eumenid). Mit o Orestesie rozświetla zamierzchłe początki ustaw moralnych i religijnych, straszliwa tragedia znajduje rozwiązanie w akordzie wzniosłości”.
Wymowa wileńskiego przedstawienia nie straciła w Polsce aktualności po dziś dzień – do roku 2017. Konrad Górski kończy swoją recenzję znamiennymi stwierdzeniami: „Aczkolwiek od wielu wieków żyjemy w atmosferze innej moralności i religii, niepodobna bez głębokiego wzruszenia patrzeć na tego rodzaju dzieła sztuki jak „Oresteja”; odbija się w nich wiernie ewolucja ducha ludzkiego ku wyższym formom życia moralnego i społecznego. W naszym stosunku do tych etapów rozwoju duchowego powtarza się ten sam gest, który Pallada czyni wobec Erynii: umieszczenie przeżytych praw w sferze czcigodnych wspomnień ludzkości, kult dla przebytych stadiów ewolucji moralnej (w pełnym zrozumieniu, jak wielkim były krokiem naprzód, jak wielkim wysiłkiem w epoce swego powstania)”.
Bożena Frankowska
