Obchody 50. rocznicy śmierci Zbigniewa Cybulskiego w Katowicach

Obchody rocznicy śmierci Cybulskiego rozpoczęły się o godz. 13.30 na cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza, gdzie znajduje się grób Cybulskiego. Przybyły poczty sztandarowe katowickich szkół, złożono kwiaty, zabrzmiał utwór Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat” w wykonaniu Romualda Ardanowskiego. Nad grobem przemówienie wygłosił Prezes ZASP-u, pan Olgierd Łukaszewicz.
PRZEMÓWIENIE PREZESA ZG ZASP OLGIERDA ŁUKASZEWICZA
nad grobem Zbigniewa Cybulskiego w 50. rocznicę śmierci

W imieniu ZASP-Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru Filmu Radia i Telewizji, oddaję hołd pamięci Zbigniewa Cybulskiego, wybitnego aktora, którego Osoba odcisnęła piętno nie tylko na sztuce filmowej w Polsce, ale przede wszystkim wyznaczyła punkt odniesienia dla wszystkich polskich artystów, którzy w swojej twórczości dają świadectwo zobowiązania wobec naszej trudnej polskiej historii, jej pojmowania i obrachunków. Minęło pół wieku od Jego śmierci, a gwiazda Jego świeci nadal. To przekonanie wyrażam w imieniu mojej generacji i temu dają wyraz wszyscy zgromadzeni tu na cmentarzu przy Jego mogile. Naszym zadaniem jest zachęcać kolejne pokolenia, aby, czerpiąc z możliwości jakie daje dziś technika, wracali, choćby w kinie domowym, do „Popiołu i diamentu” i „Salta” – filmów Andrzeja Wajdy i Tadeusza Konwickiego. Niedawno, na łamach „Gazety Wyborczej”, Kazimierz Kutz scharakteryzował rekwizyt, który dzięki twarzy Cybulskiego stał się modny wśród młodzieży połowy lat 50-tych i początku 60-tych, a mianowicie Jego przyciemnione okulary. Być jak Cybulski stało się ambicją niejednego młodzieńca. Do dziś można na ścianach budynków zobaczyć mural z obrazem twarzy Cybulskiego zasłoniętej owymi, charakterystycznymi okularami. Kazimierz Kutz mówi: „Jego ciemne okulary nie wzięły się znikąd, nosił je, żeby przysłaniać oczy, żeby nie było widać jego strachu. Przemykał się po ulicach. W Warszawie był odmieńcem. Uważał, że jest w tym mieście całe zło, między innymi wynikające z polityki…”. Taki też był filmowy bohater Cybulskiego – akowiec Maciek Chełmicki. Dziś młodzież fascynuje się nową narracją o żołnierzach wyklętych, wiernych Ojczyźnie i straconej sprawie. W inscenizacjach historycznych dominuje zwycięski patos. Tymczasem kreacja Zbigniewa Cybulskiego uświadamia nam dramat tragicznych wyborów lat 40-tych w oswobodzonej przez Armię Czerwoną Polsce. Czym była wolność, czy też – niewola w odczuciu żołnierza wyklętego? Co działo się w jego sercu wobec rozkazów, którym chciał być wierny. Jego napięcie i tragizm przybliża nam bardzo osobista kreacja Cybulskiego. Andrzej Wajda wspomina, że Cybulski na próbnych zdjęciach uciekał od kostiumografów wzbraniając się przed przyjęciem akowskiego umundurowania – wysokich butów, kurtki przepasanej szerokim pasem. Decyzja reżysera, aby pójść za głosem intuicji aktora, aby nie ulec temu, co zbyt oczywiste umożliwiła Zbyszkowi pojawienie się w prywatnym kostiumie, (a była nim m.in. kurtka z amerykańskiego demobilu) – stał się wyrazicielem pokolenia lat 50-tych. Był nie tylko idolem kobiet. Uosabiał zagubienie, desperacką odwagę oraz, paradoksalnie, walkę o pozytywny sens życia w powojennej Polsce. Nie wiemy dokładnie, co przeżył jako chłopiec na Ukrainie, skąd uciekł w latach wojny do centralnej Polski. Wiemy, że były to przeżycia tragiczne, które odcisnęły później piętno na Jego motywacji angażowania się na rzecz Ojczyzny, której wyobrażenie ukrywał w sercu. Rozdwojenie i skrywany lęk były dominantą doświadczonego wojną pokolenia. Filmowcy mówili w imieniu umarłych. W filmie Tadeusza Konwickiego „Salto” Cybulski testuje swoją suwerenność, której granice wyznacza strach tropionego człowieka. Polska była dla Niego mitem, któremu podarował swoją miłość, nawet za cenę śmieszności w życiu prywatnym. Tak zapamiętali Go rówieśni. Patrząc z perspektywy półwiecza, widzę Zbigniewa Cybulskiego pośród aktorów, którym udało się wpisać w poczet artystów, którzy krzepili narodową wspólnotę. Nie dać się zastraszyć, to przesłanie wciąż aktualne dla wielu Polaków. Takimi byli aktorzy Teatru Narodowego w czasach Powstania Listopadowego czy w 1916 roku kroczący na czele Trzeciomajowej wielotysięcznej manifestacji w stolicy opanowanej jeszcze przez Niemców. Takim był aktor, który na krótko związał się z Katowicami – Gustaw Holoubek dzięki roli Gustawa Konrada w „Dziadach” w Teatrze Narodowym, które zdeptała komunistyczna władza w 1968 roku. Pamięć o tamtym przedstawieniu tworzy jeden z fundamentów dla roli teatru w Polsce. To bardzo specyficzna kategoria – artysta narodowy. Gdzie indziej być może nie znana, ale dla nas, dzięki Zbigniewowi Cybulskiemu wyznaczająca punkt odniesienia dla naszych powinności i podziwu.
Kariera Zbigniewa Cybulskiego, od czasu Jego zaangażowania się do Teatru Wybrzeże w Gdańsku w 1953 roku do tragicznej śmierci w roku 1967, trwała zaledwie 14 lat. A przecież starczyło tego czasu, by stał się ikoną. Wielość i rozmaitość Jego ról filmowych pozwala nam obcować z jego sztuką do dziś. Oczywiście, widzimy Go już w wymiarze historycznym. Jednak Jego charakterystyczne rozedrganie, w którym, paradoksalnie, przez śmiech potrafił wyrażać rozpacz, czyni Go dla nas niezwykle współczesnym. Wiedział jako pierwszy z nas, aktorów filmowych, że wiarygodny portret człowieka buduje się z wewnętrznych sprzeczności. Dlatego jest dla nas wzorem i inspiracją. Dlatego chcemy chronić Jego legendę i cieszyć się tym, że był pośród nas.
W imieniu ZASP – Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru, Filmu, Radia i Telewizji, dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do naszej tu obecności i, którzy dają świadectwo zainteresowania polską sztuką filmową, czcząc 50. rocznicę śmierci Zbigniewa Cybulskiego.

Oprócz uroczystości przy mogile aktora, w dwóch katowickich kinach Rialto i Kosmos odbyły się spotkania z przyjaciółmi i współpracownikami Zbigniewa Cybulskiego, a także przegląd filmów z jego udziałem.

[Przemówienie zaczerpnięte z oficjalnej strony ZASP]

Leave a Reply