Debiuty: Młode zdolne

Debiutująca w „Yoricku” Dominika Pupiec pisze od dwóch debiutujących na tegorocznym festiwalu teatrów jednego aktora w Toruniu młodych wykonawczyniach. Victoria Szopińskia jest jeszcze uczennicą, Irmina Liszkowska [na zdjęciu] rozpoczęła studia aktorskie.

W niedzielne popołudnie (27 listopada) festiwalowa scena należała do dwóch młodych aktorek. Zagrały różne spektakle, w odmiennych konwencjach – satyrycznej i dramatycznej, ale tym, co je łączy, jest bez wątpienia ogromny talent.

Jako pierwsza zaprezentowała się Viktoria Szopińska z Chojnickiego Studia Rapsodycznego w Micie Grzegorza Szlanga. Spektakl został oparty na tekście Leszka Kołakowskiego Jak bóg Maior utracił tron. Świat Mitu to świat (absurdalnych) praw ustanowionych przez króla Maiora. Praw, którym w końcu sprzeciwia się Obi, za co po śmierci zostaje zesłany do piekła. Jego brat Ubi, który także wkrótce umiera, trafia do nieba. Dochodzi do paradoksalnej sytuacji: w miejscu, w którym powinno panować wieczne szczęście, Ubi czuje się nieszczęśliwy. Zaś w piekle dochodzi do buntu. Zaczyna panować przekonanie, że co na dole, to na dole, król Maior abdykuje, niebo miesza się z piekłem, panuje chaos, z którego powstaje… Polska. W tym satyrycznym spektaklu Viktoria Szopińska odnalazła się znakomicie. W białym kostiumie przed czerwonym podestem śmiało ustanawia prawa, by za chwilę, jako Obi je wyśmiać. Płynne przejścia z jednej postaci w drugą, ukazywanie skrajnych emocji – pełni (pozornego) szczęścia, znudzenia nim, aż w końcu złości, że ktoś każe nam być szczęśliwymi „bo tak” – pokazuje pełen wachlarz możliwości aktorki. Młoda artystka świetnie odnajduje się nie tylko w rolach bohaterów Mitu, ale także jako jego opowiadacz, który na koniec ujawnia przyczynę wszystkich absurdów dziejących się w Polsce.

W zgoła odmienny klimat wprowadziła widzów Irmina Liszkowska w spektaklu Jolanty Hinc-Mackiewicz Sonia Marmieładowa według Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego. Liszkowska w portrecie „świętej grzesznicy” ukazuje kobietę niezwykle wrażliwą, nieszczęśliwą i bardzo dojrzałą. Ta dojrzałość zaskakuje, tym bardziej że aktorka z Suwalskiego Ośrodka Kultury ma zaledwie 18 lat. Emocje, które ukazuje artystka, podkreślone zostały przez kilkakrotnie zmieniające się (w zaledwie trzydziestominutowym spektaklu) oświetlenie. Światło i cień stworzyły intymną przestrzeń, w której cierpnie bohaterki wypisane na twarzy i słyszalne w głosie, stało się jeszcze wyraźniejsze. Na uwagę zasługuje także opracowanie muzyczne Anny Szafranowskiej i Jacka Sawickiego. W pamięć szczególnie zapada czastuszka (rosyjska pieśń ludowa) śpiewana przez bohaterkę na zakończenie spektaklu, którą Liszkowska kończy w całkowitej ciemności.

Zarówno Viktoria Szopińska, jak i Irmina Liszkowska udowadniają, że nawet w młodych ludziach jest świadomość i dojrzałość pozwalająca mówić o sprawach społecznych i dylematach moralnych. Obie aktorki już teraz pokazują, że drzemie w nich olbrzymi talent i wcale nie strach pomyśleć, co stanie się z nimi w przyszłości.

Dominika Pupiec

{Tekst opublikowany wczesniej w Informatorze festiwalowym}

Leave a Reply