Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: STANKÓWNA. NA PIERWSZYM PLANIE

To był ten etap życia, że chłonąłem film, sztukę, ale jeszcze nie nazwiska.

Siedem, dziesięć lat: podwórko, telewizor – a tam Hanna Stankówna. Chociaż nie znałem nazwiska, długo jeszcze nie.

Przyznam że się jej bałem.

Była taka odmienna, oczy, oczyska, bystre, rozognione, i ten głos, trzystuprocentowa dykcja, i maniera.

Wzorcowa hrabina, ciotka z parasolką, z lorgnon, dewotka i mitomanka, ale także niewolnica miłości na uczuciowej diecie.

Bałem się, że gdyby mnie spotkała, zdzieliłaby mnie tą parasolką (tiulową), przejrzała na wylot lorgnon, upomniała że jestem niegrzeczny, umorusany, i spocony biegam po podwórku.

A grała wszędzie, grała ciągle, dziesiątki filmów, Teatrów Telewizji, seriali. I – w tym już indywidualna siła artystki – zawsze się ją pamiętało. Te oczy, trzysta procent dykcji, jakieś ponadnormatywne zdziwienie w głosie, w gestyce, w spojrzeniu.

Na piątym planie była zawsze na pierwszym.

Wszyscy ją znaliśmy, chociaż, wstyd przyznać, często bez nazwiska. Pamięć jednak ważniejsza.

Mnie Hanna Stankówna fascynowała, jej aktorstwo było dla mnie fascynujące.

I dlatego chłonąłem opowieści o niej, które słyszałem od Izy Kuny, a Iza – pewnie nie będzie zadowolona, że ją teraz zdradzam – od lat czule i bezinteresownie opiekowała się panią Hanną, aż do ostatnich jej dni, aż do końca. Iza to piękny człowiek.

Łukasz Sowul, cudowny fanatyk (miłośnik w jego przypadku to za mało) polskiego kina, ale i fan Hanny Stankówny, kilka lat temu zwrócił moją uwagę na film „Przyspieszenie” Zbigniewa Rebzdy. To była jedna z niewielu jej głównych aktorskich ról. Nowofalowe kino, bardzo ambitne, nieszczególnie może udane – ale Stankówna ponad komplementy. To już wiemy: głos, spojrzenie, zdziwienie.

I dlatego tak mnie dzisiaj zabolało, bo to mimo wszystko świadczy w pierwszej kolejności o upadku dziennikarstwa, że nekrologi Hanny Stankówny są tak dalece niewystarczające, niemerytoryczne.

Podsumowanie jej kariery do roli w „Seksmisji” i kilku występów serialowych z ostatnich lat, to jest jednak kompromitacja piszących.

Stankówna była Postacią. Byłą historią polskiego kina, historią teatru.

W kinie grała wspaniale u Hasa („Osobisty pamiętnik…”), u Barańskiego („Parę osób, mały czas”, „Kawalerskie życie na obczyźnie”, „Kobieta z prowincji”), u Janusza Majewskiego („Lokis”, „Sprawa Gorgonowej”), u Andrzeja Żuławskiego („Trzecia część nocy”), Kazimierza Tarnasa, Stanisława Różewicza, Jerzego Hoffmana, Jana Rybkowskiego, Stanisława Barei, tylu innych…

Wypisuję tytuły, i zdumiewa mnie to, że pamiętam ją ze wszystkich tytułów. To był czasami kwadrans, częściej dwie minuty, mimo to pamiętam.

A w teatrze Hübner, Dejmek, Kreczmar, Bardini, Rakowiecki, Prus…

I co? We wspomnieniu piszą „aktorka znana z „Seksmisji””?

Proszę państwa, tak nie przystoi.

Dla mnie ktoś taki jak Stankówna, z jej vis comica, inteligencją, osobowością, której nie da się pomylić z jakąkolwiek inną, stanowiła o sile, mocy polskiej sztuki, nie tylko filmowej.

Chcę wierzyć, że miała tego świadomość, że wiedziała jak bardzo jest niezwykła.

Łukasz Maciejewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.