„PŁATONOW”, reż. Konstantin Bogomołow, Narodowy Stary Teatr:
Czechowowi nic nie grozi. Ustanowił wzorzec portretu psychologicznego w teatrze. Bohaterowie twórcy „Wiśniowego sadu” i „Płatonowa” bawią się w cierpienie, ponieważ cierpią naprawdę, nie potrafią jednak zdefiniować, dlaczego tak jest, skąd się to bierze, skąd cała ta nostalgia. Zagadują małe dramaty, zapijają je herbatą, leniuchują i dedukują. Nuda jest częścią egzystencji, dobrym wytłumaczeniem bezwładu.
W najnowszej adaptacji „Płatonowa” w reżyserii Konstantina Bogomołowa bezwład „czechowowskich ludzi” niewiele ma w sobie wdzięku, budzi jednak nie tyle sprzeciw, co zrozumienie. Oni to my. Bezkształtni, bezpłciowi, z wyjałowioną fantazją. „Płatonow” w reżyserii Bogomołowa także śmieszy, ale od dawna nie miałem w teatrze poczucia, że uśmiechnięty grymas części widowni brzmi brutalnie, autoironicznie. Samo-obnażenie.
Dowiedz się więcej »Z fotela Maciejewskiego: UFO NASZE CODZIENNE