Przejdź do treści

Yorick


Przegląd Teatralny i Literacki
ISSN 2080-9980

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Dla mnie Bromba!

Bromba w sieci – Warszawa, Teatr 6. piętro. Powiem od razu. Brombie czas służy. Wciąż aktywna, wciąż małolata. Niezmiennie ciekawska, życzliwa, kochana. Blisko i do babci, i do wnuka. Co tam zresztą gadać. Nasze wspaniałe Brombaliństwo chwyta za serce, za uśmiech, za myśl. Po prostu Bromba i kropka. Może akurat tutaj nie kropka, lecz internet. Wszystko wymyślił, opisał, zainscenizował Maciej Wojtyszko. Dla mnie bomba. Żadnej ściemy. Cała historia rozgrywa się nie dość, że w teatrze, to jeszcze w wirtualnych labiryntach.

Dowiedz się więcej »Dla mnie Bromba!

Będziemy na niego czekać…

O przedstawieniu „Wszyscy moi synowie” Arthura Millera w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego w Teatrze Dramatycznym w Warszawie (Scena na Woli) pisze Marzena Dobosz:

Wawrzyniec Kostrzewski przypomniał sztukę Arthura Millera, która święciła tryumfy w latach powojennych, a ostatnio gościła na naszych scenach ponad czterdzieści lat temu. W odświeżającym przekładzie Jacka Poniedziałka i we współczesnym ujęciu Kostrzewskiego Wszyscy moi synowie to przede wszystkim tragedia rodzinna, wstrząsająca opowieść o odpowiedzialności za los najbliższych – niezależnie od czasu i miejsca.

Dowiedz się więcej »Będziemy na niego czekać…

Samozwaniec zadbała o PR starszej siostry

Z Rafałem Podrazą, dziennikarzem, badaczem losów rodziny Kossaków o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej rozmawia Zuzanna Talar

Na podstawie pana książki „Wojnę szatan spłodził” w Teatrze Polskim w Warszawie powstaje spektakl o Marii Pawlikowskiej–Jasnorzewskiej w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza – „Lilka. Cud miłości”. Przedstawienie jest studium dziennika, który – z tego, co wiem – poetka chciała zachować dla siebie. Pan wbrew jej woli zdecydował się go wydać. Dlaczego?

Dziennik Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej to przede wszystkim zapis jej umierania. Niezwykle cielesne, dramatycznie, ludzkie. Poetka umierała w wielkim cierpieniu, na raka szyjki macicy. Na wydanie tych intymnych zapisków wpierw nie zgodził się jej mąż, a potem siostra – Magdalena Samozwaniec, robili to być może dlatego, że poza dokumentowaniem aktu umierania, Pawlikowska-Jasnorzewska ukazała prawdziwe oblicze życia Polaka na emigracji. W dzienniku jest wiele goryczy, wiele zarzutów wobec rządu emigracyjnego, tamtejszych struktur wojskowych. Samozwaniec bała się, że dziennik Marii może obrócić się przeciwko niej. Polska Ludowa bardzo chętnie wykorzystałaby go w walce z legendą Sikorskiego i rządu londyńskiego.

Dowiedz się więcej »Samozwaniec zadbała o PR starszej siostry

Być sobą

O monodramie Jestem swoją własną żoną Adama Patera w Teatrze WARSawy pisze Tomasz Miłkowski:

Monodram Douga Wrighta, nim trafił do Teatru WARSawy, odbył triumfalną drogę po scenach wszystkich kontynentów. Grany był z sukcesem nawet na Tasmanii, wszędzie zbierając świetne recenzje i nagrody. Już w rok po broadwayowskiej premierze został wyróżniony Nagrodą Pulitzera (2004).

Wright sięgnął po historię życia Charlotte von Mahlsdolf, najsławniejszego niemieckiego transwestyty, urodzonego jako Lothar Berfelde (1928-2002), który jako kilkunastolatek odkrył, że w jego męskim ciele kryje się kobieta. Od tego czasu nosił/a się jak kobieta, zmienił/a nazwisko i pozostała przy swoim wyborze wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Przetrwała dwa systemy totalitarne. W NRD zasłynęła jako założycielka Muzeum Rzeczy Codziennych, które stało się ośrodkiem skupiającym ludzi wykluczanych ze względu na seksualne preferencje i otwarte poglądy. W muzeum gromadziła pamiątki po świecie, który bezpowrotnie przeminął.

Dowiedz się więcej »Być sobą

Andrzej Seweryn: Boy za Szekspira

Andrzej Seweryn, tegoroczny laureat Nagrody im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya otrzymał ją, jak głosi werdykt, za wybitne kreacje aktorskie na deskach Teatru Polskiego, ze szczególnym uwzględnieniem ról szekspirowskich. Publikujemy laudację, wygłoszoną przez Tomasza Miłkowskiego podczas uroczystego wręczenia Nagrody laureatowi na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfman (27 listopada):

Szanowni Państwo,

Nagroda przyznawana jest od roku 1957 przez Klub Krytyki Teatralnej Stowarzyszenia Dziennikarzy/ Polską sekcję Międzynarodowego Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych.

(fot. Maciej Głowacki/ Teatr Polski)

Dowiedz się więcej »Andrzej Seweryn: Boy za Szekspira

Mam wyjątkowe szczęście

15 listopada w chorzowskim Teatrze Rozrywki odbyła się premiera musicalu „Niedziela w parku z Georgem” Stephena Sondheima, dzieła zainspirowanego puentylistycznym obrazem Georges’a Seureta „Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte”, w reżyserii Andrzeja Bubienia. Z Dariuszem Miłkowskim, dyrektorem chorzowskiego Teatru Rozrywki, o tym niezwykłym musicalu i nie tylko rozmawia Katarzyna Michalik-Jaworska.

– Zanim przejdę do powodu naszej dzisiejszej rozmowy, muszę zadać pytanie, które mimowolnie ciśnie się na usta – jak to się stało, że został pan dyrektorem teatru w ruinie i wywindował go na poziom jednego z najlepszych teatrów muzycznych w Polsce?

– Nie wiem. Naprawdę. To całkowity przypadek. Zostałem dyrektorem w Chorzowie ku zdumieniu wszystkich, sam także byłem tym zadziwiony – przecież ja wtedy zupełnie nie miałem doświadczenia. W dodatku w teatrze, który praktycznie nie istniał. Jak przyszedłem, to nie było nawet foteli na widowni. Udało się jednak tak pięknie rozkręcić ten teatr, że z czasem stał się on ważnym miejscem na mapie Śląska, zaakceptowanym przez miejscową społeczność. I tak już zostało. To naprawdę przypadek.

Dowiedz się więcej »Mam wyjątkowe szczęście

To (nie) wszystko

Nowy spektakl jednoosobowy Bogusława Kierca, którego premiera zwieńczyła tegoroczne Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora nosi tytuł To wszystko. Tytuł wieloznaczny, choć niosący zapowiedź zakończenia, ostatniej wypowiedzi. Takie rozumienie mogło się narzucać, po poprzednim jego monodramie Manatki, sugerującym żegnanie się z teatrem i żegnanie się ze światem.

Ale tak jak Manatki okazały się nie tyle zwijaniem, co ich rozwijaniem, początkiem nowego rozdziału w wędrówce artystycznej aktora i poety, tak i tym razem To wszystko to wprawdzie rodzaj sumowania, ale i zmagania się z materiałem poprzednich monodramów, które teraz wypiętrzyły się w nowe formy i znaczenia.

Dowiedz się więcej »To (nie) wszystko

Kolada-fest: Rewizor albo Metoda błotna

Najtrudniej zaakceptować błoto, w którym brodzą, tytłają się, obrzucają i dzielą aktorzy niemal od początku spektaklu po finał. Bo błoto to także łup, łapówka, kawałek tortu, coś, co można sobie przywłaszczyć albo za pomocą czego obłaskawić mocniejszego. Dlaczego taka dosłowność? Czy reżyser nie ufał publiczności, która nie ujrzawszy na scenie błota, nie uwierzyłaby, że błoto wciska się wszędzie, że zagraża każdemu, wsysa i już nie opuszcza. Że zagraża także widzom z pierwszego rzędu, którym, uprzejma pani z obsługi teatru rozdaje jednorazowe płaszcze przeciwdeszczowe, które mają chronić widzów przed bryzgami błota.

Kiedy Horodniczy (wielka rola Krzysztofa Stelmaszyka) pod koniec spektaklu nabiera pełną garść błota, które zalewa pół sceny, i przymierza się, aby błotną kulę rzucić w stronę publiczności, nastaje chwila grozy. Horodniczy jednak zmienia zamiar, a błotne ukamienowanie dotknie Dobczyńskiego (Modest Ruciński) i Bobczyńskiego (Łukasz Simlat). Obnażeni i bezbronni, ostatni sprawiedliwi w Sodomie, poniosą karę za korupcyjną katastrofę. Wszak to przez nich, bo przybiegli z wiadomością, że przybył już do miasteczka rewizor, oszuści nad oszustami zostali wystrychnięci na dudka, ośmieszeni i złupieni. I to przez kogo? Jakiegoś nieopierzonego młokosa Chlestakowa (Eryk Kulm), który w mig wykorzystał sytuację z biegłością kutego na cztery nogi łotra. Sceny samosądu próżno u Gogola szukać, ale nieuchronnie wynika z przebiegu scenicznych wypadków – może dlatego Koladzie potrzebne było błoto, aby poniżenie Bobczyńskiego i Dobczyńskiego tak wyraziście pokazać.

Dowiedz się więcej »Kolada-fest: Rewizor albo Metoda błotna

Goethe jako temat

O książce Tomasza Kubikowskiego Teatralne doświadczenie Wilhelma Meistra pisze Jagoda Opalińska:

Teatralne doświadczenie Wilhelma Meistra – autor Tomasz Kubikowski, wyd. A.T. 2014. Lektura wyjątkowo gęsta. Ba, zazdrosna o równolegle czytane tytuły. Gdybyśmy chcieli połknąć tekst jednym haustem, należałoby się zaszyć w bibliotecznym azylu. Ale proszę o spokój. Książka Kubikowskiego daje też czytelnikowi możliwość niespiesznych lekturowych etapów. Krok po kroku drobiazgowej analizy. Obraz po obrazie eseistycznej peregrynacji. Wielowątkowy szlak tropem Dichtung und Warcheit, czyli wedle topografii zmyślenia i prawdy.

Dowiedz się więcej »Goethe jako temat

Dybuk i feministka

„Dybuk czyli demon z Marianpola” w reż. Janusza Wiśniewskiego w Teatrze Powszechnym w Radomiu. Pisze Tomasz Miłkowski w Przegladzie.

Najpierw bucha i szybko gaśnie płomień, potem sypie się cynfoliowy deszcz. Jesteśmy w Kotłowni (to najmłodsza scena radomskiego teatru), a z kotłowni do piekła i diabelskich sztuczek blisko. Tak jak jarmarcznemu z upodobań teatrowi autorskiemu Janusza Wiśniewskiego. W sztuce An-skiego tragicznie zmarły ukochany Lei nawiedza jej ciało jako dybuk. U Wiśniewskiego egzorcyści wykrywają w ciele dziewczyny jeszcze pięć innych dybuków – to osobowość mnoga Sylvii von Harden, niemieckiej feministki, którą w latach 20. sportretował Otto Dix.

Dowiedz się więcej »Dybuk i feministka

Na Spotkaniach w Toruniu triumfuje teatr bez słów

O Malowanym ogrodzie i Ostatniej sztuczce Georges’a Mélièsa – zwycięskich spektaklach XXI Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Lalek SPOTKANIA 2014 w Toruniu pisze Marzena Dobosz:

Toruńskie SPOTKANIA w Baju Pomorskim zostały pomyślane jako przegląd przedstawień pokazujących rozmaite trendy obecne we współczesnym teatrze lalkowym. Festiwalowa publiczność miała więc niebywałą okazję porównania własnych wyobrażeń z pomysłami twórców z całej Polski (i kilku zagranicznych). Największe uznanie i widzów, i jurorów zyskały dwa przedstawienia bez słów: Malowany ogród Compagnii TPO z Włoch i Ostatnia sztuczka Georges’a Mélièsa czeskiego teatru Drak.

Dowiedz się więcej »Na Spotkaniach w Toruniu triumfuje teatr bez słów

Prześladowca i ofiara

„Ofiara” w reż. Adama Sajnuka w Teatrze WARSawy w Warszawie.Pisze Tomasz Miłkowski w Stolicy.

Pełen narastającego napięcia spektakl „Ofiara” według Saula Bellowa w reżyserii Adama Sajnuka rozpoczyna się od spotkania dawnych kolegów – nowojorskiego dziennikarza Asy Leventhala (Grzegorz Małecki) i bezrobotnego włóczęgi Kirby ego Allbee’ego (Adam Sajnuk). Kiedyś to Albee próbował pomóc Leventhalowi w uzyskaniu posady, ale dzisiaj stoczył się na dno, a winą za ten stan rzeczy obarcza właśnie jego, a przy okazji wszystkich Żydów. Narosłe od wieków wzajemne uprzedzenia, rasowe i społeczne (syty nie zrozumie głodnego), gwałtownie eksplodują.

Dowiedz się więcej »Prześladowca i ofiara

Piekło to inni

„Bez wyjścia” w reż. Barbary Sas w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Stolicy.

Tak powiedział kiedyś Sartre i zdanie to zrobiło niebywałą karierę. Podczas wojny pisarz rozwinął tę myśl w dramacie „Przy drzwiach zamkniętych”. Sztuka była potem wiele razy pokazywana w Polsce. Teraz w Teatrze Dramatycznym w nowym tłumaczeniu Antoniego Libery i w reżyserii Barbary Sas nosi tytuł „Bez wyjścia”. Tytuł ten trafniej niż oryginalny oddaje istotę dramatu ukazującego właśnie sytuację bez wyjścia, która powtarza się niczym niekończąca się spirala. Osaczenie to zrazu nie wygląda groźnie, oto do pomieszczenia nieco przypominającego wnętrze bezosobowego pokoju hotelowego przybywają kolejno mężczyzna (Piotr Grabowski) i dwie kobiety (Agnieszka Wosińska i Agnieszka Warchulska). Niepokoi tylko ubrany na czarno Lokaj (Michał Podsiadło) o diabelskich błyskach w oczach. Dowiedz się więcej »Piekło to inni

Czterdziestka

Kilka miesięcy temu obchodziliśmy nasze dziesięciolecie, a tu, niepostrzeżenie, okrągłe, 40. już wydanie magazynu „Yorick”. To radość, choć zmącona odejściem współtwórczyni pisma, Justyny Hofman-Wiśniewskiej (przez najbliższych nazywaną Joasią), którą niedawno pożegnaliśmy, a w tym wydaniu, pierwszym składanym bez jej udziału, wspominamy kilkoma tekstami.

W kronice przedstawiamy sylwetkę Laureata Thalia Prize, międzynarodowej nagrody Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych, którą niedawno otrzymał Eugenio Barba (do tej uroczystości wrócimy w następnym wydaniu „Yoricka”) i iście królewską, z krakowskim rozmachem zorganizowaną przez Teatr im. Juliusza Słowackiego galę wręczenia Nagrody im. Ireny Solskiej, którą polska sekcja IATC/AICT wyróżniła panią profesor Annę Lustosławską – publikujemy laudację prof. Bożeny Frankowskiej i relację z gali Bogdana Falickiego.

Dowiedz się więcej »Czterdziestka

Kąsająca „Scena”

Choć ledwo dycha, kąsa. W drugim numerze z tego roku (2/2014) kwartalnik „Scena” pokpiwa sobie z Nagrody im. Ireny Solskiej, a osobliwie z wyborów dokonywanych przez Zarząd Klubu Krytyków Teatralnych, który w kolejnych latach nagradzał Danutę Szaflarską, Ninę Andrycz, Emilię Krakowską, a w tym roku Annę Lutosławską.

Redaktor „Sceny” proponuje zmianę nazwy nagrody na Nagrodę im. św. Antoniego Padewskiego (przy czym skrót „św.” drukuje od dużej litery, choć to sprzeczne z polską pisownią). Nasz Zoil sugeruje bowiem, że w sam raz nagrodzie mógłby patronować święty „słynący z niesienia pomocy w odnajdywaniu rzeczy zagubionych i zapomnianych”. Pogratulować taktu.

Dowiedz się więcej »Kąsająca „Scena”

Podręczniki dla dramatopisarzy i wszystkich piszących

  • Loża

Do księgarń właśnie trafiły dwa podręczniki dla dramatopisarzy, scenarzystów i wszystkich piszących: Willa Dunne’a „Podręcznik dramatopisarza. Rozwój bohaterów, budowanie scen i historii” oraz Michaela Wrighta „Proces dramatopisarstwa. Jak myśleć i pisać teatralnie”. Pozycje ukazały się nakładem Wydawnictwa Naukowego PWN z inicjatywy i przy współpracy z Teatrem Dramatycznym m.st. Warszawy.

Dowiedz się więcej »Podręczniki dla dramatopisarzy i wszystkich piszących

Alfabet Krytyków Teatralnych: Łukasz Maciejewski

W swoim zawodowym życiu Łukasz Maciejewski imał się różnych zajęć. Był gospodarzem dnia filmowego w TVP Kultura, prowadził w TVP3 program o tematyce filmowej „Projektor” oraz „Bilet do kina” na kanale nFilm HD. W 2011 i 2012 roku w ramach Dni Polskiej Kinematografii w Rzymie prezentował polską twórczość filmową. W rodzinnym Tarnowie od 15 lat jest szefem programowym Kina Millenium w Centrum Sztuki Mościce, gdzie prowadzi cykl „Goście Łukasza Maciejewskiego”. Jest również gospodarzem Magla Filmowego w Teatrze Polskim we Wrocławiu, ekspertem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej oraz członkiem kilku stowarzyszeń filmowych.

Dowiedz się więcej »Alfabet Krytyków Teatralnych: Łukasz Maciejewski

Laureaci BOYA: Janusz Gajos. Ludzie, jacy są

W cyklu LAUREACI BOYA przedstawiamy sylwetkę Janusza Gajosa pióra Elżbiety Baniewicz. Tekst pochodzi z anglojęzycznej książki Boy Award Winners, 2001-2011 opublikowanej przez Polską Sekcję IATC/AICT/Klub Krytyki Teatranej SD RP (Warszawa 2012):

Smak popularności poznał wcześnie, gdy jako student łódzkiej szkoły filmowej zagrał w serialu Czterej pancerni i pies. Czerech przystojnych zawadiaków z czołgu „Rudy” stało się bohaterami masowej wyobraźni. Prawie każdy chłopak chciał być taki, jak jasnowłosy opiekun wilczura Szarika, a niemal każda dziewczyna spotkać w życiu Janka, jakiego stworzył na ekranie Janusz Gajos. Aktor czasami musiał uciekać przez podwórka, skakać przez płoty, by go wielbiciele nie rozszarpali… z miłości. Ale gdy z końcem lat sześćdziesiątych zamieszkał w Warszawie telefon milczał dwa lata z okładem. Żadnych propozycji. To druga strona popularności, mniej przyjemna. Kolega reżyser powiedział kiedyś – dałbym ci rolę Kordiana, ale co zrobimy z psem?

Dowiedz się więcej »Laureaci BOYA: Janusz Gajos. Ludzie, jacy są

LIBERALNA ARKADIA

Teza, że liberalizm, pozostający na usługach współczesnego kapitalizmu dobrze służy kulturze, poszerzając medialne pola jej oddziaływania okazuje się coraz bardziej kontrowersyjna. Liczni literaturoznawcy, filozofowie, socjolodzy estetycy działania menadżerskie, medialno rynkowe w zakresie kultury skłonni są raczej oceniać, jako destrukcyjne i szkodliwe dla rozwoju kultury Ten drugi z przedstawionych punktów widzenia w postkomunistycznej Polsce nie zyskuje sobie atoli szczególniejszego aplauzu. Władze III RP stawiają na, zgodny z mechanizmami rynku, kulturalny menedżeryzm. Menedżeryzm w kulturze lansują też media: argumentują, że jest on metodą działania zdrową i pożądaną, bo zbliża kulturę do kapitalistycznych realiów. Media są za umacnianiem systemu i nie obchodzi ich wiele, jakim się odbywa to kosztem. Nagłaśniają poglądy liberałów, którzy aprobując Balcerowiczowską kurację szokową, są niewątpliwie głównymi architektami zasad i form prokapitalistycznych przekształceń w Polsce. W tym również przekształceń powodujących barbaryzację kultury.

Dowiedz się więcej »LIBERALNA ARKADIA

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.