Przejdź do treści

Yorick


Przegląd Teatralny i Literacki
ISSN 2080-9980

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Inni obok nas

  • Loża

Niby tacy sami, a jednak inni. Kto wie, czy nie zagrażają? Te upiorne pytania wróciły na porządek dnia za sprawą „pasożytów”, „limitów’, innych lęków wywoływanych niby złe duchy przed wyborami. W zbiorowej wyobraźni pojawiły się hordy uchodźców, ludzi podejrzanych, siejących niepokój.

To w kulturze, opartej o plemienne związki, nic nowego. Motyw Obcego, to jeden z najważniejszych tropów literackich, przeniesionych potem do teatru i kina. W bajkach aż rojno od rozmaitych straszliwych stworów, przybywających z daleka albo tylko nocą. Tworzenie jednak takich klimatów bywa niebezpieczne, prowadzi do stanów lękowych, rodzi fobie, budzi resentymenty.

Dowiedz się więcej »Inni obok nas

Tryptyk Piotrowo-teatralno-kielecki, odsłona wtóra

Czerń, biel, mocna czerwień: portret Reżysera zainfekowanego genetycznie Teatrem ze Stańczykiem w tle… Szczerski, Piotr Szczerski.

Pół godziny temu, kiedy zaprzyjaźniony aktor „Żeromskiego” pierwszy czytał surowy tekst eseju o „Hemarze, poecie przeklętym”, powiedziałam do niego „Wiesz, masz lepiej ode mnie… Znałeś Reżysera, wiesz co tam się jeszcze kryło, o czym nie napi…” Przerwał mi, skupionym spojrzeniem mierząc moje zatroskanie i z uśmiechem godnym Mefistofelesa rzekł: „Wiesz, polubiłby Cię: odszyfrowałaś wszystkie pułapki zastawione przez Niego, a nawet sama dołożyłaś jeden rebus, który chyba zostawiłaś dla czytelników?”

Uprzedzam lojalnie Szanownych Czytelników ten esej tyczy R.I.P. Piotra Szczerskiego, ale jest moim wyobrażeniem o jego osobie. Przefiltrowanym przez dwa spektakle, biografię autorstwa Marka Mikosa, opinie ludzi, którzy Go znali, pracowali z Nim. Niesłychanie trudno jest tworzyć czyjś obraz, wyrabiać sobie opinię o kimś, spróbować zrozumieć mając same pobudki, a nie znając przesłanek… Pewne jest jedno: Krakus z dziada pradziada, związany rodzinno-genetycznie z teatrem, który dzięki swej (zaryzykuję to stwierdzenie na własną odpowiedzialność!) jedynej wielkiej życiowej miłości na 23 lata stał się Kielczaninem z pasji i ukochania!

Dowiedz się więcej »Tryptyk Piotrowo-teatralno-kielecki, odsłona wtóra

Tryptyk Piotrowo-teatralno-kielecki, odsłona pierwsza

(…), możecie mi odebrać Obywatelstwo, lecz nie zabierzecie mi jednego. Moją Ojczyzną jest mowa polska w rymy wierszy związana(…)!” Marian Hemar.

Późna kielecka noc, mroźna jak na koniec października. Trzy godziny temu zabrałam się w najbardziej niecodzienną podróż czasoprzestrzenną, jaką dane mi było przeżyć w moim teatralnym życiu. Zaczęła się 17 września 1939 r. na kabaretowej scenie scenie przed teatrem im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Potem był realny socrealizm, kapcie „froterki” (Obowiązkowe!) i dla kontry „Aleja Zasłużonych i Zasłużonych Inaczej”. Schody do loży, na które wchodziłam z niejakimi kłopotami (się towarzyszce krytyczce zapomniało, że jak człowiek socjalistyczny wchodzi na widownię, winien mieć obowiązkowo ważny bilet: mea culpa, ale com panie bileterki i siebie na końcu ubawiła, to moje!). Obowiązkowa głośna nauka śpiewania „Ukochany kraj…” (Ktoś wie, czyje były słowa? Czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta, że przez pewien czas to był hymn PRL-u…?!). Pani Woźna Muzeum Dziejów sztorcująca obywateli widzów: bo czemu nie śpiewa jak wszyscy, czemu aspołeczni?

Dowiedz się więcej »Tryptyk Piotrowo-teatralno-kielecki, odsłona pierwsza

Dozorcy kultury

  • Loża

Przed wyborami komitety wyborcze, poza lewicą, rzadko o kulturze debatują albo w ogóle o kulturze milczą. A jeśli mówią, to nie wiadomo, czy sią cieszyć, czy bać – pisze Tomasz Miłkowski w Dzienniku Trybuna.

PiS o kulturze zazwyczaj się nie wypowiada, ale jeśli już o tę dziedzinę zatrąca, to obiecuje, że kulturze da pieniądze, bo ważna jest, ale takiej kulturze, która jest naprawdę ważna. Tej innej, która Polsce nie służy, zdaniem PiS, po wygranych wyborach i przejęciu steru rządu, nie zamierza zakazywać, ale nie będzie popierać. Niech tamta, niedobra kultura sama się o siebie martwi, ale to nie jest ból głowy władzy, która ma dbać o wartości.

Dokładniej, o co tu chodzi, można się było dowiedzieć półtora roku temu podczas forum kulturalnego PiS, gdzie wyłożono zasady, jakimi ta partia się kieruje i będzie się kierować w przyszłości. „Nie będziemy zakazywać sztuki destrukcyjnej, ale powinna ona pozostać w sferze prywatnej” – deklarował podczas wspomnianego forum prezes Jarosław Kaczyński. Czyli powrotu cenzury nie będzie, ale publiczne pieniądze nie będą szły na „sztukę destrukcyjną”. Dowiedz się więcej »Dozorcy kultury

CZAR PIĘKNYCH WSPOMNIEŃ

  • Loża

Spektakl teatralny jest magią, stwarzaną co wieczór. Jej moc zależy od wielu czynników, a także od nastrojów, które spotykają się po obu stronach rampy. Co wieczór oczekiwanie widzów splata się z chęcią i nadzieją artystów na wspólnotę przeżyć…

W maleńkiej salce Sceny na Piętrze Teatru Żydowskiego bliskość publiczności i wykonawców przekracza niemal granice wzajemnej intymności. Dzięki temu niewątpliwie zamierzonemu przez twórców inscenizacji zabiegowi, widzowie stają się nie tylko świadkami, ale także współuczestnikami spektaklu Śmierć pięknych saren. Wyreżyserował go Jan Szurmiej na podstawie opowiadania (adaptacja Paweł Szumiec) czeskiego pisarza Oty Pavla.

Dowiedz się więcej »CZAR PIĘKNYCH WSPOMNIEŃ

Kultura, głupcze!

  • Loża

Z Rafałem Skąpskim, kandydatem na posła w listy Zjednoczonej Lewicy rozmawia Tomasz Miłkowski

Na konwencji Zjednoczonej Lewicy Barbara Nowacka mocno zaakcentowała znaczenie kultury i polityki kulturalnej. To dobrze?

Bardzo dobrze. Zawsze powtarzałem, że kultura ma ogromny potencjał i lansowałem hasło: „Kultura, głupcze”.

Dowiedz się więcej »Kultura, głupcze!

Z Fotela Maciejewskiego: NOS SIĘ ZEMŚCI

  • Loża

Ileż było już tych „Pinokiów”… Zaczęło się od lektury bajki Collodiego, którą czytał mi w dzieciństwie ojciec. Opowieść o kawałku drewna z którego powstaje chłopiec działała na wyobraźnię, przenosiła w świat fantazji w którym wszystko było możliwe, ale też uczyła podstawowych zasad etycznych. Że nie opłaca się być złym, nie warto kłamać. Nos i tak się zemści. I wcale nie musi to być nos drewniany.

Potem były niezliczone wersje filmowe, telewizyjne, teatralne. Pinokio żyje, jest wciąż popularny i ma się świetnie. Nową adaptację bajki Collodiego w reżyserii Jarosława Kiliana w Teatrze imienia Słowackiego w Krakowie oglądałem kilka miesięcy po premierze. Poranny seans, cały teatr wypełniony małymi wesołymi Pinokiami. Było także kilkoro Gepettów: paru nauczycieli oraz niżej podpisany. Oglądanie udanego spektaklu familijnego w takim towarzystwie to dodatkowa frajda. Dzieciaki bawiły się wybornie, a ich entuzjazm udzielał się reszcie. Pokrzykiwanie, interakcje z aktorami, wypieki na buziach – teatr życia w żywym teatrze.

Dowiedz się więcej »Z Fotela Maciejewskiego: NOS SIĘ ZEMŚCI

„Za drzwiami sceny” wieje nudą

Za drzwiami sceny” nowy projekt Teatru Muzycznego Roma – cykl comiesięcznych spotkań z najbardziej znanymi w Polsce i na świecie artystami branży filmowej, teatralnej, literackiej i muzycznej. Pierwsze spotkanie odbyło się 5 października 2015 na Novej Scenie TM ROMA.

Pierwszym gościem był Andrzej Chyra – aktor i reżyser teatralny, którego dorobku filmowego przedstawiać specjalnie nie trzeba, a który wsławił się ostatnio reżyserią docenionego przez krytyków spektaklu operowego „Czarodziejska góra” Thomasa Manna z muzyką Pawła Mykietyna.

Dowiedz się więcej »„Za drzwiami sceny” wieje nudą

Guliwer ratuje Europę

„Podróże Guliwera” Jonathana Swifta w reż. Jarosława Kiliana w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Dzienniku Trybuna.

«Na widowni szacownego warszawskiego Teatru Polskiego zasiadła najbardziej wymagająca publiczność: dzieci. To właśnie im Jarosław Kilian dedykował swoje najnowsze przedstawienie, „Podróże Guliwera”.

Swift nie pisał tej powiastki filozoficznej dla dzieci. To tylko późniejsze przeróbki, skupiające uwagę na dwóch pierwszych podróżach Guliwera do królestw Liliputu i Olbrzymów, sprawiły, że uznano tę poruszającą lekturę za książkę dla dzieci. Może nie stało się wcale źle, bo dzięki temu – choć w okrojonej formie, dzieło Swifta pozostało żywe do dziś, a za sprawą pierwszego pełnego tłumaczenia z oryginału na język polski, którego dokonał Maciej Słomczyński (dopiero w roku 1979!) „Podróże do wielu odległych narodów świata” (1726) po 250 latach odzyskały swoje bogate wnętrze.

Dowiedz się więcej »Guliwer ratuje Europę

Z FOTELA MACIEJEWSKIEGO: MOJE PRZYKAZANIE

Nie widziałem spektaklu Andrzeja Domalika „Maria Callas. Lekcja śpiewu” z 1997 roku. Może tak jest lepiej. Nie porównuję obu przedstawień, nie zestawiam ich. Callas-Janda objawiła mi się po raz pierwszy.

W przypadku Marii Callas biografia śpiewaczki zapracowała na jej legendę. Ciekawe ilu widzów i czytelników seryjnie wydawanych książek o Callas sięgnie po jej płyty? Raczej niewielu. Wierzymy na słowo: tak, była wielka, kapryśna, egocentryczna i wspaniała. Zostaje jej wydatny nos, nieco demoniczna aura, kronika sukcesów okupionych klęskami, suknie, perfumy, romanse, histerie. Dobrze jest współczuć dziewczynom, które kochamy nienawidzić, bo były zbyt potężne, zdeterminowane, pełen charakteru, a jednak swoje w życiu przeszły, zupełnie jak my.

Dowiedz się więcej »Z FOTELA MACIEJEWSKIEGO: MOJE PRZYKAZANIE

Tam i z powrotem – rzecz o pogranicznym lalkarstwie

Ewa Tomaszewska jest autorką książki o lalkarskich kontaktach pogranicza południa Polski pt. Tam i z powrotem wydanej przez Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego.

 

Podtytuł tej książki: Rzecz o lalkarskich kontaktach polsko-czechosłowackich i polsko-czesko-słowackich na Śląsku dokładnie objaśnia zakres badań autorki, która wykonała ogromną pracę, aby pokazać historię teatru lalek na terenie, który dzisiaj obejmuje Śląsk Dolny i Górny, Cieszyński, Zaolzie, a także Słowację. To jednak nie jedna zaleta tego arcyciekawego opracowania – wydawałoby się monotematycznego.

Drugą, nie mniej ważną, jest nakreślenie przez autorkę pejzażu historycznego – a tym samym i politycznego – w jakim teatr lalek rodził się i rozwijał w Polsce, Czechach i na Słowacji. To panorama wszelkich zdarzeń, zawirowań, uwarunkowań, które miały wielki wpływ na kształtowanie się tego rodzaju teatru w Polsce, a także u naszych południowych sąsiadów. Ta opowieść o zjawisku, jakim jest teatr lalkowy potraktowana została szczegółowo od powojnia, niemniej wyjaśniając pewne zjawiska współczesne, autorka sięgała do głębszej historii obecnie trzech państw.

Dowiedz się więcej »Tam i z powrotem – rzecz o pogranicznym lalkarstwie

Z Talarem przez pół wieku

Swoje pięćdziesięciolecie pracy scenicznej obchodził Henryk Talar z własnego wyboru w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. „Talar to aktor Kompletny, zdolny budować postaci i światy rozmaite” – pisze Tomasz Miłkowski w Dzienniku Trybuna.

«To jego powrót na tę scenę po niemal 20 latach, kiedy nie dotrwał do końca swojego dyrekcyjnego kontraktu, kierował tą sceną przez trzy sezony w latach 1994-1997. Czuł, że tu czegoś nie dokończył, że tu było mu najtrudniej, ale czuł także, że chce spotkać się znowu z ludźmi, z którymi niegdyś pracował. Wybór okazał się nader szczęśliwy. Przygotowany na jubileusz spektakl „W starych dekoracjach” wg Tadeusza Różewicza nie ma w sobie nic z jubileuszowej celebry. To spektakl gęsty od znaczeń, emocjonalny, intensywnie dialogujący ze współczesnością, z człowiekiem prawdziwym, w którym wrażliwość emocjonalna, czujność intelektualna i zmysłowość walczą na przewagi. Są w tym spektaklu sceny zdumiewająco wzruszające (cała sekwencja z matką graną subtelnie przez Cecylię Putro), ale są także cudownie zabawne, o bezinteresownym dowcipie, a przed wszystkim jest Różewicz mniej znany, wspaniały obserwator codzienności, komentator spraw zwykłych, nastrojów przelotnych, zdarzeń drobnych, przez które prześwietla się ludzki los. Reżyser i adaptator, Igor Gorzkowski, z precyzją zegarmistrza zmontował z rozmaitych fragmentów i refleksów poezji Różewicza malowidło wędrówki człowieka przez życie z wiecznym poczuciem nienasycenia.

Dowiedz się więcej »Z Talarem przez pół wieku

Z FOTELA MACIEJEWSKIEGO: TRZEBA ZABIĆ TĘ MIŁOŚĆ

Teatr, w przeciwieństwie do kina, mniej boi się starości. A „Błogie dni” to sztuka właśnie o tym: o smudze cienia.

Teatralny samograj. Dwoje życiowych rozbitków po przejściach.

Przeszłość doskwiera im, bo bywała przyjemna, a przyszłości właściwie już nie ma. Zostają rozmowy, drobne sprzeczki, ironia, resentymenty i depresja. Tego rodzaju sztuki jak „Błogie dni” autorstwa młodej irlandzkiej pisarki Deirdre Kinahan opierają się w całości na aktorstwie. Jeżeli obsada będzie nietrafiona, nawet najbardziej utalentowany reżyser niewiele pomoże. Wymagają również aktorskiego duetu, a nie pary solistów. Opowiadając o utracie, trzeba popatrzeć sobie głęboko w oczy. Odkryć w nich zrozumienie.

W Teatrze Ateneum grają Jan Peszek i Jadwiga Jankowska-Cieślak. Duet, wydawałoby się, ryzykowny.

Dowiedz się więcej »Z FOTELA MACIEJEWSKIEGO: TRZEBA ZABIĆ TĘ MIŁOŚĆ

Mono-człowiek

Publiczność dopisała, na wszystkich spektaklach były (prawie) komplety albo nawet nad-komplety, co najlepiej świadczy, że teatr jednoosobowy ma swoją widownię.

Może niezbyt wielką (w końcu to tylko jeden aktor), ale jednak. Już po raz 13. odbył się w Warszawie Przegląd Monodramu Współczesnego (5-13 września), którego inicjatorem i organizatorem jest Teatr Konsekwentny/ Teatr WARSawy. Adam Sajnuk, artystyczny szef WARSawy, który sam od czasu do czasu reżyseruje monodramy, dobrze wie, że nawet tzw. nazwiska nie są w stanie ściągnąć publiczności częściej niż raz lub dwa razy w miesiącu. Chodzi o takie „ściąganie”, które oznacza zapełnioną widownię. Toteż właściwie dzisiaj nie ma już takiego miejsca w Warszawie, gdzie stale grywa się monodramy (i tylko monodramy), mimo że miasto wielkie i teatrów mrowie, ale też nie ma takiego miejsca teatralnego w stolicy, gdzie w ogóle nie grywa się monodramów. Czyli, inaczej mówiąc, coraz trudniej się wyróżnić.

Dowiedz się więcej »Mono-człowiek

Urodziny w przejściu

Tomasz Miłkowski pisze w „Dzienniku Trybuna” (11 września) o urodzinach Olgierda Lukaszewicza na spotkaniu sympatyków Ruchu Sprawiedliwości Społecznej:

Czy są jeszcze jacyś społecznicy wśród artystów? Oprócz Olgierda Łukaszewicza. Bo można by stworzyć takie artystyczne „komando” walki o sprawiedliwość.

Tak zażartował, a może i serio zapytał Piotr Ikonowicz po spotkaniu z artystą we wtorkowy wieczór, które odbyło się w bramie domu przy ulicy Elektoralnej 26 w Warszawie, a właściwie w przejściu na podwórze, tuż obok wejścia do siedziby Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Do obszernego przejścia wyniesiono składane krzesła, dopożyczono część z pobliskiej parafii św. Józefa. Olgierd Łukaszewicz osobiście zawieszał małe reflektorki, żartowano, że do swoich harcerskich sprawności może teraz dodać sprawność montera. Wystawiono głośnik, laptop i rozwieszono ekran.

Dowiedz się więcej »Urodziny w przejściu

Ślaz zwycięzca

Tomasz Miłkowski pisze w „Przeglądzie” o „Lilli Wenedzie” Juliusza Słowackiego w reżyserii Michała Zadary w Teatrze Powszechnym w Warszawie:

Na polu bitwy pozostaje tylko Ślaz. Wenedzi giną, wspinają się po drabinie Jakubowej na spotkanie ze śmiercią, Lechici okupują zwycięstwo wielkimi stratami i bólem, św. Gwalbert prawie nie żyje.

Imię jego sługi, notorycznego kłamcy i obwiesia na ucho przywodzi „śluz”, coś śliskiego i nieprzyjemnego w dotyku, choć „ślaz” wedle systematyki należy do roślin ślazowatych, niewymagających, pleni się na glebie kiepskiej, czasem bywa hodowany jako roślina ozdobna. Słowem roślina poślednia, ale krzepka. Przetrwał więc dzięki swemu sprytowi, bo nawet nie przebiegłości, przecież ciągle trafia jak kulą w pot, a jego wykręty i kłamstwa stają się przyczyną niepoliczonych katastrof. A mimo to widz lubi tego Ślaza w błyskotliwym wykonaniu Bartosza Porczyka, który tchnął w niego siłę komizmu i czaru, budując z fantazją plebejskiego bohatera.

Dowiedz się więcej »Ślaz zwycięzca

Świat bezbronny wobec agresji

„Dziwny przypadek psa nocną porą” Simona Stephensa w reż. Jakuba Krofty w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Podobno Mark Haddon, autor książki, na podstawie której powstała ta sztuka, był bardzo zdziwiony, że stała się teatralnym przebojem. W rzeczy samej, opowieść o młodym człowieku, uzdolnionym odmieńcu, niekoniecznie musi porywać. A jednak. Przedstawienie na Scenie na Woli stanowi udaną próbę zbliżenia się do świata inaczej widzianego, inaczej odczuwanego, a wartego poznania. Christopher z zespołem Aspergera (odmianą autyzmu) podejmuje działania przekraczające wyobrażalny wcześniej horyzont. Podejrzewany o zabicie psa, sam usiłuje wyśledzić, kto zawinił. Po raz pierwszy samodzielnie opuszcza swoją ulicę i podejmuje ryzykowną wyprawę do Londynu. Staje się przy tym mimowolnym odkrywcą relacji rodzinnych, skrywanych przed nim tajemnic i namiętności, ale też odnajduje kod porozumienia z najbliższymi mu ludźmi.

Dowiedz się więcej »Świat bezbronny wobec agresji

Zadary sposób na klasykę

Czy Michał Zadara znalazł sposób na polski dramat romantyczny? Czy jego inscenizacje odświeżają przedwcześnie odrzucaną tradycję polskiego teatru? – pyta Tomasz Miłkowski:

Jego kolejnym premierom dramatów z półki romantycznej towarzyszy teza, iż reżyser wykazuje czarno na białym, że odrzucenie „paradygmatu romantycznego”, które u progu lat 90. ogłosiła profesor Maria Janion, było chybioną diagnozą stanu rzeczy. Uczona uznała, że romantyzm wyczerpał swoje siły inspirujące i z chwilą przemiany ustrojowej udaje się na zasłużony wypoczynek na odległej, zakurzonej półce bibliotecznej. Zadara swoimi przedstawieniami dowodzi, że wciąż mamy czego szukać w romantycznym dziedzictwie, dokopując się tam sensów wcześniej nie przeczuwanych. Nie czyni żadnego zaskakującego wyłomu, raczej twórczo powtarza myśl Norwida, iż dzieło poety jest nie tylko tym, jak zostało napisane, ale również tym „co pracą wieków narosło”. Innymi słowy, że interpretacje dawnych dzieł puchną, nasączają się nowymi treściami, wchłaniają nowe doświadczenia i jeżeli mamy do czynienia dziełami wybitnymi, to i tak dojdą swego, i nie zostaną zapomniane.

Dowiedz się więcej »Zadary sposób na klasykę

Jak wygrali powstańcy…

Od lat rocznica wybuchu powstania warszawskiego przebiega w atmosferze radosnego festynu i triumfu. Maluczko, a moralne zwycięstwo przedzierzgnie się w militarne.

Co więcej, w tym roku zgodnie ze słowami red. Tomasza Sakowicza, ziściły się marzenia powstańców: „Powstańcy teraz wygrali – napisał „Gazecie Polskiej Codziennie” jej redaktor naczelny . – Patrząc na prezydenta elekta Andrzeja Dudę, którego powstańcy i ich rodziny przyjęli ogromnym aplauzem, można powiedzieć, że cel polityczny Powstania Warszawskiego został właśnie zrealizowany”. Słowem, gdyby nie wzniosłe ofiary powstańcze nie doczekalibyśmy takiego triumfu. Trudno o bardziej strzeliste głupstwo.

Nie po raz pierwszy legenda powstania (czarna lub biała, w zależności od potrzeb) zostaje zaprzęgnięta na użytek bieżącej walki politycznej i potrzeb propagandowych. Trudno nie zgodzić się z Tomaszem Łubieńskim, pisarzem, wybitnym znawcą romantyzmu, autorem esejów nawiązujących do schedy powstania, m.in. książki „Ani triumf, ani zgon” (2004), że to wyszydzanie powstania i prześladowania ze strony nowej powojennej władzy sprawiły, iż krzepła jego heroiczno-wzniosła legenda. Dość wspomnieć osławione hasło „AK, zapluty karzeł reakcji” albo pokazowe procesy, w których oskarżano powstańców. Toteż ci, którzy ocaleli, pielęgnowali idylliczny bez mała obraz powstania jako ruchu pełnego nadziei i honoru. I trudno się temu dziwić.

Dowiedz się więcej »Jak wygrali powstańcy…

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.