Jagoda Opalińska pisze po premierze Moviestar w Teatrze Kwadrat:
Mam z tym spektaklem recenzencki kłopot. Autor znany i lubiany. Dobrze skonstruowana inscenizatorska osnowa. Powinien być sukces. Tymczasem jest bardziej sztywno niż kolorowo.
Najnowszą premierę Teatru Kwadrat (Moviestar, 18 IX 2026) w oczywisty sposób rekomenduje osoba Petera Quiltera. Wirtuoz komediowych skrótów i dialogowej woltyżerki. Zdobywając kolejne pisarskie doświadczenia, szlifował warsztat. Drążył rozmaite okoliczności komediowych narracji. W 2005 roku przedstawił musicalowy scenariusz o Judy Garland – End of the Rainbow, prapremiera Syndey. Tam połączył uśmiech z refleksją, a biografii nadał szlif lirycznego skrótu. Jak znakomicie odczytuje różnorakie teatralne perspektywy fabuły udowodnił, przedstawiając operowe libretto noweli Oscara Wilde’a Canterville Ghost. Natomiast dramatopisarskie K2 osiągnął rozwibrowaną no limit Glourious. Rzecz i znana, i kochana również w polskiej wersji jako Boska. Jednak zostawmy na moment teatr, by nadać Glourios filmowy wizerunek Meryl Streep. Ekspresyjno-warsztatowy diament, który miga osobliwym światłem na linii Moviestar.
Zatem idźmy wedle tego drogowskazu. A więc materia literacka. Dialogi ciągnięte ponad sens i żart. Sytuacyjny miszmasz. Anegdota grillująca perypetie wokół nosa Meryl Streep (sic!). Rzecz mało elegancka, a wynikający stąd pre-tekst niesie banał. No cóż, nawet mistrzom zdarzają się słabsze chwile. Tylko, że wtedy powinien zadziałać teatralny przekaz, który ujarzmia werbalne bicie piany.
Zważywszy aktorski dorobek Tomasza Sapryka, myślałam, że dialogowy węzeł przetną błyskotliwie odsłaniane wizerunki postaci. Lecz tu pojawiły się rysy. Co prawda reżyser jasno oznaczył bulwarowe ramy, gdzie mógłby dowcip nabrać autoironicznych odcieni. Temu również sprzyja powściągliwe scenograficzne tło (Wojciech Stefaniak). Bez sztukaterii, w funkcjonalnym otwarciu sytuacyjnych zbliżeń. Klimat dopełnia oprawa muzyczna (Tomasz Sapryk).
Skąd więc wspomniana rysa? Skąd syndrom unoszącej się nudy? Lawina słów i tylko pojedyncze komediowe kadry. Wszak nawet, gdy Quilterowski trop się plącze, spotykamy jak coś, gdzieś iskrzy… Dlatego musi rezonować ekspresja. Precyzyjna, dawkowana pod rygorem intencji oraz stylistyki. Dlatego musi wybrzmieć sygnał pomiędzy i na wskroś.
Tymczasem szarość i recytatorska dominanta ograniczyły sylwetkę Ashley. Katarzyna Zielińska niby próbuje akcentów: nerwy bez przerwy, lecz gubi się wśród bezdroży gadaniny. Kostiumowa metamorfoza (Aneta Suskiewicz) nie pomaga. Znika, nota bene tłumiąc charakterystyczny wdzięk, kobieca tajemnica bohaterki. Rola dryfuje tędy i owędy, wciąż zahaczając o nudę. Szkoda.
Szkic do portretu przedstawia wizerunek Justina. Żywiołowy i niejednoznaczny. Aleksander Sajewski często wikła się w mimiczne efekty. Jednak wraca, szuka, myli tropy. Niosą go plastycznie uruchamiane – organiczna świeżość i gestyczna naturalność. Stąd mój apel: Młody Artysto, drąż warsztat i pędź po swojemu. Widać, że czujesz bluesa!
I teraz Tyler Grzegorza Daukszkiewicza. Postać, którą Quilter bardziej rozgadał, niż wyrzeźbił. Rola azymut. Zwarta artystyczna robota. Dzięki niej ożywają: metafora, pogubiony śmiech i garnirowana truizmami analiza. Tylko żal, że czasem ucieka, choć ripostuje wyraziście, na stronę monologu, bowiem sceniczny dialog(gr. dialogos = rozmowa), 1. podstawowa forma wypowiedzi w d... More po prostu traci oddech.
Proszę Państwa Moviestar w Kwadracie nie ma rangi Quilterowskich petard. Pomijając dziwny repertuarowy wybór, sam aktorski lot też wpada w turbulencję. Bywa trudno, zwłaszcza gdy jest nudno. Ale są również odsłony ze światłem. I tego się Widzu trzymaj.
Jagoda Opalińska
[Fot. Krzysztof Bieliński/ Teatr Kwadrat]
