„Gorączka żelaza” Żelisława Żelisławskiego w reż. Szymona Kaczmarka – koprodukcja Teatru Zagłębia w Sosnowcu z Pałacem Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej. Pisze Michał Centkowski w „Przeglądzie” (nr 42):
Przyglądając się na scenie skomplikowanej biografii Edwarda Gierka, można dojrzeć człowieka, który w określonych warunkach historycznych chciał Polskę Ludową „modernizować”, albo tragiczny w pewnym sensie produkt warunków historycznych. Można też poprzestać na okraszonej nostalgią, plakatowej refleksji o zgrzebnej PRL, wraz z jej pogonią za „dobrobytem” symbolizowanym przez butelkę coli.
Twórcy „Gorączki żelaza” z Teatru Zagłębia w Sosnowcu poszli w jeszcze inną stronę, a właściwie w wiele różnych stron naraz. Na tle przemian historycznych Zagłębia umieszczają telewizyjną operę mydlaną rozgrywającą się na placu budowy Huty Katowice. Jest tu pożądanie, miłość i śmierć (a właściwie zabójstwo w afekcie). Trochę romansu, trochę komedii, a nawet wodewilu, vide Gierek (Przemysław Kania) śpiewający w finale Wodeckiego. Chwilami to nawet działa, ale częściej przytłacza nadmiarem wątków. Jest tu stylizowana na Jandę z „Człowieka z marmuru” niepokorna Dziennikarka „Trybuny Ludu” (Mirosława Żak), są meandry władzy, gejowski romans robotniczo-kowbojski, a nawet post-humanistyczna ekologia a la Tokarczuk.
Wszystko to tworzy barwną, acz niewiele mówiącą pulpę. O czym właściwie jest to przedstawienie, trudno zgadnąć. Za to rozgrywa się ono w klimatycznej scenografii Kai Migdałek, ze świetnymi kostiumami Marty Śniosek-Masacz. I właśnie warstwa wizualna, wzbogacona o naturalny kontekst – spektakl grany jest w pięknych socrealistycznych wnętrzach Pałacu Kultury Zagłębia w Dąbrowie Górniczej – stanowi największy atut inscenizacji Szymona Kaczmarka.
fot. Jeremi Astaszow/mat. teatru