Tekst został napisany na zamówienie Teatru Słowackiego. Szczepan Twardoch uległ najwyraźniej pokusie wypróbowania siły teatru publicystycznego. Próba wypadła mniej niż średnio, mimo starań aktorów, aby nadać swoim grubą kreską namalowanym postaciom-marionetkom jakieś ludzkie rysy.
Rzecz wygląda na słabo skrywaną robotę symetrysty, który zestawia typowe oskarżenia kierowane pod adresem przeciwników w dzisiejszych sporach politycznych. Trochę tylko dolewa oliwy do ognia, bo do słów dochodzi krew i obie zwaśnione strony przystępują do walki zbrojnej w obronie wyznawanych wartości.
Jest rok 2039 i Gospodyni, rezydująca w dobrze przygotowanym bunkrze (Dominika Bednarczyk) pełni rolę prowadzącej negocjacje, które przyspieszają na wieść o jawnej agresji sąsiada. Wszystko to z góry można przewidzieć – Twardoch niczym nie zaskoczy widza, a próby ukazania bardziej skomplikowanych związków między bohaterami i ich wewnętrznych przeżyć, które podejmuje anonimowy dziennikarz rejestrujący ich wypowiedzi też ślizgają się po wierzchu. Ten skądinąd niegłupi jako przestroga, ale słabo wyposażony w argumenty teatr publicystyczny okazuje się zbyt wątły, aby opisać polskie zapętlenie. Dopiero pod sam koniec robi się trochę ciekawiej, ale wtedy akurat przedstawienie się kończy.
Tomasz Milkowski
● Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie
● reż. Robert Talarczyk, Szczepan Twardoch
Spektakl prezentowany w Teatrze Studio 21 czerwca 2026.
Fot. Bartek Barczyk
