Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

LAUDACJA dla MIROSŁAWA BAKI

z okazji wręczenia Nagrody im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sztuki teatralnej

Dzień dobry Państwu. Szanowne Panie, Szanowni Panowie. Szanowny i Drogi Gościu – laureacie nagrody im. Tadeusza Boya – Żeleńskiego. To wyjątkowy dzień i dla mnie zaszczyt, ale również wielka przyjemność, że mogę Państwu przypomnieć kilka ważnych wydarzeń teatralnych, które stały się marką artystyczną Mirosława Baki. Wręczamy bowiem dzisiaj nagrodę niezwykłemu Aktorowi, który przez blisko czterdzieści lat udowadnia, że jego wymagający zawód może być najwyższej próby, a rzemiosło w tym zawodzie w jego wykonaniu – to klasa sama w sobie. Dojście do takiego poziomu, jaki dzisiaj prezentuje Mirosław Baka, to lata różnych doświadczeń, wyrzeczeń, upadków w sensie dosłownym i przenośnym, ale przede wszystkim wielu znaczących sukcesów. Od tych ostatnich mogło zawirować w głowie, ale nie zawirowało, choć Artysta dość odważnie przyznaje, że bywa próżny. Wielką radość sprawił mu album wydany z okazji 50 lecia festiwalu w Cannes, gdzie jest jego zdjęcie ze słynnego filmy Krzysztofa Kieślowskiego „Krótki film o zabijaniu” który pokazywany był w Cannes w maju 1988 roku. Owej „próżności”, szczerze mówiąc, na scenie nie zauważyłam. A mam to szczęście, że mogę obserwować od początku teatralne zmagania Mirosława Baki, a i filmowe, i telewizyjne nie są mi obce.

Nasza kapituła, czyli polska sekcja Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT) jednogłośnie, bez jakichkolwiek wątpliwości uznała, choć krytycy teatralni – jak wiadomo – miewają różne zdania – że ta nagroda za wybitne osiągnięcia aktorskie w dziedzinie sztuki teatralnej powinna trafić właśnie teraz do Mirosława Baki, że to najwyższy czas, by uhonorować artystyczny dorobek niezapomnianego gdańskiego Hamleta, który zapewne jako jedyny artysta sceniczny doświadczył 200 ekstremalnych prób w ciągu 9 miesięcy, nim doszło do premiery w 1996 roku spektaklu, który reżyserował Krzysztof Nazar w Teatrze Wybrzeże – macierzystym miejscu pracy Mirka Baki. Po kilku latach (2000 r) był jeszcze „Ryszard III” również z Baką w roli tytułowej w reżyserii Nazara. Przedstawienie to określano jako „oddziaływujące na wszystkie zmysły widzów” (Jacek Wakar), choć nie dyskutowano o nim już tak zażarcie jak o „Hamlecie”. O tych dwóch realizacjach Laureat napisał pracę magisterską (nieco spóźnioną, bo powstała ona dwadzieścia pięć lat po zakończeniu studiów we wrocławskiej PWST), którą zadedykował reżyserowi.

Nim przejdę do wybranych zdarzeń artystycznych, w których nasz Laureat był głównym bohaterem – chwila porządkująca, czyli krótkie cv Bakersa – jak mówi o naszym Laureacie jego syn.

Mirosław Baka ma 62 lata. Urodził się w Ostrowcu Świętokrzyskim, a miasto dumne z dokonań byłego mieszkańca uczyniło go w ubiegłym roku honorowym obywatelem. Rodzinnie nie miał teatralnych kontaktów, mama pracowała w kiosku, tata i dziadek w hucie, a on chętnie spędzał swój młodzieńczy czas z dziadkami i pradziadkami. W Ostrowcu pobierał pierwsze ważne nauki. Był aktywnym harcerzem, doszedł do stopnia podharcmistrza, ale również demonstrował swoją indywidualność kontestatora i miewał tzw. młodzieńcze trudne sytuacje, kiedy obrywał za brak pokory. Przywiązanie do własnych zasad i „bycia sobą” stanowiło jego credo nie tylko w tamtych latach. Przez jakiś czas trenował w Ostrowcu w drużynie waterpolo czyli piłki wodnej, Był także gorącym kibicem kobiecej drużyny siatkówki w swoim liceum. Pisał wiersze dla wybranych koleżanek… i doświadczał młodzieńczej fascynacji teatrem. W podstawówce recytował wiersze na apelach i w konkursach, w liceum rozśmieszał w szkolnym kabarecie. Po maturze do szkoły teatralnej w Warszawie (dzisiejszej Akademii Teatralnej) dostał się bez problemów, ale po pierwszym roku wyrzucił go rektor Andrzej Łapicki, za namową ponoć pani Mai Komorowskiej, bo uznali, że nie jest odpowiednim „materiałem” na aktora. Łapicki określił to po latach jako swój „błąd pedagogiczny”, a Baka uważał też po latach, że ten zimny prysznic porażki był ważny. Zaczął więc naukę w różnych policealnych szkołach w Ostrowcu: m.in. elektrycznej, czy wychowania przedszkolnego, był też ratownikiem w pogotowiu. To doświadczenie uważa za nader cenne (o czym mówił w wywiadach), bo na jednym dyżurze mogła zdarzyć się kondensacja wielu najważniejszych emocji (bólu, cierpienia, śmierci, ale także radości narodzin), które są tak ważne w zawodowym doświadczeniu aktora.

Drugie podejście do aktorstwa to wydział zamiejscowy krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Tę uczelnię skończył bez problemu. Na pierwszym roku oficjalnie zadebiutował w filmie Mirosława Borka pt. „Daleki dystans” (1985), na drugim zagrał w serialu „Ballada o Januszku”, a na trzecim jako Jacek Łazar stworzył pierwszą swoją kreację w filmie Krzysztofa Kieślowskiego, znakomitym „Krótkim filmie o zabijaniu” (w wersji telewizyjnej Dekalogu V). Ta rola określiła jego rangę na długie lata, choć wcale nie posypały się natychmiast następne aktorskie oferty filmowe. Na kolejne propozycje musiał chwilę poczekać, aż pojawił się czas pracy min. z Jackiem Skalskim, Andrzejem Barańskim, Andrzejem Wajdą, Władysławem Pasikowskim, Borysem Lankoszem, Mariuszem Grzegorzkiem, Filipem Zylberem czy Waldemarem Krzystkiem. Ról filmowych i serialowych Mirosław Baka zagrał ponad 130, ale niektórych filmów ze swoim udziałem, tych niemieckich i węgierskich, nawet nie oglądał. Natomiast na pewno zna wszystkie spektakle teatralne, w których grał, a jest tych ról nie mało, bo ponad 90. W Teatrze Telewizji zagrał w 22 spektaklach.

Wielokrotnie mówił, że najważniejszy był i jest dla niego teatr.

Po studiach na jeden sezon zatrzymał się w Teatrze im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze i pierwszym jego przedstawieniem na tej scenie był „Bal w operze” Juliana Tuwima. Tam też powstały przedstawienia dyplomowe: „Biesy” oraz „Sen nocy letniej”. Był to sezon 1987/88. Po czym zdecydował, być może uwzględniając sugestie żony związanej z Pomorzem aktorki Joanny Kreft -Baki, (poznali się na egzaminach wstępnych we Wrocławiu), że wybiera Gdańsk i Teatr Wybrzeże. I tej scenie od 1988 roku jest wierny do dzisiaj, choć chwilami grywał w innych teatrach, jak choćby w Syrenie, Komedii, w Teatrze Polonia, czy w spektaklach teatrów w Bydgoszczy czy Kaliszu. Aktualnie poza Gdańskiem można go oglądać w Teatrze 6 piętro w Warszawie w tragikomedii Willy’ego Russella „Edukując Ritę” w reżyserii Eugeniusza Korina.

Teatrem Wybrzeże w momencie, gdy Mirosław Baka do niego trafia w 1988 roku, rządził Stanisław Michalski, kierownikiem literackim był dramaturg i poeta, wychowanek Stanisława Stulka Hebanowskiego Władysław Zawistowski. Królowali scenografowie: Marian Kołodziej, Jan Banucha czy Anna Maria Rachel, w zespole aktorskim prym wiodła Halina Winiarska, a byli w nim również Halina Słojewska, Anna Chodakowska, Joanna Bogacka, Ewa Kasprzyk, Henryk Bista, Jerzy Łapiński, Jacek Mikołajczak, Krzysztof Matuszewski, z którym Baka przez lata będzie dzielił garderobę, była również Dorota Kolak jedna z ważnych scenicznych partnerek Mirosława Baki, z którą zagrał w dwudziestu różnych przedstawieniach, także w swoim debiucie w Teatrze Wybrzeże w sztuce Władysława Zawistowskiego „Stąd do Ameryki”. To był spektakl ważny politycznie w sierpniu 1988 roku z dużą obsadą. Obok Baki na scenie oglądaliśmy m.in. Ewę Kasprzyk, Krystynę Łubieńską, Dorotę Kolak, Marzenę Nieczuję-Urbańską, Jacka Mikołajczaka, Krzysztofa Matuszewskiego, Stanisława Michalskiego, Jerzego Łapińskiego, Jarosława Tyrańskiego. Z wieloma artystami z tej pierwszej swojej sztuki w Wybrzeżu grał potem przez lata. W drugim spektaklu Baki w gdańskim teatrze (październik 1988) „Wolność dla Barabasza” Krzysztofa Wójcickiego w reżyserii Andrzeja Markowicza zagrał już rolę tytułową. W recenzji Wojciech Bonisławski napisał: Baka jest Barabaszem…Barabaszem rozstrzygającym skomplikowane problemy moralne. Dalekim od łatwych wyborów.

Mirosław Baka bardzo szybko udowodnił, że jest jednym z najważniejszych aktorów w zespole Teatru Wybrzeże. Kiedy zagrał Enobarbusa w spektaklu „Antoniusz i Kleopatra” w reżyserii Krzysztofa Babickiego, Biffa w „Śmierć komiwojażera” w reżyserii Feliksa Falka, Iwana Szatowa w „Biesach” w reżyserii Babickiego, Pinnberga w „Cóż dalej szary człowieku” w reżyserii Marcela Kochańczyka, a szczególnie po roli Chłopca w „Godzinie Kota” Pera Olova Enquista w reżyserii Krzysztofa Babickiego posypały się nagrody. To był rok 1993. Uhonorowany został najważniejszą w dziedzinie kultury Nagrodą Miasta Gdańska „Splendor Gedanensis” za dokonania na scenie Teatru Wybrzeże. Rok później przyznano mu Statuetką Pegaza za rolę Chłopca w „Godzinie Kota” w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku i Nagrodę na XXIX Ogólnopolskim Przeglądzie Teatrów Małych Form w Szczecinie również za rolę w „Godzinie Kota”, a na Międzynarodowy Dzień Teatru 27 marca 1994 otrzymał Nagrodę Teatralną Wojewody Gdańskiego. Kariera teatralna Mirosława Baki nabrała tempa. Pracował bardzo intensywnie. Łączył życie sceniczne z filmowym.

Nagrodę im. Leona Schillera otrzymuje w 1998 roku – prestiżowe wyróżnienie Związku Artystów Scen Polskich za wybitną kreację aktorską w „Hamlecie”.

Coraz popularniejsze stają się sceniczne kreacje Doroty Kolak i Mirosława Baki. Ten duet wręcz uwodzi widzów. Pamiętam recenzje i opinie po przedstawieniu „Na początku był dom” wg prozy Doris Lessing w reżyserii Anny Augustynowicz (2011 rok). Był to spektakl w znakomitej obsadzie: Joanna Bogacka, Piotr Chys, Piotr Domalewski, Krzysztof Gordon, Emilia Komarnicka i Dorota Kolak z Mirkiem Baką, w którym Baka świetne czuł się w zgranym aktorsko zespole i w nowoczesnej formie teatralnej. Zresztą z Anną Augustynowicz będzie pracował z sukcesami kilkakrotnie. A potem było przedstawienie „Kto się boi Virgini Woolf” Edwarda Albee w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. Legendarny, nagradzany spektakl z 2015 roku, w którym Mirosław Baka jako George stworzył genialny, sceniczny duet z Dorotą Kolak w roli Marthy. Za te role obojgu wręczono prestiżową Nagrodę im. Aleksandra Zelwerowicza za najlepsze kreacje sezonu. Nagrodę przyznał miesięcznik „Teatr”. Baka gra uniwersyteckiego historyka uwikłanego w toksyczną, małżeńską grę pełną intelektualnych pretensji. Krytycy podkreślali, że aktorzy stworzyli wstrząsający obraz całkowitego wypalenia, depresji i emocjonalnego schyłku. George w wykonaniu Baki pod maską cynizmu i ciętego dowcipu skrywa głęboką, przejmującą samotność.

Kolejny raz zachwycił Baka w spektaklu „Śmierć komiwojażera” Arthura Millera w reżyserii Radka Stępnia tym razem w roli Willy’ego. Lindą, jego żoną była świetnie partnerująca Anna Kociarz. Słusznie podkreślano, że nie byłoby legendy tego przedstawienia, gdyby nie Mirosław Baka w roli tytułowej. Praktycznie obecny cały czas na scenie Willy analizuje swoją przeszłość i mierzy się z gorzką, upokarzająca teraźniejszością. Boleśnie zraniony z trudem opanowuje bezradność i rozpacz. Nie kryje też irytacji i zdumienia. Ta rola jest jedną z największych w dojrzałej karierze Baki. Za tę kreację otrzymał m.in. Grand Prix na Festiwalu Sztuki Aktorskiej w Kaliszu (2020 r.) oraz Pomorską Nagrodę Artystyczną. Rolą tą stworzył głębokie studium psychologiczne człowieka słabego, tchórzliwego, który przez lata karmił siebie i bliskich iluzją sukcesu. Słusznie zauważono: Na naszych oczach dokonuje się genialne studium upupienia i upokorzenia. Aktor fizycznie „liniał” i kurczył się w sobie”. Taki fizyczny obraz załamania poruszał do głębi.

Mirosław Baka bawił też publiczność teatralną w komediach. Razem z Dorotą Kolak koncertowo objawili się w dwóch obleganych spektaklach „dla opornych” – „Seks dla opornych” i „Raj dla opornych”. „Seks dla opornych” (premiera w Gdańsku w 2012 r w reżyserii Krystyny Jandy) wystawiono blisko 500 razy w Gdańsku i w Teatrze Polonia. Żartowali, że jako aktorzy czują się jak stare, dobre małżeństwo, prawie jak bohaterowie tej zabawno-ironicznej opowieści Michele Riml.

Mirosław Baka jest aktorem magnetycznym. Potrafi hipnotyzować widzów, szczególnie gdy mówi wprost do nich. Taki jest nawet w wyciszonym niczym studium psychologiczno-filozoficzne „Fauście” Goethego w reżyserii Radka Stępnia, a jeszcze bardziej w spektaklu „Ciemności kryją ziemię” Jerzego Andrzejewskiego w reżyserii Tomasza Fryzla. Jego interpretacja roli Wielkiego Inkwizytora, bezwzględnego fanatyka, który w imię wiary buduje totalitarny system i poraża terrorem, powoduje narastający niepokój w widzach. Baka nas wiedzie do wielkiego apogeum strachu. A w granym teraz z w reżyserii Adama Orzechowskiego „Punkcie zero”, kameralnym dramacie Radosława Paczochy, jego bohater jest reprezentantem pokolenia z czasów naszej transformacji ustrojowej. Baka tworzy rolę siłą przekazu. Jest powściągliwy, przegrany, i nawet jak stoi nieruchomo nie odpuszcza widzom, trzyma ich w szachu i niepewności. Odważny, bo stoi bez maski.

Mirosław Baka potrafi rzucić wyzwania reżyserom i… kolegom aktorom. Widziałam to na gdańskiej scenie parokrotnie. I choć czasami mówi, że nie jest ulubieńcem krytyków, także teatralnych, to…jednak mija się z prawdą. Doceniamy, że potrafi zaskakiwać formą w prezentowanych spektaklach, nawet tych pozornie błahych, jak mało kto. Kiedyś o Jego starszej koleżance w Teatrze Wybrzeże mówiono, że zagra wszystko, nawet książkę telefoniczną. Odnoszę wrażenie, że Mirosław Baka też mógłby zgrać wszystko, gdyby tylko chciał. Zapewne słusznie nie chce. Bo Jego konwencją jest „autentyczność własna” wychodząca czasami z ascezy użytych środków, a czasami z „rozbuchanej namiętności” w kreowaniu postaci, która wydaje się pozornie nie do opanowania. Czasami jest też śmiesznym facetem w komediach, choć trzeba przyznać, że to nie dzieje się często. Czasami też śpiewa piosenkę aktorską i poetycką. Edward Stachura, Jacek Kaczmarski, Włodzimierz Wysocki czy Jan Wołek po nich i ich twórczość sięga i robi to nad wyraz dobrze. Zapamiętuje się timbre głosu Mirosława Baki, choćby w cyklu Salon poezji czy spektaklu wspominanym do dzisiaj przez krytyków teatralnych „Norwid późnym wnukom” według scenariusza Jana Bończy- Szabłowskiego, muzyką Jerzego Satanowskiego. Baka wielką poezję recytuje po mistrzowsku.

I jest jeszcze w nim i jego scenicznych działaniach ta wieczna tajemnica, tajemnica Mirka Baki, zachmurzenie i zanurzenie w sobie, a może nawet wycofanie. Obdarza tym widzów i tym samym krytyków teatralnych.

Niepotrzebne są mu celebryckie fajerwerki ani tania kokieteria, ani pozorne wsparcia mocodawców. Przed laty jeden z gdańskich deweloperów proponował mu, że zbuduje dla niego teatra, żeby miał taki jak jego koledzy w Warszawie. Własny. Odmówił. Umie przeliczyć siły na zamiary. I dobrze, że tak się stało, bo ważniejszy jest jego talent sceniczny niż ewentualne sukcesy organizacyjno-menadżerskie.

Niedawno usłyszałam zdanie, które zapamiętałam: „Talent i miłość nie mają definicji”. Baka swoim talent zmusza nas, zawodowo oceniających teatr, do nieustannych rewizji naszych własnych ugruntowanych już osądów. Baka potrafi wyjść z cienia niespodziewanie albo też zawładnąć sceną od pierwszych słów, albo z powolnego gestu wywieść ukrytą siłę. Ma on dzisiaj w swoim macierzystym teatrze, i nie tylko w nim, niekwestionowaną pozycję lidera i myślę, że dobrze o tym wie, ale nie jest rozkapryszonym „teatralnym manem”, który demonstruje swoją wyższość.

Ile jest ról ważnych w dorobku Mirosława Baki? Wiele. W tym na pewno szekspirowskie kreacje dały mu niekwestionowaną pozycję. Oczywiście „Hamlet”, „Ryszard III”. Jego Hamlet był mroczny, silny, rozdarty między rolą „szlachetnego mściciela” a „łotra mordercy” jak pisał prof. Jerzy Limon. W reżyserii Krzysztofa Babickiego wcześniej niż u Nazara zagrał w „Antoniusz i Kleopatrze”, a potem był rzymskim wodzem w inscenizacji Moniki Pęckiewicz w „Tytusie Andronikusie”. Ten spektakl na II Ogólnopolskim Konkursie na Teatralną Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Europejskiej obsypano nagrodami, w tym dwoma aktorskimi dla Mirosława Baki za rolę tytułową i Doroty Kolak za rolę Tamory. Kreację Baki uznano wówczas za jedno z najciekawszych wydarzeń artystycznych w polskim teatrze.

W roku 2000 z inicjatywy nieżyjącego już prof. Jerzego Limona w londyńskim Teatrze Globe odbył się wieczór promujący ideę budowy Teatru Szekspirowskiego w Gdańsku. W obecności m.in. księcia Karola – obecnego monarchy – odbyło się przedstawienie „Hamleta” z Markiem Rylancem w roli tytułowej. Po spektaklu na scenie pojawili się dwaj Hamleci – angielski i polski. W swoich scenicznych kostiumach Rylance i Mirosław Baka przedstawili londyńskiej widowni jeden z monologów Hamleta. Rylance (późniejszy laureat Oscara) w języku autora, zaś Mirosław Baka oczywiście po polsku. Po raz pierwszy polski język zabrzmiał ze sceny jednego z najbardziej znanych teatrów świata.

Uczestniczył też Mirosław Baka w pierwszym zjeździe Hamletów w Gdańsku, który inscenizował Andrzej Wajda. Wtedy tę rolę zagrało 31 artystów i artystek na siedmiu specjalnie rozstawionych scenach. To był rok 2012.

Szekspirowscy bohaterowie Baki byli precyzyjni psychologicznie, zdolni do używania skrajnych emocji w sposób przez aktora kontrolowany. Baka potrafi wbijać w teatralne krzesła. I taki był w tym kilkakrotnie przywoływanym „Hamlecie” Nazara wystawionym na jubileusz 50 lecie teatru Wybrzeże z Joanną Bogacką jako Gertrudą, Martą Kalmus w roli Ofelii, Krzysztofem Gordonem jako Klaudiuszem, Jerzym Kiszkisem jako Poloniuszem.

Krzysztof Nazar ponoć powiedział Mirkowi, że nienawidzi Hamleta i dlatego tak ustawia jego rolę. Ma on być chorym z ambicji, nienawistnym wobec świata, drapieżnym i przerażającym uzurpatorem. Grę Baki określano mianem aktorskiej symfonii na jednego wykonawcę.Krytyka nie rozpieszczała tego okrutnego, pięciogodzinnego spektaklu. Miała uzasadnione uwagi do koncepcji reżysera. A Baka w czasie prób do tego przedstawianiu nie tylko stracił przytomność, czy na bankiecie popremierowym upił się jednym kieliszkiem i zmęczony zgiełkiem bankietu ukrył się pod stołem, ale nabawił się też trwałych urazów i kontuzji. A w pojedynku końcowym z Laertesem, synem Poloniusza (w tej roli Dariusz Szymaniak) Hamlet rozgrywał niemal zwierzęcą walkę o przetrwanie. Jego słowa „reszta jest milczeniem” były nad wyraz prawdziwe w finale spektaklu. To przedstawienie porwało młodą widownie, bo kupiła ona tarantinowską koncepcję okrucieństwa, złachania, upokorzenia, ekspresji przemocy, którą reżyser zastosował w tym spektaklu i również obdarzył nią odtwórcę głównej roli. I jak wyznał Baka w jednym z wywiadów, to był jedyny spektakl, po którym bijąc brawo, piszczały zachwycone przedstawieniem i Hamletem młode widzki.

Teatr pochłonął Bakę, a film go bardzo zręcznie wykorzystuje.

Myślę, że argumentów uzasadniających wybór dzisiejszego Laureata tegorocznej nagrody im. Boya-Żeleńskiego był już dostatek.

Patron nagrody, to nie układny i zadowolony ze wszystkiego co teatralne krytyk, ale również nie teatrożerca. Boy-Żeleński nie znosił fałszu i obłudy. Wiem, że również Mirosław Baka nie toleruje tych cech ani w życiu, ani w pracy zawodowej.

Szanowny Laureacie!
„Krytyka to nie jest jakiś sztywny rząd miar i wag. Przeciwnie. Krytyk jest czymś w rodzaju ogrodnika, który wedle sił swoich, zależnie od potrzeb gruntu i chwili, podpiera, chroni, podlewa to znów przycina wybujałości, plewi i wyrywa zielska.” Tak pisał Boy- Żeleński, patron tej nagrody o nas. Więc My Tobie dziękujemy, że nas inspirujesz, że nas budzisz i ostrzegasz, zmuszasz do szukania głębszych sensów w spektaklach, w których grasz, a nie serwujesz pozornie smakowitych i często pustych, ale pikantnych „bajek dla dorosłych”, które mają ułatwić dzisiejszym odbiorcom rozumienie pozorne rozumienie świata. Wzruszasz, co ważne i mrozisz czasami – co dobrze wpływa na nadmiar codziennego bólu.

Nagroda im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego dołącza dziś do listy Twoich sukcesów. Jest zasłużonym dowodem uznania. Scena jest Twoja i dzięki Tobie bywa też nasza. Bardzo za to dziękuję, za kunszt i profesjonalizm, za stałość uczuć, i za serce do ludzi.

Kłaniam się!

Alina Kietrys

.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.