Projekt na kanwie opowiadania piewcy grozy – o miłości, a bardziej samotności i destrukcji – wybrzmiewa nadal może szczególnie niepokojąco. Wymyślone miesza się tu z rzeczywistym. Nadążamy używając siły koncentracji i skali wyobraźni – pisze Andrzej Piątek o monodramie Jakuba Adamskiego„Kochanka Szamoty”, na podstawie noweli Stefana Grabińskiego, w reżyserii Anety Adamskiej – Szukały, w Teatrze Przedmieście w Rzeszowie.
Młody aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More Jakub Adamski przekłada językiem współczesnym na debiutancki monodram treść literacką opowiadania Stefana Grabińskiego – „polskiego Edgara Poe”, lat międzywojennych. Z pytaniem – które pajęczyną osacza graną przez niego postać, literata Szamotę, dręcząc do obłąkania: czy, co kochamy i w co wierzymy, istnieje tylko w psychice?
Adamski pieczołowicie sytuuje Szamotę na skraju emocji – od arogancji po melancholię i rozpad psychiczny – starannie zapanowując nad własnymi. Dobywa z Szamoty, co w nim psychoanalityczne: stosując króciutkie pauzy, którymi podkreśla mechanizmy tłumienia i erupcji przeżywania. Mając za podporę światłocienie i parę rekwizytów, przemyślanie buduje postać neurotycznie zawieszoną między układnością i nieprzewidywalnym szaleństwem.
Muzyka, którą Adamski skomponował i gra na fortepianie – niepokoi i buduje napięcie. Z grą świateł tworzą nastrój seansu spirytystycznego, bliski opowiadaniom Grabińskiego .
Dla Adamskiej – Szukały zasadnicze rozwiązanie inscenizacyjne, to budowanie i zagospodarowywanie przestrzeni umysłu bohatera, którego świat zewnętrzny stanowi odbicie wewnętrznego. Pozwala mu dość swobodnie lawirować między autoironią i erotycznym napięciem, które są niemal namacalne.
Oprawę plastyczną Maciek Szukała opiera na świetle i symbolice rekwizytów. Półmrok, świece, róże, kandelabry – to klimaty seansu spirytystycznego. Scenografia często tu nie jest dosłowna: tiulowa zasłona to może welon wymarzonej w umyśle bohatera panny młodej.
Zostajemy z myślą, że duchy, mamidła i widziadła bywają w naszych lękach, oczekiwaniach i marzeniach. A granica między miłością i obsesją, prawdą i urojeniem, cienka jak płomień świecy. Czyż nie karmimy się wyobrażeniami o sobie i nie zawierzamy fantazjom? Każdy też boi się odrzucenia, ma odrobinę narcyzmu i potrzeby adoracji. Potrzebujemy mitów – w formie nadprzyrodzonych zjawisk i niedopowiedzeń. W świecie do bólu racjonalnym!
Grabiński nie jest pisarzem „muzealnym”, skoro opisywanych przez niego lęków nadal mamy w sobie tyle. Kim był? Urodził się w 1887 w Kamionce Strumiłowej nad Bugiem, jako syn sędziego i nauczycielki fortepianu. Studiował filologie polską i klasyczną we Lwowie. Uczył w gimnazjach we Lwowie i Przemyślu. Chorował na gruźlicę. Zmarł w 1936 we Lwowie, zostawiając nowele, powieści, dramaty, za życia nie cenione, po śmierci zapomniane.
Irzykowski uważał go za mistrza noweli fantastycznej, umiejącego błyskotliwie łączyć grozę z metafizyką i spirytyzmem. Lem pisał kąśliwie, że „zawczasu pewnie znał prawdę, skoro tak dobrze penetrował zaświaty”.
„Kochanka Szamoty”, której bohater – szaleńczo zakochany w kobiecie istniejącej tylko w jego umyśle pokonała czas. Pozornie odrobinę zabawna fabuła zawiera przestrogę: co może się stać gdy człowiek zaczyna żyć mitem, psychicznie otwierając drzwi siłom, których nie kontroluje…
Monodram Adamskiego o tym nam przypomina, angażując intelektualnie, emocjonalnie i zmysłowo.
To też doskonały przykład, jak z zamierzchłej literatury można stworzyć spektakl paląco współczesny. Zagrany starannie kontrolowanymi emocjami, zainscenizowany współcześnie czytelnie i klimatycznie oprawiony skrótową, symboliczną plastyką.
Andrzej Piątek
N/z Jakub Adamski.
Fot. Wit Hadło
