Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Wszyscy byli odwróceni

O Marzycielu Daniela Salmana w ZASP-ie pisze Jerzy Kosiewicz

Tekst został podzielony na dwie – niezbyt równe – części.

Część pierwsza zawiera fragment komunikatu Związku Artystów Scen Polskich

„Zarząd Oddziału ZASP w Warszawie zaprasza swoich członków, jak również członków ZASP przebywających w stolicy oraz pracowników ZASP, na pierwsze w tym roku „Spotkanie z kulturą”, które odbędzie się w Klubie SPATiF, w poniedziałek 09 lutego o godzinie 18-tej. Cykl „Spotkań z kulturą” jest finansowany ze środków Funduszy SKE ZASP „Program Kultura””. To skromne – i oszczędne pod względem budżetowym – wydarzenie wzbudziło spore zainteresowanie.

Część druga zaś odnosi się do wzmiankowanego wyżej kulturalno-scenicznego spotkania

Odbywające się od trzech lat regularne „Spotkania z kulturą” w Warszawskim Oddziale ZASP (w Klubie SPATiF), obejmują m.in. recitale piosenkarskie, spotkania z wybitnymi artystami teatru (promującymi niekiedy swe książkowe autobiografie), czytanie nowych oraz starszych, ale nie opublikowanych dotąd dramatów (często) oraz prezentacje monodramów (rzadziej).

Ostatnio – tj. 9 lutego – mieliśmy do czynienia z monodramem pt. „Marzyciel” autorstwa Marcina Bartnikowskiego, w reżyserii Łukasza Lewandowskiego, w wykonaniu Daniela Salmana.

Perypetie Marzyciela – tj. osoby dramatu – przedstawiono w małej skromnej, niezbyt rozległej restauracyjnej salce, pozbawionej natenczas stolików. Sprawiała ona wrażenie zaiste prowincjonalnego, przystosowanego na chybcika (w pośpiechu), nieatrakcyjnego w tym wypadku – pod względem teatralnym – prowizorium (1), z otwieranymi co rusz drzwiami przez kulinarnych gości, zaskoczonych nietypową w tej środowiskowej – i niegdyś zastrzeżonej tylko dla zaspowców, snobistycznej, poniekąd kameralnej knajpce – niemalże świetlicową aranżacją wnętrza. Przygotowano bowiem – jakby zaimprowizowaną naprędce (niedbale) – przestrzeń sceniczną. Ograniczała ją z tyłu wysłużona – wydłużona wszerz oraz wywyższona odgórnie – nieatrakcyjna ciężka kotara, jak w jakiejś przypadkowej świetlicy na bieszczadzkiej prowincji. Oddzielała ona miejsce sceniczne i przedstawiany monodram od funkcjonującej doraźnie, sąsiadującej: innej – tętniącej życiem, restauracyjnej sali z niefrasobliwymi, kaszlącymi, rozmawiającymi i mlaskającymi gośćmi na cyku.

Zaprezentowano w nim, tj. na spontanicznie ukształtowanym w niewielkim konsumpcyjnym, kulinarno-widowiskowym miejscu, krótki i dobrze wyreżyserowany przez Łukasza Lewandowskiego: jednoosobowy spektakl (aktor Daniel Salman), z widzami usadowionymi na zwykłych sfatygowanych, drewnianych oraz trzeszczących i ciężarnie szorujących – zbyt często po podłodze – krzesłach.

W owej poniekąd „awangardowej” (jakby świetlicowej), zdawałoby się naprędce i chaotycznie skonstruowanej przestrzeni, obejmującej w całości zawartość monodramatycznego przedstawienia, zaprezentowano znakomity, brawurowo przygotowany pod względem organizacyjnym i technicznym, subtelny i skomplikowany inscenizacyjnie spektakl, ze ściśle kompatybilną, gruntownie przemyślaną, funkcjonalnie dopracowaną, zmultiplikowaną narracją, nasyconą wieloma stricte audiowizualnymi, kamerowymi i zarazem ekranowymi rozwiązaniami o najwyższej technologiczno-scenograficznej renomie z intrygującym artystycznym wydźwiękiem. Na kotarze i obok niej zainstalowano ekrany, na których przedstawiono – za pomocą specjalnie usytuowanych kamer – wielokrotnie, ale w różniących się, często jednoczesnych, tj. równoległych oraz odmiennych ujęciach: a) w zbliżeniach, ukazujących twarz głównego i jedynego aktora; b) przedstawiających go wielokroć również w planie amerykańskim oraz c) prezentujących jego całą ruchliwą postać, przemieszczającą się jednocześnie – tak na ekranach, jak na scenie – zwielokrotniając w ten przemyślany sposób: wizualny (oprócz fizycznego) pobyt tej samej osoby w jednym rzeczywistym oraz poniekąd innych, wirtualnych (ekranowych), równocześnie ukazywanych miejscach scenicznych. Uatrakcyjniało to, skupiało uwagę, dynamizowało spektakl. A przemyślane, zmysłowo skomponowane, wielokrotnie doskonalone na próbach i gościnnych występach – rozwiązania oraz interakcje sceniczne – sprawiały wrażenie autentycznej i ryzykownej improwizacji. To był majstersztyk reżysersko-aktorski.

Spektakl opowiadał przejmująco o Juliuszu Osterwie, czyli o zasłużonym reformatorze polskiego teatru, o jednym z najwybitniejszych aktorów polskiej sceny i zarazem patronie lubelskiego teatru dramatycznego, a więc – jak wiadomo z jego biografii – o artyście marzycielu dążącym w międzywojennym dwudziestoleciu do wprowadzenia w „Teatrze Reduta” własnego, nowatorskiego wówczas, etosu pracy zespołowej, rzetelnej i natchnionej metafizycznym artyzmem o poniekąd kapłańskim – ale pozareligijnym – wydźwięku. Monodram dotyczył właśnie jego śmiałych wówczas artystycznych przekonań oraz trudności, jakie napotkał był Juliusz Osterwa przy ich urzeczywistnianiu.

Na wyróżnienie zasługuje kreacja aktorska Daniela Salmana, nagrodzona przez wybredną zaspowską widownię długimi, głośnymi brawami. Jest on absolwentem Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie, a obecnie aktorem Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie.

Był to najlepszy – jak dotąd – spektakl, wśród tych przedstawień, które obejrzałem ostatnio w „SPATiFie”: doprecyzowany w każdym i zawsze istotnym szczególe. Aktor miał dostrzeganą na początku – przez niejedno ucho – lekką wadę wymowy. Przestała przeszkadzać po kilku minutach. Znakomita gra tudzież wartki oraz intrygujący przebieg narracji scenicznej sprawiły, że była później niezauważalna.

Jerzy Kosiewicz

Przypisy.

  1. Wskazane pomieszczenie, nazwane przeze mnie salką, zawiera niewielką, wąziutką scenę służącą zazwyczaj do zróżnicowanych i małych prezentacji estradowych (mini-recitali do kotleta) oraz statycznego (nieruchomego) czytania nowych dramatów na siedząco. W tym spektaklu owa scenka nie została wykorzystana. Znalazła się – o dziwo – za plecami widzów. Wszyscy byli odwróceni – ale nie obojętni – jak inni w powieści Marka Hłasko.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.