Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

BoyKott (26): Hamlet w sanatorium, czyli o wyższości dresu nad logiką

Żyjemy w czasach wielkich ułatwień i jeszcze większych mistyfikacji. Dawniej, żeby zobaczyć „Hamleta”, trzeba się było pofatygować do teatru, kupić bilet, wyczyścić marynarkę i – co najgorsze – wysiedzieć cztery godziny na niewygodnym krześle. Dziś postęp technologiczny uwolnił nas od tych tortur. Wystarczy włączyć platformę HBO Max (obecnie zwaną po prostu Max, bo widocznie sześć liter to dla współczesnego odbiorcy o trzy za dużo), by między jednym odcinkiem „Kung Fu Pandy” a drugim, obejrzeć sobie Szekspira. I to jakiego! Nowoczesnego, psychologicznego i – jak twierdzą marketingowcy – „przełomowego”.

Mowa o nowej filmowej adaptacji w reżyserii Seana Mathiasa, która właśnie wylądowała w cyfrowej chmurze. W roli głównej – sir Ian McKellen. Aktor to wybitny, co do tego nie ma sporu. Problem w tym, że sir Ian ma lat osiemdziesiąt dwa, a gra duńskiego studenta, który – o ile mnie pamięć ze szkoły nie myli – przeżywa dylematy właściwe okresowi burzliwego dojrzewania, a nie dylematy związane z wyborem funduszu emerytalnego.

Twórcy ukuli na tę okoliczność termin age-blind casting, czyli obsadę „ślepą na wiek”. Jest to, Moi Drodzy, klasyczny przykład nowomowy, którą tak kochano w Polsce Ludowej. Wtedy wmawiano nam, że czarne jest białe, a przyjaźń ze Związkiem Radzieckim jest suwerennością. Dziś wmawia się nam, że starość jest młodością, a pomarszczona twarz 80-latka, ukryta pod młodzieżowym kapturem (bo Hamlet paraduje tu w bluzie typu hoodie), to tylko taka konwencja.

Otóż, jak mawiali starożytni Rosjanie: wiorsty nie ujedziesz, jak nie masz konia. Można być genialnym aktorem, ale biologii się nie oszuka. Oglądając ten film, czułem się jak w owym słynnym dowcipie o wielbłądzie. Każą mi udowadniać, że nie jestem wielbłądem, czyli że widzę młodego, zbuntowanego księcia, podczas gdy moje oczy – te reakcyjne narządy, nieczułe na postęp – widzą starszego pana, który z godną podziwu kondycją, ale jednak i ostrożnością, jeździ na rowerku stacjonarnym. Tak, proszę Państwa, Hamlet wygłasza swoje monologi, pedałując na rowerku treningowym. Ma to zapewne symbolizować pęd myśli albo ucieczkę donikąd, a symbolizuje jedynie to, że reżyser bardzo chciał być „współczesny”.

Słynne „Być albo nie być” wygłaszane jest u fryzjera. To doprawdy genialne w swej prostocie. Gdzież indziej człowiek zastanawia się nad sensem istnienia, jeśli nie na fotelu golibrody? Jest to sprowadzenie metafizyki do poziomu usług kosmetycznych, co w sumie doskonale oddaje ducha naszych czasów. Duch bytu ustąpił miejsca duchowi bywania.

Całość sfilmowano w pustym teatrze, w korytarzach i toaletach, co nadaje produkcji klimat klaustrofobiczny, a momentami wręcz więzienny. Może o to chodziło? Może Elsynor to dom starców, z którego nie ma ucieczki? Jeśli tak, to jest to wizja ponura, acz konsekwentna. Poloniusz, grany przez Stevena Berkoffa, też do młodzieniaszków nie należy. Mamy więc dramat geriatryczny, w którym namiętności stygną szybciej niż herbata w termosie.

Nie czepiam się McKellena. On gra świetnie, dykcję ma nienaganną, warsztat taki, że współczesne gwiazdki serialowe mogłyby mu buty czyścić (gdyby wiedziały, co to są buty, bo teraz wszyscy chodzą w sneakersach). Czepiam się ideologii. Ideologii, która mówi, że wszystko jest umowne, że prawda ekranu nie istnieje, liczy się tylko Koncept. To jest – za przeproszeniem – owa kisielowska dyktatura ciemniaków (wiem, że okropnie zacząłem się ostatnio powtarzać, ale cóż poradzę na to, że mam rację i wszędzie tego wielogłowego stwora obecnie dostrzegam?), tyle że tym razem ciemniakami są intelektualiści, którzy boją się powiedzieć: „Król jest nagi”. A w tym przypadku: „Książę jest stary”.

Dlaczego HBO to pokazuje? Bo musi mieć „kontent”. Szekspir jest tani (prawa autorskie wygasły dawno temu), McKellen jest znany (Gandalf!), a całość można sprzedać jako „prestiżowe kino artystyczne”. I tak oto wielka literatura trafia do jednego worka z reality show o odchudzaniu. Klikasz w „Hamleta”, a algorytm podpowiada ci: „Skoro obejrzałeś Hamleta, może spodoba ci się Morderstwo w Orient Expressie albo Świnka Peppa?”.

Podsumowując: obejrzeć można, choćby dla sportu, żeby zobaczyć, do czego zdolny jest człowiek, gdy mu się wydaje, że oszukał czas. Ale nie dajcie sobie wmówić, że to jest ten prawdziwy Szekspir. To jest Szekspir przepuszczony przez wyżymaczkę poprawności i „fajności”. A ja, stary zgryźliwiec, wolę jednak, gdy młodość gra młodość, a starość gra mądrość. Bo kiedy starość zaczyna udawać młodość w dresie, to robi się z tego cyrk. A cyrk, jak wiadomo, mamy na co dzień w polityce, więc w sztuce chciałoby się jednak odrobiny powagi.

Konrad Szczebiot

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.