Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

BoyKott (21): Szyldy na Płocie, czyli Rzecz o Teatrze Zmarnowanym

​Wybrałem się byłem, proszę Państwa, do teatru, który w swej nazwie dumnie obwieszcza, że jest dla „Lalek”. Nazwa szacowna, tradycja piękna, obiecująca rzemiosło i formę. Spodziewałem się więc, naiwny tradycjonalista, ujrzeć marionetki, kukły, może jawajki, a przynajmniej jakiś teatr cieni. Słowem – lalki.

​Lalek nie zastałem. Był za to „performatywny odczyt”, „instalacja wideo” i „dyskusja o tożsamości”. Zapewne tożsamości lalki, która czuła się aktorem dramatycznym i uciekła.

​Bo widzą Państwo, w Polsce przestano szanować słowa, a cóż dopiero szyldy. Kiedyś „Teatr Narodowy” oznaczał misję, „Teatr Słowackiego” – dziedzictwo, a „Teatr Lalek” – że będą, do diaska, lalki! Była to umowa między artystą a widzem, oparta na elementarnej uczciwości. Dziś tej umowy nie ma. Jest tylko szyld, który służy jako alibi do pobierania dotacji.

​Jest w tym pewien paradoks, który Stefan Kisielewski nazwałby „dyktaturą postępaków”. Oto mamy teatry, które wstydzą się formy, dla której zostały powołane. Dyrektor „Lalki” (przykładowej a nie stołecznej!) wolałby być dyrektorem „Dramatycznego”, ale ponieważ fotel w „Lalkach” był wolny, to postanowił „Lalki” „zdekonstruować”. A co znaczy „dekonstrukcja” w ustach współczesnego reżysera? Znaczy to, że zamiast ciężkiej pracy nad animacją materii – co jest istotą lalkarstwa – dostajemy pana lub panią w czarnym golfie, którzy opowiadają nam o swoim „niepokoju”.

​To jest, mówiąc wprost, oszustwo. Oszustwo intelektualne i artystyczne. To jest ten sam rodzaj myślenia, który każe teatrom „Dramatycznym” wystawiać wyłącznie eseje polityczne, a teatrom „Muzycznym” – spektakle pozbawione melodii. Wszystko musi być „problematyzowane”, „kontekstualizowane” i „transgresyjne”.

​Gdzie w tym wszystkim widz? Widz, biedak, chce iść do „Powszechnego”, bo myśli, że to teatr dla niego, dla powszechności. Zastaje tam jednak nie powszechność, a kazalnicę, z której poucza się go o jego rzekomych winach. Chce do „Współczesnego”, by zobaczyć, co dziś piszczy, a dostaje tragedię grecką lub dramat tak „współczesny”, że aż niestrawny. Widz, biedak, kupił bilet do „Teatru Komedia”, a dostał trzygodzinny wykład o kryzysie patriarchatu. Chciał pójść do „Ateneum” (co za nazwa!), by obcować z klasyką, a dostał reportaż interwencyjny o prawach mniejszości.

​Stanisław Mackiewicz pisałby tu o zdradzie. Nie tyle politycznej, ile estetycznej, która bywa gorsza, bo zatruwa duszę narodu u podstaw. Mackiewicz rozumiał, że forma jest treścią. Że teatr, który porzuca swoją formę – lalkarz lalkę, dramatyczny dramat – staje się teatrem-urzędnikiem. Ma gmach, ma budżet, ma dyrektora. Nie ma tylko sensu istnienia.

​To nie jest już „kontynuacja”, to jest „zarządzanie pustką”. To jest teatr, który tak bardzo boi się być „mieszczański” i „przewidywalny”, że staje się nieznośnie wtórny w swoim „buncie”. Dyrektor artystyczny, który w „Teatrze Lalek” zamiast lalki pokazuje instalację wideo, nie jest żadnym awangardzistą. Jest po prostu człowiekiem, który nie umie lub nie chce robić tego, za co bierze pieniądze. Jest jak piekarz, który sprzedaje cegły, bo „chleb jest zbyt dosłowny”.

​Nazwy przestały cokolwiek znaczyć. Są jak te szyldy na płotach w czasach słusznie minionych – wiszą, bo wiszą, ale nikt już nie pamięta, co miały reklamować. „Teatr Klasyczny” gra o aborcji. „Komedia” serwuje polityczny manifest. „Powszechny” jest boleśnie niszowy. „Współczesny” gra Szekspira (oczywiście „dekonstruując”), a „Teatr Lalek” gra cieniem reżysera.

​Strach pomyśleć, co będzie dalej. Może „Filharmonia”, która zamiast symfonii zaoferuje „dźwięki miasta”? Albo „Muzeum Narodowe” wystawiające prace ze słynnego skandynawskiego sklepu meblarskiego, by „zdemokratyzować” pojęcie sztuki?

​Czekam na „Teatr Dramatyczny”, który z dumą ogłosi, że zamiast dramatu będzie komedia. A nie, przepraszam. To już mamy.

​Tylko proszę nie nazywać tego teatrem. To jest, jak mawiał Mackiewicz, „na manowcach”. A ja powiem – to po prostu nieuczciwe. Szyld, proszę Państwa, zobowiązuje. Chyba że jesteśmy w epoce, w której jedynym obowiązkiem jest brak obowiązków.

Konrad Szczebiot

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.