W gdańskim Teatrze w Oknie od wielu lat odbywają przeglądy teatru jednego aktora – każdego roku o innym charakterze.
Dla przykładu w roku 2018 był to „Mikrokosmos Miedziewskiego”, swoisty benefis(fr. bénéfice = zysk, pożytek) dawniej: spektakl, z któr... More uczniów i współpracowników Stanisława Miedziewskiego, niezrównanego reżysera monodramów.
Nic dziwnego, że monodram lgnie do Teatru w Oknie – już sama przestrzeń tego osobliwego miejsca przy gdańskiej ulicy Długiej zaprasza do występów jednoosobowych. Teatr w Oknie staje się więc Oknem na Monodram. Za tą aktywnością stoją zainfekowane bakcylem monodramu Dorota Sentkowska i Aleksandra Dacyl, wspierane przez guru teatru jednego aktora Wiesława Gerasa. W roku 2024 inicjatorki przeglądów zwróciły się do profesor UMK Marzenny Wiśniewskiej, autorki monografii „Archipelag indywidualności. Solowe teatry performerów współdziałających z materią” (Toruń 2022), o przyjęcie roli kuratorki. Tak powstał program przeglądu „Materii ożywionej”, skupiający performerów współdziałających z materią. Bohaterowie wyszli z książki Wiśniewskiej, aby wystąpić w Gdańsku.
W przeglądzie uczestniczyły performerki i performerzy kilku generacji: klasyk gatunku Adam Walny, mistrzyni solowego teatru feministycznego Natalia Sakowicz, posługująca się lalką hybrydową Karolina Sadowska, przez wiele lat związana z Teatrem Wierszalin Karolina Siergiej, rozwijający techniki światła i cienia, założyciel Teatru Łątek w Supraślu Krzysztof Zemło i najmłodszy w tym gronie przedstawiciel lalkarstwa solowego Marcin Tomkiel. Każda z tych osób reprezentuje odrębny sposób istnienia scenicznego z materią. Okazało się, że ta niszowa ścieżka teatru jednego aktora kryje wielką rozmaitość form.
Adam Walny jeszcze przed ukończeniem studiów reżyserskich powołał solowy Wielki Teatrzyk Świata, który pierwszą premierę inspirowaną twórczością Ingmara Bergmana „Teatr śmierci” dał już w lipcu 1997. Nazywano go „artystą-autentykiem”, „performerem w świecie lalek i przedmiotów”, choć sam deklaruje się jako off-lalkarz. W Gdańsku przed Teatrem w Oknie na Długiej przedstawił spektakl „Król i błazen” [na zdj.] na podstawie „Eskurialu” Michela de Ghelderode (2021). Ustawił tam wielką kryptę, pod którą skrywała się umierająca Królowa, postać nieobecna w dramacie Ghelderode, ale to z jej perspektywy opisał ostatnie godziny życia i teatralny pojedynek między Królem i Błaznem. Ubrana paradnie w brokatową, mieniącą się purpurą suknię z kryzą i ozdobnym, fantazyjnie wygiętym kołnierzem, z pobieloną twarzą, stała się reżyserką spektaklu śmierci.
Za wielką suknią, której część poniżej talii okazała się kurtyną, ulokował wodny teatrzyk. To pokaźne akwarium, w którym toczyły pojedynek na śmierć i życie ceramiczne lalki wodne (wynalazek Adama Walnego) Króla i Błazna. Wyglądały (nieprzypadkowo) podobnie. Błazen przypominał Króla, a Król – Błazna, jedynie atrybuty władzy i błazeństwa pozwalały ich odróżnić.
Królowa-performer animowała ich ruchy, wprawiając powietrze niewidocznym miechem w ruch, dzięki czemu, kiedy wypowiadała ich kwestie, z ust lalek wydobywały się bąbelki powietrza. Lalki jednak nie w pełni poddawały się woli animującego, nie zachowywały się do końca w przewidywalny sposób – bezwładność ruchów w wodzie, nie zawsze powtarzanych w jednakowym tempie wywoływała dodatkowy efekt – ich sposób istnienia stawał się somnambuliczny, jak w jakimś śnie – spowolniony i rozkołysany.
Z innego rodzaju ruchem mamy do czynienia w „Romansie” Natalii Sakowicz (Collegium Nobilium, 2021), wykorzystującej swoje doświadczenia choreograficzne. Zanim jednak na scenie zapanuje ruch, performerka i jej lalka nazywana Martą, obserwują widzów wchodzących na widownię. Stoją nieco z boku, na szarej płaszczyźnie wyodrębniającej przestrzeń gry, i wodzą oczami za widzami.
Szara androidalna, gąbczasta lalka przypomina Natalię Sakowicz – jest tego samego wzrostu, jej rysy twarzy są podobne, tylko oczy pozostają martwe, choć budzą wrażenie, że Marta patrzy. Relacje między nimi przebiegają nierówno, czasem ulegają zachwianiu, czasem prowadzą do jedności a czasem obcości, aby na koniec wyrazić się furią destrukcji. Po pięknym wspólnym tańcu, radosnym wybuchu wolności, Marta zostanie rozerwana na strzępy, aby w finale jednak ożyć. Jej korpus przytula performerka do piersi, Marta staje się karmionym dzieckiem, które ssie mleko z matczynej piersi. A może jest wampirem?
Siłą monodramu Sakowicz jest jego niejednoznaczna wymowa, gęsta sieć relacji, wątków, sugestii, które mogą wywoływać odmienne interpretacje. Doprowadzona do perfekcji umiejętność animowania lalki sprawia, że relacje między nią a performerką, budzące się namiętności i falujące emocje tchną autentyzmem.
Inną formę przybiera związek lalki z performerką w spektaklu „Lot” Karoliny Sadowskiej (reż. Aga Błaszczyk, Olsztyński Teatr Lalek, 2021), tworzącej rzeczywistość hybrydową, w której nieożywiona materia i ciało aktorki umiejętnie powiązane przybiera postać łudząco przypominającą żywą istotę. Monodram nawiązuje do losów polskiej pilotki Janiny Lewandowskiej, ochotniczki walk obronnych na początku drugiej wojny światowej, jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu. Chociaż nad spektaklem zawisł ciężar śmierci zadanej jej przez morderców w mundurach, spektakl, stara się unikać tonacji martyrologicznej, skupiając uwagę na poszukiwaniu przez bohaterkę własnej drogi. Pojawiają się w nim nawet piosenki kabaretowe na zasadzie kontrapunktu – aktorka, wykonując je z dużym wyczuciem i swadą, pokazuje inny wymiar tęsknot bohaterki, której „lot” miał trwać tak niedługo.
Jeszcze dalej w stronę kabaretu i komizmu wyprawia się Katarzyna Siergiej w spektaklu „Medea, moja sympatia” (reż. Jacek Malinowski, Teatr Wierszalin w Supraślu, 2012). Nic dziwnego, bo to spektakl oparty na libretcie „,muzykału” Jeremiego Przybory, łączący czarny humor, wynalazczą animację, muzyczny rytm o kabaretowym zakroju z pastiszem tragedii Eurypidesa. Humor bywa tu jadowity – Jazon jest obrazowany świńskim ogonem, dyndającym w wiadomym miejscu, bo na nic lepszego nie zasługuje, aktorka z łopatą przemierza scenę, podśpiewuje dla kurażu „trupu, trup”, wypatrując kolejnych ofiar. Tak ukazana „Medea” jest spektaklem wywrotowym. Nie chodzi tylko o przenicowanie mitu czy krytykę patriarchalnego świata, ale o odwrócenie czarnej legendy Medei, która z dzieciobójczyni staje się obrończynią godności kobiet w marnym otoczeniu słabych mężczyzn.
Spektakl „Matecznik” (Teatr Łatek, 2022), odsłania inne nastroje, będące dowodem fascynacji Krzysztofa Zemły albumem „Wołkow” (1974), wyborem fotografii Wiktora Wołkowa, artysty z wiązanego z Supraślem miejscem zamieszkania i zakorzenieniem w krajobrazie Podlasia. Album dopełniają sugestywne teksty Edwarda Redlińskiego. Zemło sięgnął po to świadectwo urody i siły etycznej tej ziemi, idąc po śladach zostawionych przez twórców albumu, który podzielony został na części zgodnie z podjętymi w nich tematami: Rzeka, Droga, Płoty, Konie, Stogi, Wrony, Drzewa, Krowy, Bociany, Krzyże. Każdy z tych wątków stanowi samodzielną całość, stając się ośrodkiem opowieści snutych przez miejscowego gawędziarza-filozofa, dzielącego się swymi refleksjami o świecie i upływającym czasie.
Krzysztof Zemło wciąż szuka nowatorskich sposobów opowiadania za pośrednictwem środków wywiedzionych z różnych źródeł, przede wszystkim z tradycji teatru cieni. Wypróbowuje też rozmaite wersje oświetlania, wykorzystując stare diaskopy i lampy w aparatach do projekcji przeźroczy, aby znaleźć najbardziej odpowiednie światło. Jego głos z lekkim wschodnim zaśpiewem, jego nieczułostkowa czułość, łagodne, rozumiejące spojrzenie skupia uwagę widzów, oglądających cieniową sylwetkę wędkarza sunącego łódką po rzece fotografowaną przez Wołkowa albo wypatrujących ptaki polatujące nad polami.
Najmłodszy z uczestników przeglądu, Marcin Tomkiel w spektaklu „Skowyt”: (dramaturgia(gr. dramatourgia), 1. twórczość dramatyczna, ogół utwo... More Malika Tomkiel, muzyka Jakub Olszewski, Nie Teatr w Białymstoku, 2023), nawiązuje do poematu Allena Ginsberga – bohater monodramu nosi jego imię. Spektakl budowany jest muzyką, światłem, nieoczywistością sytuacji. Allen nie mieści się w skrojonych dla niego ubrankach – już w pierwszych chwilach spektaklu w przymierzanym garniturze wygląda obco, nie przylega do uszytego stroju, toteż po zmaganiach pozbywa się tego ubrania-więzienia i szuka siebie w świecie, który go odtrąca. Jak mucha upolowana przez gigantycznego pająka szarpie się w sieci, ulega złudzeniu wielkiej miłości. Niepokojąca gra z przedmiotami, odsyłającymi do innego życia, uwięzienie w trudnych do zrozumienia sytuacjach wzmacnia hipnotyczna muzyka. W monodramie wybrzmiewa świadomość odrzucenia i niedopasowania, poczucie nieuchronnej klęski i bólu: „finalnie i tak gapimy się w telewizor/ nowotwory i narkotyki są miękkie albo twarde/ dotykają piersi, bywają złośliwe/mącą i wyniszczają ciało szybko albo dłużej/ tortury, futro, niedopalony papieros”. Działania z lalkami, ich fragmentami, monitorami, zakleszczenie w metalowej konstrukcji przypominającej pajęczaka – oto świat „Skowytu”, w którym aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More bada możliwości ocalenia.
Sześć spektakli nurtu materii ożywionej, a każdy inny, których mianownikiem jest gra z przedmiotami. Jak ten nurt sytuuje się na tle bogatej tradycji teatru jednego aktora? Otóż wydaje się, że można by wskazać na liczne związki, niepolegające tylko na zasadzie jednoosobowego wykonania. Warto odnotować, że już u zarania nowoczesnego teatru jednego aktora pojawiła się lalka. W monodramie założycielskim tego teatru, za jaki słusznie uchodzi „Wieża malowana” (reż. Jerzy Markuszewski, STS, 1959) Wojciecha Siemiona, obecne były dwie wielkie pałuby, przedstawiające Jasia i Małgosię, kochanków z opowieści, wykonane przez wybitnego scenografa Adama Kiliana. Siemionowi towarzyszyło też kilku muzyków grających na żywo (za sceną), co sprawiło, że zadawano pytanie, czy to na pewno jest monodram. Sprawę rozstrzygnął Ludwik Flaszen, który nazwał Siemiona „teatrem jednego aktora”, tym samym wprowadzając do obiegu ten nowy wówczas termin. Tak czy owak, nie tylko Siemion traktował po partnersku przedmioty, chętnie po nie sięgała należąca do grona klasyków gatunku Irena Jun. Niekiedy nawet z pewnym nadmiarem, czego doświadczyła w monodramie powstałym na podstawie sztuki Tadeusza Różewicza „Stara kobieta wysiaduje”. Stłoczenie zbyt wielu przedmiotów na scenie doprowadziło do upodrzędnienia aktorki, która w końcu zdecydowała się na krok radykalny i uwolniła się od ich obecności. Okazało się, że monodram nie tylko ocalał, ale nabrał życia. Wojciech Siemion także zrezygnował z udziału pałub i grona muzyków w „Wieży malowanej”, kiedy okazało się to organizacyjnie skomplikowane. To oczyszczenie spektaklu ze scenografii i muzyki na żywo nie spowodowało rozpadu monodramu, ale raczej doprowadziło do wzmocnienia jego poetyckiej wymowy, choć pełna forma premierowa zalecała się szczególną urodą.
Te przykłady naprowadzają na trop istotowej różnicy między teatrem jednego aktora o rodowodzie dramatycznym i teatrem związanym z doświadczeniami teatru lalkowego. Okazuje się, że teatr jednego aktora, choć korzysta z doświadczeń teatru formy, nie jest na te doświadczenia skazany, może się bez nich obyć, gdy tymczasem teatr formy nie może usunąć materii ożywionej ze spektaklu, a jeśli by to uczynił, dokonałby samounicestwienia.
Teatr materii ożywionej z kolei może się obyć bez literatury, ale to nie znaczy, że z niej zawsze rezygnuje. Przeciwnie, przegląd gdański dowodził, że większość prezentowanych spektakli jest zakotwiczonych w literaturze i to często wysokiej próby. Zapleczem pokazanych spektakli były teksty Ghelderode’ego, Radlińskiego, Przybory, Ginsberga, raz jeden scenariusz oparty był na materiałach historycznych, a inny scenariusz powstał z myślą o konkretnej wykonawczyni. Tak więc widać, jak oba te nurty teatru jednoosobowego bywają sobie potrzebne, jak się zasilają i nawzajem karmią. Ich panoramiczny pokaz w Teatrze w Oknie wykazał, że teatr materii ożywionej ma sporo do zaproponowania scenie jednoosobowej, że sprawdza i otwiera nowe ścieżki poszukiwań.
Tomasz Miłkowski
