Razy dwa
Wskazany wyżej podtytuł nawiązuje do opublikowanej drukiem komedii pt. „Razy dwa” Andrzeja Chichłowskiego i prapremiery tej sztuki w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku (ul. Nowy Rynek 11), czyli do dwóch zjawisk, zaistniałych w tym teatrze. Pierwsze odnosi się do kuluarowej prezentacji debiutanckiej – nie licząc wydanego wcześniej poetyckiego tomiku – książki (z możliwością kupna, z autografem autora), zawierającej tę właśnie sztukę wraz z czterema innymi komediami (A. Chichłowski „Koniec świata i inne ustrojstwa”, 2024; patrz przypis nr 1). Drugie zaś – bardziej złożone – było przejawem wieloosobowej, z reżyserem na czele, poniekąd wyjątkowej, bo prapremierowej realizacji scenicznej. Ona się już nie powtórzy. Każdy następny spektakl pod tym tytułem nie będzie tą wskazaną prapremierą, w tym właśnie teatrze.
Przyjęła ona postać nawiązującą do tradycyjnego teatru pudełkowego, dopełnionego czwartą: jakby magiczną – bo niewidoczną – ale konsekwentnie sugerowaną ścianą, usytuowaną otwarcie przed publicznością. Aktorzy grali do końcowych ukłonów tak, jakby nie dostrzegali publiczności.
Oba (czyli razy dwa) zespolone z sobą stereotypy sceniczne – dotyczące teatru pudełkowego i czwartej ściany – nie zostały w tym spektaklu ani świadomie, ani mimowolnie uszczuplone. Stanowiły konsekwentną osnowę formalną tego przedstawienia. Wynika z tego, że autor i zarazem reżyser kultywuje teatralne wiekowe pierwowzory.
Ponadto podtytuł odnosi się nie tylko do jednej, aledo dwóch odrębnych – swoistych i niepowtarzalnych – jakościowo różniących się przedstawień: wprawdzie z żywą widownią, ale w odmiennych okolicznościach scenicznych.
Pierwsze (i zarazem ostatnie) nieoficjalne wystawienie tej sztuki miało miejsce w Warszawie 24 maja (patrz: J. Kosiewicz, recenzja pt. „Na huśtawce nastrojów”, w: „Yorick” – internetowy miesięcznik teatralny nr 109, 14 czerwca 2024). Odbyło się na prowizorycznej restauracyjnej, ale uroczej filigranowej, skąpej objętościowo scence estradowo-teatralnej, usytuowanej w budynku ZASP (Al. Ujazdowskie 45), określanej także jako Estrada Klub SPATIF.
Umiejscowił się na niej – nie tyle skromnie, ile pobocznie – okazały i wysoki – wodzirej sceniczny Andrzej Chichłowski. Odnosił się on za pomocą odczytywanych didaskaliów do wypowiadanych przez aktorów kwestii. Podpowiadał wszystkim – i aktorom, i widzom – w jakim anturażu sytuacyjnym, scenograficznym i kostiumowym rozgrywało się to – bieżące wówczas – wprawdzie performatywne i pozbawione ruchu scenicznego, a mimo to urzekające pod względem aktorskim, pełne zróżnicowanego wigoru i ujmującej wrażliwości, intuicyjne i trafne zarazem, odczytanie komediowych ról.
Drugie okazanie, tj. płocka prapremiera tej sztuki odbyła się trzy i pół miesiąca później: 7 września 2024. Uświetniła ona oficjalne otwarcie nowego sezonu teatralnego Teatru. A zatem dwuczęściowy spektakl pt. „Razy dwa” widziałem dwa razy: i w warszawskim budynku ZASP, i w Płocku – czyli zgodnie nie tylko z jego tytułem, ale też ze śródtytułem – razy dwa.
Prapremiera
Prapremiera wypadła okazale. Na widowni „Sceny Kameralnej” Teatru Dramatycznego – oraz w jego kuluarach podczas przerwy, a także na prapremierowym bankiecie – było tłoczno. Pojawiło się wiele osób, m.in. aktorów, reżyserów i krytyków płci obojga, związanych nie tylko z warszawskim środowiskiem teatralnym.
Przedstawienie wzbudziło również duże zainteresowanie wśród teatromanów, mieszkających w Płocku. Zapewne dlatego, że Andrzej Chichłowski związany jest z Teatrem Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego od lat. Występował w nim, w kilku sztukach dramaturgów tej miary, co Carlo Goldoni, Aleksander Fredro, Emmanuel Robles czy William Shakespeare, wyreżyserowanych m.in. przez Terre’go Walcutta, Jana Skotnickiego czy Wojciecha Adamczyka.
Komedia Andrzeja Chichłowskiego nie odstawała – jako dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More i(zapewne…) jako przedstawienie – poziomem warsztatowym i artystycznym od spektakli tych twórców, ale też ich z pewnością nie przewyższała. Po prostu, w teatrze prowincjonalnym (i nie tylko w nim), tak krawiec kraje, jak mu materiału staje.
Przedstawienie opowiadało o drażliwych niepokojach, uczuciowych zawirowaniach dwóch par małżeńskich, o których bliskim sąsiedztwie oraz emocjonalnym zbliżeniu zadecydowała przede wszystkim siostrzana więź obu małżonek. Natomiast podstawową oś intrygi komediowych dialogów i zarazem dramatycznych spięć stanowiło przekonanie, niemalże pewność obu małżonków o zaistniałych – w tym spokrewnionym czworokącie – bolesnych zdradach.
Znamienne dla przestawienia było oryginalne rozwiązanie inscenizacyjne, dotyczące wypowiedzi małżeńskich par: przy usytuowanym centralnie, nieco zastawionym stole. Prowadziły one mimo fizycznej bliskości (zgodnie z intencją autora i reżysera) – naprzemienne, niezależne, osobne rozmowy, tak jakby się nawzajem nie dostrzegały. Reżyser zrezygnował z wprowadzenia do scenografii dwóch odrębnych miejsc akcji, imitujących ich oddzielne mieszkania.
Owo przeplatanie dwóch autonomicznych dialogów, nie utrudniało jednak ogarnięcia ciągłości i zrozumienia zawartości ich dwutorowej, odrębnej narracji. Nawiązywały one naprzemiennie i konsekwentnie do swych osobnych treści, kontynuowały zawarte w nich wątki. Sprawiało to wrażenie, jakby małżeńskie pary znajdowały się w różnych, tj. innych pomieszczeniach, mimo że prowadziły konwersację przy tym samym stole. Małżonki z każdego małżeństwa rozmawiały wyłącznie z własnymi mężami. Działo się tak wtedy, gdy małżeństwa nie odwiedzały się.
Natomiast, gdy siostry wraz z małżonkami gościły się nawzajem, to wszyscy bohaterowie sztuki spotykali się znowu w tym samym miejscu, czyli na scenie i nie tylko w pobliżu stołu. Dostrzegali wtedy swoją obecność, prowadzili żywe wspólne, a nie dwa oddzielne (dwuosobowe) dialogi.
Opisane sytuacje były starannie i precyzyjnie wyreżyserowane. Można je było – jak sądzę – zainscenizować tylko w autentycznym lub telewizyjnym teatrze. W filmie fabularnym raczej nie. Ta stricte teatralna konwencja chyba by się w nim nie przyjęła… Mogłaby pojawić się na ekranie kinowym: albo w projekcji sfilmowanego przedstawienia teatralnego, lub w niezależnej od teatru ekranizacji sztuki, po zastosowaniu twardego montażu – w postaci montażu równoległego – dynamizującego, ożywiającego i uatrakcyjniającego nawet długie i przewlekłe rozmowy. Taki montaż nie tylko zakłóciłby, ale wręcz anihilowałby przyjętą w Płocku konwencję sceniczną.
Nawiasem mówiąc, wcześniejsze – wzmiankowane wyżej – performatywne czytanie sztuki (zaistniałe w ZASP) udźwignęło jej zamysł dramaturgiczny: konstrukcyjny i estetyczny, mimo że postaci komedii siedziały nieprzerwanie obok siebie podczas tego osobliwego czytania dialogów, sprawiając wrażenie jakby wszystkie osoby komedii były – w zapisie dramaturgicznym – usytuowane w centrum uwagi scenicznej, tj. przebywały cały czas ze sobą. Świadczy to m.in. o tym, jak umiejętnie i elastycznie pod względem dramaturgicznym została skomponowana ta zabawna sztuka.
Uważam, że komedia „Razy dwa” powinna być brana pod uwagę w ewentualnym konkursie na nagrodę za najlepszy dramat (komedię) w nowym sezonie teatralnym 1924/1925.
O graniu
Ponieważ przedstawienie zagości zapewne dłużej na afiszu Teatru Dramatycznego w Płocku, to chciałbym, odnosząc się z należną atencją do wkładu twórczego Andrzeja Chichłowskiego w ogóle oraz dotyczącego omawianej prapremiery, jeszcze raz nawiązać do gry aktorskiej.
Odnosi się to m.in. do deficytu i zarazem potrzeby wprowadzenia istotnego, konsekwentnego zróżnicowania nazbyt podobnych do siebie zachowań i sposobów wypowiedzi obu scenicznych małżeństw, zwłaszcza w ich kłopotliwych sytuacjach.
Przy performatywnym warszawskim czytaniu pojawiła się lekko i umiejętnie zarysowana odmienność związków małżeńskich. Nie tyle w sposobie bycia (bo obie pary siedziały), ile w odniesieniu do zaistniałych kłopotliwych niedomówień i reakcji, dotyczących podwójnej zdrady małżeńskiej. Jedno z małżeństw było bardziej powściągliwe emocjonalnie w swoich wypowiedziach. Małżonkowie odnosili się do siebie oraz innych – w przeciwieństwie do drugiej pary – w sposób wyważony i wyrozumiały. Byli mniej impulsywni. Rzadziej od niej okazywali w sposób głośny niezadowolenie i wzburzenie. Rezygnowali z nazbyt dynamicznych gestów tudzież z przesadnie wyrazistej mimiki.
Sugerowałbym zmienić w płockiej inscenizacji sposób wypowiedzi obu par: ostudzić i zredukować znacznie ich uzewnętrznianą dynamikę uczuć, wyciszyć donośność intonacji, złagodzić nadmierne, zanadto naturalne („naturszczykowate”) oburzenia i ekscytacje, ich nadpobudliwy wydźwięk: gdzie tylko można, nawiązując do zróżnicowanych pod względem warsztatowym, aktorskich form wypowiedzi, wyrażających to samo, ale w zmiennej i bardziej wyważonej artystycznej postaci.
Mogłoby to – jak sądzę – ułatwić i uatrakcyjnić przekaz oraz recepcję złożonych i kłopotliwych uczuciowych niuansów. Zneutralizowałoby zapewne nadekspresyjny wydźwięk, poniekąd neurotyczną popędliwość i związaną z tym schematyczność w doborze aktorskich środków wyrazu całego kwartetu scenicznego (patrz: przypis 2). Warto pamiętać przy kreowaniu roli teatralnej, że każdy człowiek jest inny. Dotyczy to nawet bliźniaków (jak np. Lecha i Jarosława Kaczyńskich), a co dopiero małżeństwa.
Refleksja interpretacyjna
Warto też podkreślić, że osoby komedii posługiwały się trafnie dobranymi słownymi skrótami, zgrabnymi i chwytliwymi komediowymi powiedzonkami, grepsami zaczerpniętymi z języka codziennego. Język potoczny wprowadzony do współczesnych powieści, dramatów czy obecnych spektakli teatralnych (przykładem tego jest m.in. „Kiedy stopnieje śnieg”, grany wciąż z ogromnym powodzeniem w TR Warszawa, na podstawie scenariusza Katarzyny Minkowskiej i Tomasza Walesiaka, w reżyserii Katarzyny Minkowskiej, nagrodzonej za najlepszą reżyserię w ubiegłym sezonie), uzyskuje nowy estetyczny i niekiedy artystyczny – a więc istotny, tj. najważniejszy w sztuce wydźwięk. Jest on oczywiście, tj. język potoczny, rozpowszechnionym w niej zróżnicowanym przejawem estetyki brzydoty. Bywa swoistym świadectwem umiejętnie skonfigurowanych i uwydatnionych przejawów autentycznej polszczyzny: trafnie wplecionej m.in. w literackie i dramaturgiczne konteksty; osobliwej i atrakcyjnej także w scenicznej postaci.
Oczywiście, zastosowany w teatrze (a w szczególności w filmach) zwykły, codzienny, obiegowy i potoczny zarazem język jest niegodny rozpowszechniania w szkołach czy na studiach polonistycznych jako główna podstawa społecznej komunikacji. W nauce nie do przyjęcia, bo nieprecyzyjny i wieloznaczny. Natomiast trafnie i kunsztownie skumulowane w poezji i prozie czy wkomponowane w dialogi teatralne słowa, wyrażenia i zdania oraz dłuższe sekwencje z tego obiegowego zakresu emanują niejednokrotnie nadzwyczajną estetyczną influencją. Rozsiewają na scenie swoiste językowe piękno w postaci ugruntowanej, umiejętnie i starannie dobranej oraz z dużym wyczuciem skomponowanej i zaimplementowanej w dramacie estetyki brzydoty, dalekiej np. od klasycznych i uwznioślonych wypowiedzi romantycznych poetów i pisarzy. Georg Büchner (1813-1837) nota bene wprowadził do dialogów „Woytzeka” mocno zaskakujące nawet współczesną widownię soczyste wulgaryzmy.
Jerzy Kosiewicz
Przypisy
1. Dramat A. Chichłowskiego pt. „Razy dwa” umieszczony jest w zbiorze pięciu komedii pod intrygującym tytułem „Koniec świata i inne ustrojstwa”, opublikowanych przez Wydawnictwo „Moc Media” (prowadzone przez Sylwię Chrabałowską) na eleganckim, poniekąd kremowym papierze. Na czarnych, utwardzonych lekko okładkach oraz na boku książki znajdują się białe napisy; na tylnej zaś okładce widnieje szaro-czarno-biała fotografia nieco zatroskanego dramaturga, przyglądającego się uważnie i z lekka frasobliwie każdemu czytelnikowi. Poniżej umieszczono dwie, krótkie syntetyczne opinie o autorze zgrabnie zwerbalizowanych, uśmiechem podszytych dramatów. Nasycone są one – jak podkreśla w jednej z nich Grzegorz Mrówczyński (reżyser) – błyskotliwym dialogiem, zaskakującymi oraz dowcipnymi pointami, oryginalną siłą humoru. Nic dziwnego, że warszawscy i płoccy widzowie reagowali z nieskrywanym ukontentowaniem – głośnymi brawami i salwami śmiechu.
2. Notabene, jak zauważam, nie tylko młodzi, ale także inni aktorzy posługują się często zbyt szybko wypowiadanymi sekwencjami zdań i nadekspresyjnością w kreowaniu postaci, to jest przesadną głośnością, gestykulacją i ruchem scenicznym, jakby tylko one mogły uzewnętrznić, wyrazić, czy podkreślić głębię i dynamizm uczuć postaci scenicznej. Jest to nagminne zwłaszcza w dyplomowych spektaklach wydziałów aktorskich szkół wyższych.
Dojrzali i dobrze znający swoje rzemiosło – oraz jego artystyczne podłoże – aktorzy, nie podkreślają istotnych emocji oraz treści i sensów kreowanej przez nich postaci, posługując się wyłącznie sekwencjami, tj. zbitkami słów, treści i sensów, połączonych ze sobą – jakby mechanicznie i przypadkowo – szybko wypowiadanych zdań. Oni eksponują słowa, kładą nacisk na poszczególne wyrażenia, na łączące je znaczenia i przypisane im znamienne treści i emocje, stosownie i rozmaicie je uwypuklając w krótszych lub dłuższych sekwencjach słów, zdań i wypowiedzi tak, by każde z osobna wybrzmiało w sposób dostrzegalny oraz intymny zarazem, by ułatwiało: empatyczne – jak w teatrze Konstantego Stanisławskiego i sztukach Antoniego Czechowa(1860-1904), prozaik i dramaturg rosyjski. Pochodził z ubog... More – wejrzenie oraz zrozumienie niuansów zmiennych intencji, a także dramatycznych oraz komediowych zachowań zróżnicowanych przecież postaci; by było kluczem do wnikliwego wejrzenia, wręcz hermeneutycznego wniknięcia w mniej lub bardziej głęboko usytuowane imponderabilia ich odmiennych osobowości, ambiwalentnych fascynacji, różniących się np. w odczytaniu i przeżywaniu: nieznanych im dotąd małżeńskich zagrożeń.
Teatr Dramatyczny w im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku
Jest on jednostką organizacyjną Samorządu Województwa Mazowieckiego.
Scena Kameralna im. Jana Skotnickiego
Sztuka pt. „Razy dwa”
Prapremiera 7 września 2024
Jest to 385 prapremiera od czasu powstania tego Teatru.
Autorem dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More i reżyserem ocenianegospektaklu jest Andrzej Chichłowski.
Scenografia zaprojekowana przez Krzysztofa Małachowskiego była nad wyraz oszczędna, podobnie jak w peerelowskich teatrach objazdowych czy teatrach studenckich. Zniechęcała do oglądania sztuki.
Kostiumami zajął się również Krzysztof Małachowski. Nie ujawniono tego w programie teatralnym. Ustaliłem nazwisko projektanta w wyniku telefonicznego śledztwa. Postaci przedstawienia przywdziane były stosownie do scenicznych sytuacji. Mężczyźni nosili schludne, a panie bardziej atrakcyjne ubrania. Dotyczy to w szczególności dwóch – wyeksponowanych na końcu spektaklu – wspaniałych, olśniewających sukni. Korespondowały one z urodą oraz szczupłymi, zgrabnymi sylwetkami aktorek. Takich dwóch wykwintnych kreacji i prezentujących je z wdziękiem artystek pozazdrościłby z pewnością niejeden wybitny zachodni kreator mody.
Muzykę opracował Krzysztof Misiak.
Wizualizację przygotował Mateusz Sochnacki.
Suflowała inspicjentka Aurelia Greń.
Na uwagę zasługuje dobrze opracowany pod względem plastycznym program teatralny. Gorzej przedstawia się jego zawartość informacyjna. Wprawdzie wymieniono w nim wszystkich pracowników administracyjno-technicznych i artystycznych (tak trzymać), ale zabrakło – o dziwo – prezentacji mniej licznego zespołu aktorskiego… Nie można było, tej istotnej przecież informacji, odnaleźć także w Internecie. Jest za to mnóstwo nieuporządkowanych, pojedynczych i grupowych, ale anonimowych (bez nazwisk), zdjęć aktorów płockiego teatru z wielu rozmaitych spektakli.
[Fot. Waldemar Lewandowski/ Teatr w Płocku]
