Tomasz Miłkowski o Dramatach Wiesława Myśliwskiego
Opublikowany przez wydawnictwo Znak zbiór Dramatów Wiesława Myśliwskiego to dzieło niezwykle i doprawdy zaskakujące. Wprawdzie zgromadzone w tym tomie utwory były już wcześniej znane i grywane w teatrach, to jednak zaprezentowane razem stanowią nową jakość. To subtelnie wycieniowany portret Polski od czasów okupacji po początek XXI wieku
I nie chodzi tylko o to, że autor wprowadził znaczne zmiany w dwóch spośród czterech swoich dramatów (Klucznik, Drzewo), a w dwóch tylko drobne korekty (Złodziej, Requiem dla gospodyni), ale o to, że czytane razem, po kolei jawią się jako tetralogia dramatyczna, ukazująca proces zmian duchowych i materialnych, jakie dokonywały się w Polsce od czasów okupacji po schyłek XX wieku. Przy czym jest to wnikliwa panorama postaw i przemian malowana z punktu widzenia kurczących się wpływów, a wreszcie zanikania kultury chłopskiej.
Obraz rzeczywistości wyłaniający się dramatów Myśliwskiego, pisanych przez trzy dekady zadziwia spójnością, tak jakby były z góry zaplanowaną całością, tetralogią właśnie, mającą pochwycić skomplikowaną naturę przemian dokonujących się przez ponad pół wieku w świadomości polskiej. Być może pod wpływem własnych obserwacji poczynionych w laboratorium dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More narodził się jego głośny wykład Kres kultury chłopskiej (1999). To w tym tekście, sumującym doświadczanie przemian, autor bez sentymentalizmu czy rozdzierania szat, z zimną racjonalnością opisał nieuchronność końca tej kultury, która musiała ustąpić przed naporem cywilizacji i społecznych zmian, jakie pociągnął tzw. awans chłopów ze wsi do miasta. Ten kres oznaczał tym samym kres dawnej literatury mówionej, czy też zapisywanej możliwie najbliżej literatury mówionej – te objawy twórczości nieświadomej często, ale niezwykle inspirującej tropił Wiesław Myśliwski przez lata jako redaktor kwartalnika „Regiony”, a jej odpryski można odnaleźć także w jego dramatach.
Otrzymaliśmy zatem dzieło trudne do zastąpienia: oto w dramatach Wiesława Myśliwskiego, uważanego przede wszystkim za prozaika, zapisany został i uchwycony w swojej dynamice proces przeistoczeń, jakim ulegała duchowość polska drugiej połowy XX wieku. Powstało zarazem odkrywcze świadectwo temperatury czasów i zderzenia jednostki (ale i całego społeczeństwa) z historią. Od czasów okupacji, poprzez okres reformy rolnej, schyłek PRL-u aż po neokapitalistyczną ponowoczesność. Przy czym Myśliwski z wielką precyzją dobierał momenty dziejowe, uwydatniające naturę zjawisk składających na kres jednych a narodziny innych miar rzeczy. Zwykle były to momenty przełomowe, o których Szekspir mawiał, że „świat wyszedł z formy” – nic dziwnego, że Tadeusz Bocheński zatytułował swoje posłowie do Dramatów Wiesława Myśliwskiego „Gdy świat wypada z form”.
Początek tej opowieści daje Złodziej (1973) – dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More powstał z przypadku: autor zamierzał napisać zamówione opowiadanie, ale odpowiednią formę dla tematu znalazł w dramacie, który w dialogu, zderzeniu postaw lepiej sprostał ukazaniu katastrofy dawnego świata. Moment dziejowy jest tu jasno określony: czas okupacji i terroru stosowanego przez najeźdźcę, który lekceważy obowiązujące normy. Moment drugi, Klucznik,to okres tuż powojenny, czas reformy rolnej, upadek dworów i nowa rola wsi, zderzenie świata wywodzącego się z poddaństwa ze światem kuszącym wolnością i obietnicą panowania nad własnym losem. Rewolucja społeczna z jej nadziejami i ograniczeniami. Myśliwski portretuje wieś polską na rozdrożu, tradycyjna kultura chłopska podlega erozji, nadciągają nowe czasy, kończą się rządy panów, a nie wiadomo jeszcze, jakie będą rządy nowej władzy. To czas narodzin nowego, w którym tradycyjne przywiązanie do ziemi pozostaje wartością nadrzędną, ale dawna hierarchia znika. Trzecie zwarcie – już nie tak kameralne, jak w pierwszych dwóch dramatach następuje w Drzewie – to czas cywilizacyjnej przebudowy, schyłku PRL-u, nowych stosunków na wsi i bezpośredniego starcia nowoczesności z pamięcią o dawnych regułach postępowania z wyraźnym tłem karnawału solidarnościowego i tęsknoty za dostępem do dóbr konsumpcyjnych. I moment ostatni, kiedy przejście na stronę konsumpcji się dokonało, a stare normy już tylko wyglądają na farsę, ale nowy wspaniały świat roczarowuje. Wciąż staje dramatyczne pytanie o przyszłość i fundament, na którym można ją oprzeć.
We wszystkich tych zwrotnych momentach nietrudno odnaleźć liczne echa literatury chłopskiej czy o tematyce chłopskiej, poezji romantyków, Wyspiańskiego, a czasem nawiązania do języka gazety, którym posługują się postacie z Requiem dla gospodyni. Oto wielkie żegnanie się Myśliwskiego z dawną, patriarchalną kulturą, z ustanowionym odwiecznym ładem i odkrywanie niebezpieczeństw, jakimi usłana jest – jak zawsze – przyszłość. Przejrzenie się w lustrze tych dramatów wzbogaca nie tylko umiejętność obserwacji wielkich procesów, ale i zrozumienia miejsca jednostki wobec historii, która określając warunki istnienia, nie przesądza o wyborach etycznych, zawsze należących do człowieka.
Warto przyjrzeć się bliżej tej niezwykłej panoramie polskich losów, jaką kreśli Myśliwski, jednocześnie poszukując formy, która pozwoliłaby wydobyć charakterystyczne cechy opisywanych zdarzeń i konfrontacji postaw. W Złodzieju stawia autor na kameralistykę, w sztuce pojawi się zaledwie sześć postaci. Rzadki to przypadek, kiedy tytułowy bohater, w dodatku niemal przez całą sztukę obecny na scenie, ani razu się nie odzywa, a uczestniczy w zdarzeniach jedynie wtedy (a i to nie zawsze), kiedy jest do tego przymuszany. A jednak to jego obecność, a ściślej schwytanie złodzieja na gorącym uczynku, kiedy kradł ziemniaki, i domowy areszt zastosowany przez „łowczych” buduje oś akcji.
Ojciec z trzema synami wytrwale polowali na złodzieja od dawna. Nie tylko oni, ale i sąsiedzi ze wsi, a jak uważa Ojciec, to Bóg sprawił, że właśnie im przypadło zwycięstwo. Ważne w czasie trwającej okupacji, biedy, głodu i uporczywej walki o przetrwanie. Teraz mają wymierzyć złodziejowi sprawiedliwość, ale zadanie ich przerasta.
Myśliwski posłużył się figurą złodzieja, aby ukazać nieodwracalność katastrofy dawnego świata chłopskiego (i w ogólności świata, jaki był). Ojciec daremnie trzyma się tradycyjnego związania ludzkiego losu z rytmem natury, następstwem pór roku, dni i nocy, odwiecznym biegiem rzeczy, wzmacnianym zakotwiczeniem w Biblii i głębokiej wierze, że to Bóg kieruje w swej niezmierzonej mądrości sprawami wielkimi i najmniejszymi. Synowie – Szczepan, Walek i Michaś, każdy odmiennie – odrzucają tę anachroniczną wizję świata, lgną do zmiany, choć jeszcze nie potrafią jej nazwać.
Toczą więc nocną debatę o sprawiedliwości, której nigdy chłopi nie zaznali, o winie i karze, o śmierci i wojnie. Ojciec przestrzega przed osłanianiem własnych win okolicznościami wojennymi – wojna niczego nie usprawiedliwia. „Może nawet w wojnę – tłumaczy Ojciec – grzechy nasze stają się cięższe, bo łatwiej jest grzeszyć, kiedy tyle nienawiści, tyle śmierci co dnia, tyle strachu w ludziach, w tobie”. Toteż z trwogą protestuje, kiedy Walek zachęca, aby złodzieja zabić. Walek rozeźlony na stary świat zrzuca maskę i ukazuje się jako mściciel, zabójca wszystkich niegodziwców (co pod koniec sztuki okaże się tylko przechwałką). Po wyczerpującym monologu – opowieści o egzekucjach na zbrodniarzach i donosicielach próbuje ciężar win rozrzedzić wódką. Skoro nic nie ma do jedzenia, a Matka odmawia uszykowania strawy i w sądach nad złodziejem w zasadzie nie uczestniczy, picie za Polskę ma zastąpić tę zwycięska „stypę”. Przyplątuje się nawet pytanie z „Wesela”: „A gdzie ta Polska? Gdzie ta Polska, synu?”.
Kiedy ich wódka otumania, nadjeżdżają Niemcy. Niepijący najmłodszy z synów Michaś niczym Jaśko z „Wesela” próbuje pobudzić ojca i braci. Kiedy się to nie udaje, wyprowadza złodzieja z chałupy. Na koniec rozbudzona Matka zobaczy przez okno śmierć Michasia. Wybucha histerycznym płaczem.
Złodziej okazuje się więc tragedią losu, od którego nie ma ucieczki, ale i wielkim pytaniem o niewiadomą przyszłość, kiedy wojna się już skończy.
W Kluczniku (1978 nr 6. „Dialog(gr. dialogos = rozmowa), 1. podstawowa forma wypowiedzi w d... More”) pisarz maluje polską wieś i dwór już po zakończonej wojnie. Rozpoczęła się reforma rolna. Chłopi nie wiedzą, czy brać ziemię (a apetyt na nią mają), czy nie, czy lepiej trochę poczekać, czy od razu. Radzą się Klucznika Kazimierza, ale ten uchyla się od jasnej odpowiedzi. Pracował całe życie u Hrabiego, właściciela ziemi, i nadal odwiedza schorowanego gospodarza dworu (nowe władze na pozwalają, aby dożył we dworze), składając mu fingowane raporty o stanie posiadłości. Codziennie przy pomocy syna Pietrka, notującego jego zmyślony raport, przygotowuje się do spotkania z hrabią, aby utrzymywać go w przekonaniu, że świat się nie zmienił. Toteż dyktuje Pietrkowi tzw. sprawozdanie dnia, choć tak naprawdę nie ma już nic do przekazania.
Ten teatr fikcji toczy się w obie strony. W drugim akcie z domostwa Klucznika autor przenosi akcję do dworu i okazuje się, że Hrabia doskonale orientuje się w sytuacji. On też gra rolę nieświadomego stanu rzeczy właściciela, aby utwierdzać Klucznika w przekonaniu, że wzorowo spełnia swoje powinności. Na koniec jednak wychodzą obaj z roli: Hrabia pasuje Klucznika na swego następcę, faktycznego włodarza majątku i dworu, chociaż ani jeden, ani drugi nie mają żadnych podstaw ku temu, aby taki ceremoniał odegrać. Lokaj przekazuje Klucznikowi karabelę niczym berło władcy. W tej symbolicznej scenie Klucznik przy karabeli staje się, tak czy siak, następcą pańskiej Polski, kimś, kto ten świat dawny, idący teraz na zagładę, będzie reprezentować. Hrabia nakazuje Klucznikowi kroczyć śmiało do przodu, ale to droga do donikąd, przed Kazimierzem roztacza się przepaść. „Oszukałeś mnie jaśnie panie! – woła rozgoryczony. – Zawszeście nas oszukiwali!”.
Obok głównego nurtu pojawiają się poboczne wątki, m.in. wspomnienia Dziadka z krwawego okresu rewolucji, kiedy to chłopi brali się do wyrównywania krzywd i nie oszczędzali panów albo nieziszczalne marzenia syna, któremu tęskno za Hrabianką, i rad by ją poślubić, czy wyrzuty siostry Hrabiego, która u jego boku zmarnowała swoje życie.
Drzewo, monumentalny dramat (ponad 200 stron druku) napisany na zamówienie Kazimierza Dejmka(1924-2002), reżyser teatralny i dyrektor teatrów, m.in. N... More, który sztukę wystawił w warszawskim Tatarze Polskim (1988) – portretuje Polskę po karnawale Solidarności. To schyłek PRL-u, moment na krawędzi czasów. Na wieś z impetem wkracza cywilizacja i biurokracja. Nowoczesne wymogi, w tym wypadku potrzeba budowy nowej drogi, dyktuje konieczność wycięcia starego drzewa stojącego przed rodzinnym domostwem Dudy. Drzewo to jednak jest czymś więcej niż tylko potężnym drzewem, ale i symbolicznym środkiem świata, ostoją trwałości i tradycji. Jego wycięcie zagraża – zdaniem Dudy – podstawom egzystencji – świat bez niego runie. Toteż stary Duda mości się w gałęziach drzewa i nie pozwala go ściąć: „całe niebo się na czubie jego wspiera, to i dotąd się nie zwaliło. (…) To niech to teraz wytną, będzie świat?”. Nie pomagają prośby, groźby, negocjacje z robotnikami, perswazje inżyniera, tyrady przedstawicieli władzy i naciski rodziny. Duda trwa przy swoim.
Drzewo nazywane bywa „tragikomedią z duchami”, bo nietypowy protest Dudy sprawia, że pod drzewo zlatują się żywi i umarli, pełnokrwiste duchy dawnych mieszkańców wsi i dworu, anioły, żona nieboszczka i nawet śmierć z kosą, i dzisiejsi włodarze, biurokraci i dyrektorzy, sąsiedzi, kto żyw i kto nie żyw. Jak w jasełkach. Myśliwski maluje barwną panoramę społeczną wsi, także panoramę baśniowo-mitycznej wyobraźni, wsi już odmienionej po wojnie i niepewnej przyszłości. Wieś mamią błyskotki nowego świata konsumpcji, sąsiadki się zlatują, kiedy wraca z Rzymu dziewczyna zarabiająca swoimi wdziękami z walizką pełną ciuchów na handel i rozdrapują w mig jej towar. Nowe nęci, choć ma też jakiś nieprzyjemny zapaszek, atakuje jak wirus. A nowe chowu demoludowego z kolei razi nowomową, partyjną hierarchią i ideologicznymi uprzedzeniami. Niekończący się korowód postaci z ich marzeniami, niespełnieniami, troskami, może nawet w nadmiarze, to pożegnanie ze światem, który odchodzi, otwierając drogę nieznanemu, niedookreślonej przemianie. Nowoczesność i duchy, tradycja i zmiana nie mogą się pogodzić, bo każde czego innego wypatruje. Czasem w ten korowód wplątują się „dawne bohatery”, przybyłe z partyzantki albo z romantyzmu. Uczestnicy karnawału pod drzewem monologują i obwieszczają światu swoje widzenie spraw i perspektywę na przyszłość, a uzgodnić tego wszystkiego chyba nie sposób. Może to zapowiedź Apokalipsy? Tak czy owak, pożegnanie pewnej epoki. W finale po wszystkich przyjdzie Śmierć i tylko Duda zostanie ocalony.
Na koniec Requiem dla gospodyni (prapremiera w Teatrze Narodowym, reżyseria Kazimierz Dejmek, 2000) Wiesława Myśliwskiego. Akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... More dramatu toczy się współcześnie, na przechyle wieków (i tysiącleci), w czasach agresywnego neokapitalizmu. Dawne wartości kultury chłopskiej w dobie ponowoczesnej stają się niemal swoją parodią, już prawie nikt za nimi stoi. Jedynie owdowiały Gospodarz, który pragnie zapewnić zmarłej tradycyjne czuwanie przy zwłokach i wiejski jurodiwyj Boleś, pastuch w nieokreślonym wieku, który komunikuje się ze światem umarłych. Jest w tej tragikomedii coś z dzisiejszego horroru, zmarła bowiem ukazuje się na scenie jak żywa, nieświadoma faktu, że nie żyje, prowadzi swoje sprawy jak gdyby nigdy nic.
Tymczasem Gospodarz próbuje zapewnić nieboszczce towarzystwo na ostatnią drogę, przygotowuje poczęstunek, gromadzi kogo się da, ale wciąż nie udaje mu się skupić ludzi prawdziwie zdolnych do zadumy i współczucia po odejściu z tego świata. Miejscowi zawodzą, zmarła nie życzyła sobie czuwania z wódką, polegać trzeba więc na przypadkowych przybyszach, a to turystach, a to wynajętej kapeli. Nawet dzieci rozczarowują Gospodarza, najwyraźniej stroniąc od posługi. Ci, co się zatrzymują, bardziej są zainteresowani wyżerką, serialem telewizyjnym, a zwiedzeni brakiem czegoś mocniejszego. Jedni zachwycają się skansenem wiejskich obyczajów, inni węszą za interesem, jeszcze inni szukają cielesnej uciechy. Pojawia się na tej przypadkowej stypie Emeryt, który jeździ gdzie popadnie z walizką pełną książek i wykorzystuje każdą okazję do lektury. Biznesmen widzi w nim przestępcę albo szpiega. Każdy tu za czym innym się rozgląda: „Mamy wolność! Wolność! Możemy pełną piersią oddychać!” – krzyczy Młodzieniec uciszany przez Biznesmena.
Pożegnanie zmarłej z życiem w świecie realnym najwyraźniej nie składa się – córki Gospodyni szukają partnerów, kuszą wdziękami, biznesmen planuje nowe inwestycje, turyści opychają się żarciem, gdzie tu miejsce na głębszą refleksję, którą podsuwa Boleś: „Ból zbiera się nad światem i coraz bardziej boli”. A jednak mino tego powszechnego spsienia duchowości sama muzyka i atmosfera izby sąsiadującej ze zmarłą sprawia, że wszyscy wprzęgnięci zostaną do pożegnalnego rytuału, kiedy Boleś zatrzaskuje drzwi i pozostają skazani na siebie. Może to nie jest wcale requiem dla Gospodyni, ale ostateczne pożegnanie dawnego świata.
„Requiem jest ponowoczesne, farsowe i na nim historia się kończy, bo nie wydarzyło się nic, co mogłoby ją skutecznie zmienić” – pisał Dariusz Kulesza (Ćwiczenia z życia. O twórczości Wiesława Myśliwskiego, Kraków 2022). Trudno się z taką konkluzją zgodzić – przeciwnie, Requiem spina opowieść toczącą się w dramatach Myśliwskiego, ukazując ostateczny koniec kultury chłopskiej, ale nie koniec historii – teraz świat będzie musiał sobie radzić bez tradycyjnej miary wartości, będzie musiał szukać innego oparcia. Przy całym swoim sceptycznym stosunku do tej neokapitalistycznej Polski, dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... More nie stawia ostatecznej kropki, ale kończy swoją opowieść o świecie poukładanych wartości myśkąc o przyszłości i tak jak Boleś pyta: „Co mam robić?”.
Pisarz nikogo nie wini za ten proces nieuchronnej przemiany. Kultura chłopska pada pod ciosami cywilizacji i nie ma to rady. Ale to nie znaczy, że czasy tak głębokiej przebudowy mają być okresem nieprawości. Zawsze można i trzeba być człowiekiem przyzwoitym – ten etyczny wymiar mocowania się jednostki z historią jest może najważniejszym przesłaniem tetralogii Myśliwskiego.
Tomasz Miłkowski
[Fort. arch. prywatne]
{Esej publikowany w „Przeglądzie” 2023 nr 44}
