Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Zdrowy kult dla przeszłości

Z Gustawem Holoubkiem rozmawia Tomasz Miłkowski

Ateneum należy do teatrów bardzo pracowitych. Od początku sezonu miało miejsce aż 6 premier, teatr intensywnie gra. Wiadomo, że jak teatr gra, to się rozwija. Długie przestoje nie służą dobrze artystom. W innych zespołach warszawskich nie przyjęto jednak takiego tempa. Jak się to Panu udało osiągnąć?

– Należę do tego pokolenia, które zawsze bardzo pracowało. Gdy sobie przypominam mój okres pobytu na Śląsku… To była niewiarygodna harówka. Bywaliśmy w domu nie dłużej niż osiem godzin, grywało się w objeździe w 40 miejscowościach…

a jeszcze do tego prowadził Pan studio aktorskie…

– Studio też prowadziłem. A więc widocznie tkwił we mnie nawyk pracy. Choć zarazem robię wszystko, aby namówić siebie i kolegów, żeby teatr nie był jedynym ośrodkiem naszego zainteresowania, że powinniśmy brać udział w życiu publicznym z równą intensywnością. A poza tym zespół ma ogromne dyspozycje, które trzeba wykorzystać. Oczywiście, tak w jak innych teatrach koledzy mają wiele innych zobowiązań, poza teatrem, ale coraz lepiej udaje się to godzić z pracą na scenie. Udało się stworzyć taki klimat, że odzyskujemy w teatrze świeżość. Tak więc starałem się tylko wyjść na przeciw oczekiwaniom zespołu. Nic więcej.

Narzuca się nieuchronne skojarzenie z Pańską legendarną dyrekcją w Teatrze Dramatycznym, osnutą tyloma już anegdotami i nostalgicznymi wspomnieniami. Czy to jest w ogóle możliwe, aby po tylu latach odtworzyć klimat panujący w tamtym teatrze, właśnie teraz, w Ateneum.

– Wydawało mi się to zupełnie niemożliwe. Ale w tej chwili zaczynam wątpić we własny sceptycyzm.

Pięknie zwątpienie!

– W jakimś sensie pojawia się przy Jaracza bardzo korzystna atmosfera dla pracy w teatrze. Oczywiście, Teatr Dramatyczny działał w innych okolicznościach zewnętrznych. Podobnie jak inne teatry znajdował się w okresie walki, natomiast w tej chwili jesteśmy w okresie stabilizacji. Skończył się teatr aluzji politycznej. Zmieniają się także oczekiwania społeczeństwa wobec teatru. Te oczekiwania stają się coraz bardziej normalne, zwyczajne. Wszystko to sprawia, że innaczej jest wewnątrz teatru. Ale towarzysko zaczyna być podobnie. Coraz bardziej lubimy swój teatr. Koledzy przychodzą do teatru, nie tylko wtedy, kiedy jest próba, ale żeby po prostu pobyć albo pograć… w kości.

To podobno Pańska wielka namiętność.

– Bo ja jestem hazardzistą.

Właśnie. Kiedy rozpoczynał Pan dyrekcję w Ateneum, nie doszło do przygotowywanej premiery. To bardzo rzadko zdarza się w teatrze, Pańską decyzję szeroko komentowano, a nawet nazywano „terapią szokową”.

– Ta premiera była przygotowywana już na moją odpowiedzialność, a nie mogłem się pod nią podpisać. Lepiej w takiej sytuacji podjąć taką trudną decyzję, niż dopuścić do przedsięwzięcia z gruntu chybionego. To nie pierwszy przypadek wycofania premiery, choć rzeczywiście, rzadki. Tak się czasem zdarza. Nie tylko w teatrze. I stolarzowi czasem nie wyjdzie stół. Chirurgowi jak się nie uda, a to już gorzej…

– Jedną z tajemnic sukcesu teatru jest umiejętnie konstruowany repertuar. Specjalnością Ateneum zawsze była rodzima dramaturgia współczesna. Głośny był niegdyś konkurs dramatyczny rozpisywany przez Teatr, dzięki któremu znalazło drogę na scenę kilku tęgich dramaturgów, m.in. Krzysztof Choiński. Ostatnia premiera Ateneum – Domu wariatów Marka Koterskiego, w jego reżyserii, jest chyba nawiązaniem do tej tradycji.

– Nie powiem nic odkrywczego, kiedy stwierdzę, że bez rodzimej dramaturgii teatr gnuśnieje. I mimo woli staje się akademicki. Koterski należy do autorów, których trzeba pielęgnować i odnosić się do nich z całym pietyzmem. Jest to człowiek, który zauważa współczesność w sposób nie tylko przenikliwy, ale także syntetyczny. Jego Dom wariatów nie jest opowieścią o jakichś tam stosunkach rodzinnych w jednym domu, ale da się przenieść do naszych obyczajów w ogóle. Opowiada o niemożności porozumienia, o pospolitej głupocie widocznej w mowie i uczynku. O egocentryzmie, który stępia wrażliwość na człowieka obok.

Oprócz współczesności liczy się w teatrze klasyka, wzorce, do których się nawiązuje. Pańskie nazwisko kojarzy się z wielkim repertuarem romantycznym, szekspirowskim. Ostatnio słyszy się, że polski romantyzm już wyczerpał swoje siły żywotne, że stał się martwy, że się skończył. Czy podziela Pan te opinie?

– Nie może tak być, żeby się skończył. Kiedyś narodził się ten fenomen, polski romantyzm właśnie, i widocznie coś na rzeczy jest. Są to teksty tak gęste, tak znaczące, tak ważne dla naszego społeczeństwa, że pominąć się ich nie da. Wyrażają naszego ducha narodowego i w tym sensie romantyzm, oczywiście, trwa. Z tym że każdy powrót do literatury romantycznej powinien nosić charakter korekcyjny. Powinien w jakiś sposób zmieniać punkt widzenia na to zjawisko. Nie może być tylko biernym odtworzeniem, tylko opisem wzniosłości.

Wtedy taki powrót ma sens, coś znaczy dla nas dzisiaj, nie jest jedynie historyczną pamiątką. Ale może tak naprawdę jest tylko pamiątką?

– Okazuje się, że w dalszym ciągu jesteśmy tknięci wiewem irracjonalnym. Proszę zwrócić uwagę, że to, co nazywało się ruchem robotniczym „Solidarności” nie miało celów par exellance związkowo-zawodowych, walki klasowej czy czegoś takiego, co jest przypisywane robotnikom jako klasie. Ale miało charakter romantyczny właśnie. Bez brania pod uwagę tzw. realiów geopolitycznych ruch ten domagał się poszanowania godności, szacunku dla człowieka, honoru, czegoś takiego, co przy tej okazji przestało być walką o płace, warunki pracy, środki utrzymania, ale stało się walką o niepodległość, o wolność. Przecież to jest właśnie typowy romantyzm, duchowe zjawisko romantyczne. I to w okolicznościach, gdy wszystko wydawało się działać przeciwko temu.

Rozmawiamy na warszawskim Powiślu, w teatrze, który nosi imię Stefana Jaracza. Teatr, który Jaracz zakładał, uchodził za teatr przedmieścia, teatr robotniczy. Czy coś z tej tradycji wynika dla dzisiejszego Ateneum?

– Moim zdaniem nie wynika nic. Przynajmniej w takim rozumieniu, jak to ujmowali ideolodzy socjalistyczni, widząc w teatrze Jaracza scenę robotniczą czy dla robotników. Jaraczowi chodziło o coś innego niż upowszechnianie sztuki wśród robotników. Jego działalność była protestem przeciwko temu, co działo się w ówczesnym teatrze polskim, jego sytuacji, trudnej walki o egzystencję. Osobowości twórcze nie mogły się utrzymać w stolicy. Schiller, Osterwa, Zelwerowicz musieli wędrować po Polsce, Warszawa nie była gościnna. Teatrowi nie brakowało wyobraźni, ale brakowało pieniędzy. Artyści walczyli o życie z lichotą, z bezideowością. I z tym właśnie walczył Jaracz. W jakimś sensie sytuacja dzisiaj jest podobna.

Jest Pan bardzo mocno związany z tradycją. Znana jest Pańska anegdota, że gdybyśmy wszyscy szanowali tradycję, przekazywali swoje doświadczenia z pokolenia na pokolenie, to moglibyśmy wiedzieć, co się działo w otoczeniu Chrobrego. Ale z drugiej strony jest Pan symbolem nowoczesności, aktorstwa przyszłości, które przezwycięża naturalizm. Mówi się, że aktorstwo „z brzucha”, zastąpił Pan aktorstwem „z mózgu”. Kim się Pan bardziej czuje: człowiekiem przeszłości, czy przyszłości?

– Nie ma takiego podziału. Jeśli nie ma zdrowego kultu dla przeszłości, nie ma żadnej szansy, aby przyjrzeć się rozumnie teraźniejszości, a tym bardziej spojrzeć w przyszłość. Nie ma więc żadnego podziału na to, co dawne i przestarzałe, i co nowe, a więc nowoczesne. To jest prosty i naturalny proces: jeśli nie zacznę od „Ala ma kota” i nie nauczę się budowy zdań, nigdy nie zostanę pisarzem. Ja jestem zainteresowany wyłącznie teraźniejszością. A jeśli może zdarzyć się, kiedy badamy teraźniejszość, że dostrzeżemy także perspektywę na przyszłość, to będzie coś, co zdarza się bardzo rzadko. Gdybym nie tkwił w teraźniejszości, czy jeśli ktoś chce: nowoczesności, już dawno byłbym na emeryturze.

Dziękuję za rozmowę.

[23 maja 1998]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.