Premiera „Trubadura” Giuseppe Verdiego Opery na Zamku w Szczecinie już w sobotę 22 kwietnia 2023 roku. Jakie odczytanie zaproponują autorzy szczecińskiej realizacji? W jakim kole inscenizacyjnym i nie tylko będziemy się kręcić?
Anna Bańkowska – członkini Zarządu Województwa Zachodniopomorskiego:
Wyczekana premiera przez nas wszystkich. 170 lat temu prapremiera, po raz drugi na deskach opery „Trubadur” będziemy gościć z tak wspaniałym współautorami jakimi są: Barbara Wiśniewska, Marcin Cecko, pierwszy raz i mam nadzieję, że nie ostatni w Szczecinie. I oczywiście oprawa muzyczna wspaniałego Jerzego Wołosiuka. To wszystko gwarantuje na pewno niesamowite wrażenia. Mamy wszystko, mamy miłość, zazdrość, mamy nienawiść. Mamy również tragiczną śmierć. Mamy wszystkie emocje, jakie tylko będą mogły znaleźć się i pojawić wśród pięknych kostiumów i w takt cudownej muzyki Verdiego. Mam nadzieję, że po tych czterech aktach, które będą mogli Państwo przeżywać razem z nami już w najbliższą sobotę, każdy będzie mógł wyjść z różnymi myślami, refleksjami na temat tego wielkiego dzieła. Z takimi myślami będziemy chcieli Państwa pozostawić, aby każdy mógł wyciągnąć coś dla siebie. Skomplikowane losy poprzednich pokoleń, jak widać, mogą wpływać na przyszłość kolejnych. Mamy nadzieję, że będą Państwo również zachwyceni, jak my po próbach, które trwają już wiele tygodni.
Jacek Jekiel – dyrektor Opery na Zamku w Szczecinie:
Najpierw kilka słów, jak to się stało, że Barbara Wiśniewska została reżyserką tego spektaklu. Ja – rocznik 1957, Basia – 1989, co pokazuje, jak bardzo „stereotypowo” myślimy. Ktoś, kto może być uznany za klasycznego „dziadersa” rozmawia z progresywnie myślącą i ukształtowaną, młodą, ambitną, świetnie przygotowaną do zawodu reżyserką. Z tego dialogu, który trwał dość długo, rodzi się spektakl, który Państwo zobaczycie w sobotę. Sztuka bowiem jest miejscem i płaszczyzną porozumienia ludzi, którzy chcą mówić po swojemu. Mówić językiem nie patrząc do tyłu, nie idąc tyłem do przeszłości. Musimy myśleć w taki sposób, co dla mnie jest kluczowe dla prowadzenia instytucji – że to Wy przychodzicie na widownię. Wy, wnosząc swoje emocje, swoje problemy, swój sposób odczytania świata. My chcemy opowiedzieć Wam historię, która zdarzyła się w XV wieku. Dla mnie, jako historyka, jest to dość łatwe i oczywiste, moja świadomość to obejmuje. Natomiast myślimy sobie: co oni nam mogą powiedzieć interesującego? Sztuka daje tę nieprawdopodobną możliwość komunikowania się przez wieki, przenoszenia się w czasie. Właściwie ten wehikuł czasu, który jest immanentną częścią sztuki odgrywa tutaj kluczową rolę. Kiedy wtopimy się w to misterium, które będzie się rozgrywało na scenie, zrozumiemy, że emocje, które nam towarzyszą pewnie towarzyszyły też bohaterom w XV wieku. Ale one są pokazane nieco innym językiem, językiem, który rozumiemy. Na tym polega możliwość, fenomen kontaktowania się ze sztuką, którą możemy ułożyć tak, żeby ona była zrozumiała i czytelna dla nas. Wtedy ona jest nasza, jest częścią nas, daje nam wielką witalną siłę, która pozwala nam funkcjonować w sposób zrównoważony. Emocje, które towarzyszą temu spektaklowi są rzeczą tym piękniejszą, że są one wkomponowane w genialną partyturę Verdiego. Jestem pełen niepokoju, ale jednocześnie podekscytowany tym wyzwaniem, ponieważ „Trubadur” jest tytułem, po który sięgają najwięksi. Jest szalenie wymagający, jest to tytuł trudny i muzycznie, i aktorsko, i inscenizacyjnie. To zderzenie, to wyzwanie są wyjątkowe, więc będziemy prosili o łagodny wymiar kary od wszystkich. Kiedy poznałem Barbarę Wiśniewską, pomyślałem sobie – „wow”, ta dziewczyna rzeczywiście mówi inaczej niż wszyscy o „Trubadurze”. Pandemia nam przeszkodziła w realizacji tego tytułu wcześniej, ale teraz jest moment, który wieńczy kilka lat tych naszych artystycznych poszukiwań. To będzie wielkie wydarzenie, mówię o tym dość pompatycznie i pewnie w egzaltowany sposób, ale mam takie poczucie, że serce operowego świata będzie skupione w Szczecinie w sobotę 22 kwietnia.
Jerzy Wołosiuk – kierownik muzyczny „Trubadura, dyrektor artystyczny Opery na Zamku w Szczecinie:
O muzyce najlepiej mi się opowiada zawsze zza pulpitu, bo tam mam wszelkie dostępne środki ku temu w postaci orkiestry, solistów, których mam przyjemność prowadzić, i chóru. Mam więc nadzieję, że wtedy będę mógł się wypowiedzieć w pełni, już w najbliższy weekend. To co warto podkreślić to niezwykle duże wymagania, jakie stawia partytura solistom, czwórce głównych solistów: Leonorze, Manrikowi, Hrabiemu Lunie, Azucenie. Mamy większą ról obsadzoną podwójnie. Dla sześciu z siedmiu solistów, którzy biorą udział w tej produkcji będzie to debiut(fr. début), pierwszy występ na scenie, estradzie bądź w... More w tej roli. Bardzo ważna jest istotna tu rola chóru, szczególnie męskiego. „Trubadur” to jeden z moich ulubionych tytułów, mam z nim kontakt od 25. roku życia, to jedna z pierwszych pozycji, jaką miałem przyjemność prowadzić, myślę, że dobrze się z nią czuję i mam nadzieję, że i widzowie, i Państwo będziecie to odczuwać w weekend, szczególnie pod względem muzycznym, emocjonalnym. Bo jest to bardzo emocjonalna i bardzo różnorodna partytura. Często, mam wrażenie, pomijana w świecie operowym, a tak naprawdę ta opera aż kipi od emocji. Mam nadzieję, że przeżyjemy je razem w najbliższym czasie.
Barbara Wiśniewska – reżyserka „Trubadura”:
Zawsze przed spektaklem mówienie o tym, co Państwo zobaczycie, jest takie: jak Państwo będziecie, to zobaczycie, jeżeli wszystko, co zostało zaplanowane, się przeczyta, jeżeli będziemy w stanie to Państwu przekazać i zaproponować, to wtedy dopiero jest pełnia i finalizacja tego całego procesu. Zgadzam się z tym, co mówili Panowie przede mną, czyli z tym, że jest to tytuł wypełniony emocjami i przede wszystkim te emocje były dla nas kluczem w myśleniu o postaciach, w interpretowaniu tego dzieła, w interpretowaniu tego libretta. Jest taka opinia na jego temat, że jest bardzo ciężko zrozumiałe, bardzo skomplikowane, że historia, którą opowiadają nasi główni bohaterowie nie jest prosta, nie jest linearna. Przede wszystkim bardzo często bohaterowie mówią o tym, co się wydarzyło w przeszłości, nawiązując do aktualnych wydarzeń. Trzeba śledzić napisy, żeby się w tym połapać. Staraliśmy się przeprowadzić Państwa przez tę historię tak, żeby zarówno zrozumieć ją w sensie literalnym, ale również żeby podążać za naszymi głównymi bohaterami i za ich emocjami, żeby móc połączyć się z tą czwórką: Azuceną, Manrikiem, Hrabią i Leonorą. Dwóch braci, którzy nie wiedzą o swoim istnieniu, kobieta zakochana w jednym z nich, tak naprawdę będąca w jakiejś relacji z obydwoma. Azucena, przybrana matka Manrika i trauma rodzinna, która za tym wszystkim stoi, która zapoczątkowała całą tę historię… Sytuacja między matką Azuceny a ojcem Hrabiego, traumatyczne wydarzenie rozpoczynające ten wir, to koło, tę sytuację… W naszej inscenizacji postawiliśmy bardzo na chór(gr. choros, łac. chorus), zespół osób wypowiadających ... More, tak jak chór jest ważny w partyturze, tak chór jest również ważny dla nas scenicznie. Nie ukrywaliśmy go, tylko eksponowaliśmy jako ciało zbiorowe, jako siłę, moc, społeczność. Chór wspiera naszych bohaterów, pomaga, kieruje ich i przekierowuje w ich działaniach.
Marcin Cecko – dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... More „Trubadura”:
Dosyć mocno „rozgrzebywaliśmy” tę operę. Ja jeszcze w nocy siedziałem nad napisami, nad librettem, nad tym, co będą Państwo czytać i kiedy się nie słucha tej opery, tylko się sczytuje te wszystkie linijki, które zostają wypowiedziane przez głównych bohaterów, to można zobaczyć, że w tej operze jest rzeczywiście dużo skrajności. Tu padło słowo „emocje” na wiele sposobów. My co chwilę coś czujemy, ale tutaj mamy bohaterów, których życie jest na ostrzu noża, jeżeli chodzi o miłość, o to jak oni postrzegają zazdrość, czym jest życie i śmierć dla nich, ponieważ tam cały czas te wyznania miłosne, ten żar uczuć stawia ich pod ścianą i niestety kończy się to wszystko tragicznie. Myśmy poczuli, że ta amplituda tych emocji, to w jaki sposób Leonora kocha Manrika, to, w jaki sposób Hrabia jest zazdrosny o swojego rywala – Trubadura, to, jak oni się pojedynkują, jak chcą się zabić, wypływa nie tylko z tego, jakimi uczuciami się rzeczywiście darzą, ale także z tego, jaki bagaż spadł na nich ze względu na sytuację rodzinną, o której mówiła Barbara Wiśniewska. To jest coś takiego, nad czym chyba w drugiej połowie XX wieku zaczęliśmy się: jak trauma może być przenoszona na naszych rodziców, a z rodziców na nas. I być może, nawet jeśli traktujemy nasze życie indywidualnie i jesteśmy tu i teraz, to jednak nie da się ukryć, że czasami pewne wątki są genealogiczne, że ten ciężar gdzieś jest zrzucony. Tak jak ciężar zrzucony przez Azucenę na Manrika, ta ciągła prośba „pomścij mnie”, to wyzwanie do broni, i to, w jaki sposób Hrabia, poszukując swojego brata, tak naprawdę go zabija, bo też jest w jakiejś obietnicy złożonej swemu martwemu ojcu. Amplituda emocji sprawiła, że pomyśleliśmy o spektaklu, który nie będzie realistyczną inscenizacją zapisanych didaskaliów, nie będzie się dział na zamku, nie będzie nam przedstawiał skomplikowanych realiów historycznych, do których już nie mamy dostępu i bardzo nam trudno opowiedzieć je bez jakiś dodatkowych informacji. Dlatego postanowiliśmy stworzyć przestrzeń nieco abstrakcyjną, taką, która dałaby nam możliwość opowiedzenia tych emocji trochę szerzej, bardziej poetycko. Stąd też scenografia, o której powie za chwilę Barbara Wiśniewska. Dla niektórych słuchanie opery jest naturalne. Dla nas jako realizatorów dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More jest trochę inaczej, my musimy poczuć, że istnieje pewna prawda w tym, że soliści zaczynają wydobywać z siebie ten skrajny, ten niemożliwy, ten bardzo trudny dźwięk, śpiew operowy. On jest rzeczywiście zwiastunem emocji zawartych w libretcie. Dla nas stało się możliwe, aby ten śpiew pojawił się na scenie właśnie dzięki społeczeństwu, dzięki społeczności, która chce zobaczyć te tragedię, chce ją wywołać po to, żeby być może przejrzeć się w niej, tak jak my czasami przeglądamy się w spektaklach… A być może wręcz uleczyć tych bohaterów, zdjąć z nich tę traumę. Stąd ten chór, który w libretcie w każdej scenie pełni inną rolę, raz jest żołnierzami, raz jest Cyganami, tutaj mamy zakonnice, tutaj mamy zbrojnych, którzy już się szykują do walki. Tak naprawdę jest u nas jedną społecznością, która się wczuwa, która robi tło dla bohaterów i która się przysłuchuje temu, co oni chcą powiedzieć. Chcę zderzyć bohaterów z tą prawdą, która wydobywa się dopiero w finale, kto jest kim i jakie są te zależności pomiędzy postaciami. Scenografia była pomysłem, aby tę społeczność wesprzeć w rytualnym budowaniu spektaklu, inscenizacji, którą wszyscy zobaczymy w weekend i w następnych terminach. Głównym elementem jest koło, okrąg, lupa, pierścień. Dosyć symboliczny obiekt, który mówi nam o portalu, bo jest to rzeczywiście miejsce przejścia, jest to też miejsce śmierci. Bohaterowie przekraczają je tylko wtedy, kiedy umierają, jest to też miejsce zwierciadła, w którym można się przejrzeć, zobaczyć swoje odbicie. Jest to też taki obiekt, który może budzić wiele skojarzeń, dlatego też jest takim elementem poetyckim. Kiedy Magdalena Musiał [scenografka] zaczęła pracę, mówiła dosyć dużo o tym, że interesuje ją emocjonalny wpływ obiektów, które znajdują się na scenie, na widzów. To ją zainspirowało do tego, żeby w momencie, kiedy mamy scenę Azuceny, która wciąż przeżywa stos, na którym zginęła jej matka, która żyje cały czas tą traumą śmierci swojej matki, pojawiły się obiekty metalu. Jedna bardzo duża, ciężka bryła, która nad nią wisi symbolizując chmurę problemu, tę traumę, która błyszczy się na różne sposoby, która jest tajemnicza, nie da się jej rozebrać i zajrzeć w prosty sposób. Podobne obiekty pojawiają się też obok na scenie. Mamy też wyrwaną podłogę, którą oglądamy w trzeciej części. To jest część III aktu i IV akt(łac. actus = czyn) część dramatu, będąca względnie s... More. Tam myśleliśmy o tym, że gdzieś, poprzez historię stosu, poprzez złamaną przeszłość naszych bohaterów mamy dostęp do takiej domowej wyrwanej podłogi, która ukrywa pod sobą jakieś treści. Możemy tam zajrzeć bo ona jest podniesiona, ale też symbolizuje rodzaj zniszczonego domu, czegoś, co odziedziczyliśmy po przodkach i powinniśmy wyremontować, ale niestety – być może się nie da.
Barbara Wiśniewska – reżyserka „Trubadura:
Widzą Państwo za mną manekiny, które mają na sobie kostiumy Mateusza Stępniaka. XV wiek, Hiszpania, Verdi i my dzisiaj. W związku z przestrzenią, z tym, w jaki sposób myślimy o opowieści, tak jak chcemy ją opowiadać, chcieliśmy znaleźć link między tą historią, więc ważne dla nas było to, żeby kostium nie był zupełnie współczesny, ale jednak żeby to było połączenie, wiążąca nas nić z tą historią, przeprowadzająca nas przez całość zarówno dotyczącą warstwy muzycznej, jak i tego, co mamy dzisiaj. Kostiumy są wszystkie szyte w pracowniach teatru Opery na Zamku. Wszystkie są unikatowe, nie ma dwóch takich samych kostiumów, poza oczywiście tymi, które muszą być takie same, ponieważ są dla tych samych postaci, dla tych samych ról. Natomiast każda z postaci ma swój osobny kostium, każda z postaci w chórze ma również osobny projekt, osobny kostium, do Państwa z chóru podchodziliśmy bardzo indywidualnie. Mamy każdego z bohaterów ubranego zupełnie osobno i bezpośrednio dla niego przygotowaną propozycję. Jeżeli chodzi o choreografię(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... More, ruch sceniczny, to w trakcie planowania ruchu, myślenia o przestrzenie rozmawialiśmy wielokrotnie z Tomasze Janem Wygodą o tym, jak w „Trubadurze” ważna jest muzyka i to, żeby trudne frazy nasi bohaterowie byli w stanie wyśpiewać. Naszym głównym zadaniem i celem ruchu scenicznego, w tym, jak zaplanowaliśmy inscenizację było to, żeby inscenizacja była dla Państwa interesująca i inspirująca, żebyście chcieli podążać za naszymi bohaterami.
Fot. Katarzyna Bazylińska©Opera na Zamku. Od lewej stoją: Jacek Jekiel, Barbara Wiśniewska, Jerzy Wołosiuk, Marcin Cecko
