Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Nie w jednym szeregu – posłowie

Józef Szajna nie należał do artystów, chodzących z innymi w stadzie. W rozmowie z Andrzejem Piątkiem, podkreśla swoją odrębność, osobność, własną drogę. W krótkim własnym wprowadzeniu do tej rozmowy, przedstawia w zawrotnym tempie dzieje swojego życia i twórczości, które polegało na poszukiwaniu samego siebie. Szajna podążał w poszukiwaniu dorosłości, jak wyzna swemu dociekliwemu rozmówcy.

Opublikowana kilkanaście lat po śmierci artysty rozmowa, to wspaniały dar na stulecie jego urodzin. Dla tych, którym dane było zetknąć się z dziełami teatralnymi Józefa Szajny, to powrót do jego świata wyobraźni, a także przestrzeni lęków i obsesji, które naznaczyło doświadczenie Auschwitz.

Kiedy spotkałem się z artystą po raz pierwszy (kierował wówczas warszawskim Teatrem Studio, był to 1974 rok), o mały włos, a spotkanie skończyłoby się katastrofą. Niezręcznie nawiązałem do doświadczeń obozowych artysty, wspominając, że jego dzieła przenika swoista obsesja zagłady. Bardzo go to zabolało. – Jaka obsesja – prawie krzyczał – to było moje życie! Długo musiałem wyjaśniać, że to nie był zarzut, ale wyraz szacunku dla pielęgnowania pamięci, o tak bolesnych doświadczeniach.

Andrzej Piątek ponad 30 lat później, nie zebrał już cięgów za słowo „obsesja”. Szajna najwyraźniej zaakceptował to, dość powszechne przekonanie o jego „obsesji”, co więcej, uznał, że ma prawo do swoich tajemnic i lęków.

Bodaj jeszcze większą wartość stanowi ta dialogowa opowieść dla tych, którzy przedstawień Szajny, nie mogli już oglądać. Znajdą w tej rozmowie wiele dogłębnych analiz i interpretacji, które wyjaśniają dojrzewania koncepcji artystycznych i jego walkę ze złem. Nieustanne poszukiwanie drogi ocalenia „człowieka, który sam siebie zaniedbał, w świecie przemocy…”.

Jak wyjaśnia Andrzej Piątek, to sam artysta prosił, by nie publikować tej rozmowy za jego życia, żeby trochę poczekać. Autor książki poczekał może nawet dłużej niż trochę, choć przecież w rozmowie nie odnajdziemy pikantnych szczegółów rodem z portalu „Pudelek”, ani mierzonych uszczypliwości pod adresem koleżanek i kolegów. Skąd więc, to zastrzeżenie? Może artysta, nie chciał wikłać się w polemiki i spory o to, jak było naprawdę, bo jak wiadomo, każdy nosi w sobie swoją prawdę.

Już słyszę, jak po lekturze tej rozmowy, obrusza się Ludwik Flaszen, który odmawiał Szajnie istotnego wkładu w przygotowanie i koncepcję premiery „Akropolis”, w Teatrze 13 Rzędów Jerzego Grotowskiego. Tymczasem Szajna przypominał, że to on przedstawił Grotowskiemu wizję przeniesienia akcji „Akropolis” do Auschwitz, co zadecydowało o kształcie i znaczeniu tego spektaklu.

Takich momentów „drażliwych”, jest zapewne w tej rozmowie więcej, choć Szajna wystrzega się ataków ad personam, swoje uwagi polemiczne kieruje pod adresem tych wszystkich, którzy zaniedbują się intelektualnie, lekceważą twórczość i nie doceniają znaczenia uczestnictwa w kulturze. W tej mierze jest nieustępliwy.

Stąd zapewne nuta żalu, w sprawie kamienicy na rynku rzeszowskim, która miała mieścić muzeum i pracownię Szajnę. Ostatecznie powstała Galeria na podstryszu Teatru im. Wandy Siemaszkowej. Co więcej, przecież ta książka swoje narodziny zawdzięcza wsparciu Rzeszowa – miasta rodzinnego Józefa Szajny, który sowicie wypłaca się w niej opowieściami o związku z tym miastem i o spektaklu „Deballage”, zrealizowanym z aktorami Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. Z tym spektaklem objechał kilka krajów (w tym odległy Meksyk), wszędzie budząc ogromne zainteresowanie. Szajna bowiem nieodmiennie swoimi dziełami, co więcej: modyfikowanymi, z uwagi na miejsce prezentacji, trafiał w sedno cywilizacyjnych niepokojów i zagrożeń.

Andrzej Piątek podkreśla, że Józef Szajna: „posługiwał się słowem celnie i prosto. Szybko i skutecznie trafiał nim, nie tylko do krytyka sztuki czy teatru, ale przeciętnie wykształconego człowieka”. Mówił tak jasno, bo był artystą świadomym swoich dążeń. Nie chował się za wielosłowiem.

Dość przypomnieć, jakie trudności sprawiała recenzentom „Replika”, najsławniejsze dzieło teatralne Szajny, na pozór powszechnie zrozumiałe i trafnie odczytywane, pod każdą szerokością geograficzną. Zanim zrodziła się „Replika”, powstało wcześniej environment „Reminiscencje”, prezentowane po raz pierwszy w roku 1969 w Krakowie, potem w Warszawie, Lublinie i Wenecji. Do tego environment, nawiązywała „Replika I”, kompozycja przestrzenno-plastyczna przedstawiona w Goeteborgu (1971 rok). Nadal było to jeszcze dzieło plastyczne, które rok później przekształciło się w spektakl „Replika II”. Warszawską prapremierę poprzedziła jeszcze „Replika III”, zaprezentowana podczas Światowego Festiwalu w Nancy (rok 1973).

Droga do ostatecznego kształtu tego spektaklu, co nie znaczy, że zamkniętego na nowe interpretacje i przemiany, wiodła więc od plastyki do teatru, w poszukiwaniu najlepszego przekładu „tekstu”. Już podczas pokazu environiment w Krakowie pisano, że każdy nieomal przedmiot tej aranżacji krzyczy, że kompozycja osacza odbiorcę, który staje się nagle elementem niemego spektaklu. Wizja plastyczna sugerowała więc możliwość zbudowania akcji. Tak też się stało. Po prapremierze w Edynburgu, angielski krytyk pisał: „Wyszedłem po spektaklu z uczuciem, że brawa publiczności były tak niestosowne, jak brawa w kościele w chwili Podniesienia”.

Ryzyko pisania o „Replice”, przed którym staje każdy krytyk, wiąże się z pokusą banału. Wiadomo, że dzieło to, wywodzono z osobistych doświadczeń oświęcimskich artysty, sprowadzając sens spektaklu, do metafory czasów pogardy. Ale dostrzegano jednocześnie, że jest dziełem pozbawionym znamion sztuki martyrologicznej, że apeluje do wrażliwości współczesnego człowieka, z jego lękami i nadziejami, poczuciem zagrożenia i namiętnym poszukiwaniem nadziei, że jest protestem artysty przeciw gwałtowi zadawanemu człowiekowi, przeciw upodleniu i degradacji. Cokolwiek więcej by nie powiedzieć o sensach ogólnych, które niesie spektakl Józefa Szajny, czai się patos, wielkie słowa, słowa, słowa. Słowa, których aktorzy nie wypowiadają.

Tymczasem Szajna potrafił lapidarnie ująć sens swojej „Repliki”, jak nikt inny: „Scenariusz „Repliki”, jest próbą syntezy dramatu ludzkości, z jej winą, słabością, okrucieństwem i agresją”. Nic dodać, nic ująć.

Takich syntetycznych ujęć, bliskich aforyzmowi, znaleźć można w tej pasjonującej rozmowie zawartej w książce całe dziesiątki. Nie rzecz jednak w ich wypisywaniu i wykorzystywaniu jako cytatów, ale w możliwości ponownego obcowania z żywą, intensywną i odważną osobowością artysty, który odszedł od nas już tyle lat temu (2008 rok). Ta książka ofiarowuje mu i jego odbiorcom „życie po życiu”.

Tomasz Miłkowski

Tomasz Miłkowski, dziennikarz, krytyk teatralny i literacki, redaktor czasopism, doktor nauk humanistycznych, honorowy wiceprezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT) i prezes jego polskiej sekcji. Autor wielu książek teatralnych, m.in. Szkolny słownik teatralny (2000), Teatr Siemion (2009), Teatr Norwida (2013), 166 monodramów (2016), Różewicz solo (2021). Recenzje publikował m.in. w „Trybunie”, „Kulturze”, „Życiu Codziennym”, obecnie w „Dzienniku Trybuna”, tygodniku „Przegląd”, miesięczniku „Stolica”, kwartalniku „Miasteczko”, miesięczniku internetowym AICT „Yorick”.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.