Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

TSNK/18

Teatr się nie klika, więc dziś będzie o wazelinie i nowych obyczajach, lansowanych przez redaktorkę Raptularza e-teatru, nowego pisma teatralnego, finansowanego z publicznych pieniędzy przez Instytut Teatralny. Oczywiście dostęp do publikowania w owym periodyku, mającym na celu zbudowanie nieistniejącej frakcji prawicowego teatru (króciutka ławeczka, niestety), mają tylko teatralni apologeci rządzącej partii. Nazwiska znanych aktorek czy poczciwych teatrologów środka służą tu zaś tylko za figowy listek, że przecież mamy tu do czynienia z „miejscem wymiany opinii na tematy aktualne i uniwersalne, związane z teatrem, dramatem i światem widowisk”. Klituś bajduś. Jak ktoś nie wierzy, polecam przeczytać jeden z numerów periodyku od dechy do dechy i pomyśleć. A najlepiej ten ostatni i do tego zacząć od podzielonego na miesiące felietonu obiektywnej i pełnej szacunku do innych pani Małgorzaty Piekut – Rok w teatrze.

Osobiście poczułem po jego przeczytaniu niezdrowe podniecenie, niczym mechanik/erotoman w warsztacie, nie wiedząc, który miesiąc w kalendarzu podoba mi się najbardziej. Zacznę więc od grudnia, gdyż przy jego okazji, mam przyjemność być wymieniony przez panią Piekut z imienia i nazwiska, choć niestety całość jest nie o mnie, a o Krystynie Jandzie. Według felietonistki Janda popełniła w życiu kilka niewybaczalnych grzechów: po pierwsze jest ikoną polskiej kultury, po drugie obchodziła w zeszłym roku 70-te urodziny i postanowiła zrobić sobie we własnym teatrze benefis, bo może. Prawda, że to straszne? Oczywiście wszyscy wiemy, że cały ten cyrk jest spowodowany tym, że Janda śmie nie lubić pewnego prezesa et consortes, które to towarzystwo z kolei lubi bardzo pani Piekut, ale tego się już z felietonu nie dowiemy. Nie dowiemy się także tego, że atak na Jandę jest sowicie opłacony z publicznych pieniędzy przez instytucję jawnie promującą i opłacającą innych zwolenników pana prezesa et consortes. Wracając zaś do tekstu Piekut, dochodzę do wniosku, że w jego podsumowaniu należy odwołać się do głosu samej felietonistki, oczywiście trochę dopasowując szczegóły: Zasługi cenionej paszkwilantki także domagają się upamiętnienia, dlatego wnoszę o zadekretowanie (do stosowania w przemyśle kosmetycznym) nowej jednostki miary, gdzie 1 piekut = tona wazeliny. Prawda, że ładnie?

Na stronie „grudnia” podnieca mnie jeszcze jedno – nowa świecka tradycja, którą postuluje prawicowa Supernowa Raptularza, czyli wylewanie pomyj na jubilatkę/ta z okazji urodzin. Jako że pani Piekut ruga za pisanie laurek aż czterech krytyków z nazwiska (w tym mnie), pokrzykując najwięcej na biednego Wojciecha Majcherka, chyba dobrze konkluduję, że od stycznia 2023 rozpoczynamy nową erę, w której będziemy czcić jubileusze artystów i innych znanych osób co najmniej paszkwilami. Wspaniale! Nie mogę się doczekać, kiedy pani Piekut będzie miała urodziny, przygotuję wtedy coś odpowiedniego, godny dodatek do Gloria Artis, który to order minister Gliński przypnie jej wtedy za wiadome zasługi. Wprawdzie redaktorka Raptularza nie jest jeszcze tak popularna jak Janda, więc trzeba będzie spędzić jakiś miesiąc w zakurzonej bibliotece, żeby cokolwiek o pani Piekut znaleźć, ale na urodziny to chyba nie wypada odmówić, czyż nie?

Tomasz Domagała

P.S.1. Przedstawiciele teatru progresywnego, pod wodzą wojujących redaktorów GW czy Dialogu, oburzający się święcie końcówkami, zaimkami czy źle użytymi skrótowcami, za Jandę umierać nie będą, tak samo jak za Teatr im. Jaracza w Łodzi, bo to nie są po prostu strefy ich interesów. Zresztą po co się narażać, najważniejsze przecież są pieniądze, a te zawsze w jakiejś części są od ministra. Nawet ich trochę rozumiem…

P.S.2. Wklejam tu fragment felietonu Małgorzaty Piekut, do którego się odnoszę:

„Grudzień”

Tuż przed wprowadzeniem zakazu fajerwerków, petardę odpaliła Krystyna Janda. Z okazji 70. urodzin przygotowała monodram poświęcony sobie, pod skromnym tytułem My Way. Ekstatyczne relacje z występu diwy w kiecce od Tomasza Ossolińskiego, opublikowane przez Łukasza Maciejewskiego, Jacka Wakara, Tomasza Domagałę et cons., nasuwają natrętne skojarzenie ze słynną sceną Meg Ryan z „Kiedy Harry poznał Sally”. Wszystkich przebił jednak Wojciech Majcherek zwany młodszym; zacytujmy ostatni akapit jego aktu strzelistego:

„Czasami o niektórych osobach mówi się, że gdyby ich nie było, to trzeba by je wymyślić. Trudno w ogóle sobie wyobrazić, że Krystyna Janda by się nie urodziła i moglibyśmy jej nie poznać. Ale całkowicie niemożliwe jest, abyśmy potrafili tę akurat aktorkę i kobietę wymyślić. Jaki scenarzysta czy dramatopisarz miałby taką inwencję, by napisać jej historię? To ona stworzyła samą siebie jako jedyną i niepowtarzalną. Krystyna Janda jest geniuszem czegoś, co nazywamy sztuką i czymś jeszcze więcej: cudem życia. Możemy tylko do szczęścia, które nas spotkało, dodać to, że Krystyna Janda urodziła się dla nas. Niech to szczęście trwa”.

Zasługi cenionego panegirysty także domagają się upamiętnienia, dlatego wnoszę o zadekretowanie (do stosowania w przemyśle cukierniczym) nowej jednostki miary, gdzie 1 majcherek = kwintal lukru”

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.