Nawiążę do trzech premier, które wzbudziły uznanie publiczności i krytyków teatralnych: w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu (1 kwietnia 2022), w Teatrze Polskim we Wrocławiu (20 i 21 listopada 2021), a także w Teatrze Narodowym (5 marca 2022 r.). Nie zogniskuję wypowiedzi na barwnych i poruszających inscenizacjach, ale odniosę się do ich – wzbudzających zainteresowanie – tytułów.
1. Uwagi dotyczące toruńskich. „Nocy i dni, czyli między życiem i śmiercią” (nawiązujących do powieści Marii Dąbrowskiej) w reżyserii Michała Siegoczyńskiego [Na zdj. scena ze spektaklu/mat. Teatru], brzmią następująco:
a) przedstawienie dotyczyło głównie tego, co działo się podczas dni i wieczorów bohaterów spektaklu,
b) nie było nic takiego istotnego w treści przedstawienia, by szczególnie wyróżnić noce i umieścić je w tytule na pierwszym miejscu,
c) nie ma takiej implikacji (następstwa, konsekwencji), to jest takiego wynikania rzeczowego (merytorycznego) i formalnego (logicznego), wskazującego na to, że noce i dnie związane są jakąś szczególną relacją zwrotną, odnoszącą się do życia i śmierci człowieka. Otóż życie i śmierć pojawiają się niezależnie od nocy oraz dnia: pora dnia nie ma na to żadnego istotnego wpływu. A z kolei noce i dnie są faktami kosmologicznymi niezależnymi od życia istot organicznych. Sugerowana w tytule przedstawienia ich zbieżność jest przecież – to znaczy w ogóle – przypadkowa. Nie można bowiem tuż po poczęciu (zapłodnieniu) dokładnie określić, kiedy nastąpi poród. Nie można także po narodzinach zdrowego niemowlaka trafnie przewidzieć, kiedy – np. po ilu latach i podczas jakiej pory dnia nastąpi jego zejście.
d) ponadto, nikomu jeszcze nie udało się niczego między życiem a śmiercią ani znaleźć, ani umieścić, upchnąć, wcisnąć, czy jakoś inaczej zainstalować. Nie ma bowiem między życiem a śmiercią żadnej przerwy: żadnej trójwymiarowej przestrzeni lub rzeczy, żadnego odstępu czy różnicy czasowej. Nic takiego jeszcze nie udało się znaleźć, zaobserwować i opisać oraz wyjaśnić Jest tylko następstwo faktów: życie oraz konieczna śmierć (ustanie funkcji organicznych).
Oczywiście w rozważaniach o charakterze intuicyjnym, tj. w dywagacjach metafizycznych (hipotetycznych) np. z zakresu religii i filozofii, a także w wypowiedziach potocznych (obiegowych) można dojść do odmiennych ustaleń oraz związanych z nimi interesujących uzasadnień. Jednakże reżyser oraz treść spektaklu do nich nie nawiązały. Inna sytuacja zachodzi między narodzinami i śmiercią człowieka. A mianowicie, pojawia się między nimi krótsze lub dłuższe życie. Natomiast między życiem i śmiercią – zupełnie nic. Nb. do tytułu powieści „Noce i dnie” elgiebetowskiej – jak podkreślono na scenie – Marii Dąbrowskiej, nie mam żadnych uwag.
2. Wskazana powyżej kwestia poświęcona tytułowi sztuki, przypomina także inną niefrasobliwość tytularną zaistniałą na scenie im. Jerzego Grzegorzewskiego w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Dotyczy to imponującej inscenizacji w reżyserii Jana Szurmieja pod intrygującym tytułem: „Zmierzch – Świtem”. Nawiązuje on do dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More „Zmierzch” oraz „Opowiadań odeskich”, a także innych utworów Izaaka Babla.
Izaak Babel nie uwzględnia w swojej sztuce i w innych utworach dotyczących Odessy – w ogóle żadnej części doby jako głównego tematu narracji, a w szczególności zmierzchu, który pojawia się przy zachodzie, tj. przemieszczaniu słońca i jego rozproszonych promieni za horyzont tak konsekwentnie, że pojawia się wieczór.
Żydowski dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... More i pisarz traktuje zmierzch jako schyłek przedrewolucyjnej odeskiej kultury i cywilizacji, opisuje kryminalne i rozpustne jej przejawy zaistniałe na ulicach, w zaułkach legendarnej Mołdawianki (żydowskim osiedlu), w jej podrzędnych restauracjach (traktierniach) oraz w zmysłowych kabaretach Odessy. Nie odwołuje się broń Boże do pory dnia.
Z kolei Jan Szurmiej chce za pomocą określeń, dotyczących doby wskazać, że ów cywilizacyjny i kulturowy zmierzch Odessy (i zawartej w niej Mołdawianki) przemienia się w świt, tj. w jego rozumieniu – w przeklęty bolszewicki ład i porządek – w okrutną i krwawą dyktaturę. Intencje reżyserskie były dobre, rezultaty artystyczne zachwycające….
Jednakże tytuł tego spektaklu był chybiony. Zmierzch nie może być świtem (świtaniem, jutrzenką, brzaskiem, pobrzaskiem), a świt zmierzchem, tak w sensie semantycznym (znaczeniowym, te dwie nazwy mają odmienne definicje), jak ontologicznym (bytowym) – bo zmierzch charakteryzuje się i jest czymś innym niż świt.
Ponadto zmierzch jako pora dnia nie może przeistoczyć się w świt. Nie zachodzi bowiem taka możliwość, by zmierzch zmienił się w świt oraz by zmierzch został synonimem świtu. Zmierzch nigdy ze względów kosmologicznych oraz jako składnik doby nie uzyska właściwości świtu i nie może oddziaływać na świt. Od zmierzchu do świtu jest bowiem w naszym układzie słonecznym krótsza lub dłuższa odległość czasowa: w zależności od nachylenia lub odchylenia osi Ziemi w stosunku do Słońca i związanej z nim (bądź z tym) pory roku oraz od szerokości geograficznej. A poza tym, tj. po zmierzchu wpierw następuje wieczór, potem noc i przedświt, a później świt, a następnie poranek, przedpołudnie, południe, popołudnie itd. Nie da się ani szybko, ani wolno, ani w ogóle tego zmienić. Nie ma co majstrować. Szkoda czasu. Chyba wszyscy się już z tym pogodzili. Niech tak zostanie.
3. Prapremiera „Barona Munchhausena dla dorosłych” w reżyserii Macieja Wojtyszki (autora sztuki) odbyła się w Teatrze Narodowym na Scenie przy Wierzbowej im. Jerzego Grzegorzewskiego 5 marca 2022 r.
Czy był to spektakl tylko dla dorosłych?
Rzekłbym, że także dla dorosłych, ponieważ treść sztuki jest również wystarczająco przystępna – tak pod względem artystycznym, jak poznawczym i etycznym – co najmniej dla uczniów szkół ponadpodstawowych.
Jeżeli jest zaanonsowane, że sztuka jest dla dorosłych, to rodzice mogą nie dać np. 15 bądź 16-letnim małolatom i małolatkom pieniędzy na biletkupon uprawniający do wejścia na przedstawienie, zazwyczaj... More, tylko na loda lub ciacho.
W przedstawieniu nie było zanadto odważnych sytuacji towarzyskich i miłosnych oraz trudnych do zrozumienia kwestii społecznych. Wprawdzie osoby dramatu nawiązywały do poglądów słynnych filozofów, ale czyniły to w sposób powierzchowny. Ponadto – nie tylko obecnie – w wielu liceach ogólnokształcących naucza i uprzystępnia się filozofię w zróżnicowanej formie, np. Polskie Towarzystwo Filozoficzne w tym także Oddział Warszawski PTF zainicjowało i współorganizuje corocznie olimpiady filozoficzne dla uczniów szkół średnich.
Sugerowałbym bardziej otwarty – a nie ograniczający wiekowo widzów – tytuł spektaklu: np. „Baron Munchausen nie tylko dla dorosłych”.
Rozmaite niedociągnięcia, mniej lub bardziej istotne błędy czy pomyłki zdarzają się i będą w teatrze występować. Oby nie w roli głównej. Dotyczy to wszystkich, którzy zajmują się teatrem, w którym wszystko, co odsłonięte oraz ulotne: widać, słychać i czuć. Częstokroć wzmacniają one (niedociągnięcia) nieoczekiwanie – jako element aleatoryczny (przypadkowy) – wydźwięk estetyczny i artystyczny zabiegów scenicznych.
Mimo to, w sprawie tytułu, warto się czasem kogoś poradzić.
Jerzy Kosiewicz
