Krzysztof Babicki nie po raz pierwszy sięga po ten tekst Różewicza. To jego piąta sceniczna wizja „Pułapki” – pisze Alina Kietrys:
Jestem pułapką, moje ciało jest pułapką, w którą wpadłem po urodzeniu – mówi Franz Kafka do swoich sióstr w tekście dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More Tadeusza Różewicza „Pułapka”. To punkt wyjścia, a potem biograficzne motywy – opowieść o relacjach Franza Kafki z najbliższymi: Matką, Ojcem, siostrami, Felicją, przyjacielem Maksem stanowią kanwą sztuki Różewicza. Podobnie jak twórcze obsesje Kafki, literacki sens istnienia połączony z osobistym poszukiwaniem samotności, ucieczka od codzienności, odtrącanie najbliższych – to jedna z ważnych płaszczyzn scenicznej opowieści spektaklu. Druga – to neurotyczne przewidywanie rodzącego się zła, nadchodzącego kataklizmu odczytywanego przez reżysera jako zbliżający się Holokaust oraz dostrzeżenie horroru trwającej wojny – te wszystkie wątki pojawiają się w gdyńskiej „Pułapce” na scenie Teatru Miejskiego im. Witolda Gombrowicza.
Krzysztof Babicki – reżyser średniego pokolenia, nie po raz pierwszy sięga po ten tekst Różewicza. To jego piąta sceniczna wizja „Pułapki” – pierwsza w Teatrze Wybrzeże (1984), potem Teatr Nowy w Poznaniu (1999), Śląski w Katowicach (2002) i w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie (2006). Mam wrażenie, że wielowarstwowość dramatu Różewicza inspiruje i równocześnie prześladuje Babickiego. Poszukiwanie nowych sensów i znaczeń stanowią w reżyserskich działaniach Babickiego swoista grę. Grę z pułapkami Różewicza.
Przed 38 laty w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku scenografię niezwykłą i monumentalną stworzył Marian Kołodziej. Na scenie dominowała wielka czerń szafy bogato zdobionej, mieszczańskiej, dominującej nad życiem i człowiekiem. Teraz w Gdyni, w Teatrze Miejskim, scenografia jest dziełem Marka Brauna. Babicki lubi pracować ze znanymi sobie dobrze twórcami teatralnymi. Wielokrotnie Braun był scenografem w jego spektaklach, podobnie jak Marek Kuczyński – kompozytorem. I w tej ostatniej gdyńskiej „Pułapce” Kuczyński jest znowu twórcą muzyki i zostawia w tym spektaklu znaczący, ostry ton.
Wyciemniona scena, muzyka Kuczyńskiego wprowadza w przedstawienie. Jest drgająca, polifoniczna i nawet przyjazna. Narasta w ciemności, początkowa harmonia dźwięków przetwarza się w niepokój. Mamy niby uwerturę – muzyczny wstęp, z którego tematów później Kuczyński skorzysta niczym z lejtmotywów, i będzie dopełniał poszczególne sekwencje spektaklu muzycznym brzmieniem. Ma ta muzyka wręcz filmowy charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i... More – wielogłosowy i zapowiadający, a także towarzyszący i współtworzący nastrój spektaklu. Ta polifoniczność dźwiękowa bliska jest strukturze treściowej dramatu Tadeusza Różewicza. Dominantę dźwiękową reżyser docenia w strukturze widowiska. W tę przestrzeń Babicki wplata swoich aktorów i ich niemal przytwierdza do tekstu. Jego Franz, w tej roli Piotr Witkowski, będzie tkwił w głębokim konflikcie z sobą, z Ojcem, który chce go „rozerwać jak żabę” i jest to konflikt o wymiarze uniwersalnym. Ojciec nie rozumie Franza. Ważne są również konotacje religijne – zmagania z wolą wielkiego Ojca – tego najważniejszego w rodzinie i tego nadziemskiego, który swoich synów będzie wysyłał na nadchodzącą rzeź i strącał w otchłań. Profetyczność Kafki zaskakiwała już niejednego analityka twórczości praskiego pisarza. Nie znajdzie jednak Kafka na zbliżający się kataklizm ratunku ani dla siebie, ani dla najbliższych. I o tym wie także Ojciec, bo to on zamawia w „Pułapce” szafę, w której wszyscy powinni się ukryć. On sam również.
Zbuntowany i niepogodzony Franz nie chce domowego ciepła, ani małżeńskiego szczęścia z Felicją: nie chce mieć dzieci, tak samo jak nie chce wybierać mebli w sklepie do przyszłego „rodzinnego gniazdka”. Metafizyczny, tragiczny niepokój Franza narasta w dramacie Różewicza. Równocześnie trwa rachunek zysków i strat w rozliczaniu problemów klas społecznych obecnych w sztuce Różewicza, czy szewcówna może być odpowiednią panną dla Franza – pisarza, czy Max będzie odpowiednim „posłańcem” w sprawach sercowych. Nie brakuje sarkazmu, dystansu i ironii. Symultaniczność planów akcji dodaje spektaklowi rozmachu.
Gdyńska „Pułapki” rozgrywa się właściwie w pustej przestrzeni, w której głównym meblem stanie się szafa – miejsce symboliczne i mistyczne nieomal. Scenografia Marka Brauna wykorzystuje rekwizyty i światło. Jak scena rodzinna to przy stole, jak u fryzjera (niestety w tym spektaklu najsłabszy epizod(gr. epeisódios = wtrącony), 1. scena w dramacie, niemają... More) to lustro wyczarowane z otwartych drzwi szafy i golibroda w białym kitlu, a obok wyrośniętego huncwot Józek, który stanie się oprawcą w nowej, strasznej rzeczywistości. Symultaniczność tych scen rozgrywana jest przy pomocy obrazów zatrzymanych w kadrze
W sklepie meblowym będzie łóżko, które potem posłuży Franzowi i Felicji (niestety słaba rola Agnieszki Bały, zbyt wykrzyczana zamiast zagrana) do ostatecznego „rozmówienia się”, co do losów ich dalszego związku, Greta natomiast zasiądzie na bujanym fotelu, a u szewca będzie kilka gratów. Efekty dodatkowe tworzą oczywiście światła, w tym operowanie czernią – ciemnością. To jedna z pułapek eksponowana w tej inscenizacji, poza pułapkami nawiązującymi do behawioralnego sensu egzystencji i pułapką historyczno-dziejowych uwarunkowań. Wieloznaczność tekstu Różewicza interpretuje Babicki wnikliwie, łącznie z aktualnymi konotacjami. Małym, wystraszonym Franzem – chłopcem jest Nikita Matsiuk, uchodźca z Ukrainy, on też jest Duszyczką obecną w wizji Holokaustu, jego właśnie Ojciec Franza owinie białym obrusem niby całunem i zabierze ze sobą…Złoży w ofierze? Będzie też Duszyczka – chłopiec ostatnią postacią na scenie nieruchomo wpatrzoną w palący się ogień w „kozie”. Babicki wyreżyserował tę gdyńską „Pułapkę” z dużą odpowiedzialnością wobec tekstu Różewicza.
Aktorzy „Pułapki” zyskują uznanie widowni, która oklaskuje frenetycznie spektakl. Najciekawsza i wręcz magnetyczna jest postać Ojca. W tej roli Grzegorz Wolf, którego okrucieństwo i tyranizowanie Franza przeraża, a równocześnie jest on nieszczęśliwym, osaczonym człowiekiem, okazującym odrobinę czułości żonie (ciekawa rola Beaty Buczek – Żarneckiej) – stłamszonej, wyciszonej, zalęknionej i udręczonej, ale zawsze broniącej męża. Rola Grzegorza Wolfa w „Pułapce” zbiega się z jubileuszem 25 – lecia pracy artysty i trzeba przyznać, że właśnie w tym spektaklu rolą Ojca pieczętuje Grzegorz Wolf artystyczną perfekcję. Franza gra Piotr Michalski. Buduje tę postać na wyciszeniu, ale też na wewnętrznym, konsekwentnym uporze, który karze mu swoje działania uważać za najważniejsze. Michalski prowadzi swego Franza w skupieniu i w swoistym skrępowaniu wielkością wcześniejszych, znanych mu realizacji tego właśnie dramatu Różewicza, ale jednocześnie z wielką świadomością tworzy postać zobojętniałego introwertyka. Jego Franz bez skrupułów wykorzystuje swoje kobiety, ale też oddanego przyjaciela Maksa – bardzo dobra rola Dariusza Szymaniaka, który jest inteligentny, wrażliwy i oddany. Szymaniak jest swoistym alter ego Michalskiego, artystyczną zależność ten męski duet rozgrywa bardzo ciekawie. Są też w tym spektaklu godne uwagi epizody, szczególnie Szewcowa w interpretacji Elżbiety Mrozińskiej i Szewc – Rafał Kowal, oboje dobrze oddają ów ludyczny nastrój „Pułapki”, a i Greta – jedna z kobiet z kręgu Franza w interpretacji Moniki Babickiej – budzi niepokój sugestywną sceną z synem (zdolny Krzysztof Berendt), jak i przejmującą rozmową z Maksem.
Tę „Pułapkę” w Gdyni publiczność ogląda w skupieniu. To znak, że tekst podawany ze sceny organizuje w pełni wyobraźnię widzów i określa wagę tego spektaklu.
Alina Kietrys
