Skandalu się nie spodziewam

Przed premierą „Ławy przysięgłych”, czarnej komedii Ivana Klimy w warszawskim Teatrze Ateneum z reżyserem Jakubem Kroftą rozmawia Tomasz Miłkowski

Już jutro, 19 grudnia 2020, w Teatrze Ateneum wielkie święto: premiera spektaklu „Ława przysięgłych” Ivana Klimy w reż. Jakuba Krofty. W spektaklu występują: Maria Ciunelis, Przemysław Bluszcz, Tomasz Kozłowicz, Janusz Łagodziński, Magdalena Schejbal, Grzegorz Damięcki, Dorota Nowakowska, Bartłomiej Nowosielski i Tadeusz Borowski. Publiczności na widowni nie będzie, to będzie premiera online, ale takie teraz czasy. Teatr ma do wyboru: czekać, aż pandemia minie i trwać w bezruchu albo tworzyć nowe spektakle ze świadomością, że produkcja online to jednak coś innego niż teatr, w którym aktor staje oko w oko z widzem. Niemal wszystkie teatry wybierają ten drugi wariant z nadzieją, że pozwoli to zespołom nie tylko przetrwać i wytrwać, ale że także ich publiczność o teatrze nie zapomni.

Polską prapremierę przygotowują rodacy Ivana Klimy – czeski reżyser Jakub Krofta oraz scenograf Jan Štepanek, a spektakl zaprezentowany zostanie na kanale VOD teatru Ateneum (www.vod.teatrateneum.pl).

Teatr tak zapowiada swoją najnowszą premierę: „Ta czarna komedia napisana została w latach 60. przez znanego czeskiego pisarza i dramaturga, ale że była niecenzuralna, bo demaskowała niecne praktyki sądowe czasów komunizmu, miała kłopoty z przebiciem się na deski sceniczne. Tymczasem okazuje się, że zdumiewająco pasuje także do naszych czasów…”.

Dlaczego właśnie sięgnął pan po „Ławę przysięgłych”? Ivan Klima w Polsce jest kompletnie nieznany. Niesłusznie?

Jakub Krofta: Ten tekst zaproponował mi Teatr Ateneum, ja go wcześniej nie znałem. Dramatopisarska twórczość Klimy nie jest w Czechach zbyt rozpowszechniona. „Ława przysięgłych” miała w Czechach tylko dwa wystawienia. Dlatego ten tekst był dla mnie odkryciem. Przeczytałem go i trochę się przeraziłem, bo historia, napisana w latach 60. w Czechach, mogłaby by mieć miejsce w naszym regionie i dzisiaj.

Czy spodziewa się pan po premierze „Ławy przysięgłych” gorących sporów? Podobno właśnie temperatura debat o teatrze w Polsce tak bardzo przypadła panu do gustu, że związał się pan z polskim teatrem?

O tak, w porównaniu z teatrem w Czechach ten polski ma dużo większą moc wpływania na rzeczywistość. Społeczne znaczenie teatru w Polsce jest o wiele większe niż w Czechach. Ja sam wciąż jestem gdzieś pośrodku. Z jednej strony marzy mi się prawdziwy skandal typu „Klątwy”, ale z drugiej powstrzymuje mnie moje pragmatyczne myślenie czeskie, którego chyba już się nie potrafię pozbyć. Jeżeli chodzi o „Ławę przysięgłych” to skandalu się nie spodziewam, ale będę szczęśliwy jeżeli jej widzowie coś autentycznego przeżyją i zadadzą sobie kilka pytań.

Pozycję zawodową zdobył pan jako reżyser „lalkowy”, kontynuator dzieła ojca, jak niektórzy mówią, choć pewnie każdy syn woli być sobą niż kontynuatorem. Dlaczego ojca i pana zawsze jednak ciągnęło do teatru dla dorosłych, choć twardą bazą pozostawał teatr dla dzieci.

Wcale tak nie jest i nie było – zarówno w moim przypadku, jak i ojca.

W odróżnieniu od Czech, w Polsce cały czas dzieli się teatr na „lalkowy” i ten „dla dorosłych”. I niestety, ten lalkowy jest traktowany jak druga liga. Obawiam się, że polscy lalkarze sami się do tego przyczynili. Po fali sławy w latach 60., 70. a może nawet 80. teatry lalkowe utknęły trochę w jednym miejscu. Dzisiaj zauważamy pewne odrodzenie, ale zmiana wymaga jeszcze dużo pracy. W każdym razie, absolwenci praskiej Akademii Teatralnej – zwłaszcza wydziału „Teatru alternatywnego i lalkowego”, zreformowanego na początku lat 90., tworzą dzisiaj absolutną czołówkę czeskiego teatru, a ich spektakle można oglądać na scenach teatrów narodowych w Pradze lub Bratysławie i nikt się nie zastanawia czy to reżyserzy „lalkowi” czy jacyś inni. Artystyczne podróżowanie pomiędzy różnymi teatralnymi gatunkami jest przecież bardzo inspirujące i rozwojowe – to jest i mój sposób na istnienie w teatrze. Mam doświadczenie z lalkami, operą, musicalem, teatrem dramatycznym, alternatywnym, a nawet z cyrkiem. Tak, jestem dyrektorem artystycznym Wrocławskiego Teatru Lalek, ale pod moim kierownictwem jest to teatr otwarty na rozmaite środki wyrazu, ale pod jedynym warunkiem: muszą służyć temu, żeby coś ważnego za ich pomocą przekazać.

W teatrze dla dorosłych osiągnął pan niemało, skoro już przed laty (2008) pańskiego „Buszującego w zbożu” uznano na Słowacji za najlepszą premierę roku. Czy w Polsce reżyseruje się panu inaczej niż gdzie indziej?

Oczywiście specyfika pracy trochę się różni, ale generalnie uważam, że jestem tym samym reżyserem w Pradze, w Bratysławie, Tel Awiwie lub Warszawie. Miałem szczęście pracować w teatrach w bardzo różnych częściach świata i na podstawie tych doświadczeń mogę potwierdzić, że teatralny język potrafi być naprawdę uniwersalny.

Pierwszy raz pracuje pan z aktorami Ateneum. Jest jakaś charakterystyczna cecha tego zespołu?

Jest to zespół ogromnie twórczy, złożony z wyraźnych, dojrzałych i doświadczonych osobowości. Dla reżysera taka praca jest wyzwaniem, ale też przyjemnością. Dla mnie osobiście to była niezwykła przygoda, także z powodu tej koszmarnej epidemii. Byliśmy zmuszeni kilka razy zmienić datę premiery, co sprawiało, że całej ekipie bardzo trudno było utrzymać skupienie. W takich sytuacjach odsłaniają się też cechy ludzkie i mogę powiedzieć, że zespół teatru Ateneum to nie tylko wybitni artyści, ale też wspaniali ludzie.

Urodzony 10 kwietnia 1971 roku w Czeskich Budziejowicach reżyser, dramatopisarz, pedagog, wieloletni dyrektor artystyczny Teatru Drak w Hradec Kralove. W roku 2012 wygrał konkurs i został dyrektorem artystycznym Wrocławskiego Teatru Lalek.

W latach 1989-1994 studiował reżyserię i dramaturgię na wydziale Teatru Alternatywnego i Lalkowego w Akademii Teatralnej (DAMU) w Pradze. Podczas studiów odbywał również staże w USA, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Francji. Po studiach przez dwa lata pracował jako reżyser programów dla dzieci i młodzieży w radiu w Pradze. W tym czasie wyreżyserował ponad 200 słuchowisk.

Jako reżyser teatralny zadebiutował w 1991 roku w Teatrze Drak bajką „Rybak i jego żona” Wericha. W roku 1993 wyreżyserował legendarny spektakl „Spoon River Anthology” na podstawie wierszy E.L. Mastersa w teatrze Dejvice w Pradze. Produkcja nie schodziła z afisza teatru przez kolejne pięć sezonów i odniosła międzynarodowy sukces.

Jakub Krofta reżyserował też w najważniejszych czeskich teatrach dramatycznych takich jak Teatr Klicperovo, Hadivadlo, Teatr Na Zabradli lub Dejvicke Divadlo. Często pracuje jako reżyser i pedagog za granicą między innymi w USA, Wielkiej Brytanii, Australii, Hong Kongu, Izraelu, Austrii, Danii, Finlandii, w Polsce i na Słowacji.

Polskiej widowni Jakub Krofta jest znany ze spektakli dla dzieci granych m.in. w warszawskich teatrach Lalka („Złotowłosa”, „Daszeńka”, “Wakacje Mikołajka”) oraz Guliwer („Wszystko lata co ma skrzydła”, “Królewna Logorea”, “Różowy Gość”), oraz dla dorosłych. m.in. w warszawskim Teatrze Dramatycznym („Absolwent” Terryiego Jonesa, „Edyp” Sofoklesa, „Madame” Antoniego Libery w adaptacji Marii Wojtyszko, „Dziwny Przypadek Psa Nocną Porą” Simona Stephensa, „Pociągi pod Specjalnym Nadzorem” Bohumila Hrabala w adaptacji Janusza Andermana).

Do tej pory Jakub Krofta stworzył prawie osiemdziesiąt produkcji, z których wiele zdobyło prestiżowe nagrody i zyskało uznanie na całym świecie.

{Na zdj: Jakub Kroifa, fot. Karol Krukowski/ materiały Teatru Ateneum}

[Tekst opublikowany w „Dzienniku Trybuna” 18 grudnia 2020]

Leave a Reply