GEJE W SZTUKACH PIĘKNYCH

Wiesław Łuka pisze o literackich i filmowych przyjaciołach z LGBT

część II

Po powieściowych poszukiwaniach przyszedł czas na filmowe. Tak się składa, że wybrane przez mnie trzy obrazy z wątkami „homo…” znów każą stawiać pytania o bóle i klęski życiowe różnorodnie szarpanych ludzi, o obecności lub nieobecności Boga wśród nich.

*

W filmie Aimee&Jaguar reżysera Maxa Tarberbocka (1999 rok) „szarpane” są gównie kobiety , które zrazu przeżywają rodzącą się wzajemną miłość w wojennym Berlinie. Lilly ( w tytule filmu Aimee), przykładna Niemka, matka czterech synów, żona hitlerowskiego oficera, staje się obiektem uwielbienia przez świetną i bystrą dziennikarkę, skrywającą swoje żydowskie pochodzenie i pracującą w miejscowej (hitlerowskiej) gazecie. Ona, podszywając się pod chłopaka Felice ( w tytule filmu Jaguar), śle do Lilly tajemnicze lisy. Adresatka dowiaduje się w wojennym, bombardowanym i płonącym Berlinie, że jest piękna. Tajemniczy Felice pisze, że „chciałby dla niej znaleźć gwiazdę”. Ona przed swoją , niemiecką przyjaciółką zdradza się, że tęskni za seksem, a mąż, przykładny, hitlerowski oficer, marznie daleko na wschodzie oblegając beznadziejnie Stalingrad.

Do seksualnego, lesbijskiego zbliżenia pań dojdzie za jakiś filmowy czas. Będzie ono jedyne w ekranowej akcji, ale za to gwałtowne, intensywne, głębokie . Głowa Felice, już dobrowolnie „zdemaskowanej” kobiety , znajdzie realizację fizycznego pożądania między udami ukochanej Lilly. Ale reżyser pokaże ten wybuch miłości mimo wszystko w dość dyskretnej formie. Obejrzymy również kilka scen z przytulankami i namiętnymi całuskami. Powoli narasta atmosfera kobiecej, prawie zachłannej miłości. Oglądamy rozmaite higieniczne zabiegi kobiecych ciał, obrazki dbałości o ich zewnętrzny wygląd i tak dalej; jak to od początku świata przebiega między osobami płci pięknej. Ale są też inne wątki opowieści – dokumentalnej, prawie reporterskiej, ponieważ film jest oparty na faktach. Wojenne i powojenne przeżycia niemieckich bohaterek ze środowiska LGBT opisała po wojnie w książce amerykańska reporterka, a film powstał na jej podstawie. Gdy powstawał pawie dwadzieścia lat temu, jeszcze żyła Lilly i pilnowała dokumentalnego przebiegu ekranowej akcji. Dowiedzieliśmy się, żona hitlerowskiego oficera rodziła mu czterech synów nie kochając męża. A on, przyjechawszy na wojenny urlop z frontu, coś już „ węszył” w swoim mieszkaniu, gdzie kręciło się kilka kobiet, za co żona dostała „po gębie”. On raptem usłyszał, że ona pozwala mu odejść i zabrać ze sobą dzieci. Rozwód będzie trudny – ale jednak możliwy do przeprowadzenia. W tym pomogą Lilly jej rodzice, podobno nastawieni antynazistowsko. Jest jeszcze jeden wątek filmu – Felice, to niemiecka dziennikarka żydowskiego pochodzenia. Pracuje dla Niemców, ale zwinnie obraca się w towarzystwie kilku, czy kilkunastu kobiet, również ukrywających się Żydówek. One razem spotykają się w restauracjach, popijają wino, razem organizują „babskiego” sylwestra, fotografują się in fla granti, razem udaje im się ukryć swoje pochodzenie. Najbystrzejsza z nich, właśnie Felice, potrafiła się wkręcić do rodziny do rodziny Lilly, jako niania jej synów. Dziennikarka działa również konspiracyjnie, antynazistowsko. Jako pierwsza przynosi tajną wiadomość, że podstalingradzki dowódca oddziałów niemieckich , generał Palus, zdradził „swoich” i przeszedł na stronę sowiecką.

*

Felice ujawniła odważniej niż którakolwiek z koleżanek z filmowej paczki, swoje relacje z Panem Bogiem. Przypomniała w niemieckim mieszkaniu Lilly, że żydowski Bóg z Biblii stworzył świat, ale to dla niej „nie ma żadnego znaczenia, a na tym świecie”. Ona porusza się w nim tak, „jakby jechała zwykłym końskim wozem ”. Dziękuje ludziom za każdy przeżyty dzień i „ma prawo czuć się wolnym dziennikarzem”. Jednak w ostatnich miesiącach wojny berlińskie gestapo odkrywa że „babskie schadzki’ to jakieś tajne „żydowskie spotkania”. Wszystkie koleżanki Felice w strachu gdzieś uciekają za granicę. Dziennikarka jednak zostaje w Berlinie , bo nie potrafi rozstać się z ukochanąj Lilly. Dopadają ją gestapowcy. Wywożą do obozu w historycznym Teresinie. Po wojnie jest długo szukana przez podstarzałą już Lilly. Ale nieodnaleziona.

*

W ostatniej scenie filmu widzimy już 84-letnią (nie graną przez aktorkę) rzeczywistą Lilly. Zapewnia dokumentalnie autorów filmu i jego widzów o niewygaszonej miłości do Felice. Mieszka od lat w niemieckim domu seniora. W tej scenie filmu spaceruje po parku w towarzystwie innej seniorki. Teraz panie wołane są na obiad.

*

Film jest do obejrzenia w Internecie. Ma wiele fanek, ale nie dostrzegłem choćby jednego fana. Utwór Maxa Tarberbocka zdecydowanie zasłużył na obejrzenie. Nie za darmo zdobył kilka lat temu festiwalowe nagrody w Berlinie.

Fanki – chyba orientacji LGBT? – rozpływają się w zachwytach: * „Najpiękniejszy film. Jak widziałam” (switakicia) . * „Powalił mnie na kolana, trzyma w napięciu do końca…”(czerwona pantera) * „Filmu nie da się zapomnieć…”(krzenia) * „Zwariowałam na punkcie tego filmu…” * (mkrzak) „Bardzo często go oglądam i zarazem płaczę ze wzruszenia…” (Karen) *„ Oglądam go, sama układam własne zakończenie i wyobrażam sobie, jak jestem szczęśliwa…” (Behemot)* „Za każdym razem zjadam ten film…” (pantimedia)* „To okropna męczarnia bagatelizować coś, udawać, że nic nie znaczy , gdy jest to totalnie ważne w życiu…” (Bodil)

Nie wiedzieć czemu – już zapowiedziana przed paru laty premiera filmu o Aimee i Jaguarze na naszych ekranach, została jednak cofnięta. Oglądamy w kraju sporo filmów z wątkiem gejowskim, a z lesbijskim panuje pełna posucha. Jednak nie tak rzadko słyszeliśmy i słyszymy, że w realu realizują się także wybitne twórczo kobiety w różnych rodzajach tak zwanych sztuk pięknych. Ale równocześnie podobno bardzo szarpią się w najpiękniejszej ze sztuk – w życiowej sztuce miłości wzajemnej. Choć trzeba powiedzieć, że obecnie coraz łatwiej głośno przyznają się do tego. LGBT ogarnia wszystkie i wszystkich podobnie czujących miłość do tej samej płci.

*

Męczącą także szarpaninę przeżywają bohaterowie filmu Wymazać siebie (2018 rok, Australia, USA, reż. Joel Edgerton). Rodzice wysyłają 19-letniego syna, geja na tak zwaną terapię konwersyjną. Ojciec, pastor, baptysta z Arkansas ma nadzieję, że w ośrodku religijnym Love in Action z geja, Jareda psycholodzy i psychiatrzy zrobią heteroseksualnego, przyszłego kaznodzieję za łaską Boga. Tymczasem młodzieńca widocznie przechwycił w tajemniczych okolicznościach szatan i pchnął go w objęcia ludzi LGBT. To jest diagnoza tatusia, pastora baptystów. Jared i dość liczna grupa pacjentów LiA już na pierwszej sesji terapeutycznej proszą Boga, by: „Twoje światło zapłonęło w każdym z nas”. Główny terapeuta ośrodka wyraża pewność, że tak się stanie, ale młodzi pacjenci muszą się przyznać, że w obliczu Boga nikt nie jest doskonały, że każdy dziękuje Mu za Jego, doznane dobro, a najbardziej za dar szczerego wyznanie grzechów. Pacjentki ośrodka muszą obowiązkowo nosić spódniczki za kolana, pod bluzkami biustonosze i muszą oddać wychowawcom – terapeutom do przeczytania dotychczas pisane pamiętniki. Teraz, w ośrodku LiA muszą absolutnie przerwać ich dalsze pisanie. Pacjenci i pacjentki nie mogą się masturbować, do toalety muszą się udawać tylko w towarzystwie opiekunów. Dowiadują się również, że seksualność, to dar Boga, tak jak i modlitwa. Trzeba bardzo często się modlić, by nie przerywać kontaktu „z Tym, od którego wszystko na świecie pochodzi i który wszystkich kocha”. Nikt w ośrodku nie może się witać przez pocałunek, lecz wyłącznie przez krótki wzajemny dotyk palców prawej ręki.

Główny terapeuta pokazuje banknot dolarowy, wymięty i z naddartym rogiem. Filozofuje przy tej demonstracji tak, jak szkolny nauczyciel : „… Patrzcie, ten dolar z bliznami nie traci na wartości i symbolizuje … Chrystusa, który także nigdy nie może stracić w naszych oczach na swojej wielkiej wartości”. Kierownik -terapeuta wyraża cel pobytu w ośrodku: „ Zapraszamy Boga z powrotem do siebie i z dotychczasowej, krętej drogi życiowej wchodzimy na drogę prostą…”.

Pacjenci, siedzący po turecku w kręgu, słyszą teraz zapewnienie, że nikt nie rodzi się homoseksualistą, bo takie urodzenie nie jest możliwe u Boga. Na innym zebraniu pastor – psycholog opowiada o roli genogramu każdego człowieka i przekonuje, że od relacji rodzinnych potomków z przodkami oraz od ich zachowań i wszystkich wydarzeń rodzinnych zależy kształtowanie chłopca i dziewczynki, mężczyzny i kobiety. Tych sesji pacjentów ośrodka jest dużo, jak dużo jest spotkań i rozmów Jareda z rodzicami podczas ich odwiedzin. Każda z rozmów syna z rodzicami jest ściśle kontrolowana. Podobnie kontroluje się rozmowy pensjonariuszy między sobą. Nikt z młodych, a już dojrzałych osób, nie może się chwalić stopniowo wygasanymi chęciami kontaktów seksualnych z osobami tej samej płci. Nie ma seksu, nie ma o nim rozmów. Twórcy filmu zadbali, by młodzi – dorośli nawet nie spoglądali na siebie pożądliwie. Widzimy jednak w filmie jedno nocne, w ciemnościach skradanie się głównego bohatera, Jareda do łóżka upatrzonego kolegi. Naprawdę – jeden drugiemu wszedł do łóżka. Wszedł tak, jakby jeden na drugiego czekał. Inny kolega to zauważył i „po koleżeńsku” doniósł terapeutom. Na najbliższej sesji Jared szczerze przysięgał, że „ do niczego nie doszło” poza wzajemnym przytuleniem się.

Dużo w filmie ostrych rozmów, pohukiwań, narzekań, nawet płaczu. W takiej atmosferze Jared opuszcza ośrodek. Nie życzy wychowawcom znalezienia wśród wychowanków płci obojga kogoś takiego, kto kłamiąc, zapewni, że się „wyleczył z choroby …” Matka poparła syna wyznaniem, że „w wychowawcy wyczuła siłę niszczycielską”, gdy się dowiedziała, że ten pensjonariusz, który nocą gościł Jareda w swoim łóżku, właśnie następnej nocy popełnił samobójstwo.

Ostatnie filmowe spotkanie ojca (baptystycznego kaznodziei) z synem. Jared już zdążył napisać, a redakcja nowojorska zdążyła wydrukować jego artykuł o beznadziejności terapii konwersyjnej w LiA. Ojciec do syna: – Zrozumiałem, że każdy podąża w życiu swoją drogą… Kocham cię, ale pycha nie daje mi spokoju, że nigdy nie zostanę dziadkiem… Syn do ojca: -Dwóch rzeczy nie potrafię zmienić – jestem twoim synem i jestem gejem. Tej ostatniej rzeczy i Bóg nie zmieni, choć On jest świadkiem, że się starałem.. Ja się nie zmienię, to ty tato musisz się zmienić.

Film Wymazać siebie, jest oparty na biograficznej opowieści Garrada Conley’a pod tym samym tytułem. Powieść jest prezentem dla tych 700 – set tysięcy młodych Amerykanów, który wierzyli (czy ciągle wierzą?), że terapia konwersyjna przemieni homo… na hetero… Moja dygresyjka: W Lublinie pewni zakonnicy w swoim klasztorze także próbują leczyć „grzech homo”. Także notują beznadziejnie efekty.

*

Tymczasem jeden rodzimy film podsuwam dla „rozrywki” – to utwór Małgorzaty Szumowskiej cenny treściowo i formalnie z rewelacyjnym tytułem W imię… W tym obrazie cisza o polskim leczeniu konwersyjnym. Natomiast wybitna autorka, obsypana filmowymi nagrodami za wcześniejsze swoje realizacje, wplotła tu wątek aktualnie bliski szczególnie polskiej publiczności : chowanie pod dywan ciężkiego grzechu społecznego. Tu właśnie biskup włóczy po Polsce zwykłego księdza jako biednego materialnie proboszcza od jednej parafii do drugiej, bo proboszcz zmaga się nie z pedofilią, ale orientacją homoseksualną. Hierarcha wie i podkreśla, że szeregowy kapłan „zrobił dużo dobrego dla Pana Boga i Kościoła”. Ekscelencja także wie, że żadna terapia nie pomoże księdzu „odmienić siebie” z tej wrodzonej orientacji (tej ostatniej opinii jednak nie wypowiada głośno). Milczy, gdy jako szef diecezji słyszy donos kierownika ogniska karno-wychowawczego na zachowanie księdza wobec młodych pensjonariuszy „ z piekła rodem” Jednak biskup mimo uczucia bezradności obiecuje „zajęcie się sprawą”. Ono polega na tym, że płaczącego kapłana czeka kolejne „przerzucenie do innej placówki”. Tymczasem w akcji filmu słyszymy nie tylko nieustanne „wiąchy” nastoletnich pensjonariuszy na wszystko, co „się rusza” w ognisku. Widzimy także malowidła „pedał” na drzwiach – pożal się Boże – mieszkania księdza. Wymalował je sprayem zresztą ten wychowanek – chyba ten – który liczył na seans seksualny właśnie z księdzem Adamem; i się przeliczył. Istotnie – ksiądz proboszcz i równocześnie kapelan „opryszków” kochał się z wzajemnością i przytulał z jednym z nich; też wyszydzanym przez resztę.

Adam Chyra znakomicie zagrał swoją rolę. Widocznie męczył się, szarpał z „własną naturą”, narzuconą, przez reżyserkę filmu. Biegał po lesie, masturbował się w wannie, by łagodzić seksualne potrzeby geja, i płakał przed siostrą, z którą rozmawiał dzięki laptopowi. Parafinom tak głosił podczas mszalnego kazania: „To Bóg dysponuje nami, a w każdym drugim człowieku jest cząstka Boga…”

*

Zatem kończę opowieść o sztukach z wątkiem homoseksualnym. Zaczynałem ją od akcji młodego dokumentalisty z gminy Zakrzówek. Wracam też na koniec do niego. Wyrażam przekonanie, że Bartosz S. uderzając także w strunę ironii, wystawia w gminie Zakrzówek na Lubelszczyźnie tabliczki z informacją „Strefa wolna od LBGT”. Chyba się nie lęka ideowych przeciwników z Reduty Dobrego Imienia i często zastanawia się – kto dysponował jego urodzeniem i przyznaną mu wtedy orientacją seksualną. Wierzy lub nie wierzy w Boga. Natomiast na pewno dawno uwierzył, że to, co boskie, lub dane od losu nie jest jednak do ludzkiej podmiany i nie do obśmiewania. Cha, cha!

Wiesław Łuka

Leave a Reply