7 VI 1969
JAN MACIEJ KAROL WŚCIEKLICA – „PRAWDZIWY TRIUMF” STANISŁAWA IGNACEGO WITKIEWICZA ZA SPRAWĄ REŻYSERA MACIEJA PRUSA W BAŁTYCKIM TEATRZE DRAMATYCZNYM IM. JULIUSZA SŁOWACKIEGO W KOSZALINIE-SŁUPSKU
Przedstawienie zostało wyróżnione siedmioma nagrodami na XI Festiwalu Teatrów Polski Północnej w Toruniu (14 – 22 VI 1969): nagrodą zespołową za przedstawienie dla Bałtyckiego Teatru Dramatycznego im. Juliusza Słowackiego z Koszalina-Słupska (Puchar Przechodni „Panoramy Północy”), nagrodami dla: reżysera Macieja Prusa, scenografa Łukasza Burnata, aktora Włodzimierza Kłopockiego (za rolę Wścieklicy), Ewy Nawrockiej (za rolę Rozalii), Kazimiery Starzyckiej-Kubalskiej (za epizodyczna rolę Velentina de Pellinee), Magdy Szkopówny-Bartoszek (wyróżnienie aktorskie za epizod(gr. epeisódios = wtrącony), 1. scena w dramacie, niemają... More w roli Zosi).
„Wreszcie z sensem” zatytułował swoją recenzję przedstawienia Konstanty Puzyna w piśmie „Polityka” (1970 nr 7 z dnia 14 II, przedruk w: Konstanty Puzyna „Burzliwa pogoda”, Warszawa 1971 – PIW, s. 106 – 110).
„Prowadziłbym na ten spektakl wszystkich reżyserów, biorących się do Witkacego. Żeby przestali partolić. Żeby z r o z u m i e l i. (…). Bo Witkacego nasze teatry grywają już masowo, sezon w sezon – ale reżyserzy partolą go na potęgę. Sięgają piętą do ucha, wysilają się na „teatr integralny”, zabawy formalne, „groteskę’ (to dno!), na „pikasy”, na surrealizm z zagranicznych folderów – tylko nie bardzo wiedzą, jaki to pisarz. Nie „czują” jego wrażliwości, rzadko też rozumieją, co ma do powiedzenia Witkacy intelektualista”.
Konstanty Puzyna szczegółowo opisał scenerię przedstawienia:
„Kiedy wchodzimy na salę kurtyna jest podniesiona, sceneria odkryta. Majaczy w półmroku. Uchodzi to ostatnio za szykowne wśród ambitnych reżyserów, od Hanuszkiewicza do Szajny, więc niechta. Scenografia jest jednak szczególna: brudne, surowe dechy, półkolista palisada z dwoma przejściami po bokach i szeroką bramą pośrodku. Ni to zagroda wiejska, ni to stodoła bez dachu.
Cała scena zawalona stosami słomy. Pniak z wbitą siekierą, przewrócone wiadro, jakieś koryto, widły, kilka beczek, drabina. Na prawej ścianie ni piec, ni w drzwi, Matka Boska Częstochowska, migocze przed nią płomień oliwnej lampki. Zapalają się reflektory, słoma nabiera ciepłej złotej barwy i równocześnie znad palisady z trzepotem zlatuje kura. Zwykła, żywa. Za nią druga. I kogut. Widownia bije brawo, drób z powagą przechadza się w słomie. I wtedy słychać wrzask: „Przepadło i się nie odmieni”. Przez bramę biegiem, tocząc koło od wozu, wpada główny bohater, Jan Maciej Karol Wścieklica.
Tak się zaczyna „Wścieklica” Witkacego w Bałtyckim Teatrze z Koszalina. Konwencja sceniczna jest znana. (..,) Ten swoisty neonaturalizm, przewroty, bo podszyty surrealistycznym doświadczeniem wywodzi się z Brechta(1898-1956) niemiecki poeta, prozaik, dramaturg i inscenizat... More, z Berliner Ensembleteatr założony w Berlinie (1949) przez >Bertolta Brecht... More. Tu jednak ma motywację prostą i wyrazistą: „Wścieklica” bowiem to sztuka wiejska.
Jedyna taka w dorobku Witkacego”. (…)
Prus z całą powagą pokazuje wieś, jaką nakreślił Witkacy i jaka przestała być literackim paradoksem. Mentalność i uczucia, ambicje są tu już inteligenckie, odruchy, gest, strój, obyczaj – jeszcze chłopskie. „Intelektualny” dialog(gr. dialogos = rozmowa), 1. podstawowa forma wypowiedzi w d... More zderza się więc natychmiast z akcją, postaciami i scenerią, dając nieustanny komizm, absurdalny i naturalny zarazem. Bez wygłupów, „pomysłów”, wyduszania śmiechu na siłę”.
W ocenie przedstawienia najwyżej wypadła reżyseria Macieja Prusa i inscenizacja plastyczna Łukasza Burnata. Najwięcej zastrzeżeń miał recenzent do gry aktorskiej, choć wskazywał też
sceny zagrane świetnie, a analizując grę aktorską, nie zapomniał o scenicznej „grze” biorących udział w przedstawieniu kur i koguta:
„(…) aktorzy grają dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More, nie farsę. Czy raczej „życie”: grają po prostu. Technicznie są zresztą wątli. Kłopockiemu jako Wścieklicy brak siły i indywidualności aktorskiej, więc choć „nagrywa” wściekły temperament niezbyt mu wierzymy. Znacznie lepsza aktorsko jest Ewa Nawrocka (Rozalia [Wścieklicowa]). Pod koniec ładnie dogania ją też, słaba początkowo, Ewa Milde-Prus (Wanda). Wszyscy jednak mają trafny rysunek roli, prowadzeni wrażliwie, z pełnym wyczuciem ironii i autoironii, ale w pierwszym rzędzie tego, co serio. Myśli i konfliktów. I grają ofiarnie. W scenie kłótni obie panie biorą się za kudły, aż miło. Tarzają się w słomie, obrzucają się nią, rozwścieczone. Nie dbają o fryzurę, o szminkę – wolne od obrzydliwej minoderii gwiazd, co zawsze muszą być „śliczne”. Wstają brudne, osypane pyłem, ze słomą we włosach – i widz oddycha z ulgą: no, wreszcie trochę prawdy.
Sceneria też gra. Dyplomaci we frakach, agitujący Wścieklicę, brodzą w słomie, jednemu długie żółte źdźbło zawisło na cylindrze. Przypadkowo. Bo Wścieklica podczas rozmowy z nimi przerzuca słomę widłami. Niestety mechanicznie: „aby przerzucać”. Podobnie rąbie „aby rąbać”, podobnie ludzie w III akcie biegają, „aby biegać”: zadania aktorskie dobrze pomyślane, bywają
reżysersko puszczone. Byłoby śmieszniejsze, gdyby z a w s z e miały wyraźny cel, choćby absurdalny; gdyby np. Wścieklica w scenie z dyplomatami uparcie budował na samym środku
stóg, który się ciągle osuwa. Cudowny za to jest moment, gdy Valentina, stołeczna kokota, w wytwornej toalecie jak z Witkacowskich obrazów siedzi w słomie na korycie, z niesmakiem patrząc na kurę, która przystanęła i obserwując ją ciekawie; obie „ogrywają się” nawzajem bez pudła.
Kurom w ogóle należą się osobne brawa. Za takt, dyskrecję, obycie ze sceną. Za cichutkie pogdakiwanie, tworzące nastrojową ścieżkę dźwiękową. I za inwencję aktorską”.
Dziś, w 50 lat po napisaniu recenzji, ciekawie, przewidująco współcześnie brzmią słowa
Konstantego Puzyny na temat wpisania w dramat przez Stanisława Ignacego Witkiewicza i wydobycia w inscenizacji przez Macieja Prusa Witkacowskiej teorii rozwoju społecznego:
„Opowiada historię chłopa, który zrobił karierę w sejmie, „zapędził w owczy róg ministra skarbu”, „cały sejm wybebeszył na ochotniczą armię”, a potem „zrobiwszy swoje na szerokim świecie, jak prawdziwy gospodarz powrócił do swojego obowiązku” i znów orze ziemię w Niewyrypach Dolnych, podczas gdy wieś go blaga, by został wójtem, a dyplomaci – by kandydował na prezydenta Rzeczypospolitej. W roku 1925, kiedy rzecz miała prapremierę opinia uznała ją dość zgodnie za satyrę na Witosa i był to jeden z powodów teatralnego sukcesu tej sztuki, największego, jaki osiągnął Witkacy za życia. (…)
Mało ważne to dzisiaj zresztą, Witos nie Witos. Ciekawsze, że w rodzimy temat chłopskiego awansu wpisał Witkacy raz jeszcze swoją teorię rozwoju społecznego. Dawne epoki – sądził – były czasem nierówności społecznej, ale i wielkich indywidualności, demokratyzacja przyniesie ich kres, mechanizację życia, zanik uczuć metafizycznych, szarzyznę społeczeństwa konsumpcyjnego. Możliwości jednostki maleją z roku na rok, ograniczane przez mechanizmy polityczne i społeczne coraz bardziej złożone i coraz bardziej anonimowe. Na razie jednak – powiadał – mamy okres przejściowy i szansę (na krótko) zyskują wszyscy: chłop i bankier, artysta i morderca. Każdy może się wybić.
Koszaliński Jan Maciej myśli podobnie jak Witkacy. Na tych myślach polega jego dramat. Stąd szamotanina, wahania, nagłe decyzje i wolty, wreszcie finałowa wygrana w wyborach, która jest taktycznie zwycięstwem, a zaś psychicznie klęską. „Nijakiej woli, psiakość zatracona, mi nie ostawili….” A Wścieklica to chłopisko silne, ambitne, zajadłe, arywista i selfmademan. Ale także rozdarty intelektualista, trochę mu się w głowie kiełbasi, lecz widzi i rozumie wiele. Barwny i niegłupi jest ten sceniczny portret Witkacego w chłopskim wcieleniu. I zarazem portret pierwszego pokolenia wiejskiej inteligencji, dla której otwarła się wreszcie droga do najwyższych stanowisk państwowych.
Sporadyczne przed wojną, podobne kariery są dziś u nas powszechne, wszyscy takich znamy. Że zaś na dodatek w grze o stanowiska zmienia się bardziej intensywność i komplikacja niż zasady, a Witkacy miał oko bystre – więc oklaski sypią się często”.
Wydarzenie, którego sprawcą był Maciej Prus, poprzedziły inne wydarzenia związane z tym dramatem(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More.
Oto w roku 1962, w 40 lat po napisaniu, „Jana Macieja Karola Wścieklicy” – „dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More w trzech aktach bez trupów” ukazał się jego pierwodruk wg maszynopisu z Biblioteki Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w pierwszym zbiorowym wydaniu dramatów Witkacego przygotowanym przez Państwowy Instytut Wydawniczy w opracowaniu Konstantego Puzyny, z jego obszernym wstępem pt. „Witkacy” (tom I s. 5 – 42) i „Nota” (tom 2 s. 635 – 653) o dziejach scenicznych 20 zebranych dramatów i 3 fragmentów umieszczonych w „Aneksie” (spośród 36 utworów dramatycznych znanych z tytułów – w tym 7 opublikowanych za życia autora), spisem dramatów jeszcze nieodszukanych (11), pomijając iuvenilia oraz 3 tytuły: istniejące niejako tylko w planach: „Nowa homeopatia zła” (1918), „Wampir we flakonie, czyli Zapach welonu” (1926), „Tak zwana ludzkość w obłędzie” (1938).
A wcześniej wydarzeniem były dzieje dwóch inscenizacji „Wścieklicy”, których powodzenie ściśle związało się z odczytywaniem aluzji politycznych dramatu do postaci premiera Wincentego Witosa.
Dramat Witkacego, napisany w roku 1922, doczekał się prapremiery 25 lutego 1925 roku w Teatrze im. Aleksandra Fredry na ulicy Śniadeckich w Warszawie (dawniej Kaliksta, siedziba teatru działającego w latach 1918-1928 pod różnymi nazwami), w reżyserii Jana Pawłowskiego (ur. 30 I 1878 w Radomiu, zm.7 V 1936 w Świdrze koło Warszawy), aktora i reżysera, w sez. 1924/1925 kierownika artystycznego tego teatru. Przedstawienie grano ok. 70 razy: 42 razy w siedzibie, potem – korzystając z subwencji ministerstwa – w objeździe (m. in. sez. 1925/1926 przez 4 tygodnie w Poznaniu). Recenzenci podkreślali zalety inscenizacji oraz kreacji Jana Pawłowskiego w tytułowej roli Wścieklicy. O zainteresowaniu sztuką i przedstawieniem decydowały także żywe aluzje polityczne.
Druga inscenizacja dramatu odbyła się w Teatrze Małym we Lwowie 8 maja 1926 roku również w inscenizacji Jana Pawłowskiego i z jego udziałem w roli tytułowego Wścieklicy. „Kurier Lwowski” donosił wówczas: „(…) na pierwszym przedstawieniu sala była doszczętnie wyprzedana” (1926 nr 106), „Takiego zainteresowania sztuką, jakie wywołało wystawienie przez Teatr Mały sztuki Witkiewicza Lwów dawno nie pamięta” (1926 nr 108). Tym razem dodatkową przyczyną powodzenia było odczytywanie aluzji politycznych odnoszących się wprost do działalności politycznej Wincentego Witosa jako posła na sejm (i prezesa klubu poselskiego PSL-„Piast”), trzykrotnego premiera rządu (w czasie napaści radzieckiej na Polskę w roku 1921 oraz w roku 1923 i 1926), czemu autor dramatu zaprzeczał, mówiąc: „(…) mylnie posadzono mnie o chęć skarykaturowania Witosa, co mi nawet do głowy nie przyszło” (wg Jan Brzękowski „U autora „Wścieklicy”. Wywiad z St. I. Witkiewiczem”, „IKC”1925 nr 118). Ale inscenizacja lwowska zbiegła się z takimi wydarzeniami historycznymi jak wybór Wincentego Witosa na premiera (10 V 1926), utworzenie jego gabinetu (11 V 1926), zamach i przewrót majowy Józefa Piłsudskiego (12 – 14 V 1926) i podanie się rządu Wincentego Witosa do dymisji (w nocy z 14 na 15 maja 1926).
PRZYPIS
W recenzji znalazły się uwagi o przedstawieniu „Wścieklicy” z Bałtyckiego Teatru Dramatycznego im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie-Słupsku podczas Spotkań Teatralnych w Warszawie.
„Na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych spektakl koszaliński przyjęto najbardziej owacyjnie ze wszystkich prezentowanych przedstawień. Lecz i w terenie, w objeździe, ma on dobrą publiczność: słoma, kury i ambicje polityczne, któż tego nie pojmie! Nawet dyskusje o Bergsonie w tej słomie toczone ciekawią i bawią. I właściwie wcale nie dziwią: nie o takich rzeczach rozprawia się dziś na wsi między podorywką a oglądaniem red. Wilhelmiego w pudelku telewizora”. (…)
Zaraz na początku, uprzedzając burzliwy romans Wścieklicy z Wandą, kogut z kurą podczas warszawskiego występu ryzykują nawet akt(łac. actus = czyn) część dramatu, będąca względnie s... More erotyczny. Nie przeszarżowują jednakże, utrzymują się świetnie w klimacie spektaklu. Choć jest w tym przecie i aluzja, i sex, i autentyczna improwizacja, i happening, i coś z „Oh, Calcutta”, tylko w znacznie lepszym guście. A w finale, gdy już przed aktorami stoi kosz kwiatów, kogut obchodzi go w koło i w nagłym podskoku skubie gałązkę asparagusa: dobry, stary komik, co na końcowe bisy zawsze chowa jakiś „greps”.
Podkreślam te przypadkowe uroki, bo wnoszą szczególny ton w naturalistyczną scenerię przedstawienia. Świeżość niespodzianki? Nie tylko. Spoza wsiowej codzienności, chłopsko-politycznej i kulturalno-słomiano-kurzej wyłania się czasem osobliwe drugie dno: przewrotna dziwność, liryczna, smutno-śmieszna, nie bardzo uchwytna. Licho wie, jak to nazwać”.
Bożena Frankowska
BIBLIOGRAFIA:
– Stanisław Ignacy Witkiewicz, „Teatr”. Wstęp do teorii Czystej Formy w teatrze”, Kraków 1922;
– Stanisław Alberti, „Teatr Formistyczny St. Ign. Witkiewicza w Zakopanem”, „Kurier
Literacko-Naukowy” 1925 nr 40;
– Tadeusz Żeleński–Boy, „Jan Maciej Karol Wścieklica” w Teatrze im. Aleksandra Fredry w
Warszawie, „Kurier Poranny” 1925 nr 31 z 31 I (zapowiedź premiery), nr 57 z 26 II
(recenzja i uwagi o sztuce) oraz „Niedyskrecje teatralne” nr 58 z 27 II; przedruk w: „Flirt z
Melpomeną Wieczór piąty”, Warszawa-Kraków 1925;
– Piotr Grzegorczyk, „Dzieło pisarskie St. I. Witkiewicza”, druk w tomie: „St. I. Witkiewicz.
Człowiek i dzieło”, Warszawa 1958;
– Andrzej Władysław Kral, „Bardzo dobry Witkacy”, „Teatr” 1969 nr 18, s. 8-9;
– Małgorzata Ruda, „Krytyk i dwie burzliwe pogody”, „Pamiętnik Teatralny” 1978 z. 4, s. 483-
502;
– Małgorzata Sugiera, „Konstanty Puzyna: poszukiwanie prawdziwego teatru”, druk w: „Krytycy
teatralni XX wieku. Postawy i światopoglądy”, Wrocław 1992, s. 219-323.
