Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

100 × 100. ARTYŚCI I WYDARZENIA: 100 RAZY TEATR POLSKI NA STULECIE POLSKI ODRODZONEJ I NIEPODLEGŁEJ (56) Bożena Frankowska

29 września 1957

IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA” W TEATRZE DRAMATYCZNYM W WARSZAWIE W REŻYSERII HALINY MIKOŁAJSKIEJ Z BARBARĄ KRAFFTÓWNĄ W ROLI TYTUŁOWEJTEATRALNY DEBIUT WITOLDA GOMBROWICZA

Prapremiera „Iwony księżniczki Burgunda” w Teatrze Dramatycznym odbyła się w dwadzieścia lat po wydrukowaniu dramatu w „Skamandrze” (1938 nr 93/95, s. 70-91 oraz 96/98 s. 154-179) i omawianego przez Karola Irzykowskiego w „Roczniku Literackim” 1938” (s. 68) oraz „Przeglądzie dramatów książkowych” w „Gazecie Polskiej” (1939 nr 234-235).

Teatr Dramatyczny w Warszawie miał siedzibę w Pałacu Kultury i Nauki od 1955. Początkowo działał pod nazwą Teatr Domu Wojska Polskiego (przeprowadzony z ul. Królewskiej 13a), w 1957 roku zmienił nazwę na Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy. Specjalizował się w wystawianiu polskiego i zagranicznego repertuaru współczesnego – od Bertolta Brechta do Eugene Ionesco, Jean Anouilha, Friedricha Durrenmatta, Jean Paul Sartre’a, od Sławomira Mrożka, Tadeusza Różewicza, Zbigniewa Herberta. Ireneusza Iredyńskiego do Witolda Gombrowicza i Stanisława Ignacego Witkiewicza. Więc po „Iwonie” dał także polską prapremierę „Ślubu” Witolda Gombrowicza (5 IV 1974 – w dziesięć lat po prapremierze światowej w Theatre Recamier w Paryżu, styczeń 1964; znanego z wydań w 1947 roku w Buenos Aires – po hiszpańsku, 1953 w Paryżu – jako tom 1 Biblioteki „Kultury” i 1957 w Warszawie w wydawnictwie „Czytelnik”. Potem wznowił „Iwonę” (5 II 1975) i wystawił „Operetkę” (8 V 1980 – w pięć lat po prapremierze polskiej w Teatrze Nowym w Łodzi (13 IV 1975; prapremiera światowa odbyła się 17 XI 1969 w Teatro Stabile w Aquila; druk w Paryżu, 1966, podobnie jak pierwsze wydanie zbiorowe tych trzech dramatów w „Dziełach zebranych”, Paryż 1971 – tom V pt. „Teatr”).

Sam Gombrowicz streścił fabułę „Iwony” w „Rozmowach”, gdy w latach sześćdziesiątych, po inscenizacjach europejskich, pojawiły się komentarze prasowe nie zawsze trafnie odczytujące sens utworu:

Książę Filip, następca tronu, spotyka na spacerze to dziewczę niepociągające… odpychające… Iwona jest rozlazła, apatyczna, słabowita, nieśmiała, nudna. I trwożliwa. Książę od pierwszej chwili nie może znieść tego, że musi nienawidzić nieszczęsnej Iwony i wybucha w nim bunt przeciw prawu natury, które młodzieńcom nakazuje kochać tylko powabne dziewczęta. – Nie poddam się temu, Będę je kochał! – rzuca wyzwanie swej naturze i zaręcza się z Iwoną.

Iwona, wprowadzona na dwór królewski jako narzeczona księcia, staje się czynnikiem rozkładowym. Obecność niema, zastraszona, jej rozlicznych defektów, sprawia, że każdemu przychodzą na myśl własne jego utajone braki, brudy, grzeszki… I wkrótce dwór zamienia się w wylęgarnię potworności. I każdy z tych potworów, nie wyłączając księcia, poczyna dyszeć żądzą zamordowania nieznośnej Cimcirymci. Dwór mobilizuje w końcu wszystkie swoje blaski , wszystkie wyższości i wspaniałości i „z wysoka” ją zabija”.

Szczepan Gąssowski w sylwetce „Witold Gombrowicz” w książce „Współcześni dramatopisarze polscy1945-1975: 37 sylwetek”, rozwija to autorskie streszczenie o uwagi Witolda Gombrowicza na temat realizacji scenicznej zamieszczone przy pierwodruku dramatu w „Skamandrze”:

Gombrowicz dodał w uwagach odautorskich (w pierwodruku tekstu), aby tę „przykrą osnowę sztuki” zneutralizowały „elementy groteski i humoru” i żeby nie grać „zanadto serio”.

Przykładał wagę do swoistej formy, nie do fabuły (zresztą nieumiejscowionej w czasie ani w przestrzeni), a więc i tu stosował fundamentalną zasadę swojej twórczości literackiej. Zaproponował rodzaj groteski, ale w realistycznej scenerii, aby nie zatracić „trzeźwości i naturalności w psychologii osób i w akcji”, gdzie śmiech przechodzi w powagę. Tragikomiczność „Iwony” wynika także z różnorodności zastosowanych środków wzajemnie się nakładających na zasadzie nieskrępowanej niczym gry, bo o tę grę tu głównie chodzi. W sytuacjach farsowych (np. zawiązanie akcji jak w farsie), w absurdalnym w swej niedorzeczności postępowaniu otoczenia wobec Iwony, która swym dziwacznym zachowaniem wszystkim robi „gębę”, prowokując cały dwór do ogłupiającej maskarady, a także intrygi zakończonej groteskowym morderstwem, mamy przykład teatru Gombrowicza. Także problematyki całej jego twórczości, gdzie człowiek ukazany jest w relacji do otoczenia – „stwarzany” przez drugiego człowieka, a w tym procesie „stawania się” demaskuje się jego gra, sztuczność, jego skrępowanie narzuconą formą. Ta gra „gra luster i masek” to „wielkie wiązanie Formy” (przez duże „F”), obecne w całej twórczości Gombrowicza (…)” ( s. 153).

Przedstawienie „Iwony” w Teatrze Dramatycznym recenzowali m.in. Edward Csató „Teatr lat trzydziestych” („Sztandar Młodych”, 3 XII 1957, przedruk: Edward Csató, „Interpretacje. Recenzje teatralne 1945-1964”, Wybór i posłowie – Jerzy Timoszewicz, Wstęp pt. „Krytyk przenikliwy” Marta Fik, J. T. [Jerzy Timoszewicz], „Nota biograficzna” oraz „Bibliografia” prac Edwarda Csató i prac o Edwardzie Csató, Warszawa 1979, s. 337-339), Konrad Eberhardt, „Próba sceny Gombrowicza” („Orka” 1957 nr 28), Zygmunt Greń, „Sztuka i życie praktyczne” („Życie Literackie” 1958 nr 1), August Grodzicki, „Ludzie „upupieni” („Życie Warszawy” 1957 nr 287), Jaszcz [Jan Alfred Szczepański], „Filidor dzieckiem podszyty” („Trybuna Ludu” 1957 nr 341), Andrzej Kijowski, „Hamlet okresu dojrzewania” („Teatr i Film” 1958 nr 2 – „List z widowni”), Jan Kott, „Pełnoletnia „Iwona” („Przegląd Kulturalny” 1958 nr 2, przedruk: Jan Kott, „Miarka za miarkę”, Warszawa 1962, s. 83-87), KTT [Krzysztof Teodor Toeplitz], „Gdyby Szekspir był Polakiem” („Nowa Kultura” 1957 nr 50), Wojciech Natanson, „Tragedie niesmaku” („Teatr i Film” 1958 nr 1, s. 4-8). Niemal wszyscy najpierw tłumaczyli treść utworu, opisywali jego formę i postaci, a dopiero potem przedstawienie i grę aktorów.

Edward Csató wskazywał romantyczny rodowód dramatu, jego odkrywczość psychologiczną i oryginalność formy:

Gombrowicz nie operuje w „Iwonie” trudnymi do uchwycenia konwencjami, jej forma przypomina raczej niektóre komedie romantyczne. Trudna natomiast, bo nowa i pod wielu względami oryginalna, jest jego psychologia. Zasadniczą tezę utworu można by z dużym uproszczeniem streścić w taki sposób: ludzka psyche nie istnieje jako coś bezwzględnego, jest nieustannie stwarzana przez kontakt z innymi ludźmi. Np. mądrość czy odwaga nie są naszymi stałymi cechami, lecz jedynie bywamy mądrzy lub głupi, odważni lub tchórzliwi, zależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy wobec innych.

Przedstawienie, zwłaszcza w pierwszej części, sprawia wiele radości. Dodajmy do tego radość z debiutu reżysera. Jej praca jest wcale nie debiutancka, wyróżnia się dużą umiejętnością wydobywania aktorskiego wyrazu i co równie ważne, jasnym i wyraźnym podaniem sensu tej niełatwej sztuki” (Edward Csató, „Tydzień lat trzydziestych”, cyt. wg przedruku w: Edward Csató, „Interpretacje. Recenzje teatralne 1945-1964”, Warszawa 1979, s. 339).

Wojciech Natanson, oprócz rozważań teoretycznych, najdokładniej i najplastyczniej opisał przedstawienie i role aktorskie w szkicu pt. „Tragedie niesmaku”, poświęconym „Fedrze” Jean Racine` a w Teatrze Narodowym i „Iwonie” w Teatrze Dramatycznym (Wojciech Natanson „Tragedie niesmaku”, „Teatr i Film” 1958 nr 1, s. 4-8, przedruk w: Wojciech Natanson, „do trzech razy sztuka”, Kraków 1958, s. 176 – 187).

Jan Kott, charakteryzując postać Iwony, wskazywał także liczne odkrycia psychologiczne dramatopisarza:
„Gombrowiczowska Iwona ma w sobie coś z okrutnych i przewrotnych sztuczek pisanych w szkole, na lekcjach, za plecami kolegów. Są one zwykle groteskowe i karykaturalne, rozprawiają się z nauczycielami, wyszydzają młodszych braci i starsze siostry, próbują ośmieszyć literaturę i historię; w istocie są próbą rozprawy z całym światem (…). Parę razy zdarzyło się, że takie sztuczki pisali genialni chłopcy. (…)

Gombrowiczowska „Iwona” napisana była przez pisarza bardzo już świadomego, ale zostało coś w niej ze szkolnej mściwości, szkolnych obsesji i sztubackich kawałów. (…)

Iwona jest niedokrwista i anemiczna, nie bierze udziału, uparcie milczy, wypada z każdej roli. Ale istnieje. Jej obecność, samo jej istnienie jest nieustannym wyzwaniem. Zmusza wszystkich, aby się nią zajęli, prowokuje do drwiny albo litości, do wyboru postawy, ale wszystkie konwencjonalne uczucia, gesty, sytuacje stają się niedorzeczne wobec jej odmowy wzięcia udziału. Sama obecność Iwony upokarza wszystkich, przestają się jak gdyby mieścić w sobie, zmuszeni są odgrywać coraz głupsze role, brnąć w coraz bardziej niedorzeczne sytuacje. Muszą patrzeć na siebie jej oczami i wtedy z każdego wyłażą rzeczy wstydliwe, nieprzystojne i głupie.

Wszyscy są przez Iwonę upupieni, każdy czuje, że mu rośnie jakaś potworna gęba. Tylko śmierć Iwony może uwolnić wszystkich od tego koszmaru. Żeby zabić Iwonę, trzeba znowu sprawić sobie odpowiednią gębę, wyjść ze stereotypów umowności, stworzyć sytuację morderstwa. Ale ta sytuacja jest także niedorzeczna, nie mieści się w konwencjach, grozi śmiesznością, jest wewnętrznie upokarzająca. Żeby zamordować Iwonę, trzeba się przebrać za Hamleta albo Lady Makbet. Trzeba się upatetycznić. Jednym z najświetniejszych pomysłów Gombrowicza jest scena, w której Królowa, aby się wewnętrznie ośmielić do otrucia Iwony, czochra sobie włosy i maże twarz atramentem. Wchodzi w szekspirowską rolę, wskakuje w gotowy schemat – jednocześnie literacki i sztubacki.

Takich odkryć psychologicznych jest w „Iwonie” wiele. Wywodzi się ona z ducha „Króla Ubu”, ale jej filozoficzna problematyka jest o wiele dojrzalsza i bardzo współczesna. „Iwona” czekała na swoją prapremierę dwadzieścia lat i jest dzisiaj pełnoletnia. Nie zestarzała się, stała się jedynie bardziej klarowna. Na ten właśnie typ intelektualnej groteski i przekornej mądrości stajemy się coraz wrażliwsi.

Krafftówna w roli Iwony była doskonała; limfatyczna, przewrotna i tak drażniąca, że sam miałem ochotę ją zabić. Rzeczywiście istniała, prowokowała swoją nieokreślonością. (…).

Halina Mikołajska pięknie wybrała swój reżyserski debiut. Dawno już tak się nie śmiałem i nie wychodziłem z poczuciem tak wyraźnej satysfakcji. Szkoda tylko, że zagrano „Iwonę” w dużej sali. Gatunek sztuki i typ inscenizacji wymaga kameralności odbioru. To musi być prawie zabawa towarzyska sceny z widownią” (Jan Kott, „Pełnoletnia „Iwona”, „Przegląd Kulturalny” 1958 nr 2; przedruk w: Jan Kott, „Miarka za miarkę”, Warszawa 1962, s. 83-87).

Bożena Frankowska

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.