Rubinovas w Helu

Jeszcze dzisiaj, 20 lipca o godz. 20.00 można obejrzeć głośny monodram litewskiego aktora, Aleksandrasa Rubinovasa – KOBA podczas festiwalu Teatr w Remizie w Helu (spektakl rozpoczyna się o godzinie 20.00). Poniedziałkowy spektakl Koby, grany po polsku, zwieńczyła burza oklasków na stojąco.

Rubinovas nie po raz pierwszy gości w Polsce, wielokrotnie nagradzany i chwalony za swoje dokonania. Jest nie tylko aktorem, ale i współtwórcą festiwalu teatrów jednego aktora w Kownie – „Monobaltija”, który po latach sukcesów został pozbawiony dotacji, a Teatr Kameralny, który aktor budował wraz ze swymi niedawno zmarłym ojcem, Stanislavasem Rubinovasem, przekształcony w centrum łatwej rozrywki. Artysta pozostaje jednak wierny swemu wyborowi.

Publikujemy fragment książki Tomasza Miłkowskiego „166 monodramów”, która ukaże się jesienią tego roku, poświęcony aktorowi z Kowna.

 

 

ALEKSANDRAS RUBINOVAS

(ur. 17 września 1956 w Wilnie), aktor i reżyser, także dyrektor teatrów, absolwent moskiewskiego GITIS (1979), po studiach związany z Kownem, od lat aktor Teatru Kameralnego w Kownie, ma w swoim dorobku około 50 głównych ról w spektaklach tego teatru (w sztukach Taboriego, Ionesco, Różewicza, Głowackiego), współtwórca i dyrektor artystyczny festiwalu teatrów jednego aktora Monobaltija (pierwszy odbył się w roku 2009). W teatrze jednoosobowym debiutował monodramem Heroica albo Potępienie Prometeusza Justinasa Marcinkevičiusa (1990), wielokrotnie nagradzany na festiwalach w Sankt Petersburgu, Kijowie, Wrocławiu za monodramy: Judasz Iskariota Leonida Andrejeva (1993, I Nagroda na festiwalu Monokl, Sankt Petersburg 1997), Karzeł wg Karla P. Lagerkvista (2000, wznowienie 2005, III Nagroda Monokl 2001, Nagroda Publiczności, Kijów 2006), Kontrabasista Süskinda (2002, I Nagroda na festiwalu Monokl 2003), Spektakl po spektaklu (2006, nagroda specjalna, Monokl 2007; prezentowany z sukcesem we Wrocławiu, WROSTJA 2008, na Dolnym Śląsku i w Warszawie w polskiej wersji językowej), Koba. Niemal wszystkie monodramy aktora reżyserował jego ojciec Stanislavas Rubinovas.

 

KOBA Edwarda Radzińskiego, tłum. Daiva Čepauskaitė

reż. Stanislavas Rubinovas, scenografia Sergėjus Bocullo, Teatr Kameralny w Kownie, Litwa, wrzesień 2010

Spektakl wykonywany również w rosyjskiej i polskiej wersji językowej

I Nagroda Festiwal Monokl, Sankt Petersburg 2011

Nagroda Rady Miejskiej Wrocławia i Stowarzyszenia Współpracy Polska – Wschód 49. WROSTJA, Wrocław 2015

Nagroda Dziennikarzy 30. TSTJA, Toruń 2015

 

Z ciemności wyłania się sylwetka starego człowieka. Idzie powoli, pochylony wiekiem, z trudem posuwa się do przodu i krząta, aby przygotować herbatę. Do czajnika wkłada solidnych rozmiarów grzałkę, na dużym owalnym stole stawia płytką miskę z orzechami. Dokręca wiszącą nad stołem żarówkę, aby rozproszyć mrok. Siada i łupie kilka orzechów. Jedna z łupin pada na podłogę. Podnosi ją z wysiłkiem i wrzuca do miski. Ponownie siada. Próbuje smak orzechów. Wstaje i przybiera pozę Koby (to pseudonim bojowy Stalina z czasów przedrewolucyjnych) – staje lewym profilem do widzów, z głową lekko zadartą ku górze, wzrokiem utkwionym w świetlaną dal, a trzymany w charakterystyczny sposób dziadek do orzechów przypomina nieodłączną fajkę wodza Kraju Rad. Te wąsy, spojrzenie, władczy gest.

Poznajecie? – pyta.

Tak rozpoczyna się ta opowieść o dziwnym związku Fudżi i Koby. Ten stary człowiek to właśnie Fudżi, który swój pseudonim wziął od Fudżijamy, bo Stalinowi przypominał Japończyka. Przed laty razem napadali na poczty, aby zdobywać pieniądze dla rewolucji, teraz Fudżi snuje pełną grozy opowieść o swoim życiu zamienionym w piekło.

Edward Radziński, rosyjski dramaturg, który jest autorem tej opowieści, nie odkrywa tu wielkich tajemnic czy nieznanych stron życia dyktatora, ale rzecz dramaturgicznie skonstruował bez zarzutu, a Aleksandras Rubinovas, litewski aktor, walory te wydobył i wzmocnił. Tchnął prawdę w postać Fudżi, odmalowując jego lęk, poniżenie, oddanie i dławioną nienawiść do dawnego druha. Przywołał odważnymi kreskami postać Koby, jego sposób mówienia, gesty i stalowy wzrok, który tak paraliżował otoczenie.

W nieskomplikowanej fabule, ukazującej kaprys wszechwładnego dyktatora, który oszczędził tylko jednego ze swych dawnych przyjaciół – wprawdzie wtrącił go do więzienia za domniemane szpiegostwo na rzecz Japonii, ale po czterech latach zwolnił, a potem uczynił świadkiem swych gruzińskich nostalgii z odśpiewywaniem pieśni Suliko włącznie – przegląda się epoka komunistycznej tyranii, stworzonej w imię dobra ludzkości, ale przeciw ludziom.

Tomasz Miłkowski

Leave a Reply