O EDWARDZIE II w Starym Teatrze pisze Ewelina Drela:
Stary Teatr w Krakowie to od pewnego czasu dość specyficzne miejsce. W mieście mówi się, że straszy. Niekoniecznie duchy, ale po prostu miernota, tanie sztuczki, brak klasy i artyzmu. Ilekroć wspominam, że wybieram się tam na spektakl, słyszę pytania „Na pewno wiesz, co robisz?”. Myślałam, że tym razem wiem. Świetny, klasyczny dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More, poruszający uniwersalne, jakże aktualne dzisiaj problemy władzy, mniejszości, lojalności i zdrady, wspaniały reżyser, który nie idzie na kompromisy i dobrzy, teatralni aktorzy. To miał być udany wieczór. Niestety, nie wyszło.
Anna Augustynowicz, reżyser wybitny i znany, obiecywała namiętność, pasję i teatr w teatrze. Miała stworzyć świat. Stworzyła – w zasadzie trudno powiedzieć co dokładnie. Był to pewnie jakiś świat, ale widzowie nie bardzo otrzymali do niego zaproszenie. Wydawało się, jakby twórcy nie do końca odrobili pracę domową i nie odpowiedzieli sobie na pytanie „po co to robimy?”. Próbowali to za nich zrobić widzowie po spektaklu, z obserwacji wnioskuję, że nieskutecznie.
I wcale nie chodzi tutaj o współczesny teatr, który – dobrze zrobiony – potrafi wzruszyć, oburzyć, oczyszczać. Wystarczy wspomnieć choćby „(A)pollonię” Krzysztofa Warlikowskiego czy „T.E.O.R.E.M.A.T” Grzegorza Jarzyny, sztuki, które wcale nie były ani poprawne politycznie, ani grzeczne. Były po coś. Wszystko, co się w nich działo (czy to pruderyjne, okrutne sceny, czy rozbieranie aktora) czemuś służyło. W przypadku „Edwarda II” miałam wrażenie, że to jakaś dziwna koincydencja, zbieg okoliczności i przypadek. Zarówno reżyseria, której wydaje się, że wcale nie było, jak i gra aktorska, scenografia, której brak, muzyka. Nic tam nie grało. Dosłownie i w przenośni.
Jak już wspomniałam, działania reżyserskie wyglądały na wręcz „śladowe”. Aktorzy, lepiej lub gorzej, recytowali tekst. Czasami udało im się nawet zwracać do siebie w rozmowie, a czasem nie. Scenografii nie było praktycznie w ogóle. Pusta scena, kilka krzeseł po obu stronach, momentami pojawiające się ramy. Tak jakby próbowały uchwycić bezład i bałagan – na scenie i w sztuce. Po długich dociekaniach doszłam do wniosku, że scena była ringiem, miejscem walki między bohaterami. Wszystkie intrygi odbywały się na uboczu. Szczerze mówiąc, Marek Braun to naprawdę świetny scenograf, z pomysłem, nieoczywisty i kreatywny, który u boku Tadeusza Malaka, Krzysztofa Babickiego czy Zbigniewa Zapasiewicza, potrafił tworzyć ciekawe, dające do myślenia scenografie do „Dziadów”, „33 omdlenia” i wielu innych. Co się stało, że tym razem nie wyszło? Trudno powiedzieć.
Brak scenografii, brak muzyki i, celowy lub przypadkowy efekt braku reżyserii – to musiało doprowadzić aktorów do katastrofy. I to właściwie jest najbardziej przykre, bo klęskę odnieśli nie tylko ludzie, ale również słowo. Zdecydowanie kiepskim pomysłem (choć być może wynikającym z oszczędności) było przydzielenie aktorom po kilku ról. W momencie, kiedy nie zmieniają się kostiumy, scenografia jest uboga, a reżyser…hmm, powiedzmy, że chce grać słowem – wszystkie te postaci zlewały się w jedną masę. Jeśli ktoś nie zna dobrze dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More Marlowe’a, nie był w stanie zauważyć, kiedy pojawiała się nowa postać. W zespole Starego Teatru zatrudnionych jest 26 aktorów. Czy naprawdę nie było kogo obsadzić?
Podobnie rzecz się ma z rolą Królowej Izabeli. W spektaklu Augustynowicz zagrał ją…Błażej Peszek. To chyba ostatnio modny, dziwny trend. Być może jestem nienowoczoesna, ale gdy w zespole jest tak dużo ciekawych, pięknych, utalentowanych aktorek, czemu w JEDYNEJ roli kobiecej obsadza się mężczyznę, przebiera się go za kobietę, emanuje jego nagością i każe mu się zachowywać nienaturalnie (jak na mężczyznę oczywiście)? Czy to jakaś pochwała transwestytyzmu, biseksualności, czy czegoś jeszcze? Czy naprawdę musi przenikać na sceny, nawet do klasycznych, elżbietańskich tekstów? I w końcu, sakramentalne pytanie, czemu służy taki zabieg reżysera? Po co został zastosowany? Czy z 21 zatrudnionych aktorek nie dało się wybrać tej jednej, która mogłaby zagrać kobiecą rolę?
Aktorzy wypadli, delikatnie mówiąc, słabo. Prawdziwy talent aktora oznacza, że może on czytać książkę telefoniczną, a słuchacze chłoną każde słowo, jakby to była najlepsza powieść. W tym spektaklu, mimo znanych nazwisk, próżno szukać czegoś takiego. Niestety. Reżyser złożył cały ciężar przedstawienia na barki aktorów, znanych i cenionych, takich jak Jan Peszek, Błażej Peszek, Krzysztof Zawadzki, Juliusz Chrząstowski. Nie unieśli. Nawet gdy spróbowałam po prostu zamknąć na chwilę oczy, posłuchać tekstu, jak dobrego audiobooka – nie pomogło.
Aktorzy recytowali, a właściwie to kiepsko czytali tekst, bez zaangażowania. Pomijam już fakt, że przyzwyczajeni do serialowych standardów zupełnie zapominają, że w teatrze nie można sobie zwiększyć głośności. Nie dość, że recytowali mało atrakcyjnie, to jeszcze niewyraźnie i cicho (a słuch mam dobry). Kulminacją był już końcowy monolog młodego aktora Bartosza Bieleni. Jakby go ktoś gonił, bez szacunku dla słowa, niewyraźnie, z pomyłkami, tak szybko, że sam nie nadążał kończyć wyrazów.
Jacek Romanowski – właściwie jedyny pozytyw w całym spektaklu. Nie był ani zachwycający, ani wybitny. Był poprawny. Mówił wyraźnie, z szacunkiem do słowa, tekstu i widza. W tej żałosnej konfiguracji naprawdę się wyróżniał.
Na koniec: spektakl miał dwa plusy – był krótki i grany bez przerwy. Mimo to część widzów zdecydowała się opuścić salę w trakcie. W końcu ileż można czekać, żeby coś zaczęło się dziać? Gdyby, nie daj Boże, reżyser zdecydował się na przerwę, nie jestem pewna, czy jakiś śmiałek zdecydowałby się pozostać.
Ewelina Drela
|
Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie Christopher Marlowe „Edward II” (w przekładzie Juliusza Kydryńskiego)
Reżyseria i opracowanie tekstu – Anna Augustynowicz Scenografia – Marek Braun Kostiumy – Wanda Kowalska Dramaturgia(gr. dramatourgia), 1. twórczość dramatyczna, ogół utwo... More – Michał Buszewicz Reżyseria świateł – Krzysztof Sendke Obsada: Juliusz Chrząstowski, Szymon Czacki, Krzysztof Zawadzki, Błażej Peszek, Jan Peszek, Jacek Romanowski, Michał Majnicz, Bartosz Bielenia
Premiera: 31 maja 2014 Czas trwania: 1 godz. 25 min. |