TEATRALNY SEZON W KRAKOWIE

Z FOTELA ŁUKASZA MACIEJEWSKIEGO: BŁYSKI

Błyski to ślady codziennej krzątaniny umysłu

Julia Hartwig

Błyski – zamiast podsumowania. Temu zestawieniu daleko do kompletności, chociażby ze względu na zwykłą uczciwość recenzenta, który nie mógł, nie zdążył, obejrzeć wielu przedstawień o których słyszał wiele dobrego: żal mi zwłaszcza „Murzynów we Florencji” w Nowym, „Hańby” i „Panny Julii” w Teatrze Ludowym, „Kotki na gorącym blaszanym dachu” w Bagateli, „Chicago” w Variete oraz „Przybory Wasowskiego Domu Wyobraźni” w STU. Oceniam zatem tylko to, co widziałem. Oceniam zaś, nie obawiając się znaków zapytania, chaosu wątpliwości i braku skupienia. Zaufałem skojarzeniowości zamiast uważnej analizie. Ważniejsze dla mnie są bowiem tytułowe błyski, mieniące się we wspomnieniu, w pamięci, wymykające definicjom, a jednak – jak pisała Julia Hartwig – będące efektem „krzątaniny umysłu”.

Błyski na podsumowanie sezonu teatralnego, świecą światłem odbitym krakowskich przedstawień które widziałem, zapamiętałem, ról które pokochałem, muzyki wciąż brzęczącej w uszach, wizji reżyserskich czy plastycznych, wydobywających się na niepodległość spośród innych być może równie pięknych, ale mniej wyrazistych scen, pomysłów, obrazów.

Błyski – błyskawice teatru.

NAJLEPSZY SPEKTAKL SEZONU

Stanisław Wyspiański „Wesele”, reż. Jan Klata, Narodowy Stary Teatr

Tylko „Wesele” [na zdj.], żadnych wątpliwości. I aktorzy, i widzowie czują, że przechodzą tym przedstawieniem do historii. Bo jeżeli za kilkadziesiąt lat będzie wspominało się o najważniejszych dla polskiego teatru wydarzeniach dekady, zawsze, wcześniej czy później pojawi się „Wesele”. Spektakl Klaty jest najpiękniejszym teatralnym prezentem zespołowości. Obok siebie Dymna, Karkoszka, Peszek, zaraz potem Gancarczyk, Radwan, Kaim, Krzyżowski, Zawadzki, i najmłodsi – Gorol, Durman, Polak, Frajczyk, Bielenia. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Spektakl o trudnej miłości do Polski, o buncie wobec Polski, i o trudnej miłości i buncie wobec Starego Teatru. Buncie mądrym, bez zaostrzonej kosy, za to z literaturą, Wyspiańskim, ze złotym rogiem… Rebelii która jest triumfem w poczuciu klęski. Triumfem teatru i artystów „Starego” którzy w pięknym stylu, z determinacją, walczą przede wszystkim o nas, o widzów. Chcą przetrwać, szukają trudnego kompromisu, po to, byśmy mogli nadal ich kochać.

TRZY BŁYSKI AKTORSKIE:

Michał Majnicz (Arturo Ui) – Bertold Brecht „Kariera Artura Ui”, reż. Remigiusz Brzyk, Teatr im. J.Słowackiego

Tak łatwo można było się przewrócić. Skompromitować: siebie i postać. Pomysły Brzyka były ryzykowne, nie wszystkie do końca przemyślane, ale Arturo Ui w wykonaniu Majnicza okazał się partią zwycięską. Zło jest banalne, zło jest groźne a groźne również dlatego, że bywa głupie. Arturo Ui w interpretacji Majnicza rozpięty jest pomiędzy epitetami, znaczeniami, sentencjami. Samoistny, nieprzenikniony, fascynujący.

Szymon Czacki (Marcel Klerykoski) – Alberto Moravia „Konformista 2029”, reż. Bartosz Szydłowski, Teatr Łaźnia Nowa

Zagrać przeciętność w nieprzeciętny sposób? To trudne. Stworzyć z tego kreację? Prawie niemożliwe. Czackiemu się udało. W „Konformiście” jest jednocześnie obłą, bezkształtną masą, musilowskim „człowiekiem bez właściwości”, jak i ekwiwalentem odrębności. Masa się skompresowała, mimikra stała się chlebem naszym powszednim. Klerykoski chce być jak każdy, ale nie jest. Ślini się, patrząc na innych, z zazdrością lub z perwersją. W swojej transparentności chciałby się mienić. Konformista na dopalaczach.

Maja Pankiewicz (Joas) – Stanisław Wyspiański „Sędziowie”, reż. Małgorzata Bogajewska, Teatr Ludowy

Nerwoból który rozsadza czaszkę. Chłopiec z dziewczęcym sercem, muzyk, artysta, który grzęźnie w błocie, również w błocie ludzkim. Jego serce płonie, jego ciało to gorączka. W pląsach, drgawkach, nie potrafi znaleźć sobie miejsca w rzeczywistości, która nie potrzebuje wcale neurotyków, w której liczy się podaż, sprzedaż i chuć. Mały Joas w interpretacji arcyutalentowanej Mai Pankiewicz nie chce takiego życia. Woli nicość. Tam zaśpiewają mu najpiękniej. Kreacja.

NAJLEPSZA REŻYSERIA

Magdalena Łazarkiewicz – Gaetano Donizetti „Anna Bolena”, Opera Krakowska

To nie jest pierwsze spotkanie cenionej reżyserki filmowej i telewizyjnej z materią operową, ale spotkanie zaskakująco pełne i udane. Opera „Anna Bolena” Donizettiego z dosyć sztampowym librettem Felice Romani, pomimo wspaniałej muzyki, stosunkowo rzadko wystawiana jest w Polsce. Łazarkiewicz świadoma ograniczeń przestrzennych krakowskiej opery przekuwa te słabości w siłę. Jej spektakl to triumf reżyserii świadomej operowego medium. Konsekwentnie prowadzony koncept, w którym wszystko to, co oglądamy, rozgrywa się na planie filmu kostiumowego, pozwala na montażowe cięcia, wyciemnienia, zarazem uprawomocnia melodramatyczną umowność libretta. Wizualnie śpiewacy upozowani zostali na postaci z płócien Caravaggia, przenosząc medium muzyczne i teatralne w świat malarstwa i bez mała onirycznej wizji. A Karina Skrzeszewska jako Anna Boleyn zarówno wokalnie, jak i aktorsko jest po prostu wybitna.

NAJLEPSZY SPEKTAKL ZESPOŁOWY

Christiane F. „Dzieci z dworca ZOO”, reż. Sebastian Oberc, Teatr Barakah

W Teatrze Barakah na Paulińskiej czuję się jak u siebie. Tak działa to miejsce, genius loci wykreowane przez dwie wspaniałe dziewczyny – Anę Nowicką i Monikę Kufel. To samo czują chyba także artyści, bo ten sezon był chyba najciekawszy w całej historii Barakah. „Dzieci z dworca ZOO” w reżyserii Sebastiana Oberca to wyjątkowy przykład pokoleniowej wymiany talentów. Od pięknie poprowadzonych przez reżysera słuchaczy studium aktorskiego, po Romana Gancarczyka i Dawida Ogrodnika. Tekst jest trudny, dzisiaj już mocno strywializowany i pachnący naftaliną, a jednak w narkotykową odyseję Christiane F. w „Barakah” udało się tchnąć nową energię i życie. Na moim spektaklu bardzo młoda publiczność siedziała i stała wszędzie – na schodach, w przesmyku, na porozkładanych gdzie się da poduszkach. To ich-nasz spektakl. Wymieniam całą obsadę, wszystkim dziękuję i nisko się kłaniam: Paulina Michta, Paulina Napora, Ana Nowicka, Alina Szczegielniak, Ewelina Walczak, Roman Gancarczyk, Dawid Ogrodnik / Krzysztof Zarzecki / Maciej Charyton, Marcel Parysek, Dominik Stroka, Mikołaj Śmierzchalski, Damian Wierzbicki…

NAJLEPSZA SCENOGRAFIA

Małgorzata Szydłowska – Alberto Moravia „Konformista 2029”, reż. Bartosz Szydłowski, Teatr Łaźnia Nowa

W tej kategorii również nie miałem żadnych wątpliwości. Pięknych wizualnie przedstawień było w Krakowie wiele, ale błysk tylko jeden. To praca Małgorzaty Szydłowskiej w „Konformiście 2029”. Minęło już wiele tygodni od momentu, kiedy obejrzałem ten świetny spektakl, a w głowie wciąż mam obrazy. Poddaję się ich magii. Instalacja Szydłowskiej to zderzenie czegoś potężnego, pompatycznego wręcz, jakiegoś architektonicznego rozpasania, z małym, pokracznym łkaniem, który jest prawdziwym obrazem duszy konformistów. Owo zderzenie rafinady z dysharmonią, tworzą w wizji plastycznej przedstawienia rodzaj rzadko uchwytnej w teatrze pełni. Tekst mówi obrazem, a ów obraz to coś więcej niż dekoracje w teatrze. Przestrzeń prawdy na śmietniku półprawd. Scenografia która mówi.

NAJCIEKAWSZY NOWY TEKST DRAMATYCZNY

Amanita Muskaria „Tożsamość Wila”, reż. Gabriela Muskała, Teatr Ludowy

Że zdolne, to mało powiedziane, że ambitne – znowu niewystarczająca etykietka. Monika Muskała to literaturoznawczyni, wybitna tłumaczka literatury niemieckojęzycznej (Jelinek, Bernhard), Gabriela Muskała znana jest przede wszystkim ze znakomitych ról filmowych i teatralnych. Siostry Monika i Gabriela Muskały pod pseudonimem Amanita Muskaria od lat piszą wspólnie dramaty, ostatni z nich – „Tożsamość Wila” był reżyserskim debiutem teatralnym Gabrieli. To ożywcze spotkanie przybyszów z zewnątrz. Zamknięta, nieprzenikniona Nowa Huta została odkryta jak gdyby na nowo, trochę inaczej. W Hucie z Wilem (Lenin wiecznie żywy) wspomina się oldskul i soc-majaki, wprowadza jednak nowe barwy, ale i żegna ze starym, czasami zresztą to, co stare, wydaje się żywsze, mądrzejsze i celniejsze. To chmurna dziewczynka z warkoczykami o imieniu Tradycja.

Znakomity językowo, odkrywczy i świetnie zainscenizowany tekst.

NAJLEPSZA MUZYKA

Dominik Strycharski – Alberto Moravia „Konformista 2029”, reż. Bartosz Szydłowski, Teatr Łaźnia Nowa

Jeżeli spektakl w Łaźni jest sukcesem, a nie mam co do tego żadnych wątpliwości, to również dlatego, że był w nim Dominik Strycharski. Coś mniej, coś więcej niż muzyka. Fonosfera „Konformisty” to sapanie, sprzężenia, dysonanse. Szkoła Stanisława Radwana – pomyślałem. Tak jak u nadwornego kompozytora Grzegorzewskiego i Jarockiego, również w pracach Strycharskiego słychać podobny pomysł na muzykę w teatrze. Mieści się tam wszystko. Mieści i mieni. Piękne polifonie, nuty jak ta la la, ale i przestrojenia, zgrzyty i złość.

NAJCIEKAWSZY SPEKTAKL MUZYCZNY

Dorota Masłowska „Kochanie, zabiłam nasze koty”, dyplom AST, reż. Rafał Dziwisz

„Przyjaźń przez Facebook / Sport na konsoli / Seks przez kamerkę / Rozwód przez Skype’a” – w najlepszym w tym roku dyplomie krakowskiej AST, sześcioro studentów specjalności wokalno-aktorskiej, w rytm świetnych kompozycji Dawida Suleja Rudnickiego, śpiewa, rapuje, deklamuje pokoleniową powierzchowność i wyjątkowość. Rafał Dziwisz nie uronił nawet minuty, żeby dać swoim podopiecznym szansę na wybrzmienie tych namiętności.

NAJLEPSZA CHOREOGRAFIA(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u...

Weronika Pelczyńska – „Z biegiem lat, z biegiem dni [Gdzie jest Pepi]”, adaptacja(łac. adaptare = przystosowywać), przystosowanie utworu li... i reżyseria: Agnieszka Glińska, Teatr im. J.Słowackiego w Krakowie

Trochę jak w pamiętnym „Balu” Ettore Scoli, ruch wyraża emocje. Życie bohaterów przedstawienia Glińskiej nie jest techno, ani oberkiem, nie jest także silent disco, lecz dzięki fenomenalnej pracy Pelczyńskiej staje się tańcem. Ruch to także gest. Gest, wygięcie, czasami przegięcie – w tę lub inną stronę. Tak wyraża się osobowość. Felicjan Dulski, Alfons Fikalski, Gabriela Zapolska, Stanisław Przybyszewski, Michał Bałucki, Tadeusz Boy Żeleński… Jak oni tańczą. Jak żyją.

**

BŁYSK POZA SKALĄ

Agata Duda Gracz – „Stary Testament – reanimacja”, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Namiętna w tym, co robi, w ogóle namiętna. I bezkompromisowa, zawsze. W rzeczywistości teatralnej, w której mistrzowie pokroju Warlikowskiego czy Cieplaka od lat zadowalają się malutkim i sytym status quo, impet Dudy-Gracz zachwyca mnie. Bardzo tę reżyserkę szanuję. Bo co to za bezczelny pomysł, żeby przepisać sobie Stary Testament, pobawić reakcjami widzów, narzucić im swoje zdanie. I nie prosić wcale o wyrozumiałość. Metafizyka z odkrytym zadkiem. Brutalna i piękna.

Łukasz Maciejewski

Dodaj komentarz