Muzyka Nieznajomego, która (prawie zawsze) wiedzie ku Tęsknocie

Scenariusz, który powstał z miłości do słów i nut Leonarda Cohena. Unikatowy prezent dla widzów na Międzynarodowy Dzień Teatru od Łukasza Witt-Michałowskiego, Matyldy Damięckiej i silnej muzycznej grupy „pod nie byle jakim wezwaniem”, wspieranej gdzieś z Błękitu…

Po prostu „A recipe for Leonard Cohen”.

Zapraszam Cię, Drogi Nieznany Czytelniku (z zamiarem przemienienia Cię w zauroczonego Widza), w piękną, mądrą i ważną podróż pomiędzy słowami, uczuciami, emocjami, prawdą i sensem. Winnam jednak na wstępie określić ściśle ramy czasowe; zakotwiczyć je pomiędzy emocjonalnymi dźwiękami i naznaczonymi czasem słowami. Tylko takim sposobem zdołam w pełni opowiedzieć o ich twórcy. Zwał się Leonard Norman Cohen, choć w tej opowieści (i w najnowszym spektaklu Łukasza Witt – Michałowskiego) będzie nosił inne czcigodne imię: Jikan.

1992: mroczne dźwięki przyszłości

Gdy 24 listopada 1992 r. światło dzienne ujrzała płyta „Future”, Leonard Cohen dźwigał na swych barkach doświadczenie i wiedzę 58-letniego człowieka. Twórcy, barda, bacznego, wnikliwego i niepokornego obserwatora i komentatora ludzi, świata, rzeczywistości oraz wszelkich innych spraw i pojęć. Mroczne, ciężkie słowa, pełne siły, szarości, smutku, codziennej agresji i brutalności. Na przeciwległym biegunie szukanie miłości, tęsknota za bliskością, zwyczajną (coraz rzadszą w zaganianym Zachodnim Świecie) empatią, rozmową, zatrzymaniem się w pędzie, delektowaniem się pięknem i radością tu i teraz.

Cohen coraz bardziej odczuwał panoszenie się profanum, tłamszenie i bezmyślne niszczenie kolejnego sacrum. Jak gdyby cały kocioł polityczno-społeczno-narodowych przemian przełomu lat 80. i 90. XX wieku miał się skomasować w 59’ 37”, podzielonych na 9 pełnych bólu, napięć i tragedii interwałów. Mrugających od maleńkich lśnień nadziei, jeszcze nieumarłej („Anthem” czy „Waiting for a Miracle”)*.

1993: Nieznajomy, który w muzyce i słowach uparcie szukał piękna

Smutek i coraz bardziej uporczywy brak sensu duszę toczył, ale bard nie zamierzał się poddawać. Zdaje się, że właśnie tak winno się rozumieć i interpretować teksty zawarte w tomie „Stranger Music”*.

Jeszcze bronił się słowami, uczuciami, empatią. Lecz decyzja o szukaniu drogi, sensu życia, odejściu od świata, by ocalić swoje wewnętrzne lustro, była coraz bardziej nieuchronna.

People say my vision of the future is bleak. The future is here. I think the landscape that I describe in all the songs is here” Leonard Cohen (1993)*

2001: Dziesięć nowych spojrzeń na miłość, tysiące lśnień świata…

Pomiędzy jesienią 1999 a listopadem 2001, prawie dziewięć lat po „Future”, powstawał dźwiękowo-słowny hymn na cześć życia, piękna, uczuć i tęsknoty. Pełna wiary, nadziei i siły jak mało która z Cohenowskich płyt: „Ten New Songs”. Choć wiele tam też melancholii, „dojrzałej”, wynikłej z doświadczenia, życiowej wiedzy, akceptacji czasu i przemijania.*

A while ago I played the record [Ten New Songs] for two Zen monks. When it was finished they were silent for some time. Then one of them said, ‘That was as good as two weeks of session’ (an intensive meditation retreat). The other monk kept his eyes closed and only opened them when I filled his glass. Then we kept on drinking”*

1993 – 1999: Pomiędzy, czyli Mount Baldy Zen Center

Kanadyjski Żyd o litewskich korzeniach, niestroniący od wszelkich używek, wytrawny i skrupulatny obserwator życia, świata, ludzi, codzienności. Kobiety na równi ze słowami i dźwiękami były jego pasją, natchnieniem, motorem do tworzenia. Widział Piękno i Wrażliwość tam, gdzie większość nawet nie spoglądała w największym pędzie. Szesnaście miesięcy temu Mikal Gilmore w swoim eseju* nazwał go „Bardem odrzuconych, zapomnianych, zgruchotanych przez życie” – zaiste trudno się z tym nie zgodzić. Cohen znał i praktykował Kaballah, jednak to ciągoty duchowo-filozoficzne ku Wschodowi i kilkudziesięcioletnie zgłębianie meandrów Drogi Za Zen w pewien sposób uratowały mu życie.

Jesienią 1993 roku przyjechał do kalifornijskiego Mount Baldy Zen Center, szukając dla siebie nowej drogi i ratunku zarazem. Został uczniem czcigodnego Kyozan Joshu Sasaki; buddyjski klasztor opuścił dopiero wiosną 1999 r. Na sześć lat światowy Leonard Cohen przyczaił się (kurując rany, nabierając sił, rozjaśniając umysł, szukając wiedzy) w ciele buddyjskiego mnicha, któremu jego Roshi nadał imię Jikan*

Listopad 2017 – 28 marca 2018: Przepis na wyleczenie zranionej duszy barda ludzi zapomnianych

Łukasz Witt-Michałowski jest reżyserem, dla którego absolutnie każdy widz jest tyleż partnerem do teatralnego dialogu, co celem swoistej mentalno-kulturalnej „podpuchy pod włos”. Gdybym sama tego nie doświadczyła, gdyby nie okładka tomu w tłumaczeniu Daniela Wyszogrodzkiego nonszalancko wystająca spod płaszcza – tego tekstu pewnie by nie było, a ja usilnie nie zapraszałabym Cię do Lublina, byś sam sprawdził, co powstało z pracy nad zgoła niesamowitym scenariuszem teatralnym. Powstałym z miłości i pasji do piosenek Leonarda od Wiedeńskich Wież. Traktującym sześć lat życia Cohena na zasadzie „co by było, gdyby?”.

W tekście, który stworzył Łukasz Witt – Michałowski, samotnię na Mount Baldy odwiedzają przeróżni goście, każdy w ściśle określonym celu. Wszystkim jednak idzie mniej więcej o to samo. Poprzez osobę Jikana skomunikować się z Bardem, którego świat tak zasnuł mrokiem, że postanowił uciec na Jasną Świetlistą Drogę Za Zen, by tam nabrać sił, wiedzy, spokoju. Odrodzić się, nauczyć oddychać, znowu zobaczyć piękno w tęczy.

Jeśli do takiego pomysłu, rozpisanego na głosy reżysera i Matyldy Damięckiej, dodać jeszcze niezłych pięciu muzyków, Cohenowskie piosenki w oryginalnym brzmieniu (zasadniczo ten spektakl grany będzie w języku angielskim z polskimi napisami – jestem za), czegóż chcieć więcej?!

Anna Rzepa Wertmann

[fot. Maciej Rukasz]

Sprawdźże sam Czytelniku 28 marca w Lublinie na scenie Centrum Kultury, jeśli choć trochę zaintrygowałam moją opowieścią, zapraszam.

A RECIPE FOR LEONARD COHEN, scenariusz i reżyseria Łukasz Witt-Michałowski; obsada: Matylda Damięcka (wokal); Tomasz Deutryk (perkusja); Max Kowalski (kontrabas); Tomasz Kraśkiewicz (gitara elektryczna, gitara akustyczna); Konrad Ligas (akordeon); Daniel Moński (instrumenty perkusyjne); Łukasz Witt-Michałowski (wokal); scenografia Piotr Bednarski i Łukasz Witt-Michałowski; kostiumy El Bruzda; projekt plakatu Matylda Damięcka; projekcje Bart Wolniewicz; reżyseria światła Marcin „Kabat” Kowalczuk; reżyseria dźwięku Andrzej „Czopper” Czop; opieka techniczna Michał „Misiek” Mirgos; tłumaczenie scenariusza Łukasz Witt-Michałowski; tłumaczenie tekstów piosenek Jarosław Tomica; tłumaczenie tekstu piosenki „Thousands” Daniel Wyszogrodzki; Centrum Kultury, prapremiera 28 marca 2018

*https://www.leonardcohenfiles.com/lcbook11.html.

Genialnie spolszczone przez R.I.P. Macieja Zembatego oraz Macieja Kaspińskiego – http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144295/muzyka-nieznajomego.

*https://cohencentric.com/tag/the-future/

Dodaj komentarz