VIDEOTEATR POZA, czyli SIŁA KREACJI
Był 1985 rok. Zaczęło się od skandalu. Przedpremierowy spektakl prapremiery, czyli publicznego zaistnienia nowego teatru, obywał się w największej tajemnicy na małej scenie Teatru Powszechnego w Warszawie. Na ten tajny pokaz Zygmunt Hübner, ówczesny dyrektor sceny na Pradze, zaprosił starannie wyselekcjonowaną publiczność, a po spektaklu miała ona zdecydować czy to, co jej zaprezentowano, można nazwać teatrem i nadaje się do publicznego rozpowszechniania…
Pustka się wścieka – mówi Tadeusz Różewicz, przenikliwie obserwujący świat pogrążony w kryzysie wartości po katastrofie kultury, jaką był czas wojny i Holocaustu. Pustka się wścieka, rośnie, musi się zaznaczyć, znajduje więc nowe strachy, lęki, wmówienia, by rządzić światem. Straszy plagami i codziennym głupstwem, bełkotem lejącym się z gazet, setek wywiadów o niczym. Pustka, czyli co? Ciemna strona życia, nieistniejący diabeł bez kształtu, samo zło.
I aktora. I scenografa. Po prostu umiał „czytać” teatr i pisać o teatrze. Niezwykle wnikliwie i niebywale uczciwie. Zygmunt Greń. Odszedł 17 sierpnia 2012. Dla wielu krytyków teatralnych i publicystów (w tym dla mnie) Mistrz i mentor. Człowiek zawsze wzbudzający szacunek. I krytyk zawsze wzbudzający szacunek. Rzetelny, niebywale uczciwy w swoich ocenach, nigdy nie poniżający nikogo, nigdy nie naruszający niczyjej godności, nawet gdy czyjeś dzieło oceniał bardzo surowo.
Po raz 46. we Wrocławiu, a po raz 41. podczas konkursu spotkali się teatralni samotnicy. Festiwal teatrów jednego aktora odbywał się tym razem w murach rozbudowanej i gruntownie przebudowanej, dzięki wsparciu Unii Europejskiej, PWST, wrocławskiej filii szkoły krakowskiej. Odbywał się tylko (albo aż) w trzech salach, choć możliwości szkoły są dzisiaj ogromne i zapewne można by tu odbywać festiwal w salach bez mała kilkunastu. Doprawdy imponujący obiekt, choć nie bez wad – jak dotkliwy brak płatnych bufetów, gdzie mogłoby się skupiać życie między spektaklami i zajęciami. Podobno Unia nie zezwala. Nie do wiary.
Pod koniec października w Olsztynie odbył się szósty Międzynarodowy Festiwal Teatralny Demoludy. Były to cztery bogato inkrustowane teatralnymi wrażeniami dni (17-20 października), podczas których mogliśmy oglądać spektakle z Rosji, Rumunii, Węgier, Litwy, Chorwacji i Polski. Oprócz spektakli publiczność mogła uczestniczyć w czytaniach performatywnych, spotkaniach w klubie festiwalowym oraz koncercie wyjątkowego kobiecego kwartetu Eva Quartet.
Małe zbrodnie małżeńskie (fr. Petits crimes conjugaux) – dramat Erica-Emmanuela Schmitta z 2003 roku (polska prapremiera w 2005 r. w teatrze Ateneum), od czasu jego wydania w Polsce (2005) cieszy się niezmiennie wielką popularnością w naszych teatrach. Sztukę wystawiano chyba wszędzie: w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Rzeszowie, Krakowie, Katowicach, Szczecinie, Białymstoku, Opolu, nie mówiąc już o Teatrze Telewizji (w 2006 r.).
Opening Remarks at the Theatre Beyond the Theatre Seminar, International Association of Theatre Critics Congress, Warsaw, March 2012
Czeski reżyser Jakub Krofta tuż przed premierą Madame w warszawskim Teatrze na Woli (7 lipca) ogłosił, że przygotował spektakl dla młodzieży. Przyznał się do tego mimo opinii, iż pachnie to artystycznym i frekwencyjnym samobójstwem. W środowisku uważa się bowiem, że młodzieżowej publiczności teatralnej właściwie nie ma. Prawdopodobnie to zwykły wykręt – w Polsce od bardzo dawna nikt nie ma pomysłu, jak robić teatr dla nastolatków ani też nie ma gotowego (rodzimego) repertuaru. Toteż za najbardziej młodzieżowe spektakle uchodzą realizacje Przebudzenia wiosny Petera Wedekinda, czyli tekstu sprzed stu lat. Krofta dodał jednak (asekuracyjnie?), że jego spektakl adresowany jest również do generacji, dojrzewającej w latach 60. ubiegłego wieku, a więc widzów trochę starszych od nastolatków, a to dlatego, że akcja Madame toczy się, mówiąc po Różewiczowsku, w latach naszej małej stabilizacji.
Na początku była… Deszczowa piosenka. Pojawiła się w 1929 roku. Śpiewała ją Doris Eaton Travis w rewii The Hollywood Music Box. Od razu spodobała się publiczności dlatego tego samego roku znalazła się w filmie The Hollywood Revue of 1929 (prod. MGM), wykonywana przez Cliffa Edwardsa.
Pożegnania Stanisława Dygata kończą się jak na romans przystało: główni bohaterowie, Paweł, młodzieniec z inteligenckiego domu i Lidka, była fordanserka, a teraz hrabina, oboje po dawnej platonicznej przygodzie stają przed szansą zbudowania wspólnej przyszłości. Dygat kończy więc powieść ironicznie, buntownik bez przyszłości wybiera bezpieczne życie. Ten, który w proteście przeciw uładzonemu życiu (gdzie przestrzega się złotej zasady: „Świata nie zmienisz”), ucieka z rodzinnego gniazda z poznaną w klubie fordanserką, potem zostaje karnie zesłany przez rodzinę na studia do Paryża, a po doświadczeniach okupacji i uwięzieniu w obozie koncentracyjnym czuje, że świat się skończył, okazuje się na koniec buntownikiem malowanym. Opowieść Dygata staje się w ten sposób ironicznym komentarzem do młodzieńczych buntów, skazanych z góry na jałowość.
Ci, którzy spodziewają się po Annie Kareninie, premierze otwierającej nowy sezon w warszawskim Teatrze Studio, wielkiej epickiej opowieści, na podobieństwo chociażby tej z filmu Aleksandra Zarchiego z pamiętną rolą Tatiany Samojłowej jako Anny Kareniny, zawiodą się. Niemniej spektakl w reżyserii Pawła Szkotaka zrealizowany na podstawie adaptacji słynnej powieści Lwa Tołstoja autorstwa brytyjskiej pisarki Helen Edmundson (przekład Jacek Poniedziałek) zaczyna się filmowo od szerokiego kadru.
Dla bohatera Rodziny Połanieckich, ale i dla Henryka Sienkiewicza kobieta trzydziestoparoletnia była właściwie staruszką. Mniej więcej pół wieku temu cenzus starczy przesunął się w okolice pięćdziesiątki. Simone de Beauvoir odnotowywała wówczas: Zadrżałam, kiedy miałam 50 lat i pewna amerykańska studentka przekazała mi słowa swojej koleżanki: „Przestań, Simone de Beauvoir to staruszka!”.
Czy można wystawić Szekspirowską Burzę w pięć osób? Igor Gorzkowski dowodzi, że można, choć to – jak zawsze – adaptacja, tym razem ograniczona liczbą bohaterów.
Z Andrzejem Strzeleckim rozmawia Tomasz Miłkowski
Monodram Marcina Kwaśnego Rozkwaś Polaka! (tekst Wojtka Miłoszewskiego w reżyserii Marty Ogrodzińskiej-Miłoszewskiej) to nowa propozycja Fundacji Między Słowami i firmy producenckiej Lemmonshot na otwarcie sezonu teatralnego 2012/2013.
Posezonowy bilans osiągnięć i porażek aktorskich już po raz piętnasty z rzędu prezentowany przez Tomasza Miłkowskiego.
Z punktu widzenia geografii, trudno sobie wyobrazić, żeby cokolwiek takiego czy podobnego mogło łączyć nasze miasto z Helem. Okazuje się jednak, że odległość nie jest przeszkodą, by tak być mogło, szczególnie jeśli do tego połączenia dochodzi na płaszczyźnie teatralnej. Tak więc od tego roku do końca świata i jeden dzień dłużej – jak rzekł burmistrz Helu Mirosław Wądołowski – będzie istnieć silna więź za sprawą osoby Wiesława Gerasa – pomysłodawcy i wieloletniego organizatora Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora oraz Ogólnopolskiego Festiwalu TJA, a także przeglądów w Toruniu i Warszawie, ojca kilku przeglądów mono zagranicą; obecnie również organizatora Spotkań Teatrów Jednego Aktora w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej Helu. Ten nowy wątek w czterdziestopięcioletniej pracy na rzecz rozwoju ruchu teatru jednoosobowego okazał się zaskoczeniem nawet dla samego zainteresowanego.