Przejdź do treści

Yorick


Przegląd Teatralny i Literacki
ISSN 2080-9980

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Nudne żerowisko w Teatrze Wybrzeże

Oskalpowany Farenheit 451 – ocenia Alina Kietrys:

Różne rzeczy widziałam w teatrach w ciągu wieloletniego sekundowania poczynaniom artystów. Staram się zazwyczaj szukać tzw. dobrych stron w twórczych propozycjach, ale też zdarza się, że kończy się moja taryfa ulgowa, szczególnie jeśli to teatr zawodowy i z aspiracjami. Tak było tym razem. Teatr Wybrzeże z wielkim zadęciem zapowiadał spektakl Fahrenheit 451 , który przygotowywał reżyser „zdolny i utalentowany”. Marcin Liber, nagradzany 45-latek, obdarzony „Laurem Konrada” tym razem związał się literacko, a ściślej dramaturgicznie z Marcinem Cecko, 35-letnim byłym poetą neolingwistycznym i dramaturgiem, który współpracował z sukcesami przez kilka ostatnich lat z Krzysztofem Garbaczewskim. W tym duecie zasłynęli m.in. realizacją wychwalanego spektaklu Życie seksualne dzikich wg tekstów antropologa Bronisława Malinowskiego i nagradzaną Iwoną księżniczką Burgunda Gombrowicza. Sława i wcześniejsze sukcesy były więc artystyczną rękojmią pary Liber – Cecko.

Dowiedz się więcej »Nudne żerowisko w Teatrze Wybrzeże

CIERŃ

Ten spektakl boli, uwiera jak tkwiący pod skórą cierń. Stawia pytania, na które nie ma dobrych odpowiedzi, na które chyba w ogóle nie ma odpowiedzi.

Przedstawienie „… coś jeszcze musiało być”, reżyserująca je na scenie Teatru Żydowskiego, Izabella Cywińska utkała z prozy Hanny Krall. Ułożyła z tekstów dających świadectwo czasu Holokaustu, mówiących o zagładzie, o zbrodni, o najtragiczniejszych wyborach przed jakimi człowiek stawiał człowieka.

Dowiedz się więcej »CIERŃ

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: RYTUAŁ SPEŁNIENIA

Przesłuchanie jakich wiele. Oskarżający i oskarżeni. On wydaje się dziwnie usłużny, oni podekscytowani, niezdarni. Są aktorami, ale źle grają wyluzowanie. Tak zaczyna się Rytuał Ingmara Bergmana w reżyserii Iwony Kempy w Teatrze im. Słowackiego.

Oskarżonymi są w spektaklu artyści, nieszczególnie wybitni, za to na pewno niestabilni emocjonalne. A kim jest oskarżyciel w przejmującej kreacji Sławomira Maciejewskiego? Może sumieniem, może lustrem, albo zwykłym urzędnikiem. Jak to u Bergmana, żadnych pewników, jasnych odpowiedzi.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: RYTUAŁ SPEŁNIENIA

Pani X przeprasza

Tomasz Miłkowski o książce Xymeny Zaniewskiej-Chwedczuk, jak się okazało pożegnalnej – ale w jakim stylu!

Może ktoś jeszcze pamięta – był taki show w telewizji, a wcześniej inny – Stawka większa niż szycie, poświęcony modzie.

Zaraz po transformacji Xymena Zaniewska-Chwedczuk stworzyła ten telewizyjny magazyn, w którym prezentowano rozległe możliwości polskiego przemysły tekstylnego i oferty modowej, zakorzenionej w rodzimej tradycji, a zarazem nowoczesnej. Program wabił kolorem, rozmachem, urodą kolekcji, zadziwiał. Zachęciła pomysłodawczyni i autorka polskie fabryki tekstylne do współudziału w tworzeniu tego magazynu i wyglądało na to, że może wyjdą one z zawieruchy ekonomicznej transformacji obronną ręką. Inny jednak los przewidział dla nich pan Balcerowicz i fabryki poznikały jedna po drugiej, a wraz z nimi program Zaniewskiej. Po polskim włókiennictwie, słynnym na cały świat pozostały tylko wspomnienia.

Dowiedz się więcej »Pani X przeprasza

„…coś jeszcze musiało być” w Teatrze Żydowskim – kolejny powiew zmian

I znowu o Żydach… – mówią postacie na scenie, otwierając spektakl. I znowu o Żydach, przeczytam potem w komentarzach internetowych. W dodatku w kontekście Zagłady. No właśnie – o Żydach… Czy jednak, widząc paloną na wrocławskim rynku kukłę, nie chce się krzyknąć, że to wciąż za mało? Że może „Harry Potter” jest całkiem niezłą powieścią, ale niekoniecznie obowiązkową w lekturach szkolnych. Nie kosztem np. Hanny Krall. Nauka o godności człowieka, o jego społecznej afiliacji, niezależnie od religii, narodowości, czy koloru skóry musi być wpajana od wczesnej młodości. Inaczej pozwalamy na arogancję kolejnych pokoleń.

Dowiedz się więcej »„…coś jeszcze musiało być” w Teatrze Żydowskim – kolejny powiew zmian

Hamlet wg braci Presniakow

Tomasz Miłkowski o spektaklu „Udając ofiarę” w reżyserii Krystyny Jandy w Och-teatrze:

Minęło 10 lat od polskiej prapremiery tej sztuki, która już wcześniej triumfalnie obiegła wiele scen europejskich. Rosyjski Hamlet, bo tak pisano o dramacie barci Presniakow, ukazywał świat pogruchotanych wartości, jakie pozostały po pierestrojce. Odwrót od komunizmu otwierał drogę w nieznane. I o tych czasach, kiedy dokonano mordu na starym porządku (jak na Hamlecie czy ojcu Wali), opowiadają autorzy, strwożeni światem, który wypadł z formy. Jak u Szekspira. Wszystko to, rzecz jasna, w tonacji groteskowej, ale z przymieszką rosyjskiego liryzmu.

Po 10 latach Krystyna Janda wraca do tej sztuki, ale zaciera bezpośrednie związki z epoką bolszewicką. Rezygnując z odniesień do tamtego poukładanego (choćby na opak) świata odnajduje w utworze braci Presniakow opowieść o zderzeniu pokoleń, o pustce, jaka wyziera z ideałów neokapitalizmu. Nasz bohater, Hamlet-Wala (Adam Serowaniec) nie może się w tym zmieścić i dlatego musi ten świat unicestwić.

Dowiedz się więcej »Hamlet wg braci Presniakow

Dyptyk Williamowo (nie)poskromiony. Część pierwsza, szczera, kielecka: Być i Współodczuwać nad Mieć

O ukochanej sztuce Williama Shakespeare’a, doścignięciu krytyczki przez inscenizację, wyrastaniu z nadmiaru rzeczy i dojrzewaniu do szczerych uczuć. „Poskromienie złośnicy” w reżyserii Katarzyny Deszcz na scenie kieleckiego teatru im. Stefana Żeromskiego okiem, duszą i piórem Anny Rzepa Wertmann.

Historia o zagubionym spektaklu

Wrzesień 2014 roku, po osiemnastu latach budowy Gdański Teatr Szekspirowski nareszcie otworzył podwoje – pierwszy Festiwal „na własnej podłodze i pod własnym dachem (i to jakim…). Dla mnie mój własny pierwszy w życiu, wyczekany „Szekspirowski”! Tak skutecznie robiłam za „latającą krytyczkę”, iż nie ustrzegłam się gafy debiutantów: terminy nałożyły się na siebie, oba były zbyt ważne. Takim to sposobem „Poskromienie złośnicy”, które Katarzyna Deszcz wyreżyserowała na kieleckiej scenie „Żeromskiego” w kwietniu 2014 roku (by potem przywieźć je do Gdańska i koniec końców dostać wespół z zespołem za tę inscenizację Złotego Yoricka), doścignęło mnie (gapę nie krytyka!) w …ostatni piątek stycznia 2015 r.

Dowiedz się więcej »Dyptyk Williamowo (nie)poskromiony. Część pierwsza, szczera, kielecka: Być i Współodczuwać nad Mieć

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ

Nie boję się Virginii Woolf ze spektaklu Jacka Poniedziałka w Teatrze Polonia. Nie boję się jej, bo irytuje mnie i nudzi.

Poniedziałek w dużym stopniu jest współodpowiedzialny za nowy boom w polskim teatrze na klasyczną amerykańską dramaturgię. Jego przekłady sztuk Tennesse’go Williamsa, również „Kto się boi Virginii Woolf?” Albee’go, przywróciły blask tej nieco już zapomnianej literaturze. Jeden z aktorskich symboli nowego polskiego teatru, jako tłumacz nie bawi się w grandilokwencję. Jest niegrzeczny i błyskotliwy, niekiedy wulgarny, zawsze przejmujący. Udała się także pierwsza duża reżyserska praca Jacka Poniedziałka, który po kilku niezależnych próbach, w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu wspaniale wyreżyserował „Szklaną menażerię” Williamsa. Można było oczekiwać, że „Kto się boi Virginii Woolf?” będzie co najmniej podobnym spełnieniem. Nic z tego.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: NIE MA SIĘ CZEGO BAĆ

Stracona szansa, czyli pięknie wyedytowana biograficzna wydmuszka

Miała być (w zamyśle) biografia Jerzego Jarockiego: reżysera tyleż wielkiego, wyjątkowego, co kontrowersyjnego. Przez autorstwo brata spodziewano się tekstu dokładniejszego, bardziej wiarygodnego, wnikliwszego. Na ile wartościową dla widza i miłośnika teatru jest „Kogo szukał, czego chciał. Rzecz o Jerzym Jarockim.” Roberta Jarockiego?

Najpierw będzie o plusach tego tomu, dzięki jednemu z nich trafił bowiem w moje ręce. Naprawdę piękna, wysmakowana szata edytorska, która kusi już od pierwszego spojrzenia na okładkę. Lubię książki dopracowane w każdym calu, stanowiące małe dzieła sztuki; lektura winna być także swoistym kontaktem ze sztuką, dzisiaj już coraz rzadszym. Turkus wabi oko, czerń i grafitowa szarość stanowią świetne tło dla portretu zamyślonego Jerzego Jarockiego. Strój, mowa ciała i skupiony wzrok sugerują „przebywanie w Galaktyce Melpomeny i Tespisa”; uwaga, powoli i w bólach rodzi się tu materia sceniczna!

Dowiedz się więcej »Stracona szansa, czyli pięknie wyedytowana biograficzna wydmuszka

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: MARGINESY

POWIEDZ SWÓJ TEKST w reż. Glena Cullena w Teatrze Bez Rzędów

Czasami warto zboczyć z głównego, utartego szlaku recenzenckich wycieczek i rozejrzeć się po marginesach. Z dala od teatrów repertuarowych, obłaskawionych przez krytyków, bo już z widzami bywa różnie, działają w Krakowie liczne zespoły nieinstytucjonalne. Spotkanie z tego rodzaju twórczością może okazać się bardzo pouczające.

Na krakowskim Kazimierzu, w Teatrze Bez Rzędów przy ulicy Krakowskiej, obejrzałem spektakl Powiedz swój tekst w reżyserii od jakiegoś czasu dobrze zadomowionego w Polsce Glena Cullena, artysty związanego z amerykańskim teatrem niezależnym.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: MARGINESY

Politycy i sztuczna krew

Tomasz Miłkowski o premierze JULIUSZA CEZARA w warszawskim Teatrze Powszechnym:

Manipulacja, demagogia, cyniczna gra, wszystkie chwyty dozwolone. To nie jest świat miłych pań i panów, choć niektórzy uchodzą za szlachetnych. Za ludzi honoru. To świat polityki, w którym liczy się tylko zwycięstwo.

Taki obraz rzeczywistości wyłania się ze spektaklu Barbary Wysockiej w Teatrze Powszechnym, choć Szekspir został tu przykrojony do wymiarów naszych czasów. Kończący spektakl fragment z wystąpienia Wojciecha Jaruzelskiego, ogłaszającego wprowadzenie stanu wojennego, miał uświadomić opornym widzom, że mowa tu była o polityce dzisiaj uprawianej. Takie uwspółcześniające doraźne podpórki są świadectwem niewiary we własne siły. Skoro przez dwie godziny nie udało się widzów przekonać, aby zaczęli się bać, to na koniec trzeba ich ich postraszyć Generałem: Uwaga, autorytaryzm nadchodzi, jak grzmiała jedna z posłanek w naszym Sejmie.

Dowiedz się więcej »Politycy i sztuczna krew

Wizja lokalna Hamleta – „Udając ofiarę” w reż. Krystyny Jandy na deskach Och-Teatru

Tomasz Domagała pisze na swoim blogu http://domagalasiekultury.blog.pl :

Wala, główny bohater sztuki „Udając ofiarę” braci Priesniakowów, pracuje w policji, zajmując się na co dzień odgrywaniem ofiar przestępstw podczas wizji lokalnych. Udaje też ofiarę w życiu prywatnym. Osierocony właśnie przez ojca, nie mogąc pogodzić się z tym faktem, obarcza winą za rodzinną tragedię swoją matkę oraz brata zmarłego – Piotra. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że matka z wujem mają się ku sobie, co zaognia konflikt między nimi a młodym człowiekiem. Dramat rozpoczyna się snem, w którym ojciec Wali nawiedza go, oskarża swoją żonę i brata o morderstwo oraz nakazuje synowi zemstę.

Dowiedz się więcej »Wizja lokalna Hamleta – „Udając ofiarę” w reż. Krystyny Jandy na deskach Och-Teatru

Grzęzawisko

O spektaklu Agnieszki Przepiórskiej „Wojna to tylko kwiat” pisze Tomasz Miłkowski:

Światem wciąż wstrząsają zbrodnie wojenne. Dowiadujemy się o nich dzięki korespondentom wojennym, którzy ryzykują wszystko, aby o nich opowiedzieć.

To o jednej z nich, dziennikarce zainfekowanej potrzebą tropienia zbrojnych konfliktów, opowiada spektakl Agnieszki Przepiórskiej „Wojna to tylko kwiat”, grany od niedawna w offowym Teatrze WARSawy.

Dowiedz się więcej »Grzęzawisko

Teatr, który mnie kochał

Alicja Müller o teatralnym Krakowie w minionym roku „jako miejscu pełnym sprzeczności” w ogniu gwałtownych polemik:

Marcin Świetlicki we wstępie do swojego jubileuszowego tomu wierszy zebranych napisał, że poezję robi się z antymaterii. W obliczu ostatnich, ale i – niestety – teraźniejszych wydarzeń w krakowskim (chociaż oczywiście nie tylko) świecie teatralnym, chciałoby się przedmowę poety sparafrazować i powiedzieć, że „teatr – jeśli chcemy nazywać go Teatrem – powinno robić się przeciw. Przeciw każdej instytucji, jakkolwiek by się nie nazywała. Przeciw niesprawiedliwości. Przeciw głupocie. Przeciw złym ludziom. Teatr jest ryzykiem. Teatr jest odwagą. Teatr jest niebezpieczny. Wszystko inne to łatwo przetłumaczalne na język nienawiści bajdurzenie. I tyle”i.

Dowiedz się więcej »Teatr, który mnie kochał

Z fotela Łukasza Maciejewskiego: U KRESU SIŁ

HRABINA BATORY w reżyserii Wiktora Rubina:

Chyba tracę cierpliwość. Byłem zaintrygowany Joanną Szaloną i prawdziwie zafascynowany Carycą Katarzyną duetu reżysersko-dramaturgicznego Wiktor Rubin i Jolanta Janiczak, ale z każdym kolejnym przedstawieniem tej pary jest coraz gorzej. Hrabinę Batory z Teatru Żeromskiego w Kielcach obejrzałem resztką sił. Wszystko w tym przedstawieniu jest udawane: głębokie treści, feministyczne zaangażowanie, teatralny eksperyment.

Dowiedz się więcej »Z fotela Łukasza Maciejewskiego: U KRESU SIŁ

Willkommen

  • Loża

Katastrofa wisi w powietrzu. Wiemy, że za chwilę Hitler dojdzie do władzy. Ale w Kabarecie Kit Kat jeszcze nie widać nadciągającej klęski. Świat się kręci!

Gdyby nie było żadnego innego powodu, to fakt, że ma się w zespole takie skarby jak Magdalena Smalara i Krzysztof Szczepaniak dostatecznie uzasadnia wpisanie Cabaretu do repertuaru Teatru Dramatycznego. Ale przecież jest jeszcze wiele innych powodów. Po pierwsze, to świetny musical z brzęczącymi w uchu szlagierami z Money. Money na czele. Po drugie, to wzorowo napisana historia romantyczna, która nadaje się na przebojowy spektakl dla wszystkich. Po trzecie, to wciąż dramatyczne ostrzeżenie przed recydywą faszystowskich ciągot. Wprawdzie w Polsce nie mamy, na szczęście, zbyt silnych tego rodzaju tradycji, ale strzeżonego…

Dowiedz się więcej »Willkommen

„Korposzczury” w teatrze

O najnowszej premierze Teatru XL „Korpo Story” w reżyserii Andre de la Cruz pisze Katarzyna Michalik-Jaworska

Im uważniej przypatruję się polskiej scenie teatralnej i rządzącym nią prawom ekonomicznym, tym rośnie we mnie podziw dla determinacji Teatru XL. Co jakiś czas podglądam ich walkę o „być albo nie być” i z nieukrywaną radością stwierdzam, że coraz wyraźniej zaznaczają to swoje „być”. Uparcie utrzymują własne miejsce na mapie teatralnej stolicy i w budynku PGE Narodowy, powołując przy tym do życia kolejne premiery. Zważywszy na to, że teatr nie utrzymuje się ze środków publicznych, jest to wyczyn niemal heroiczny. Ostatnia premiera została wyprodukowana dzięki pomocy crowdfundingu, czyli zbiórki pieniędzy prowadzonej na platformie internetowej Polak Potrafi.

Dowiedz się więcej »„Korposzczury” w teatrze

Nova Scena z musicalem

Nova Scena Teatru Roma pozwala na coś, czego dotychczas w musicalach rzadko doświadczaliśmy. Na intymność. To już nie wielkie show odbywające się gdzieś poza nami, które oglądamy z perspektywy widza, ale bliska historia dziejąca się obok nas. Pozwalająca znaleźć się w środku wydarzeń, otulić muzyką (w tym miejscu specjalny ukłon w stronę świetnej orkiestry pod dyrekcją Jakuba Lubowicza) i przeżyć ją nieco inaczej niż w sposób, do jakiego przywykliśmy.

Dowiedz się więcej »Nova Scena z musicalem

Chiny w powszechnym bigosie

Gdyby spektakl KRZYCZCIE, CHINY obejrzał Konstanty Puzyna:

Gdy 1 września 2014 roku Paweł Łysak przejmował dyrekcję Teatru Powszechnego im. Zygmunta Hűbnera w Warszawie z rąk Roberta Glińskiego, teatralne środowisko było zachwycone. Głośno mówiło się, że autor niekwestionowanego sukcesu Teatru Polskiego w Bydgoszczy ma jak największe szanse, aby podźwignąć warszawski Powszechny z zapaści. Nie protestowano, gdy nowy dyrektor odmładzał i odnawiał zespół aktorski, pokładano wielkie nadzieje we wprowadzanych zmianach. Czy słusznie?

Dowiedz się więcej »Chiny w powszechnym bigosie

Konkurs krzyku?

Jeszcze o spektaklu KRZYCZCIE, CHINY! w Teatrze Powszechnym:

Corocznie w moim rodzinnym mieście odbywa się nietypowe wydarzenie dumnie nazwane „Międzynarodowym Konkursem Krzyku”. Są to jedyne tego typu zawody w Europie, rzecz podobna ma miejsce jedynie w Japonii. Chętni stanąć do boju w konkursie (ci najmłodsi mają często nie więcej niż po trzy lata) krzyczą do specjalnej aparatury pomiarowej. Osoba, której głos osiągnie największą liczbę decybeli, wygrywa. Często byłam widzem tego wydarzenia i zastanawiałam się nad sensem tych wrzasków. Bo co też niesie za sobą krzyk niewyrażający żadnych emocji? Wystarczy spojrzeć na enigmatyczną postać z obrazu Muncha, żeby uzmysłowić sobie jak wiele może kryć się za zwykłym wrzaskiem: strach, złość, bezradność, podniecenie, przerażenie. Podczas wspomnianego konkursu krzyk zostaje sprowadzony do zwykłego aktu, odartego ze wszystkich sensów i namiętności. Podobne odczucia mam po projekcji najnowszego spektaklu w reżyserii Pawła Łysaka, który scharakteryzowałabym następująco: dużo krzyku, zero prawdziwych emocji.

 

Dowiedz się więcej »Konkurs krzyku?

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.