Willkommen
Katastrofa wisi w powietrzu. Wiemy, że za chwilę Hitler dojdzie do władzy. Ale w Kabarecie Kit Kat jeszcze nie widać nadciągającej klęski. Świat się kręci!
Gdyby nie było żadnego innego powodu, to fakt, że ma się w zespole takie skarby jak Magdalena Smalara i Krzysztof Szczepaniak dostatecznie uzasadnia wpisanie Cabaretu do repertuaru Teatru Dramatycznego. Ale przecież jest jeszcze wiele innych powodów. Po pierwsze, to świetny musical z brzęczącymi w uchu szlagierami z Money. Money na czele. Po drugie, to wzorowo napisana historia romantyczna, która nadaje się na przebojowy spektakl dla wszystkich. Po trzecie, to wciąż dramatyczne ostrzeżenie przed recydywą faszystowskich ciągot. Wprawdzie w Polsce nie mamy, na szczęście, zbyt silnych tego rodzaju tradycji, ale strzeżonego…


Nova Scena Teatru Roma pozwala na coś, czego dotychczas w musicalach rzadko doświadczaliśmy. Na intymność. To już nie wielkie show odbywające się gdzieś poza nami, które oglądamy z perspektywy widza, ale bliska historia dziejąca się obok nas. Pozwalająca znaleźć się w środku wydarzeń, otulić muzyką (w tym miejscu specjalny ukłon w stronę świetnej orkiestry pod dyrekcją Jakuba Lubowicza) i przeżyć ją nieco inaczej niż w sposób, do jakiego przywykliśmy.
Jeszcze o spektaklu KRZYCZCIE, CHINY! w Teatrze Powszechnym:
Rzadko się zdarza, aby w tym samym czasie w dwóch teatrach warszawskich można było zobaczyć różne inscenizacje tego samego dramatu z kanonu polskiej klasyki. Dla teatromanów to gratka.
Peryferyjny spektakl TR Warszawa, nieoczekiwanie stał się najciekawszą artystycznie propozycją „Rozmaitości” od lat.
„Lilka, cud miłości”, wg scenar. i w reż. Waldemara Śmigasiewicza w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.
MOJA PIERWSZA ŚMIERĆ W WENECJI
Przez wiele lat przed świętami Zygmunt Broniarek pisał opowieść wigilijną i rozsyłał ją do licznych znajomych i przyjaciół.
Nie mamy nic do stracenia, Bal wszystkich świętych to przeboje Koncertu Sylwestrowego w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Dwudziestoletnia tradycja zobowiązuje. Publiczność lubi się bawić przy znanych przebojach musicalowych. Koncert będzie powtarzany przez kilka dni. Ale równocześnie w repertuarze styczniowym wszystkie spektakle, które cieszą się popularnością.

Ostatni spektakl w roku i zarazem najważniejszy – „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Jakuba Roszkowskiego, scenografii Macieja Chojnackiego, w dźwiękach Michała Siwaka (fot. Przemysław Bator). Krakowsko – kantorowski podmuch teatralnego ducha na scenie lubelskiego „Andersena”.
W osobliwy sposób uczcił 250. rocznicę urodzin Teatru Narodowego w Warszawie Dariusz Kosiński, performatolog (dawniej: teatrolog) z Uniwersytetu Jagiellońskiego, pełniący również obowiązki zastępcy dyrektora Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego. Otóż na portalu tegoż Instytutu (e-teatr) pomieścił felieton Jubileusz. Kulminacja, w którym dał wyraz swej niechęci wobec jubileuszowej premiery Kordiana w reżyserii Jana Englerta.
„Parapetówka” na motywach „Berka” Marcina Szczygielskiego, w reżyserii i adaptacji Ewy Błachnio. Czyli jak średnią książkę zaadaptować na wielce pechowy tekst sceniczny, by (po wielkich przebojach!) stworzyć kameralne teatralne cacuszko.
Tomasz Miłkowski pisze o spektaklu „Krzyczcie, Chiny” na łamach „Przeglądu”:
