Przejdź do treści

Aktualności

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

W Bibliotece na Bielanach w Warszawie kolejne spotkanie z cyklu Lukasza Maciejewskie AKTORKI NA BIELACH. Po projekcji filmu DZIKIE RÓŻE (reż. Anna Jadowska) 14 I 2019, godz. 17.00 z Martą Naradkiewicz rozmawiać będzie Łukasz Maciejewski. Jednym z patronów cyklu jest polska sekcja AICT.

MARTA NIERADKIEWICZ

Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi.

Marta Nieradkiewicz, subtelna i eteryczna, a zarazem wyrazista aktorka w Starym Teatrze w Krakowie zadebiutowała u Pawła Passiniego, grając jedną z pięciu tytułowych Wand. Następna była przejmująca postać Marii, prostej dziewczyny z determinacją podążającej za swymi marzeniami aż do tragicznego końca w nowej wersji „Woyzecka” Büchnera, którą na Scenie Kameralnej zrealizował Mariusz Grzegorzek. Jak pisał Łukasz Maciejewski: „każdy z büchnerowskich bohaterów został obdarzony indywidualnym niepokojem, szaleństwem czy zaangażowaniem. (…) Maria w kreacji Marty Nieradkiewicz to cnotliwa dziewczynka z zapałkami, przypominająca sobie, że jest także dziwką” („Gazeta Krakowska”). Druga rola sezonu: Swinarski – Konterfobka we frapującym wizualnie i myślowo „Geniuszu w Golfie” w reżyserii Weroniki Szczawińskiej, nawiązującym do postaci Konrada Swinarskiego – wymagała od młodej aktorki zupełnie innych umiejętności. Psychologizm ustąpił żonglowaniu formą i biegłości warsztatowej. „Wnikliwość idzie tu w parze z lekkością stylu i wyrafinowaniem formy. Fakty ironicznie mieszają się z fantazją i anegdotą, tryb przypuszczający pozostawia wolność myślenia. Ktoś nazwał ten spektakl «antybiografią» – może dlatego, że więcej niż o bohaterze mówi o tych, którzy go potrzebują” – pisał Witold Mrozek w „Gazecie Wyborczej”. (Dla wyjaśnienia – konterfobia objawia się preferencją do przeżywania ciągłego lęku, poszukiwaniem sytuacji wywołujących dyskomfort i strach.)

Aktorka, zaproszona przez Monikę Strzępkę i Pawła Demirskiego do obsady spektaklu „nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!” (2014), w dużym stopniu zapracowała na deszcz nagród dla zespołu aktorskiego, jaki spadł na tę świetną realizację: „Najbardziej chyba zapada w pamięć końcowy – nazwijmy to – monolog na dwa głosy, który wygłaszają Marta Nieradkiewicz i Dorota Pomykała; to jedna z tych chwil przeżytych w teatrze, które chce się wziąć ze sobą, zakopać w swojej pamięci i wracać do nich co jakiś czas. Wielkie brawa” (Karol Płatek, „Teatr dla Was”).

Marta Nieradkiewicz już w łódzkim liceum marzyła o aktorstwie – ukończyła klasę o profilu teatralno-filmowym, a potem Wydział Aktorski łódzkiej „filmówki” (2007). W tym samym roku na XXV Festiwalu Szkół Teatralnych za rolę Klarysy Hailsham-Brown w przedstawieniu „Pajęcza sieć” otrzymała wyróżnienie MKiDN oraz Nagrodę Publiczności w kategorii „najbardziej elektryzująca rola żeńska”. Zwróciła na siebie uwagę rolą Sylwii w filmie „Płynące wieżowce” (2013), za którą otrzymała Nagrodę na 38. Gdynia Film Festival, Złotego Szczeniaka na Festiwalu Aktorstwa Filmowego im. T. Szymkowa we Wrocławiu i nominację do Polskiej Nagrody Filmowej.

Aktorka pracowała m.in. w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (2008-2012) i Teatrze Dramatycznym w Opolu (2012-2013), zagrała w kilku serialach TV, a także m.in. w teledysku do piosenki Dawida Podsiadło „No” (2014). (afw)

DZIKIE RÓŻE

Jedyny taki duet w polskim filmie

Recenzja Łukasza Maciejewskiego

Anna Jadowska nakręciła jeden z najodważniejszych i najciekawszych polskich filmów tego sezonu. Odwaga reżyserki polega również na tym, że w „Dzikich różach” wystrzega się ideologicznej ostentacji. O sprawach wielkiej wagi, dotyczących również spraw natury ogólnej, opowiada w sposób wyciszony, niemal intymny. Tym mocniej wybrzmiewają wszystkie niepokojące wnioski wynikające z filmowego seansu.

Marta Nieradkiewicz, jedno z tych pięknych, bo unikatowych zjawisk aktorskich, dla której Jadowska jest pierwszą (debiutowała u niej w „Z miłości”) i bez wątpienia najważniejszą reżyserką, daje w „Dzikich różach” najlepszą z dotychczasowych kreację.

Siłą Nieradkiewicz jest bezwzględna prawda. Prawda unieważniająca wszystkie złogi scenariuszowe czy fabularne. Tą prawdą zwyciężała nawet w marnych serialach telewizyjnych, a co dopiero w sytuacji, kiedy pracuje z reżyserką tak psychologicznie wiarygodną jak Anna Jadowska. Ani jednego fałszywego gestu, chybionego ruchu.

Grana przez Nieradkiewicz Ewa jest ciałem obcym. Wszędzie, w każdej rzeczywistości, nie czuje się u siebie. Z tym się czasem rodzimy, z tym umieramy. Przeszkadza w środowisku wielkomiejskim, budzi niepokój na wsi, gdzie mieszka na stałe. Wszystko, czego się dotknie, zamienia się w trudną do zdefiniowania grudę, ciemność, niedopasowanie. Jest dzika, jak tytułowe róże. Zwiastuje nieszczęście, chociaż sama chciałaby zapewne czuć się inaczej. Ewa to emocje na wierzchu, boląca głowa, instynkty i temperament. Żyje w rozkroku, w niedokończeniu, półprowizorce. Półprowizorką jest jej dom, związek z zarabiającym na rodzinę mężem pracującym na stałe w Norwegii, teściowa, nieprzyjemne dzieci, niesympatyczny romans.

Dlaczego więc nie potrafimy oderwać od niej wzroku? Dlaczego Marta Nieradkiewicz zawłaszcza całą przestrzeń? Bo rozumie tę postać, bo rozumie jej emocje, tak trudne, tak kłopotliwe, tak bardzo niepożądane. A reżyserka, mądra i taktowna, wie dobrze, kiedy powiedzieć basta, w którym momencie zadziorna, nadpobudliwa Ewa stałaby się karykaturą samej siebie. Wytrzymują do końca.

Są dzikie, są piękne. Marta Nieradkiewicz i jej reżyserka, Anna Jadowska. Jedyny taki duet w polskim filmie.

Łukasz Maciejewski

(Kultura Dostępna)

Słowo od Przewodniczącego Kapituły: VI edycja konkursu im. Andrzeja Żurowskiego rozpoczęta!

Wyrzekanie na więdnącą krytykę teatralną stało się rytuałem. Niekoniecznie związanym z rzeczywistym poziomem krytyki – tak się po prostu utarło. Rzeczywiście, w gazetach codziennych, a… Dowiedz się więcej »Słowo od Przewodniczącego Kapituły: VI edycja konkursu im. Andrzeja Żurowskiego rozpoczęta!

Wyrzekanie na więdnącą krytykę teatralną stało się rytuałem. Niekoniecznie związanym z rzeczywistym poziomem krytyki – tak się po prostu utarło. Rzeczywiście, w gazetach codziennych, a przynajmniej w ich edycjach papierowych, coraz mniej miejsca na recenzje, choć trudno nie zauważyć, że wiąże się to z trwającym kryzysem prasy i zmianą modelu komunikacji społecznej. Coraz większą rolę w tym modelu odgrywa Internet.

To właśnie w Internecie pojawiła się prawdziwa fala nowych autorów, w tym nowych recenzentów, liderów opinii albo aspirujących do takiej roli. Jednych to przeraża, innych niepokoi, jeszcze innych cieszy. Tak naprawdę to przejaw demokratyzacji kultury. Na czym bowiem polega społeczny sens uprawiania krytyki (w tym i krytyki teatralnej)? Właśnie na tworzeniu demokratycznych ram wymiany myśli, toczenia merytorycznych sporów i poszukiwania dobrych odpowiedzi na pytania, jakie stawia teatr.

Obawa o to, że internetowy zaciąg nowych piór może zachwiać podstawami hierarchii i wywołać ogromne pomieszanie kryteriów, choć zrozumiała, nie może jednak przesłaniać optymistycznego spostrzeżenia: jest wśród nas coraz więcej chętnych do rozmowy o kulturze, o sztuce, o teatrze.

Konkurs im. Andrzeja Żurowskiego na recenzje dla młodych krytyków teatralnych narodził się w takich właśnie okolicznościach – wśród wzburzonych fal opinii upowszechnianych w Internecie, w mediach społecznościowych, poza obiegiem oficjalnej prasy branżowej i ogólnodostępnej. Po pięciu edycjach konkursu można bez ryzyka błędu czy przeceniania własnej roli odnotować z satysfakcją, że stał się ten konkurs swoistą instytucją, „sitem” wyławiającym najciekawsze nowe zjawiska w młodej krytyce.

Świadczy o tym nie tylko liczba uczestników, ale także ich jakość – zgłaszający swój akces do konkursu to autorzy już dysponujący pewnym (czasem bardzo poważnym) doświadczeniem, o wyrazistych poglądach na świat i klarownych wyborach estetycznych. Konkursowe sondy pozwalają więc wyłonić spośród z reguły dobrych lub dobrze zapowiadających się autorów tych, którzy zasługują na większą uwagę. Z jednej więc strony stanowią dla samych piszących rodzaj „certyfikatu” sprawności warsztatowych i horyzontów intelektualnych, z drugiej strony stają się rekomendacją dla czytelników-widzów teatralnych, którzy chcą się upewnić, że obcują z autorami zasługującymi na zaufanie.

Przed jurorami za każdym razem staje pytanie, kogo wskazać, kogo podeprzeć. To bardzo odpowiedzialna rola, ale przynosząca także wiele satysfakcji. Jak się bowiem okazuje, laureaci i wyróżnieni to naprawdę czołówka piszących o teatrze z młodego pokolenia. Stąd też zachęcamy do udziału w kolejnej, szóstej już edycji – świadomi, że z każdym rokiem ten konkurs zyskuje na wadze, a uzyskane laury coraz bardziej zobowiązują wyróżnionych.

Tomasz Miłkowski

[Na zdjęciu: Sławomira Łozińska, Alina Kietrys i Tomasz Miłkowski podczas ubiegłorocznego finału Konkursu im. Żurowskiego, fot. Roman Jocher]

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.