Goście:
Krystyna Zachwatowicz
Mariusz Bonaszewski
Bronisława Zamachowska
Tomasz Włosok
Irena Melcer
Mateusz Rzeźniczak
Adrian Zaremba
Mateusz Bieryt
Mateusz Janicki
9 marzec 2026,
godz. 19.00
Powidoki (2016)
Bohaterem filmu „Powidoki” jest Władysław Strzemiński, artysta , który nie poddał się socrealizmowi i doświadczył dramatycznych skutków swoich wyborów artystycznych. To film o tym jak socjalistyczna władza zniszczyła charyzmatycznego, niepokornego człowieka.
Reżyseria: Andrzej Wajda
Scenariusz: Andrzej Mularczyk
Zdjęcia: Paweł Edelman
Scenografia: Marek Warszewski
Kostiumy: Katarzyna Lewińska
Charakteryzacjanadawanie twarzy aktora wyglądu zgodnego z założeniami in... More: Janusz Kaleja
Obsada: Bogusław Linda, Bronisława Zamachowska, Zofia Wichłacz, Tomasz Włosok, Paulina Gałązka, Mateusz Rusin, Irena Melcer
***
od Łukasza Maciejewskiego:
„Powidoki” – ostatni film w dorobku Andrzeja Wajdy i ostatni, w którym wprowadził do kina całą grupę młodych aktorów, mogących dzisiaj, także jako ostatni, powiedzieć: „Byliśmy aktorami Wajdy”.
I dlatego w roku Wajdy zamierzyłem się na pomysł wyjątkowy.
Udało się nam zaprosić do Krakowa tę ówczesną młodzież.
Grali studentów Strzemińskiego (Bogusław Linda), ale czuli się także, mają prawo tak się poczuć, studentami Andrzeja Wajdy.
W Krakowie, mieście Andrzeja Wajdy, mieście, w którym spędził tyle lat i wprowadził do teatru zwłaszcza, ale i do kina tylu aktorów, pokażemy ostatni film mistrza polskiego kina. Ostatni pokłon Wajdy dla artysty (Władysław Strzemiński), dla sztuki, dla sztuki aktorskiej.
Swój udział w wydarzeniu zapowiedzieli:
gość specjalny Krystyna Zachwatowicz-Wajdowa
Paweł Edelman – autor zdjęć
Mariusz Bonaszewski – odtwórca roli Madejski, dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi )
oraz młodzi wówczas aktorzy w większości debiutujący „Powidokami” na dużym ekranie:
Bronisława Zamachowska – Nika Strzemińska, córka Władysława
Tomasz Włosok – Roman, student Strzemińskiego
Irena Melcer – Jadzia, studentka Strzemińskiego
Mateusz Rzeźniczak – Mateusz, student Strzemińskiego
Adrian Zaremba – Wojtek, student Strzemińskiego
Mateusz Bieryt – student rzeźby
Mateusz Janicki – lekarz
***
RECENZJA
ŻARZĄCY SIĘ POPIÓŁ
POWIDOKI
reż. Andrzej Wajda
„Zrobiłem film polityczny o artyście” – pisze reżyser w eksplikacji. Twórca „Popiołu i diamentu” nie mógł trafić celniej z tematem i bohaterem. To była odwaga i brawura proroka, który „Powidokami” antycypował wydarzenia z codziennego życia politycznego i społecznego. Po kilkunastu miesiącach od realizacji zdjęć, impertynenckie dialogi różnej maści politruków z „Powidoków” stają się z wolna codziennością. Populizm na trwałe stowarzyszył się z oportunizmem, a język dyplomacji czy nawet politycznej poprawności przegrał z kretesem z pozbawioną już nawet przysłowiowego listka figowego mową nienawiści. I o tym właśnie opowiada Wajda, detalicznie pokazując ów mechanizm. Być może przegrywa na tym sztuka filmowa, wygrywa jednak mocne ostrzeżenie. Twórca „Człowieka z marmuru” wielokrotnie podkreślał w wywiadach że jest zwierzęciem politycznym, to go napędza i stymuluje. W „Powidokach” stymulantem staje się świadomość obywatela tego kraju, kontynentu i świata, ale i świadomość starca ostrzegającego nas przed czasem przeszłym dokonanym, którego popioły mimo wszystko przetrwały do dzisiaj. I znowu się żarzą.
***
Wajda pokazuje w „Powidokach” konsekwencje jedynie słusznej polityki, niedopuszczającej do dialogu, rugującej innowierców na możliwie najszerszej skali negatywnej. W tym sensie „Powidoki” są filmem o odwiecznym mechanizmie nawarstwiania się zła, pytaniem o zaczyn owego mechanizmu, reakcję wobec nieuczciwości, hipokryzji, cynizmu. Jak reagować? Jak się przed tym wszystkim bronić? Barykady czy emigracja wewnętrzna, otwarty bunt czy próba kompromisu? Wajda, jak każdy wielki artysta, nie przesądza o jedynie słusznym rozwiązaniu, nie przebiera się w szaty moralisty czy politruka. Strzemiński w interpretacji Lindy jest przykładem bohatera który ma natomiast siłę na to, żeby się nie zgadzać. Niezgoda wobec sytuacji politycznej czy społecznej może przyjąć różne rozmiary. Cichy protest lub głośne „nie” z otwartą przyłbicą. Ważne jest to, żeby nie wycofać się całkowicie, bronić poglądów, albo chociaż starać się dawać świadectwo życia w prawdzie. To dekalog każdego obywatela, nie tylko artysty. Taki był również dekalog Andrzeja Wajdy.
Warto będzie wracać do „Powidoków” w przyszłości. Traktować ten tytuł nie tylko jako łabędzi śpiew nestora polskiej kinematografii, ale także autonomiczne, chociaż problematyczne pod względem jakości dzieło filmowe. Bardzo polubiłem określenie Truffauta piszącego o „chorych wielkich filmach”. W ten sposób francuski reżyser określał arcydzieła które na różnych etapach produkcji zachorowały. Przeziębiły się, rozkaszlały, straciły fason. Truffaut je uwielbiał, uważał że są ważniejsze od spełnionych, sytych popisów mistrzowskich. Film chrome z wielkimi scenami, film stylistycznie pęknięte, ale na swój sposób dojmujące i prawdziwe. I takie są właśnie „Powidoki”. Kiedy w jednej z pierwszych scen filmu widzimy okno pracowni Strzemińskiego które przesłania wielka czerwona płachta z podobizną Stalina, a malarz wycina zeń szparę przez którą może odsłonić światło, czuje się w tym prostym przecież chwycie, siłę metafory godną najlepszych scen z kina Wajdy. Wielkich scen nie tylko z wajdowskich arcydzieł, ale również z długiej serii tytułów niedoskonałych, pękniętych, niesubordynowanych. Tytułów, które kocham: pierwsza i ostatnia noc miłości w „Kronice wypadków miłosnych”, szarża konna w „Lotnej”, wyszczerzone zęby Braunek w „Polowaniu na muchy”. Lista bez końca.
***
Nie wiem, nie jestem pewien na ile broni się dzisiaj twórczość Strzemińskiego – artysty, teoretykiem na pewno był niezwykłym, ale czy malarzem? Prywatnie wolałbym zobaczyć film o sztuce jego żony, Katarzyny Kobro i jej dramatycznym losie u boku męża-tyrana (ten wątek Wajda pomija zupełnie). „Powidoki” nie traktuję zresztą jako opowieści biograficznej, tylko rzecz o postawie świadomego artysty, który wie, że czasami trzeba zabrać głoś, powiedzieć co się myśli, nie wolno dać się zastraszyć. To również film o mieście Łodzi. Akcja(łac. actio = działanie) ciąg zdarzeń w utworze dramatyc... More „Powidoków” rozgrywa się wprawdzie w latach 1948-1952, ale wędrując dzisiaj ulicami miasta, czuję się trochę tak, jakby w niektórych miejscach czas się zastał. Nie traktuję tego jako wyrzut, nie wszystko musi zostać przemielone w architektonicznej maszynce. Wolę żeby Łódź zachowała na zawsze coś ze swojej dzikości, tajemnicy, żeby nie była remontowana na siłę. Często zmęczona, ale przecież fascynująca, z odpadającymi elewacjami pysznych kamienic sama w sobie stanowi dzisiaj coś w rodzaju przypowieści, której komponentami są pycha i rozczarowanie. Strzemiński jako postać historyczna idealnie wkomponował się filmowo w ten pejzaż. Pyszny i rozczarowany, zwycięski i przegrany. Twórca unizmu w malarstwie, doceniany za granicą, kochany przez studentów, nie poddał się dyktatowi stalinizmu w sztuce. Chciał tworzyć, nie ideologizować, ale twórczość skorelowana z gustem polityków (przywódców, doktrynerów), siłą rzeczy staje się polityką. Na przecięciu tych dwóch składowych tworzy się coś w rodzaju matni. Łódź z pięknej „ziemi obiecanej” zamienia się w miejsce straszne, rodzaj panoptikum w którym nie można oddychać. Strzemiński zostaje relegowany z uczelni, wykreślony ze Związku Artystów Plastyków. Strącony z piedestału, zaczyna życie na marginesie. W tym życiu coraz bardziej na niby, towarzyszy mu temperamentna, nad wiek rozgarnięta i dojrzała córka Nika (wspaniały debiut(fr. début), pierwszy występ na scenie, estradzie bądź w... More Bronisławy Zamachowskiej). Obrazy z przeszłości nakładają się na teraźniejszość. Strzemińskiego i naszą. To są właśnie tytułowe powidoki. Z jednej strony, chodzi o kluczowe pojęcie w teorii widzenia Strzemińskiego, z drugiej, o wszystko to, co w nas zostaje. Siatkówka oka zapamiętuje wizję, obrazek z momentu wstecznego. Czas rzeczywisty biegnie do przodu, ale nie wszystko ulega wytraceniu. Obrazy nakładają się na siebie, tworzą dialog(gr. dialogos = rozmowa), 1. podstawowa forma wypowiedzi w d... More. W terminologii Strzemińskiego chodziło na przykład o przenoszenie wrażenia z obrazu na rzeźbę, z rzeźby na malarstwo. W terminologii Wajdy powidoki to przejście z pamięci przeszłości do ostrzeżenia na przyszłość. „Autorów sądzą ich dzieła” – pisał Norwid. Wajda był naszym Norwidem. To jego ostatnie takie ostrzeżenie, ostatni powidok.
Łukasz Maciejewski
pierwodruk: „Dziennik Gazeta Prawna”
[Fot. Anna Wloch]
