PAN TWARDOWSKI
FAUST KRAKOWSKI
60-LECIE TEATRU STU
Nie mogło być inaczej. Wzruszonko.
Spektakl jubileuszowy, a ten jubileusz nadzwyczajny, STU, teatr STU.
Sześćdziesięciolecie.
I jeden człowiek od początku, od sześćdziesięciu lat: Krzysztof Jasiński.
Zapytał nas przed spektaklem: „Czy to już się nadaje do Księgi Rekordów Guinnessa?”.
Mam wrażenie, że pan Guinness wypiłby na cześć Jasińskiego i jego teamu szklaneczkę guinnessa. I wpisałby STU złotymi literkami do złotej księgi.
I spektakl, i ten wieczór również.
Powiedzieć, że spotkał się cały Kraków, pół Krakowa, kawalątek Warszawy, to nie powiedzieć niczego.
Oczopląs, ale oczka zadowolone. Jak to w STU, bo tak przecież jest w STU. Rodzina.
Najpierw, na drugim piętrze, w patio, promocja przepięknie wydanego albumu – podsumowanie sześćdziesięciolecia teatru i wakacyjnego spotkania u Jasińskich, w Gromie (mam przyjemność być jednym z autorów).
Mówił Jasiński: „To wydawnictwo, ten spektakl, ten wieczór, to mój testament. Zwieńczenie drogi. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym fetować siedemdziesięciolecie STU”.
Cóż, patrząc na kondycję pana Krzysztofa, nie byłbym taki pewien. I to jest bardzo dobra wiadomość.
Kuluary. Rozmowy serdeczne. Widziani dawno i nie tak dawno. Andrzej Grabowski z Aldonką Grochal, Olgierd Łukaszewicz (reżyserował i grał w drugim, historycznym spektaklu STU), Olek Krupa, państwo Cyganowie, Agnieszka i Krzysiu Globiszowie, Stokłosowie, Andrzej Seweryn, Franciszek Muła, Ula Grabowska, przyjaciele, aktorzy, sponsorzy, dziennikarze (mój kochany Wacek Krupiński, cudny Bereś, „Baron”). Inni, inni, inni. Tłumy przecież.
I spektakl.
Obrazki wracały. Te z pamięci, i z historii teatru (to także pamięć).
Wokół „Fausta” – no, mierzyć się z Faustem? Nigdy prawie się nie udaje.
Krzysztof Jasiński, jeden z najinteligentniejszych ludzi teatru, jakich znam, wiedział dobrze co robi. Fausta STU pogonił. Mitem, fenomenem STU, i ludźmi, którzy tam pracowali, tekstami, piosenkami.
Teksty z przedstawień, pieśni (za mną siedział Jan Kanty-Pawluśkiewicz, pieśni Kantego to jest przecież muzyczny refren STU).
Wizualizacje – Zaucha, Grechuta, Wodecki, Gnatowski, Rodowicz, Trela, Stuhr, Grabowski, Bielska.
Wielka brygada Krakowa, „szalona lokomotywa” krakowskiego teatru. A to STU właśnie.
Trzy części. Stary Faust – gra go aktor-ikona STU – Andrzej Róg sprzedaje duszę Mefistofelesowi (obecny dyrektor STU, to też wymowne, Krzysztof Pluskota).
Jak się pamięta „Fausta” Jarockiego ze „Starego”, a ja pamiętam dobrze, to warto wiedzieć, że to będzie zupełnie, ale to zupełnie inny „Faust”.
„Pan Twardowski” w tytule, pardon, „Pan Krakowski”, pan „krakoski”, jest tu kluczem. I jeszcze frazy z Michaela Endego, pisarza ukochanego przez tłumacza fragmentów „Fausta” użytych w spektaklu, Jerzego Korpantego („Zwierciadło w zwierciadle. Labirynt”).
Jasiński jest Faustem, opowiada o sobie, o młodości wiecznej; chwili, która trwa. Trwaj, trwaj, trwaj.
I plastycznie (dekoracja(łac. decoratio), zasadnicza część (por.:) scenografii, ... More Katarzyny Wójtowicz), i kostiumograficznie (Anna Czyż), i adaptacyjnie jest to opowieść o STU bardziej niż o Goethem. Zaprzedanie duszy teatrowi. Z mefistofelicznym wdziękiem.
Bo Pluskota ma wdzięk ogromny. To Mefistofeles kpiący, sardoniczny, a jeżeli groźny, to z poczuciem humoru. Groza też się uśmiecha.
Wyimki z „Exodusu”, ze „Spadania”, z „Szalonej lokomotywy”, z „Hamleta”, z „Wariata i zakonnicy”, z „Wesela”, spektakli emblematów, spektakli skarbów polskiej kultury (nie, to nie jest przesada).
Zaśpiewane, wyśpiewane przez znakomite dziewczyny – Beatę Rybotycką – ikonę tego teatru, Joannę Pocicę – znakomite odkrycie Jasińskiego (siostrę Annę gra także Kamila Bestry) i Katarzynę Cichosz jako rozerotyzowaną Małgorzatę (w dublurze z Julią Roman).
Nie byłoby tego spektaklu, sukcesu spektaklu, przedstawienia o krakowskim Fauście, o duszy sprzedanej sztuce, i radości z uczestnictwa w sztuce, ale i cenie, którą się za to płaci, gdyby nie Piotr Rościszewski, akompaniator, dzięki któremu melodie Kantego, Grzywacza i innych kompozytorów STU, teksty Szekspira, Witkacego (i innych autorów STU), w świetnych, nowych aranżacjach wybrzmiały perliście. Dobro jest wieczne, jeżeli tylko potrafimy odkryć je na nowo.
I najważniejsze: Marcin Januszkiewicz w roli młodego Fausta.
Kto to jest? Co to za cudo? – słyszałem kilka razy.
Ty wiesz, na pewno wiesz.
Tak, ja wiem. My wiemy. Cudo.
W tej trudnej, arcytrudnej roli, obwarowanej historią przecież, poradził sobie wyśmienicie.
Może to w ogóle najważniejsza rola Marcina ze wszystkich dotychczasowych, znanych mi, a sporo przecież widziałem.
Głos jak dzwon, ale to wiemy, i melodyka, i czułość wobec, i celność tej melodyki.
Głos to nie wszystko, zrozumieć Edwarda Gramonta, zrozumieć duńskiego księcia, zrozumieć Pana Młodego z „Wesela”, zrozumieć Fausta. Zrozumieć Kraków, to co nasze, „krakoskie”, co to wszystko znaczy.
I Marcin zrozumiał. Odśpiewał, wyśpiewał, zagrał zrozumienie.
Miał czujnego reżysera, błyskotliwego adaptatora, znakomitych partnerów, miał rewelacyjne piosenki, ale przede wszystkim wyobraźnię, umiejętności i wrażliwość pozwalającą żeby sprostać takim wyzwaniom.
Już po spektaklu, Andrzej Grabowski, mówił mi: „Wybitnie zagrał Hamleta. Każdy kolejny chłopak grający Hamleta, chce być lepszy od poprzedników. Przebić poprzedników, a Januszkiewicz wcale nie chciał. Mówił te frazy lekko, mimochodem. I to jest właśnie szlachetne. Jest przejmujące”.
Bukiety, laudacje, ordery, brawa, bankiet. Huczny, jak to w STU.
Uciekałem szybko, tak już mam, ale znając tradycje tego miejsca, impreza przeciągnęła się zapewne do rana.
W zimowy wieczór, podobno ostatni już taki zimowy, mijając teatr, przed północą było, czekając na taksówkę, siłą rzeczy, nie było innej możliwości, przypominałem sobie sceny ze STU, z mojego STU.
Zdążyłem jeszcze obejrzeć oryginalnego „Wariata i zakonnicę”, z genialną Haliną Wyrodek, z Gnatowskim, porywające „Prezydentki” Schwaba, „Kto się boi Wirginii…”, spektakle Schaefferowskie, „Opis obyczajów”, spektakle Kmity, Sonia Bohosiewicz taka jeszcze młodziutka, huczną premierę „Hamleta” z Zawadzkim, Grabowską, Dymną, Globiszem i …ze szczurami, „kołakowski” monodram Treli, „Sonataę Kreutzerowską” z Fryczem, genialne „Biesy” Jasińskiego z ukraińskim chórem, piękny spektakl Rybotyckiej o Judy Garland, „Inne rozkosze” Pilcha w reżyserii „Barona”, i jeszcze to, jeszcze.
Uśmiecham się do tych wspomnień.
„Chwilo trwaj, byłaś piękna”
I tak wciąż.
Łukasz Maciejewski
***
Foto: Piotr Wojnarowski
***
Faust krakowski
Autor:
Krzysztof Jasiński; przekład fragmentów Fausta Goethego: Jerzy Korpanty
Reżyseria: Krzysztof Jasiński
Dekoracje: Katarzyna Wójtowicz
Kostiumy: Anna Czyż
Muzyka ilustracyjna, aranżacje: Piotr Rościszewski
Reżyseria światła: Grzegorz Marczak
Realizacja światła: Grzegorz Marczak; Maciej Skorupa
Realizacja dźwięku: Piotr Roszczyk; Daniel Schnober
Produkcja: Dominika Kosek-Turowska
Inspicjentka: Eliza Palka-Grochal; Grażyna Solarczykówna
Premiera: 22 Lutego 2026
