Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Samospalenie

To była książką zbójecka. O zawarte w niej idee namiętnie spierano się przez dziesięciolecia. Dzisiaj jednak siła „Płomieni” Stanisława Brzozowskiego wystygła, mimo że Janusz Opryński dołożył starań, aby ożywić jej spopielałe karty. Służy temu dedykacja przedstawienia tym, którzy sami siebie złożyli w ofierze w płomieniach, jak Piotr Szczęsny, który 19 października 2017 roku dokonał aktu samospalenia na Placu Defilad przed Pałacem Kultury.

W teatralnej ulotce twórcy spektaklu zapisali, że to spektakl dedykowany „wszystkim, którzy na całym świecie walczą o szeroko rozumianą wolność, wierząc, jak Brzozowski, że „myśli nie można zabić”.

Trudno nie podzielać tych szlachetnych intencji, choć towarzyszy temu świadomość, że inne dzisiaj demony krążą nad nami – raczej demony wojny niż wolności, choć o wolności nie godzi się zapominać nigdy. Spektakl potwierdza wagę tego od wieków istotnego dążenia człowieka. Już samo postawienie na porządku dnia dylematów Brzozowskiego jest zasługą, a forma teatralna budzi nie tylko szacunek, ale i podziw dla przestrzennej wyobraźni inscenizatora, choreograficznej dbałości o wymowny szczegół i scenograficzny ascetyzm. Wspiera intencje reżysera aktorskie cyzelatorstwo, szczególnie widoczne w kreacjach Modesta Rucińskiego w roli rewolucjonisty Michała Kaniowskiego i Szymona Kuśmidera jako księdza Rutuły.

Ruciński stworzył postać wewnętrznie skomplikowaną, idealisty zmagającego się z pytaniami o sens najwyższej ofiary w imię wyznaczonych celów, żarliwego zwolennika niezależności, lgnącego do zwykłego życia. Mocno zapada w pamięć Inicjująca spektakl scena samospalenia, pełna dramatyzmu, determinacji i wątpliwości w chwili ostatecznej. Podobnie niełatwa jest rola księdza-pedofila, w której Kuśmider poszukiwał śladów człowieczeństwa i skruchy. Ciekawie też wypadły postaci kobiece, ukazane tu jako towarzyszki rewolucji, Katia Irminy Liszkowskiej, Ola Doroty Bzdyli, Wiera Katarzyny Lis i Matka Ewa Domańskiej, te, które płacą – kto wie – czy nie najwyższą cenę za ideowy furor mężczyzn.

Spektakl wart namysłu i przeżycia, choć brakuje w nim – wbrew tytułowi – ognia. Nie tego rzeczywistego, ale wewnętrznego. Zamiast niego w finale proponuje Opryński dym, który z lekka snuje się nad padłym w płomieniach Kaniowskim.

Tomasz Miłkowski

PŁOMIENIE wg Stanisława Brzozowskiego, adaptacja i reżyseria Janusz Opryński, scenografia, kostiumy, światło Justyna Łagowska, wizualizacje Tomek Michalczewski, muzyka Rafał Rozmus, ruch sceniczny Tomasz Jan Wygoda, dekoracja dźwiękowa Andrzej Brzoska, efekty pirotechniczne Tomasz Pałasz,

Scena Kameralna Teatru Polskiego im, Arnolda Szyfmana, premiera 29 stycznia 2026.

[Fot. Karolina Jóźwiak/ Teatr Polski]

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.