Niszczy nas nienasycenie – choroba współczesnych ludzi, którzy stale pomnażamy zasoby wiedzy i poszerzamy dostęp do wiedzy świata, pomimo dotkliwej pustki w sobie. Niczym alchemik z Goethego, sprzedajemy dusze „diabłu”. Tyle, że ten, nazywa się „postępem” – pisze Andrzej Piątek o spektaklu„Faust” wg. Goethego, w opracowaniu dramaturgicznym i reżyserii Jana Nowary, w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie.
Nowara nie wprowadza na scenę rekwizytów zbyt dosłownie świadczących o współczesności, pokazuje to poprzez strukturę „Fausta”, balansując na granicy założeń filozofii pierwowzoru i nowoczesnej estetyki – Dyrektor, Poeta i Aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More płynnie przemieniają się w Pana, Fausta i Mefistofelesa.
Jest sprawnym przewodnikiem przez gąszcz skomplikowanego tekstu i jeśli pierwszą część spektaklu nieco spowalnia, to pewnie chce nas na chwilę zatrzymać przyzwyczajonych do codziennego biegu myślowego byśmy wsłuchali się pilniej w słowa. Przecież skoro na co dzień zaprzedajemy siebie „diabłu postępu”, ma prawo odbywać się to również w blasku sceny.
Mefistofeles/Aktor Michała Chołki to rola popisowa w spektaklu Nowary. Mefisto jest cyniczny, ironiczny, wyluzowany, chwilami sympatyczny, porusza się tanecznym krokiem. Trudno nam tę postać od razu ocenić poprawnie i to samo już budzi nasz niepokój, skoro to przecież diabeł. Zwłaszcza w świetle refleksji, czy nie odzwierciedla i skrótowo nie uosabia naszych czasów? Naszego świata, w którym na pozór dobrze nam jest, ale jeśli przyjrzeć się mu dokładniej, okazuje się przerażający.
Tak, diabeł Chołki, to nie demon z otchłani, to postać przypominająca współczesnego manipulatora – polityka, celebrytę czy korporacyjnego gracza. Znamy ich, ludzi często wysokiej władzy, miłych, uśmiechniętych, mających nas za przedmioty. Chołka zdaje się podejmować taką konwencję i skoro to w sumie przecież „zabawa w teatr”, czasem „puszcza oko” do publiczności. Taki Mefistofeles, manipulując Faustem jest zdolny manipulować każdym z nas z chłodnym wyrachowaniem.
Poziom odniesień Chołki z Robertem Żurkiem – Faustem/Poetą, określa wyrazistość i dynamikę przedstawienia Nowary. Faust nie jest szalonym starcem, lecz intelektualistą wypalonym przez ambicję. Żurek świetnie oddaje dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More człowieka, którego próba przemiany za sprawą miłości do Małgorzaty, to nie zmiana kostiumu, lecz rodzaju energii – z ciężkiej jak ołów na wibrującą niczym kaskady dźwięków Mozarta, podszytej desperacją żądzy życia, które się nieuchronnie musi skończyć. Taki Faust jest bliską nam osobowością, kimś współczesnym o zmiennych nastrojach i emocjach, rozpiętym pomiędzy ambicją sposiadania wiedzy, a potrzebą miłości.
Małgorzata Anieli Kowalskiej, to postać delikatna, wrażliwa i subtelna. Świetnie oddająca uczucia od miłości po rozpacz – szczególnie wyraziście wybrzmiewające w spektaklu. Emocje w scenach obłędu i uwięzienia pokazuje z wielką intensywnością. Dlatego tak mocno podkreślają cały proces niszczenia niewinnego człowieka przez machinacje Mefista. To w przedstawieniu Nowary punkty kulminacyjne.
Anna Demczuk – Czarownica, Sławomir Gaudyn – Dyrektor/Pan, Robert Chodur – Wagner, Magdalena Kozikowska-Pieńko – Marta, Mateusz Marczydło – Walentyn, Józef Hamkało – Zły Duch i Paweł Gładyś – Duch Ziemi proponują mistrzowskie małe etiudy charakterystyczne.
Piękna, niezwykle funkcjonalna scenografia i świetnie dobrane światło Magdaleny Gajewskiej tworzą intymną, chwilami monumentalną przestrzeń: zimne światło towarzyszące Mefistofelesowi bywa skontrastowane z ciepłym otulającym Małgorzatę, co stwarza stosowne klimaty. Także często zastępuje dekoracje.
Wizualizacje Olgi Balowskiej momentami abstrakcyjne, dopowiadają to, co niewypowiedziane w chaosie myśli Fausta czy w scenie Nocy Walpurgi.
Muzyka Tomasza Bajerskiego na przemian drażni i uspokaja, stosownie wypełniając przerwy, które pozwalają nabrać powietrza gdy podążamy myślowo za trudnym tekstem. Nadaje też wibrujący rytm scenom „piekielnym” u Nowary.
Temu też służy ruch sceniczny Jarosława Stanka: układy są wyraziste, co świetnie oddaje spazmatyczną walkę Fausta o siebie, w świecie, który mu nie sprzyja.
Codziennie godzimy się na utratę części swej prywatności i duchowości pod wpływem nacisków „cywilizacyjnych”, w zamian za święty spokój i wygodę. Czemu współcześnie sprzeciwia się Faust, próbując zatrzymać czas. A także zachować fizyczną młodość, gwarantującą, jak sądzi, miłość Małgorzaty.
Nowara uderza boleśnie w nasze ego i zostawia z pytaniem, czy w dzikim pędzie za wiedzą, atrakcjami i pieniędzmi nie pogubiliśmy się całkowicie na drodze bezsensu. Z sugestią, że zło nie jest zewnętrzną siłą, ale jest w nas.
Granica między pozytywnym dążeniem do rozwoju, a pychą sposiadania wiedzy, jest cieńsza niż tafla lodu wiosną na dużym jeziorze. Nowe modele samochodów, podróże, przygody, nie dadzą eliksiru młodości. Wydzierając życiu swoją porcję rozrywek i rozkoszy, i tak narażamy się na zemstę czasu. To nie jest urojeniem.
Spektakl Nowary jest mądry, piękny, wizualnie wysmakowany i świetnie zagrany, ale wymaga skupienia i intelektualnego wysiłku. Za co jednak odwdzięcza się zwróceniem uwagi na coś, co być może, możemy jeszcze w swym życiu zmienić. Ratunkiem choćby uczucie i odpowiedzialność za kogoś. Sposiadanie „wszystkiego” jest niemożliwe. A sposiadanie „jak najwięcej”, ma cenę wysoką, jak wysokie są Himalaje.
Andrzej Piątek
N/z Robert Żurek – Faust i Michał Chołka – Mefistofeles.
Fot. Wit Hadło
