Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

BoyKott: Cyrk na cześć Fryderyka?

Doprawdy, co pięć lat Polska, niczym Rzym cezarów, potrzebuje swoich igrzysk. Chleba mamy, jak mamy (coraz droższego!), ale igrzysk nam nie zabraknie. A są to igrzyska osobliwe, bo zamiast lwów i gladiatorów mamy młodzieńców w nienagannych frakach i młode damy w skromnych acz krzycząco eleganckich kreacjach, a zamiast areny – estradę Filharmonii Narodowej. Zwie się to Międzynarodowym Konkursem Pianistycznym imienia Fryderyka Chopina, lecz nie oszukujmy się – to jest teatr, proszę Państwa, i to teatr totalny.

Zaczyna się od nabożnej ciszy, która sama w sobie jest aktem scenicznym. Publiczność wyposażona w cudem i przekupstwem zdobyte bilety, odświętnie wystrojona, wstrzymuje oddech, jakby za chwilę miało nastąpić objawienie, a nie wykonanie etiudy, którą setki razy słyszała w nagraniach. Na scenę wkracza solista – nie muzyk, lecz aktor w monodramie.

Kłania się raz, drugi, siada przy fortepianie, a jego palce zawisają nad klawiaturą w geście najwyższego dramatycznego napięcia (w starym kabaretowym monologu Janusz Gajos opisał te seryjne gesty wyrokując, że, według niego, najlepszy jest ten uczestnik, który pogubiwszy się w nich w ogóle nie zagra).

Potem następuje walka – z materią, z instrumentem, z własnymi nerwami. Pot spływa po czole, frak lepi się do pleców. To nie jest interpretacja, to jest sport wyczynowy, zapasy z duchem kompozytora.

A publiczność? Ta w sali, wiadomo, kaszle strategicznie między częściami, szeleści programem i udaje, że odróżnia rubato od arytmii. Ale prawdziwy teatr przeniósł się gdzie indziej. Przeniósł się do internetu, gdzie na czacie transmisji na żywo kłębi się nowy, cyfrowy ludek. Tam dopiero jest dramat! Tam toczy się prawdziwa walka. Setki tysięcy samozwańczych jurorów feruje ostateczne wyroki w czasie rzeczywistym. Jeden z pianistów ma za krótkie spodnie? Lawina komentarzy! Inny zbyt ekspresyjnie porusza głową? Wyrok: winny! To jest dopiero recenzja, to jest krytyka na miarę naszych czasów – szybka, powierzchowna i najczęściej niemająca nic wspólnego z muzyką.

A nad tym wszystkim unosi się chmura olimpijskich bogów, czyli szanowne Jury. Ich kamienne twarze to maski antycznego teatru. Siedzą nieruchomo, notują coś w tajemniczych kajetach, a ich decyzje potrafią wywołać prawdziwe wojny trojańskie. Pamiętamy przecież rok osiemdziesiąty i hecę z Pogoreliciem. Biedak grał inaczej, po swojemu, więc go wyrzucono, na co jedna z jurorek, wielka Argerich, obraziła się i wyjechała, trzaskając drzwiami. Co za dramat! Co za gest! Sam Szekspir by tego nie wymyślił. I paradoksalnie, ta teatralna klęska otworzyła Pogoreliciowi drzwi do światowej kariery, większej niż zwycięzcy. Bo w teatrze, jak wiadomo, ciekawszy jest tragiczny buntownik niż poprawny prymus.

Całe to przedstawienie reżyserują oczywiście media, które z lubością podkręcają atmosferę. Mamy więc „Noce z Chopinem”, jakby to był tytuł jakiegoś hollywoodzkiego dreszczowca, a nie transmisji z finału. Mamy codzienne relacje, punktacje, typowania faworytów. Wszystko to sprawia, że muzyka, ta intymna, salonowa spowiedź Chopina, zostaje sprowadzona do roli tabeli wyników w piłkarskiej lidze. A teraz, na domiar wszystkiego, konkurs wkracza na TikToka. Doprawdy, czekam już tylko na to, aż któryś z uczestników zagra mazurka, jednocześnie wykonując jakiś modny układ taneczny.

I tak to się kręci co pięć lat. Cyrk odjeżdża, by za pięć lat powrócić. A pośród tego zgiełku, tych wszystkich gestów, min, skandali i komentarzy o skarpetkach, gdzieś w tle, cichutko, przemyka duch wątłego geniusza z Żelazowej Woli. Patrzy na to wszystko z ironicznym smutkiem i pewnie myśli sobie to, co my wszyscy: przedziwny jest ten świat.

Bo w tym całym teatrze, proszę Państwa, najważniejsze jest to, że muzyka wciąż wygrywa z przedstawieniem. 

A i mnie każda edycja pobudza do roli muzycznego kibica codziennie rano i wieczorem szukającego z wypiekami na twarzy w czeluściach internetu newsów i komentarzy dotyczących konkursu. I jakoś mi z tym wszystkim dobrze. Such a good sport – jak mawiają Anglicy…

Konrad Szczebiot

1 komentarz do “BoyKott: Cyrk na cześć Fryderyka?”

  1. Pingback: Fryderyka nam trzeba! - BLOG Grzegorza Kempinsky'ego | BLOG Grzegorza Kempinsky'ego

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.