Przejdź do treści
Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

Hrabia Potocki w Łazienkach

W zeszłym roku Ermida albo Królewna pasterska Stanisława Herakliusza Lubomirskiego w reżyserii Jana Nowary, a w tym roku Parady Jana Potockiego w reżyserii Radka Stępnia i Michała Świechowskiego – Teatr Siemaszkowej potrafi sprawiać wspaniałe prezenty.

W wysmakowanych wnętrzach Starej Oranżerii w Łazienkach Królewskich i w przylegających do niej ogrodach Parady czuły się jak w domu, choć napisane zostały dla teatru dworskiego księżny Elżbiety Izabeli Lubomirskiej z Czartoryskich w Łańcucie, gdzie miała miejsce premiera tego spektaklu, podobnie jak prapremiera w roku 1792 z udziałem arystokratycznych amatorów, grana w języku oryginału po francusku. W Łazienkach wtedy ich nie pokazywano, co innego miał wówczas na głowie Stanisław August Poniatowski, niegdysiejszy ukochany Lubomirskiej właśnie przystępował do Targowicy.

Jan Potocki oszlifował ten rokokowy klejnot dell’arte dla towarzystwa swojej teściowej z sześciu scenek komediowych w stylu rokokowym. Na zbiór złożyły się sceny: Zakochany Gil, Kalendarz starych mężów, Mieszczanin aktorem, Podróż Kasandra do Indii, Kasander literatem, Kasander demokrata. Parada stanowiła podówczas charakterystyczny wytwór teatru jarmarcznego – wyrazisty, operujący przesadą skecz. Istotą zabawy wysoko urodzonych było naśladowanie zachowania warstw usytuowanych nisko na drabinie społecznej. Potocki posłużył się w swoim utworze parodią istniejących już utworów, a także obowiązującej stylistyki.

Siłą tych miniatur pozostał komizm, dzięki temu odkryte powtórnie w naszych czasach, wystawione po raz pierwszy po polsku w stołecznym Teatrze Dramatycznym (1958, tłum. Józef Modrzejewski) rozpoczęły swój triumfalny pochód po polskich scenach. Polska prapremiera w inscenizacji, dekoracjach i kostiumach Władysława Daszewskiego, w reżyserii Ewy Bonackiej z muzyką Witolda Rudzińskiego miała miejsce na malej scenie teatru. Sukces był tak wielki, że dyrekcja niemal natychmiast przeniosła przedstawienia na dużą scenę, na której były grane przez trzy lata, dochodząc do setnego wykonania. Powszechny zachwyt budziła Barbara Krafftówna w roli Zerzabelli i Wiesław Gołas jako Gil. Dla porządku dodam, że prapremierę w Dramatycznym (18 listopada 1958) poprzedziło wystawienie w teatrze studenckim, Teatrze 38 w Krakowie w reżyserii Waldemara Krygiera (2 października 1958) i realizacja radiowa Władysława Kopalki (15 października 1958, również z udziałem Barbary Krafftówny).

Od tego czasu Parady pojawiły się na polskich scenach bez mała 50 razy, a niektóre z wystawień zdobyły niemała sławę i nader pochlebne recenzje. Dotyczy to zwłaszcza spektaklu Andrzeja Zaorskiego w szczecińskim Teatrze Polskim (1976), w którym specjalista od kabaretu nadał im charakterystyczną dla kabaretu formę, nasycając spektakl parodiami rozmaitych konwencji teatralnych czy estetycznie wysmakowanego spektaklu Edwarda Wojtaszka w Teatrze Polskim w Warszawie, a także telewizyjnej realizacji Krzysztofa Zaleskiego w znakomitej obsadzie z Ewą Dałkowską, Piotrem Fronczewskim, Markiem Kondratem i Grzegorzem Wonsem. Trzeba też koniecznie przypomnieć spektakl dyplomowy studentów lalkarstwa w białostockiej filii PWST w reżyserii Wiesława Tołpińskiego, który stał się prawdziwą sensacją festiwali teatralnych – po raz pierwszy przedstawienie lalkowe zdobyło na festiwalu Klasyka Polska w Opolu Grand Prix. Premiera spektaklu miała miejsce w Teatrze Szkolnym 14 marca 1994, a reżysera wspomagali wspaniali artyści, scenograf Rajmund Strzelecki i kompozytor Andrzej Kurylewicz (wykorzystał w spektaklu muzykę dworską wg konsultacji Krzysztofa Dziermy). Najpierw przedstawienie zostało wyróżnione przez Jury XII Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi (1994) „nagrodą zespołową za kreację zbiorową zaprezentowaną w przedstawieniu”. Potem Parady, przeniesione do Białostockiego Teatru Lalek (premiera 3 V 1995), zyskały wielkie powodzenie u publiczności, uznanie krytyki i zaczęło zbierać liczne nagrody. „Na jarmarcznej scenie z malowaną kurtynką o pisał Romana Pawłowski w „Gazecie Wyborczej: – aktorzy w stylizowanych, długonosych maskach występują razem ze swymi marionetkami, wzrostu kilkuletniego dziecka. Gra między ludźmi i lalkami jest obok kalamburów Hrabiego [Jana Potockiego] najzabawniejszą stroną przedstawienia. (…) Parodie romansów i rycerskich pojedynków, szalone gonitwy wśród publiczności, lawina slapstickowych gagów czynią z tej XVIII-wiecznej krotochwili uroczy teatralny bibelocik, który wyciska łzy ze śmiechu i trzęsie brzuchami widzów”.

Wspominam o tym wszystkim, aby dowieść, że twórcy spektaklu rzeszowskiego (notabene przed laty Parady już trafiły na afisz Siemaszki) mieli pełną swobodę twórczą, nie byli związani jakąś edukacyjną potrzebą inscenizacji. I skorzystali z tej okazji, Wprawdzie scenki kilku parad stanowią główną atrakcję spektaklu, zresztą pokazywane w malowniczym otoczeniu rzeźb ogrodowych przy delikatnym szumie fontanny, to okolone zostały dodatkowymi scenami, wprowadzającymi w atmosferę pałacu Lubomirskiej, a w ostatniej części w duchowe wędrówki Jana Potockiego, postaci w naszej historii i kulturze wyjątkowej. Łączył bowiem hrabia Potocki wybitne zdolności literackie z pasjami badacza, podróżnika i temperamentem polityka. Świetnie wykształcony wiódł wewnętrzny spór o przyszłość Rzeczypospolitej i przyszłość świata.

Tak więc część pierwsza spektaklu, rozgrywana na scenie teatru w Starej Oranżerii przedstawia pałacowe wnętrze, akcentując panujące tu maniery i hierarchie, które sugestywnie ukazuje Mariola Łabno-Flaumenhaft w roli księżnej oraz wyjątkowe miejsce Jasia, jak pieszczotliwie nazywa swego zięcia. To na jej prośbę stworzy Potocki Parady wbrew zamętowi panującemu na świecie, a może i jako osobliwy do tego zamętu komentarz. Ta część wabi kostiumami, urodą wnętrza, elegancją gestu i aluzjami w pozornie swobodnej konwersacji. Ale to tylko wprowadzenie, mające coś z lekcji na temat historii łańcuckiego pałacu.

Po tej części widzowie prowadzeni przez dostojną służbę, Piterka i Rozynę, udają się przechodząc przez galerię rzeźb do ogrodu, gdzie w gęstniejącym mroku, przy powiewach rześkiego powietrza i szumie fontanny mogą obserwować przygotowania do wykonania, a wreszcie i wykonanie Parad. Dużo w tym lekkiego dowcipu, charakterystyki towarzystwa, ale też pastiszowego wdzięku w ukazywaniu scenicznych efektów i środków aktorskich, jak się zdaje w zgodzie z duchem Mimiki Wojciecha Bogusławskiego. Kiedy Kasander (Robert Żurek) udaje się do Indii Wschodnio-Zachodnich albo postanawia zostać literatem z ogrodowej scenki tchnie wyrafinowanym dowcipem i parodią ówczesnego teatru.

Kiedy parady już się kończą widzowie-goście przenoszą się inną drogą niż ta, którą tu przybyli, wędrując przez ogrodowe ścieżki do pałacowego teatru, gdzie znajdą się w piekle, jakie świat, ale sam sobie zgotował Jan Potocki, nie umiejąc pogodzić się ze zmierzchem pewnej epoki i z upadkiem Rzeczypospolitej. Sceny wyświetlane na ekranie ilustrują kłębiące się w nim wątpliwości, lękiem zarażają jego starcia z wielkimi filozofami. Samotny Jaś (w tej roli gościnnie Maciej Karbowski) wiarygodnie wydobywa duchowy kryzys odchodzącego klasycyzmu, zapowiadając romantyczny bunt. To przecież nie kto inny, tylko on sam zakończy swoją ziemską wędrówkę samobójczą śmiercią, kiedy nie będzie już ufać przyszłości. Na razie jeszcze zmaga się ze sobą, choć przecież wiemy, jak po werterowsku to się skończy.

Brawurowo przemyślany scenariusz, łączący rozmaite tony i poziomy obcowania z duchowością naszych rodaków sprzed ponad dwóch stuleci, którzy na arystokratycznej wyspie dostatku trwali ze świadomością, że ich świat nie przetrwa. Na przekor tym przeczuciom przetrwały Parady i wciąż wydają zaskakujące owoce.

Tomasz Miłkowski

PARADY Jana Potockiego, reżyseria i światło Radek Stępień, reżyseria i opracowanie tekstu Michał Świechowski, dramaturgia Jan Łuć, scenografia Łukasz Mleczak, muz. i video Nikodem Dybiński, konsultacja merytoryczna prof. Krzysztof Mrowcewicz, Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, premiera Muzeum Zamek w Łańcucie, 9 maja 2025, premiera w Łazienkach Królewskich w Warszawie, 8 września 2025.

Zostaw odpowiedź

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.