Krystyna Gucewicz, nie mogła być obecna podczas wręczenia Nagrody im. Ireny Solskiej KATARZYNIE FIGURZE, ale przekazała Laureatce listowne gratulacje za pośrednictwem Zarządu polskiej sekcji AICTMiędzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych (Associ... More, upoważniając do ich upublicznienia w „Yoricku”. Tytuł tekstu pochodzi od redakcji, która zaczerpnęła go z listu autorki:
Kasiu droga,
przyjmij tą drogą gratulacje i uściski. Obiecałam, że stawię się dziś, ale życie chciało inaczej. Dlatego piszę tych kilka zdań, skazana na zachwyt, podziw i niekłamane uznanie dla Twoich niedawnych dokonań w teatrze.
Najpierw była Fedra, krótka podroż z Warszawy i olśnienie. Zaskakująco odmienny, nowy portret aktorki, którą przecież dobrze znam. Dojrzała kreacja, przejmująca interpretacja, emocje współczesne do bólu. Po premierze sopockiej oznajmiłam wszem i wobec, że jesteś największą tragiczką współczesnej polskiej sceny teatralnej. Zdania nie zmieniam.
Teraz nowe, wspaniałe przeżycie, jakim obdarowujesz nas wszystkich. Przepraszam, muszę opowiedzieć, wspomnieć o tym, co obie wiemy, ale nie każdy widział ten wzruszający, mądry, porywający, spektakl.
W teatrze Atelier im. Agnieszki Osieckiej niezwykłe przedstawienie Szary Anioł. Studium wielkości i przemijania, ballada o samotności, upływie czasu, o niezgodzie na to, co nieuchronne. Kilka dni z życia Marleny Dietrich, ikony kina, bożyszcza, divy, która ostatnie 13 lat życia spędziła przykuta do łóżka. Bezradna, odchodząca, pozostała władcza, opętana absurdalną wiarą w powrót do wielkości, w pełne sukcesów podróże, w cudowne odrodzenie niegdysiejszej sławy. Nieznośne natręctwa gwiazda demonstruje niememu (także w roli) asystentowi – wielbicielowi, który z niewolniczym oddaniem spełnia wszelkie kaprysy. Wszystko.
Kilkanaście lat temu kreacją w tej roli (autor Moritz Rinke) zapisała się Joanna Bogacka, reżyserował Andre Huebner- Ochodlo, samotny teatralny żagiel nad Bałtykiem. Teraz wrócił do Marleny Dietrich w zaskakujący, metafizyczny wręcz sposób. Na deski teatru sprowadza duchy sztuki. Przedstawienie nosi podtytuł Hommage a Joanna Bogacka, a odwagę stworzenia własnej perspektywy wobec tamtych dwóch sław prezentuje wybitna aktorka Katarzyna Figura. Powstaje osobliwa triada wielkości. W tle oglądamy sfilmowany spektakl z Joanna Bogacką. W perspektywie cienia, skulona na inwalidzkim wózku, oszczędna w tekście, zamarła w bezruchu, jak echo tkwi Marlena Dietrich – Katarzyna Figura. Tamte aktorki wchodzą w nią jak dybuki, dzieje się magia.
Zadanie jest karkołomne. Stworzyć własną wizję postaci równolegle, na tle innej interpretacji, która cały czas, w obrazie i w głośno, emocjonalnie mówionym tekście, dominuje nad sceną. Koncentracja, skupienie Figury są jak napięta struna. Aktorka jakby z trudem wyłuskuje, wydobywa fragmenty tekstu, mówi szeptem, tkwi niemal w bezruchu, dodając jedynie skromny a błyskotliwy pomysł poprawiania nakrycia głowy. Jako Dietrich jest oszczędna w emocjach, ostatecznie samotna, zdana na monotonię swego życia, jakby pogodzona z losem. Chyba nawet słyszy śmierć. A zatem w kontrze, w przeciwieństwie do Bogackiej – to podwójna trudność. Sądzę, że w tak ascetycznym ujęciu, w potraktowaniu zadania z ujmującą pokorą, Katarzyna Figura lokuje także własne emocje, zwykłą ludzką niepewność wobec losu i skromność wobec Sztuki.
Tak, Kasiu, sztuka przez wielkie S. Wielka rola, wielki teatr, wbrew małości czasów…
To właśnie chciałam powiedzieć Ci, nie szczędząc wielkich, szczerych gratulacji laureatce naszej nagrody 2025.
Krysia Gucewicz
[Fot. Martyna Niećko/ Teatr Atelier]
]